Kultura

Gnom Oppo i Kwaśne Źródło

Sudeckie góry i doliny spowijała północ. Pośród koron gęstego boru, którego wiekowe drzewa piętrzyły się ku niebu niczym kolumny potężnej katedry, niósł się tajemniczy szmer. Spomiędzy postrzępionych chmur przebłyskiwała blado tarcza księżyca, skąpo oświetlając opustoszałą krainę. Trzy okutane w długie płaszcze postacie siedziały wokół trzaskającego jasnym płomieniem ognia. Twarze mężczyzn, którzy rozbili obóz przy Kwaśnym Źródle, niedaleko chaty św. Piotra[1], spowijały sięgające piersi brody.

– Dokąd biegną twe myśli, Altmannie? – rozpoczął rozmowę jeden z mężczyzn, podsycając ogień.

– A dokąd mogłyby biec? – odpowiedział zapytany. – Przecież nawet ja nie znam jeszcze tych ścieżek, którymi przyjdzie mi jutro podążyć.

– Poczekajmy do północy, a będzie nam dane ujrzeć Ducha Gór, potężnego Pradziada. On zaś pokieruje naszymi krokami i wskaże nam owo miejsce w łonie ziemi, w którym spoczywają szlachetne metale. Te zaś będą nam zapłatą za trud naszych rąk – rzekł na to trzeci.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Mężczyźni byli bowiem niemieckimi górnikami, co wędrowali po górach w poszukiwaniu szlachetnych kruszców.

W oddali tymczasem rozbrzmiały ciche akordy łagodnej muzyki, które powoli zaczęły zbliżać się ku Kwaśnemu Źródłu, w pobliże miejsca, gdzie trzej górnicy rozbili swój obóz.

Wtem mrok leśnej gęstwiny rozproszył magiczny promień jasnego niczym słońce światła. Na polanie na skraju lasu, tuż obok skromnej chaty apostoła pasterzy[2], pojawiła się osobliwa gromada cudacznych krasnoludków, odzianych w górnicze stroje i czapki. Grając na przedziwnych instrumentach, kroczyły w równym porządku ku źródłu. Za nimi zaś postępowały, jaśniejąc urodą, spowite w długie, białe szaty, smukłe dziewczęta o mieniących się złotem lokach, w które wplecione miały wodne kwiaty – były to nimfy Kwaśnego Źródła. Na purpurowych poduszkach, wyszywanych złotem, niosły ze sobą czary ze złota i srebra. Wozem ze lśniącego metalu, przybranym kryształami i drogocennymi kamieniami, sunął otoczony błękitnym blaskiem Pradziad – Duch Gór. Do wozu były zaprzęgnięte dwa przedziwne stwory. Za wozem kroczył kolejny gnom, niosąc obok młota i lampki górniczej wielki pęk kluczy. Małe koboldy i korzenne ludki[3] podążały za nocnym orszakiem, skacząc wesoło i czyniąc rozmaite psoty.

Przy Kwaśnym Źródle orszak się zatrzymał; muzyka umilkła, a Pradziad, Duch Gór, wysiadł z wozu. Nimfy zaś stanęły nad brzegiem źródła.

– Wylej to, co masz w swej złotej czarze, w kryształową toń, nimfo Palustino[4] – przemówił Pradziad.

Stojąca najbliżej źródła dziewczęca postać wlała zawartość czary do źródła.

– Oto moc życia, niechaj to źródło będzie nią odtąd wypełnione – ciągnął duch. – Wy także wylejcie zawartość swych naczyń do źródła – rozkazał pozostałym nimfom – niechaj przydadzą wodzie smak i siłę, by łagodziła cierpienia i choroby przyszłych ludzkich pokoleń.

A gdy wszystkie nimfy opróżniły już swe naczynia, do źródła w podskokach zbliżyły się gnomy, koboldy i korzenne ludki, by kryształowymi kielichami zaczerpnąć tryskającej z głębin wody.

Altmann i jego towarzysze, którzy dotąd w milczeniu obserwowali nocne widowisko przy Kwaśnym Źródle, wstali ze swych miejsc i zdecydowanym krokiem podeszli ku oddalającemu się Pradziadowi.

A wtedy koboldy i korzenne ludki w te pędy schowały się w skalnych szczelinach, zaś nimfy z pluskiem wskoczyły do szemrzącej pośród skał małej Opawy. Tylko gnomy nie zmieniły marszruty i wciąż podążały ze swymi instrumentami za Pradziadem, któremu nocny wiatr rozwiewał długą, srebrzystą brodę.

– Potężny Królu Gór – rzekł Altmann, padając z towarzyszami na kolana – racz nie gniewać się, że oto wkroczyliśmy do twego królestwa, depcząc tę świętą ziemię. Pragniemy bowiem szukać szlachetnych metali, by z ukrytych w mroku głębin wydobywać je na światło dnia – ku pożytkowi rodzaju ludzkiego. Zechciej łaskawie pokazać nam ścieżkę, którą winniśmy kroczyć, by dojść do celu.

A wtedy – a brzmiało to tak, jak gdyby w oddali przetoczył się grzmot – rozległ się poważny głos Ducha Gór, który powoli wypowiedział następujące słowa:

–  Szlachetni gwarkowie, nie na próżno dociera do mych uszu wasza prośba. – Oto bowiem będzie wam spełniona. Czy słyszycie szum pobliskiej rzeki? Piasek na jej dnie kryje wiele skarbów, a strzeże ich i czuwa nad nimi ten oto dobry gnom Oppo, co właśnie stoi obok was.

Z uśmiechem na twarzy podszedł do mężczyzn niski starzec, z przytroczonym u boku pękiem kluczy.

–  Oppo! – ciągnął dalej Pradziad – rozkazuję ci, abyś oddał tym oto mężom klucz do złota, które spoczywa w piaskach tego potoku. A gdy go otrzymają, zniknie czarodziejska zasłona, co skrywa je przed ludzkim okiem.

Oppo powoli odpiął złoty klucz, po czym podał go Altmannowi, mówiąc:

– Weźcie ten klucz, a objawią wam się skarby tej doliny. Ja zaś zawsze będę przy was, będę was strzegł i pokieruję waszymi ścieżkami, póki klucz ów w waszym posiadaniu będzie.

Daleko na wschodzie ponad horyzontem zamajaczyło jasne światło – był to brzask rodzącego się dnia. Lecz nad szczytami gór wciąż jeszcze srebrzyście jaśniał księżyc. Gnomy podjęły swą przedziwną muzykę, zaś jej echo poniosło się po górskich rozpadlinach. Pradziad wsiadł do wozu, a zaprzężone do niego smoki ruszyły przed siebie. Ostrożnie się rozglądając, zza skalnych rozpadlin wyłoniły się gromady koboldów i korzenne ludki, w podskokach przyłączając się do odjeżdżającego Ducha Gór. Za zmierzającym w górę Opawy orszakiem podążyły roztańczone nimfy.

Grafika wygenerowana przez AI

Niebo jaśniało coraz bardziej, aż w końcu pojawiła się na nim purpurowa wstęga, zwiastująca rychły wschód słońca. Altmann wraz z towarzyszami podążył brzegiem Małej Opawy w dół doliny. Albowiem to właśnie na cześć gnoma Oppo górnicy nazwali płynącą tam rzekę Opawą.

Wkrótce na obu jej brzegach zaroiło się od ludzi. Na miejsce zjechały setki gwarków, aby zakładać płuczki i przesiewać piasek oraz żwir w poszukiwaniu złotych ziaren.

Przez całe stulecia po obu stronach rzeki wydobywano złoto, aż położyły temu kres wichry późniejszych dziejów. Ślady pracy górników sprzed wieków widoczne są jednak do dzisiaj – monumentalne zwały płuczkowe ciągną się bowiem aż po Jägendorf[5].

źródło: Gnom Oppo und die saure Waldquelle. W: Josef Lowag: Altvater–Sagen. Freudenthal 1902. S. 15–19.

 

Przełożyła Nina Nowara-Matusik, germanistka, tłumaczka, literaturoznawczyni. Profesorka w Instytucie Literaturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ostatnio opublikowała antologię tłumaczeń pt. Po drugiej stronie studni. Górny Śląsk w przekładach. Tłumaczenie powstało w ramach stypendium Programu wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju (KPO dla kultury 2025), przeznaczonego na realizację projektu Przygotowanie publikacji: O błękitnym kwiecie, magicznych źródłach i tajemniczych lasach. Górny Śląsk w przekładach (2).

[1] Chodzi prawdopodobnie o św. Piotra – Apostoła. Przyp. tłum.

[2] Wspomnianego wcześniej w tekście św. Piotra. Przyp. tłum.

[3] W oryginale Wurzelmännchen, a więc występujące w folklorze niemieckim małe istoty, duchy lasu lub ziemi, w kształcie korzeni podobnych do ludzi. Ich najpopularniejszym reprezentantem jest alrauna/mandragora. Przyp. tłum.

[4] Nazwa pochodzi prawdopodobnie od łac. palus / palustris („bagno, bagienny”), co oznaczałoby tutaj nimfę bagienną / bagiennicę. Przyp. tłum.

[5] Dzisiejszy Krnov – czeski Karniów lub Krnów, miasto w powiecie Bruntal, w Kraju Morawsko-Śląskim, przy granicy z Polską. Położone około 15 km od Głubczyc. Przyp. tłum.

 

Śląsk Magiczny – wstęp
Czarna studia cz.1
Czarna studnia cz.2
Czarna studnia cz.3
Czarna studnia cz. 4
Polna piastunka
Las Goj (cz.1)
Las Goj (cz. 2)
Las Goj (cz. 3)
Las Goj (cz. 4)
Spacer po Wesołej (cz.1)
Spacer po Wesołej (cz. 2)
Spacer po Wesołej (cz.3)
Narzeczona wodnika. Baśń Eichendorffa
Kobieta z bagien (cz. 1)
Kobieta z bagien (cz. 2)
Kobieta z bagien (cz. 3)
Eichendorff młodzieńczy
O(d)czarowując Górny Śląsk – Arthur Silbergleit
Arthur Silbergleit: Górny Śląsk. Cz. 2
Arthur Silbergleit: Górny Śląsk. Cz. 3 (ostatnia)
Alfred Nowinski: O tym, jak dzieciątko Jezus przybyło na Górę św. Anny
Górnośląska Meluzyna
Wieszczka z wieży czy wietrznica? Górnośląska Subella
O zjawach, odkupieniu i kobiecej sile
Bajka o fynchelkach
Jeszcze o górnośląskich fynchelkach
Sobowtór – cz. 1
Sobowtór – cz. 2
Dzielna młynareczka
Dirszel – cz. 1
Dirszel – cz. 2
Gdzie szumi Opawa – cz. 1
Gdzie szumi Opawa – cz. 2
Gdzie szumi Opawa – cz.3
Szalony hrabia
Trzech martwych górników w kopalni „Łazarz”
Górnośląski utopiec – konteksty może nieco mniej oczywiste
Czarnoksiężnik (1)
Czarnoksiężnik (2)
Czarnoksiężnik (3)
Dlaczego zboże na Górnym Śląsku ma tak drobne kłosy
Podanie o sosnowym źródle w pobliżu Luisental
Podanie o Czarnym Źródełku
Morowa lipa
Skrzatek w butelce
Błękitny kwiat
Rozgniewana nimfa
Pies przy oborskim źródle
O tajemniczych lasach
Zapomniane dziecko
Brzozy nad Bielawą

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź