Aleksander Lubina: Hanek i oni (Mimry z mamrami) – cz. 10

Aleksander Lubina

Hanek i oni

(elwry, lebry, pamponie, soronie, hadziaje i barbary) albo o moich przodkach i zadkach.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Mimrów z mamrami tom I

ilustracje: Grzegorz Chudy

8 października 1939 Górny Śląsk został wcielony do Rzeszy. Od 1939 do początku 1942 z rejencji katowickiej wywieziono 40 tysięcy ludzi. W ich miejsce osiedlano Niemców z Rzeszy.

Ucieczką przed wysiedleniem była Volkslista. Kto nie chciał zostać wywieziony z Górnego Śląska do Generalnej Guberni, ten podpisywał. Niewielu nie podpisało. 90% mieszkańców rejencji katowickiej wpisano na Deutsche Volksliste. Podobnie było w Wielkopolsce.

Volkslista przydzielała osoby na nią wpisane do odpowiedniej grupy. Grupę I stanowili Niemcy aktywni politycznie, natomiast IV i ostatnią, Polacy. Polacy nie wpisani na DVL nie mogli zostać obywatelami Rzeszy. Od lutego 1942 niewpisanie się na listę mogło skutkować wysłaniem do obozu koncentracyjnego.

Biskup katowicki Stanisław Adamski za zgodą Stolicy Apostolskiej oraz Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie, nakłaniał do deklarowania narodowości niemieckiej. Niemieckość ratowała Ślązaków przed śmiercią za polskość. Co wcale nie znaczy, że ci, którzy

przyjęli volkslistę, czuli się Polakami. Tak to, jak zawdy i wszandy, byli dobrzy i lepsi, byli dobrzy, lepsi i blank dobrzy Górnoślązacy.

Jeszcze w latach 80 i z początkiem 90 wieku lista ta obowiązywała przy przyznawaniu Górnoślązakom statusu wysiedlonych i obywatelstwa Republiki Federalnej Niemiec.

A takie obywatelstwo to łatwiejsze i tańsze kredyty w bankach i fundacjach różnych. Wygodniej było przyznać się do przodków w SA niż do przodków wśród śląskich antynazistów.

Niemieckiego obywatelstwa przedwojennym Niemcom i Ślązakom odnawiano, kiedy ci na froncie przeszli do jednostek Andersa. Jeszcze w latach 80 i z początkiem lat 90 uważano ich w urzędach niemieckich za zdrajców narodu niemieckiego. Sprawdzano w urzędach brytyjskich.

Claus Schenk Graf von Stauffenberg to bohater, a Joseph von Unruh, a arcyksiążę Karol Olbracht i Alicja Habsburg to zdrajcy?

Pierwszy był przekonanym nazistą, drugich jednako potraktowały barbary brunatne i barbary czerwone.

Barbary brunatne nie rozróżniały między językiem śląskim a polskim. Barbary walczyły z językiem śląskim i polskim pod hasłem „Kto mówi po polsku jest naszym wrogiem”. Za używanie śląskiego i polskiego bito, wyśmiewano, karano grzywnami i aresztem. Zniesiono nabożeństwa w języku polskim oraz usuwano księży, którzy mimo zakazu głosili kazania i spowiadali po śląsku i po polsku.

Wrogiem barbarów byłby za życia Josef hrabia von Eichendorff, wielki niemieckojęzycznego poeta z Lubowitz, z okolic Raciborza, którego dobra zamieszkiwała zarówno ludność śląska, jak i niemiecka. Służba pałacu łubowickiego mówiła w większości wasserpolnisch, czyli po śląsku, więc Joseph też go rozumiał. Na trzecim świadectwie z gimnazjum stało, że Eichendorff zna język polski „jako utrakwista (dwujęzyczny) dość dobrze”.

Zdziwiłby się poeta w czasach Hitlera.

Zdziwiło się wielu, kiedy jeszcze w latach 80 wieku XX przy przyznawaniu Górnoślązakom statusu wysiedlonych oraz obywatelstwa Republiki Federalnej Niemiec decydowały nieznajomość języka niemieckiego a miejsce urodzenia przodków i ich wpis na volkslistę.

Na kursach niemieckiego dla Górnoślązaków w NRF, a potem w RFN, czyli w BRD, w Unnie, w Iserlohn, w gminach, w instytutach kredy brakowało do tablic, żeby zapisać podstawowe słówka dla tych Niemców bez języka. Zapomnieli w ciągu jednego pokolenia, w ciągu dwóch pokoleń, w ciągu trzech?

Barbary brunatne nie rozróżniały między językiem śląskim a polskim.

A Górnoślązacy nie zapomnieli śląskiego – nie zapomnieli.

Zdziwiłem się też, że niemieccy antynaziści pozostali na Śląsku po przejściu procesów rehabilitacyjnych. Kiedy się okazało, że byli przyzwoitymi Niemcami, na Śląsku mogli pozostać. Nie otrzymywali obywatelstwa Republiki Federalnej Niemiec, chociaż tam obywatelstwa dwa mieć wolno.

Stauffenberg bohaterem, a Niemcy w armii Andersa to zdrajcy. Różnie das Vaterland traktował swoich synów i córki aus der Heimat. Nikogo nie osondzom, ale dziwne to.

Godajom, że przez cały okres PRL-u na terenie Górnego Śląska obowiązywał zakaz nauczania języka niemieckiego w szkołach podstawowych i średnich. To niy jest prowda. Niymiecki był w Wilhelm Pieck Oberschule, w VIII Liceum Ogólnokształcącym imienia Wilhelma Piecka w Katowicach – po to, żeby można się było przyjaźnić z tymi lepszymi Niymcami z Niemieckiej Republiki Demokratycznej… no i nikt nie mógł powiedzieć, że niemiecki na Górnym Śląsku jest prześladowany. Byli jednak i tacy Ślązacy, że lepiej było, żeby godali po niemiecku, bo po polsku nie poradzili.

Jedni się uparli – mieszkali w piwnicach, zamiatali ulice, palili w kotłowniach i nie uczyli się polskiego. Ich dzieci dopiero w szkole uczyły się po polsku. Tak było w centrum Katowic – na Zabrskiej, Dąbrówki, Słowackiego, Chopina.

Drudzy łazili do niemieckich przedszkoli, podstawówek i liceów. Robili matura po niemiecku. To jednak było na Dolnym Śląsku.

Ślązoków z Górnego Śląskiego wywieźli do ruskich do obozów na roboty. Jakieś 100 000 tysięcy górników. Do domu wróciło 10 tysięcy.

Kiej Ruski ich wywieźli i jak obrabowali huty i kopalnie, to się polscy komuniści pochytali, że niy majom ludzi i niy majom wongla i wymyślili lepszych Niymców w kopalniach Wałbrzycha, kierzy mieli to naprawić. Mieli fedrować.  Dolnoślązacy w miejsce Górnoślązaków – Niederschlesierzy za Oberschlesierów. Mieli te dolnośląskie Niymce swoja gazeta „Der rote Arbeiter”. No tak to się nazywało. Mieli tyż lepszych Niymców koło Słupska, bo tam ktoś na ziymi musioł robić. A ziemi było dość. I tam była gazeta: „Der rote Landarbeiter”. Nie mógł nikt powiedzieć, że wypędzili wszystkich Niemców ze Śląska i z Pomorza, że nie ma niemieckiego w szkołach na Śląsku…

Odbiło się to na Ortsgruppach i DFK, całej mniejszości niemieckiej, kiedy po 1990 wprowadzono w województwach opolskim i śląskim niemiecki do szkół, to potrzebni byli nauczyciele. Zgłosiło się sporo nauczycielek polskiego, rosyjskiego, matematyki, chemii, muzyki – kobiet z polskim wykształceniem wyższym i ze wspaniałą znajomością niemieckiego – znanego z domu. Z rodzin, które nie wyjechały do Niemiec, a mówiły w domu na co dzień po niemiecku. Stanowiło to problem w Ortsgruppach i w DFK, w całej mniejszości niemieckiej! Obok wiecznie prześladowanych rodzin przywódców mniejszości, których dzieci po wyjeździe w latach 1989-1992 uczyły się niemieckiego na kursach w RFN, nagle ujawniło się niemało Niemek i Niemców prawdziwych inaczej…

Gorole nie poradzom udowodnić, że są, to raz, a dwa, że są tacy, jakimi się przedstawiają. Nigdy oni ramię w ramię z barbarami nie przestali być naszymi okupantami.

