Głos z lasu
Głos z lasu
- Obok wsi Kuchelna[1] rozciąga się rozległy las. Przez wiele lat mieszkający tam ludzie słyszeli, jak każdego wieczoru dobywa się stamtąd głuchy, zawodzący głos:
– Chodź, chodźże do lasu!
A potem wielu ludzi na to wołanie odpowiadało. Wiedzieli, że to woła zmarły gajowy. Za życia traktował biednych ludzi twardo i bez litości: przepędzał ich z lasu i odbierał im drewno, które z trudem uzbierali. Kiedy jednak potem przychodzili na jego wezwanie, pomagał im je zbierać, znosił najpiękniejsze polana i ładował im do worków tyle, ile tylko mogli udźwignąć. Tak działo się przez wiele lat, aż odpokutował swoją winę. Dzisiaj podobno już nie słychać tego głosu, ale starzy ludzie dobrze go jeszcze pamiętają.
- Opowiada się też taką wersję tego podania: gdzieś w połowie XVII wieku na zamku w Kuchelnej mieszkał dziedzic, człowiek twardy i bezlitosny. Odbierał robotnikom należną zapłatę, ograniczał ich deputat, a mimo to wymagał od nich tak ciężkiej pracy, że mdleli i zapadali na zdrowiu. Potem zaś przepędzał ich z folwarku. Gdy pan zmarł, nie zaznał spokoju w grobie, lecz jako duch straszył w lesie. Wieczorami docierał do wsi jego grobowy głos, co niósł się z gęstwiny:
– Chodź, chodźże do lasu!
Lecz gdy ktoś odpowiadał na jego wezwanie, to wtedy na niego napadał i go zabijał. Zjawa nie cofnęła się nawet przed zamordowaniem księdza. Pewnego wieczoru pewien duchowny, nic nie wiedząc o jego poczynaniach, wszedł do lasu. Kiedy nazajutrz nie powrócił, a ludzie zaczęli go szukać, znaleźli go martwego pod jodłą. Trawa wokół drzewa była zdeptana, jakby ktoś tam tańczył. W końcu położono kres występkom ducha. Pewien kapłan założył uroczysty ornat, przyszedł pod jodłę i poświęcił to miejsce. Od tej pory zjawy już nie słyszano, a w lesie zapanował spokój.
- Inna wersja tego podania wiąże opowieść z „Obetznikiem” – obszarem leśnym rozciągającym się na prawo od drogi z Borutina[2] do Bielau[3]. W dawnych czasach ten las miał należeć do gminy Borutin. Jednak podczas pewnego sporu prawnego między majątkiem a gminą jako świadek został powołany stary zarządca majątku, który przysiągł, że las nie należy do gminy, lecz do posiadłości dworskiej. Ale ludzie mówili, że to było krzywoprzysięstwo. Gdy zarządca zmarł, w lesie zaczęło straszyć.
Codziennie w południe z lasu dobiegał głos, wołający przez pola:
– Chodź, chodźże do lasu!
Jego echo docierało aż do wioski. Jeśli ktoś odważył się na to wezwanie odpowiedzieć, zaczynał hulać wokół niego potężny wiatr, który kręcił nim tak długo, aż wyczerpany padał na ziemię. Pewnego razu chłop wracający z pola odpowiedział głosowi:
– Nalejże sobie i wypij!
A wtedy z lasu wyszedł olbrzym. Stawiał wielkie kroki, by chłopa dogonić, i nieustannie wołał:
– Lej i pij!

Na szczęście chłop zdążył dotrzeć do wioski. Gdy wszedł między pierwsze domy, usłyszał jeszcze, jak olbrzym woła:
– Masz szczęście, że udało ci się uratować, inaczej byłbyś mój.
Później upiorny głos został wygnany na pustynię. Tam miał go zobaczyć mieszkaniec Borutina.
Działo się to mianowicie dawno temu, gdy trzech mężczyzn i cztery kobiety wyruszyło w podróż do Jerozolimy. Po drodze trafili na pustynię. Gdy chcieli odpocząć, jeden z mężczyzn oddalił się, by znaleźć zacienione miejsce. Natrafił na chatę, a gdy wszedł do środka, zobaczył dwunastu mężczyzn siedzących przy stole. Wśród nich był również człowiek z lasu „Obetznik”. Borucianin rozpoznał go od razu. Rozpoznał też jego głos, gdy ten zapytał:
– Czego tu szukasz?
Borucianin odparł:
– Chciałem tylko znaleźć miejsce do odpoczynku; zobaczyłem dom i wszedłem.
Wtedy człowiek ów zaprosił go do środka:
– Chodź i zjedz z nami!
Ale Borucianin odmówił. Wówczas mężczyzna z „Obetznika” dał mu obficie jedzenia ze stołu, by miał prowiant na dalszą drogę. Tak obładowany Borucianin wrócił do swoich towarzyszy. Ale gdy chciał im owe dary pokazać, okazało się, że były to same węże i jaszczurki.
Podróżnicy ruszyli dalej do Jerozolimy. A gdy wrócili do domu, pierwszą rzeczą, którą opowiedzieli, było to, kogo spotkali po drodze na pustyni.
źródło: Georg Hyckel: Die Stimme aus dem Walde. W: Was der Sagenborn rauscht. Ratibor 1924, s. 160–162.
Przełożyła Nina Nowara-Matusik, germanistka, tłumaczka, literaturoznawczyni. Profesorka w Instytucie Literaturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ostatnio opublikowała antologię tłumaczeń pt. Po drugiej stronie studni. Górny Śląsk w przekładach. Tłumaczenie powstało w ramach stypendium Programu wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju (KPO dla kultury 2025), przeznaczonego na realizację projektu Przygotowanie publikacji: O błękitnym kwiecie, magicznych źródłach i tajemniczych lasach. Górny Śląsk w przekładach (2).
[1] Obecnie wieś Chuchelná w Czechach, przy granicy z Polską. Przyp. tłum.
[2] Obecnie Borucin w powiecie raciborskim, po wojnie przez jakiś czas Borzucin. Położony blisko granicy polsko-czeskiej. Przyp. tłum.
[3] Bielau to najprawdopodobniej czeska miejscowość Bělá w Kraju Morawsko-Śląskim, w powiecie Opawa, blisko granicy z Polską. Przyp. tłum.

