Lipa panny młodej i płaskorzeźba na kościele w Leobschütz
Po północnej stronie katolickiego kościoła parafialnego w Leobschütz[1] od wielu setek lat stoi okazała lipa, rozpościerając szeroko rozłożystą koronę. Naprzeciwko niej, w murze świątyni, znajduje się zwietrzała płaskorzeźba, przedstawiająca dziewczynę w staromodnym ubiorze. Lipę i płaskorzeźbę łączą lokalne podania.

Lud snuje na ten temat różnorakie opowieści, lecz wiele z nich zgodnych jest w jednym: dawno temu, gdy pewna młoda para wychodziła z kościoła po zaślubinach, panna młoda runęła nagle martwa na ziemię. Pochowano ją dokładnie w miejscu, w którym upadła – wtedy był tam jeszcze cmentarz – a na jej grobie zasadzono młodą lipę. Ta z czasem wyrosła na okazałe drzewo, które do dziś nazywa się lipą panny młodej. Wizerunek panny młodej wyrzeźbiono w kamieniu i umieszczono na murze kościoła.
Inne podanie głosi natomiast, że lipa i kamienna płaskorzeźba są pamiątką po jednym z najbardziej przerażających wydarzeń, jakie rozegrały się niegdyś w murach miasta Leobschütz. Dawno temu naprzeciwko nowego targu mieszkała pewna dziewczyna. Nosząc na palcu zaręczynowy pierścionek, tęsknie wypatrywała dnia, gdy kapłan na zawsze połączy ją z narzeczonym przed ołtarzem. Ale człowiek myśli, a Pan Bóg kreśli. Pewnego dnia dziewczyna zaległa na łożu śmierci, zesztywniała i bezwładna. Po trzech dniach złożono ją do chłodnego łona ziemi. Było to w miejscu, gdzie potem posadzono lipę. Grabarz, człek chciwy, zauważył, że dziewczyna spoczywa w trumnie odziana w bogate szaty i strojna w kosztowną biżuterię. To podsunęło mu zbrodniczą myśl, by pod osłoną cichej i mrocznej nocy motyką i łopatą rozkopać grób i otworzyć trumnę. I gdy już miał ściągnąć drogocenne pierścienie ze sztywnej ręki, palce nagle się poruszyły – uznana za zmarłą dziewczyna podniosła się i złapała go za rękę. Złoczyńca, ogarnięty przerażeniem, rzucił się do panicznej ucieczki. Dziewczyna zaś wstała z grobu – była martwa tylko pozornie – drżąc na ciele chwyciła latarnię, którą grabarz pozostawił przy trumnie i chwiejąc się ruszyła do domu. Można sobie wyobrazić śmiertelne przerażenie domowników, gdy na jej ciche pukanie otworzyli drzwi i ujrzeli przed sobą tę, którą już pochowali. Nietrudno też sobie wyobrazić, jak ich strach przemienił się w radość, jak niezwykłe poruszenie ogarnęło całe miasto i co jeszcze nastąpiło wskutek tego niepojętego wypadku. Niech sobie tam każdy myśli, co chce, ale na pamiątkę tego wydarzenia zasadzono lipę w miejscu grobu, a w ścianę kościoła wmurowano okolicznościową płaskorzeźbę.
źródło: Richard Kühnau: Die Brautlinde und die steinerne Braut zu Leobschütz. W: Sagen aus Schlesien. Leipzig 1925, s. 175–176.
Przełożyła Nina Nowara-Matusik – literaturoznawczyni, germanistka i tłumaczka. Profesorka Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W pracy naukowej zajmuje się literaturą niemiecką na Górnym Śląsku, kreacjami fantastycznych światów i problematyką płci. Jej teksty ukazały się m. in. na łamach „Oxford German Studies” oraz „Orbis Litterarum”. Niedawno wydała monografię Josef Wiessalla: Na dole. Opowiadanie bytomskie oraz antologię przekładów Po drugiej stronie studni. Górny Śląsk w przekładach. Stypendystka miasta Bytomia w dziedzinie literatury oraz europejskiego programu stypendialnego KPO dla kultury, związana z Śląskim Centrum Pamięci Regionalnej oraz Transgranicznej. Mieszka w Bytomiu.
[1] Dzisiaj Głubczyce. Przyp. tłum.