Kiedy przestali gwałcić kobiety w miastach i po wsiach, to wsadzili je na traktory i do kopalń. Pozwolili im zostać przodowniczkami oraz nauczycielkami. Nie zawsze to wychodziło, bo przeszkadzały klopsztangi i gardiny – a często zwykła przyzwoitość. Takie niby nic a jednak.

Wszystkim możesz się dzielić, jak nie masz nic. Mówisz: Wszystko teraz należy do was, bo to dobro wspólne. Do ciebie jednak nie należy nic, bo to dobro wspólne. A przyzwoitością trudno się dzielić, bo ona nie należy do nikogo. Przyzwoitym się jest albo nie. Dzielili się barbary państwami, krajami, regionami. Po II wojnie światowej prawie cały Śląsk przekazany został Polsce w zarząd, Jak się okazało do 1992. Miejsce Niemców zajęli ludzie z Polski środkowej, przesiedleńcy z Kresów Wschodnich, z Wołynia, wschodniej Galicji oraz Wileńszczyzny. Przyszli za albo z barbarami. Przyszli i zniszczyli oczyszczalnie ścieków. Nowych nie budowali. Wszystko spuszczali do rzek. Wystarczyłoby zakręcić zawory i brak wody skończyć jakikolwiek bunt.

Tego sowieci próbowali w Berlinie od 24 czerwca 1948 do 12 maja 1949. Wyłączyli prąd i wodę. Odcięli od świata. Chcieli zmusić do poddania i oddania Berlina całego barbarom czerwonym. W Berlinie się nie udało, bo Amerykanie wodę, węgiel, kartofle samolotami dostarczali mostem powietrznym, ale tu na Górnym Śląsku takiej luftbriki nie boło.

Pobudowali okupanci na Górnym Śląsku bloki ze ślepymi kuchniami i wilgotnymi piwnicami. Prosia nie dało się wyhodować, gołębi na strychu też nie. Pustki w sklepach odbierały nadzieję. Tak było na początku i na wiele lat.

Dyplomy porozdawali głupszym od siebie i mianowali ich komisarzami, naczelnikami i sekretarzami. Ci byli na każdy gwizdek. W zamian dostali talony, biurka i auta. Wczasy nad morzem albo w górach. Dostali resztki, czasami trochę więcej. Nie ważne, co dostali – ważne, żeby mieli co stracić.

Barbarzyńcy wypędzili ludzi prawdziwych. Zagonili w kozi róg wypominkami kominów dymiących i nienawiści narodowej oraz obietnicami sprawiedliwości i równości. Sprytnie kościoły w ornaty czerwonawe ustroili – połączyli wiece z nabożeństwami.

Za używanie śląskiego i niemieckiego bito, wyśmiewano, karano grzywnami i aresztem. Zniesiono nabożeństwa w języku niemieckim oraz usuwano księży, którzy mimo zakazu głosili kazania i spowiadali po śląsku i po niemiecku.

Synek, musisz wiedzieć, skądeś. Musisz wiedzieć, kiedy cię uczą kłamliwej geografii, historii, socjologii, filozofii i religii. Musisz wiedzieć, kiedy udają, że odkopują przeszłość, że szukają słów mądrych i dobrych. W innym przypadku pochowają się po kątach lub wlezą na świeczniki i będą udawać, że zawsze tu byli.

Trocha trza pomyśleć i już mosz wątpliwości. Dubito ergo sum. No i jak tak trocha pomyślisz, to się zapytosz: Nos niy ma? A może ich niy ma… Niby czemu mieliby być? Dyć co 18-20 lot kozoli swoim synom ginąć i ginąć. To wiela ich sie ostało?

Tych dobrych i tych mądrych? A ilu tych, co zdradzili, żeby…

Musisz się uczyć. Bo oni z barbarami pospołu zafałszowali historię waszą i naszą. Taką wpisali w programy nauczania i podręczniki. Przywłaszczyli sobie religię, znacjonalizowali Matkę Boską. Żeby nikt nie miał czasu na myślenie, na naukę, na szukanie prawdy wysłali drużyny sportowe w bój, utworzyli orkiestry symfoniczne, żeby chwałę muzyce narodowej i klasowej i patriotycznej grały, stworzyli zespoły ludowe, żeby nikt nie pytał o przeszłość i teraźniejszość ludu, o to, gdzie ludu korzenie. Gdzie korzenie ludu i narodu, lepszego i gorszego sortu, panów łaskawych.

Gdzie kwiat narodu jednego drugiego i trzeciego – tych wielu prawdziwych i wspaniałych, pośród których się wmieszali barbarzyńcy jeszcze w wagonach bydlęcych – no i później?

Do dziś milczą o swoich wielkich podróżnikach, odkrywcach i naukowcach – tych wielkich niy ma w podręcznikach, niy ma w programach nauczania. Albo som tak, żeby nikt niy zauważył. Niy majom tyż ich downych piyknych miast ani ich piyknych krain i książek. Obrazy niywygodne schowali i przepisy kulinarne tyż. Prowdy som szukej. O nich. Naród to podziwu godny, ale to nie ci, co klaskaniem mają obrzmiałe prawice.

Marszałek mioł pedzieć, co naród to wielki, ale ludzie k.. małe.

Najpiyrw się zapytej – naród to ci, co ginęli, czy ci co budowali, ci co ksionszki pisali, eli ci, co je drukowali, ci co od miecza ginyli, eli ci, co to miecze kuli? Ci, co potomków własnych chronili, eli ci, co ich gromić dowali? Barbary chętnie dzieci wysyłają na rzeź…

No a terozki dej pozór, wto niy jy żymloków, krupnioków, leberwusztu i preswusztu. Oni jedzom bułczankę i kaszankę, wątrobiankę i salceson, albo Blut-, Leber- i Presswurst. Barbary nowe niy jedzom tego wcale, bo to do nich nieczyste. Niy majom Boga albo do ich Boga należy wszystko, wszystko, cołki świat, ludzie, rośliny i gowiydź – ino świnia niy. My som dzieci Ewangelii – to se zapamiyntej!

Jest zwionzek żymloków, krupnioków, leberwusztu i preswusztu z przykazaniym miłości. Pamiyntej tyż, że barbary cie zabijom za jedzynie żymloków, krupnioków, leberwusztu i preswusztu. Bydziesz to jodł, to się tak lekko niy dosz. Jak już pojysz, to mosz się brać za sport. Nie za fusbal, a za hokej, za rugby, za american football, za karate, dżudo, kung fu, taekwondo. Jak downiyj za boks i za zapasy.

Naucz się szczylać i swoja baba naucz i dzieci. Bo miłość miłością, a zabijać nie wolno najpierw bliźnich, a potym dziypiero cudzych. Nie oszczyndzej barbarów, bo oni ciebie niy oszczyndzom. To przykazanie miłości, miłuj bliźniego swego. A barbarów niy! Niych nowe barbary ostanom, kaj som. My ich sam nie potrzabujemy. Momy swojego Boga i on nom styknie. Kościołów momy dość. Ichnich bożnic niy chca. Ichnie wieże wyższe od naszych wież katedralnych i farnych by chcieli? Nic z tego. Niych ostanom, kaj sie rodzili. Jak sie tu u nos urodzili, to niych se u nos, ale w domach swoich, rzykajom do ichniego Boga, niech se tam robiom, co chcom, ale w doma. A na ulicy i w szkole niych nikt nawet nie pozno, że oni som inni. Niy majom sie czym chwolić. Niych tu niy przyłażom i niych niy godajom, że ich jest cały świat i wszystko należy do ich Boga.

My momy swojego Boga. Nasz Bóg już zmondrzoł i zabronio zabijania.

Zesłoł syna i tyn nos poprawił i zbawił. Takiego Boga czcza! Pszej bliźniymu swemu, kiej siebie samemu. Kochej siebie – żywego! Nie dej się zabić i bliźnich niy dej zabić! Ichnie ksiyngi świynte tyż żech czytoł – różnie możno rozumieć. I ta czyńść najstarszo i ta najmłodszo i ta naszo pośrzodku. Dobry człek, zrozumie dobrze, mądry – mądrze – a zły… Zły jest zły. Zabijanie w imieniu Boga momy już za sobom. Bóg jest miłością.

Żydy? Jakie Żydy? Te, co ich wymordowali specjaliści od cyklonu B? Te, co ich wymordowali w gettach? Te, co ich nie chcieli w żodnym państwie? Nikt ich nie chcioł wpuścić! Amerykony tysz.

Stary Schenker za hitlerowskom zgodom Żydów ze Śląska zebroł w Oświęcimiu i mioł ich wywiyźć! Ale kaj? Kto ich mioł przyjąć, kto ich mioł uratować? Te bogate Żydy, za oceanem, co udowali, że nic niy wiedzom o mordowaniu jeich ujków i ciotek we Niymcach, Francyji, w Polsce – w cołkiej Europie? Te Żydy, o kerych Remarque pisze, że w Ameryce byli cieniami w raju? Żydy były różne! Poczytej Schenkera syna, dotkniętego przez anioła.

Ja, to terozki moda – żydowsko kultura, żydowsko muzyka, żydowsko sztuka… Ale skond te Żydy? Wiela ich przeżyło? Albo to ino malowane udowocze, co nie chcą być Polokami? Ci zawsze dzielą się na tych, co potym będą tymi dobrymi i na tych, co potym za ich wybory i działania bydom przeklinani. Często z przymkniętymi oczyma. Tak, są wśród nich zdrajcy i zbrodniarze wręcz, ale to ich swojacy. Niych oni się z nimi rozliczom. My momy dosyć naszych sprzedawczyków.

Musisz się uczyć synek, musisz się uczyć. Musisz som szukać prowdy i prowdy niy przemilczać. Bo te nasze, te śląskie cygony, z barbarami pospołu zafałszowali historię waszą i naszą. Taką wpisali w programy nauczania i podręczniki. Egzaminy dojrzałości
z legynd narodowych i zmyślenia a cygaństwa zdowajom.

Nasi niych matura robiom, ale prowdy niych niy zapominajom – bo wto prowda zapomni, tyn ojców zapomino, tego dzieci zapomnom.  Kery sie ocyganić do, tyn som cygani. Takiego ani baba ani bajtel ani obcy niy uszanuje. Prowda to niy ino buchy, prowda to obyczaje, to oblycynie i jedzynie.

Jak już pojysz, to mosz się brać za sport. Niy za necbal. Nie ino za fusbal! Bier sie za handbal, za hokej, za rugby, za american football. Gra grom – walka walkom. Walcz, bo jakoś naszym niy idzie z tom walkom. Kto to, te nasi? Nasi, te z familoków, te ze wsi? Te z bloków. Te z miast średniowiecznych czy te z nowych miast: Katowice, Zabrze, Ruda, Chorzów. Z tych miast, co rynku nie majom, ale majom co innego.

W starych miastach i nowszych, po wsiach samych tyż moc chacharstwa i soroństwa ślonskiego. Czynsto godać jeszcze nie poradzi, a klnie jak sto pieronów. Jeszcze niy robi, a już pije, biere, abo kurzy…

Downi u nos sie niy przezywało. Słuchołś, co trzeszczy, coby uciec zdonżyć. Słuchołś, bo starszy boł modnrzyjszy, bo cie uczył, jak robić, żeby przeżyć, żeby siły wystarczyło na grubie i w hucie. Majster, to był majster. Szacunek boł. Nie było przeklinania i przezywania. Piło i kurzyło sie za swoje – nie za ukradzione. Nie za zajebane. Tego się nauczyły Hanysy od goroli? Ciekawe! Gorole som różne. To i wśród Hanysów muszą być gorole.

Inaczyj z barbarami. Barbarzyńcy nie zauważyli, iże u nos do domu nie wchodzi sie w butach, że po powrocie z pracy zmienia się odzież. Barbarzyńcy nie zauważyli, że rano nie je się czosnku, a po lekcjach wuefu należy wziąć prysznic. Wiela szkół mo  czynne  prysznice w tym stuleciu 21. Jako to higiena? Jako to kultura? Jaki to egzamin dojrzałości. .







Część pierwsza

Część druga

Część trzecia

Część czwarta

Część piąta

Część szósta

Część siódma

Część ósma

Część dziewiąta

Aleksander Lubina

Górnoślązak/Oberschlesier, germanista, andragog, tłumacz przysięgły; edukator MEN, ekspert MEN, egzaminator MEN, doradca i konsultant oraz dyrektor w państwowych, samorządowych i prywatnych placówkach oświatowych; pracował w szkołach wyższych, średnich, w gimnazjach i w szkołach podstawowych.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza