„Powinniśmy sobie przebaczać” – wywiad ze Stanisławem Donczewem
„Powinniśmy sobie przebaczać” –
wywiad ze Stanisławem Donczewem,
bułgarskim reżyserem i producentem filmowym
Stanisław Donczew jest bułgarskim reżyserem i producentem filmowym. Ukończył studia magisterskie z reżyserii filmowej i telewizyjnej na Nowym Bułgarskim Uniwersytecie w Sofii. Swój pierwszy film krótkometrażowy nakręcił na kasecie VHS w wieku 12 lat. Jego film z okresu studiów „Wanted” („Търси се“) zdobył nagrodę za najlepszy film studencki na Festiwalu Filmowym Złota Róża 2000 w Warnie. Jest członkiem Bułgarskiego Związku Filmowców (Съюз на бъларските филмови дейци) oraz bułgarskiego Związku Producentów Filmowych i Telewizyjnych (Асоцияция на филмовите и телевизионните продуценти). Wyreżyserował m.in. takie filmy fabularne jak „Rapid Response corps“ cz. 1 i 2 („Корпус за бързо реагиране“ 2012 i 2014), „Letters from Antarctica” („Писма от Антарктида“ 2019) oraz dokumenty: „Little marquise” („Малката маркиза“ 2020) i „Guardians of Our Conscience” („Стражарите на нашата съвест“ 2021). Jest reżyserem filmu „Zanim zapomnę” („Преди да забравя“ 2024), który będzie prezentowany podczas Przeglądu Kina Bułgarskiego. Sekwencja Mistrzowska w Poznaniu.

Zanim zapomnę
Bułgaria 2024 93`
Reżyseria: Stanisław Donczew
Scenariusz: Stanisław Donczew, Teodora Stoiłowa-Donczewa
Operator: Dobromir Nikołowa
Muzyka: Aleksandyr Kostow
Aktorzy: Aleksandra Dimitrowa, Iwan Sawow, Wasił Kynew, Nikoła Mutafow, Raja Peewa, Marija Statułowa, Konstantin Canew
„Zanim zapomnę” to ciepła opowieść o trudnych relacjach. Stojan cierpi na postępującą demencję, więc jego córka Iliana postanawia zorganizować dla ojca podróż, podczas której będzie mógł się spotkać z siostrą i innymi krewnymi, a jej syn Wesko zgromadzi cenne wspomnienia z udziałem dziadka. Dla Iliany to możliwość spędzenia ostatnich dni z coraz bardziej pogrążającym się w chorobie ojcem, który wkrótce nie będzie już nikogo rozpoznawał. Poświęca mu swój czas i uwagę, stawiając na szali bardzo wiele…utratę pracy, rozpad małżeństwa…
Film zdobył nagrodę dla najlepszego filmu fabularnego podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Złote Lipy” 2025 w Starej Zagorze.

Jolanta Gola-Żurek: Dzień dobry, panie Donczew! Bardzo się cieszę, że mam możliwość porozmawiać dziś z Panem o filmie „Zanim zapomnę”, którego jest Pan reżyserem. Dziękuję, że zgodził się Pan na wywiad i znalazł Pan czas.
Stanisław Donczew: Dzień dobry! Bardzo się cieszę, że zainteresowała się pani moim filmem i moją skromną osobą.
JGŻ: Film „Zanim zapomnę” jest dla mnie filmem pełnym wspomnień, miłości oraz moralnych i życiowych wyzwań, które stawia przed nami życie. Skąd wziął się pomysł na fabułę filmu? Skąd czerpie Pan inspirację? Wiem, że Pana rodzina miała doświadczenia z osobami cierpiącymi na demencję…
SD: Tak, mieliśmy taki przypadek w naszej rodzinie. Ojciec mojej żony i właściwie także moja babcia – oboje cierpieli na demencję. I jest to tak naprawdę poważny życiowy i socjalny problem, z którym spotyka się wielu ludzi, ponieważ po stworzeniu filmu, może nie każda, ale co trzecia osoba podzieliła się z nami historią, że miała w rodzinie podobny przypadek. Jest to zatem, niestety, często spotykane zjawisko i bliskie wielu osobom. Dlatego szukaliśmy sposobu ukazania tego poważnego problemu. Chcieliśmy przedstawić nasze stanowisko, ponieważ twórcy z reguły tak robią. My jako twórcy tak robimy – szukamy problematyki, która jest nam bliska i dajemy jej wyraz w swojej twórczości.
JGŻ: Czyli czerpie Pan inspiracje do filmów z prywatnego życia, prawda?
SD: W tym konkretnym przypadku – tak, w ostatnim czasie tak. Wcześniej robiłem też zabawniejsze filmy, komedie, ale w ostatnich latach chcę, żeby moja twórczość miała większe znaczenie i niosła przesłanie dla widzów i by to, co robimy miało głębszy sens, a nie było tylko rozrywką. Chociaż to również jest ważne, żeby ludzie się śmiali, bo tak trzeba… Może taki jest teraz moment w moim życiu.
JGŻ: Rozumiem. Film „Zanim zapomnę” wydaje mi się bardzo emocjonalny i nostalgiczny, skłania do refleksji nad sensem życia i skłania do zastanowienia, jak wyciągnąć z życia jak najwięcej. Oglądałam go kilka razy i za każdym razem płakałam. Pomimo tego, że film porusza trudne tematy, takie jak relacje rodzinne, życie osób starszych w demencji, zawiera też dużą dozę humoru. Jak Pan to osiągnął?
SD: Tematyka jest tu bardzo trudna i może odstraszać, gdy tylko ktoś usłyszy, o czym opowiada film. Dlatego podeszliśmy do opowieści tak, by była trochę lżejsza. Film nie jest może zabawny – nie można powiedzieć, że jest zabawny – ale jest możliwy do obejrzenia. I dlatego właśnie wybraliśmy okres początkowej demencji, pierwszy etap choroby, ponieważ z pewnością ludzie, którzy nas słuchają, którzy się z nią spotkali, wiedzą, że sytuacja staje się w pewnym momencie nie do uratowania, staje się tragiczna. Wybraliśmy pierwszy etap, w którym nasi bohaterowie nadal mają pewien rodzaj może nie nadziei, ale nadal wierzą w przebłyski świadomości. Dzięki temu fabuła staje się trochę lżejsza i te humorystyczne momenty, elementy komedii, łączą się z całością i sprawiają, że film jest odbierany łagodniej. Właściwie, w życiu jest tak samo, na przykład mój dziadek także miewał takie momenty. Niektóre sceny w filmie zostały zaczerpnięte z jego życia. Mój dziadek także miewał śmieszne chwile, w następstwie których pojawiał się ciąg trudnych chwil, ale miewał zabawne przebłyski. Tak, w takich chwilach śmialiśmy się z niego.
JGŻ: A jak znaleźliście tak dobrych aktorów? Według mnie byli idealnie dobrani, stanowili naprawdę dobrze pasującą do siebie rodzinę. Szczególnie dobrze poradziła sobie Aleksandra Dimitrowa, odgrywająca główną rolę. Trzeba przyznać także, że rola Stojana, odgrywana przez Iwana Sawowa, była bardzo wymagająca. Ogromne wrażenie zrobił na mnie również Wesko, którego grał Wasił Kynew, ponieważ jest jeszcze dzieckiem, ale bardzo dobrze rozumiał całą sytuację i pomagał swojej matce.
SD: Szczerze mówiąc, teraz, gdy to oglądam z perspektywy czasu, było to jakieś zrządzenie losu. Zaczęliśmy tak naprawdę przypadkowo. Wybraliśmy najpierw Aleksandrę Dimitrową, była jedną z pierwszych osób, które przesłuchaliśmy, jeśli nie pierwszą. I miała to, co było niezbędne. Jest bardzo utalentowaną aktorką, bardzo pasowała do profilu ekipy. Z nią poszło szybko, wystarczyło jedno spotkanie. Nawet zapomnieliśmy jej powiedzieć. Zadzwoniła do nas po miesiącu, żeby spytać, co się dzieje i usłyszałem w słuchawce: „Nie dostałam roli, prawda?” Na co odpowiedź brzmiała: „Wybacz, zapomnieliśmy ci powiedzieć, że dostałaś rolę”.
Potem odbył się casting dla młodszych aktorów. Udaliśmy się do jednej szkoły, która nazywa się „Bon-Bon” i jest to szkoła dla dzieci utalentowanych muzycznie, ale nie tylko. Chodzą tam dzieci, które mają doświadczenie sceniczne. Rekruterzy zorganizowali tam casting i z jednej strony byłem bardzo zakłopotany, a z drugiej było mi łatwo, ponieważ to skupisko dzieci, które mają talenty – bardzo dobrze śpiewają i bardzo dobrze grają. Ułatwieniem było, że poszukiwałem podobieństwa w wyglądzie, podobieństwa zewnętrznego. Jak pani zauważyła, aktorzy są bardzo podobni do siebie, jak rodzina. To jest dla mnie prawdziwa sztuka, gdy tworzysz świat na ekranie, który wygląda organicznie, wygląda jak rzeczywisty. Zdarzyło się tak, że cała trójka, cała rodzina jest do siebie bardzo podobna. Podobieństwo wizualne jest naprawdę porażające. Tylko ojciec Wesko to jaśniejszy blondyn.
A z kolei z Iwanem Sawowem to bardziej zrządzenie przypadku. Zaczęliśmy początkowo rozmawiać z innym aktorem, Stefanem Mawrodiewem, to popularny aktor. To on miał grać w tym filmie. Spędziliśmy z nim dwa dni na planie filmu, byliśmy z nim na festiwalu folklorystycznym, widziała pani tę scenę w filmie. I nagle, może trzy, cztery lub pięć dni od rozpoczęcia zdjęć, Stefan zadzwonił i powiedział, że nie może dalej grać, bo czeka go operacja kręgosłupa, ma problemy z krzyżem, od półtora miesiąca źle funkcjonuje i nie wie, czy będzie w stanie chodzić. To oznaczało, że nie ma szans, by zagrał. A widziała pani w filmie, że chodziliśmy po górach, po lasach, różnych łąkach, więc jego udział nie wchodził w grę. I musieliśmy bardzo szybko znaleźć zastępcę. Wtedy nawiązaliśmy współpracę z Iwanem Sawowem. Początkowo nie chciałem, by grał, ponieważ Iwan Sawow odgrywał podobną rolę w filmie „Ojciec” („Баща“), ale nie miałem wyboru. Tak to wyglądało, zadzwoniliśmy do niego, zgodził się i w momencie, gdy ćwiczyliśmy z trójką aktorów, zobaczyłem podobieństwo wizualne, to znaczy między nim i Wesko jest nieprawdopodobne podobieństwo. Iwan Sawow przyniósł zdjęcia, gdy był mały, gdy był dzieckiem do sceny u ciotki i byli na nim z Wesko podobni do siebie jak dwie krople wody, co jest naprawdę imponujące.
JGŻ: Nieprawdopodobne!
SD: Los tak chciał!
JGŻ: Tak! Stworzył Pan wiele telewizyjnych i filmowych produkcji, za które otrzymał Pan nagrody, tak jak na przykład za film „Poszukiwany” („Търси се“) zdobył Pan Nagrodę za najlepszy studencki film na festiwalu „Złota róża” w 2000 roku. Która produkcja była największym wyzwaniem i dlaczego? A która była najważniejsza dla Pana jako reżysera?
SD: Nie wiem, czy to wyzwanie, ale najciężej było przy produkcji „Listów z Antarktydy”. Był to pierwszy film, w którym byłem zarówno producentem, jak i reżyserem, czyli pełniłem dwie najważniejsze funkcje i musiałem je pogodzić – to poważna sprawa. I obowiązkowo musiałem poświęcać wiele czasu i uwagi młodemu aktorowi, który miał odegrać bardzo poważną i dramatyczną rolę, co zabierało mi dużo energii. Po prostu było to dość trudne. To było wyzwanie. Mogę powiedzieć, co było najprzyjemniejsze, były to dwa filmy: pierwszy to właśnie ten, o którym rozmawiamy. Można powiedzieć, że proces nagrywania był najprzyjemniejszy. To jest już nasz piąty czy szósty film i zebraliśmy świetną ekipę, dobrze się rozumiemy, praca idzie gładko, nie mamy sporów, nieporozumień. Współpraca układa się wspaniale, i aktorzy, i ekipa są super. Jest też drugi, który był bardzo przyjemny i to był „Korpus szybkiego reagowania”. Zespół zgrał się świetnie, tematyka interesująca, film komediowy, więc było zabawnie. Chociaż przy innych serialach telewizyjnych również bywało zabawnie, ale tam z uwagi na pośpiech, brakuje czasu, by się tym nacieszyć. Serial to wielki wyścig z czasem, wszystko inne odsuwa się na dalszy plan.
JGŻ: Tak, jak najbardziej rozumiem. A jakie są największe wartości, które Pan widzi w swoich filmach, na przykład dla nas, widzów?
SD: W „Zanim zapomnę” wartości są dwojakie, ponieważ nasze przesłanie było takie, by kochać swoich rodziców, oczywiście także dzieci, bo przecież bohaterka chce pomóc i swojemu ojcu i synowi. Jednym się opiekuje, drugiemu chce przekazać takie wartości jak miłość, by zapamiętał swojego dziadka jako świadomego człowieka. Z jednej strony chcieliśmy przekazać, by kochać swoją rodzinę, swoich rodziców. Z drugiej strony poczułem się źle w pewnym momencie, że mogą zrozumieć to jako wyrzut ci, którzy nie zostawili swoich rodziców z demencją w domu, ci, którzy oddali ich do domu opieki. I nie chciałbym, żeby tak się działo, bo przychodzi moment, w którym nie jest możliwa samodzielna opieka nad tymi osobami, ponieważ być może są sami, być może nie mogą ich pielęgnować, nie można ich już podnieść. Staje się to w pewnym momencie niemożliwe. Wydaje mi się, że może to być wyrzut, niektórzy mogą tak to odebrać, ale z czysto dramaturgicznego i filmowego punktu widzenia, było konieczne, żeby obraz był emocjonalny z ciepłym zakończeniem, w którym miłość zwycięża. Takie jest właśnie przesłanie tego filmu. I w innych, na przykład w „Listach z Antarktydy”, przesłanie jest takie, że powinniśmy sobie przebaczać, kochać się. W ostatnich swoich filmach staram się przekazać taki sens i przesłanie, w którym rodzina jest najważniejsza.

JGŻ: Tak, oczywiście. A jakie są Pana plany na przyszłość? Marzy Pan, by wyreżyserować filmy w konkretnej tematyce?
SD: Aktualnie czekamy, by przejść procedurę do kolejnego filmu, którego reżyserem będę, filmu o podobnej tematyce, w którym rodzina jest w centrum, w którym bohaterowie z takiego lub innego powodu wpadli w dołek emocjonalny, mentalny, zrobili jakieś złe rzeczy, ale starają się z niego wyjść i stać się lepszymi ludźmi.
JGŻ: W takim razie trzymam kciuki za wszystkie plany! Dziękuję Panu za znalezienie czasu i za ciekawą rozmowę.\
SD: Dziękuję i mam nadzieję, że film przemówi do polskich widzów i im się spodoba.
Wywiad przeprowadziła Jolanta Gola-Żurek, doktorantka w Instytucie Filologii Słowiańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Materiał pozyskany w ramach prac projektowych nad Przeglądem Kina Bułgarskiego. Sekwencja Mistrzowska, realizowany przez Instytut Filologii Słowiańskiej UAM w Kinie Pałacowym w Poznaniu, 28.01.2026-01.02.2026 r.
Projekt współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.



