Aleksander Lubina: Hanek i oni (Mimry z mamrami) – cz. 4

Aleksander Lubina

Hanek i oni

(elwry, lebry, pamponie, soronie, hadziaje i barbary) albo o moich przodkach i zadkach.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

 Mimrów z mamrami tom I

ilustracje: Grzegorz Chudy

Za pociągami, po śladach czołgów i dział, wtoczyli się w szoferkach i wyprostowani na pakach barbary sowieckie, przebrane w mundury bratnie niby, marsze śpiewając jak dawniej okrutnicy brunatni. Z oczu im groźnie patrzyło.

Nie wybaczą, nie wybaczą tego, o czym wiedziało wielu, ale niewielu pojmowało. Nie wybaczą barbary i oni nie wybaczą. Szeptano o obozach zagłady, o piecach i kominach, o dołach z wapnem. Tego się wybaczyć nie da i wykręcić od tego też nie. Ani my, ani oni, ani barbary się nie wykręca – a próbują wszyscy i w próbach nie ustają.

Nie wybaczą, nie wybaczą tego, o czym wiedziało wielu, ale niewielu pojmowało. Przy okazji barbary czerwone ofiary swoje ukryją między ofiarami Auschwitz, Bełżca i Zgody.

Na cmentarzu starym pochowają swoich zmarłych w ziemi płytkiej na mogile zbiorowej mieszkańców miasta naszego zamordowanych przez barbarów. Nikt nigdy nie pozna ani nazwisk, ani liczby wymordowanych przez barbarów czerwonych i zniewolonych pasażerów wagonów bydlęcych. Krzyż się postawi po latach z napisem w językach dwóch i tyle.

Wprowadzili się do opróżnionych z Niemców, Ślązaków i Ewangelików jeszcze ciepłych izb.
W mieście i na wsi kobiety gwałtem brali, czy wdowa, czy mężatka – dziewica, czy zakonnica. Taką siłę ma władza bez uprzedzeń rasowych. Rasa panów niy za barzo mogła dupczyć, kogo popadnie. No, przynajmniej niyzbyt jawnie. Czerwoni już tak. A za ich przykładem, kto ciulika mioł.

Spuścił Hanek wzrok, jak wtedy, kiedy zrozumiał, że czas się nie skończył, a zmienił. Jednych barbarów zastąpią inni. Nie będzie mowy o przestrzeni życiowej, a o ziemi odzyskanej, o macierzy. Znów będzie prawo odwieczne na tysiąclecia. Już nie naród panów
i czystość rasowa. Naród ma być rad i tyle. Jeden naród, jedna klasa, jeden kościół, jedna religia jeden folklor, jeden język…

Barbary czerwone nasadziły władców na urzędach w gwiazdy i pepesze strojnych i w orły odkoronowane. Przekonanych o sprawiedliwości dziejowej i zemście. Zatarli ręce i gospodarzyć zaczęli i rabotać – pustostany chwilowe w więzieniach i obozach zlikwidowali. Gdzieniegdzie przeszli samych siebie i barbarów brunatnych. Teraz my. Teraz my! Teraz k… my!

Widział ich Hanek, albo słyszał o nich, że dziwiły się barbary dworcowi, zegarowi, torom węższym, przed stu laty wytyczonym. Kto wiedział, że koleje żelazne i więzienia wybudowane za cesarzy służyć będą watahom führera i generalissimusa.

Wiysz, ile więzień i kolei zbudowano po pokonaniu barbarów? Po pokonaniu barbarów…? Żadnego.

 

Na wiek przed barbarami jednymi i drugimi, bo co znaczy lat 17 panowania matki wyrodnej na wschodnim skrawku naszej ziemi, posłów mieliśmy w kościele Pawła we Frankfurcie. Magnatów kształconych i przedsiębiorców ze Szkocji, Włoch, Polski i Niemiec, z narodu wybranego też wielu. Goldsteiny, Fleischery, Lichnowscy, Ballestremy, Collony, Oppersdorffy, Donnersmarcki, Dietle, Schöny, Giesche, Schaffgotsche, Redeny, Baildony, Wincklery, Grundmanny, Uthemanny i Godule. Sieć kolejową rozbudowali.

Węgiel i żelazo wożono przez lat sto na budowy pruskie i lat siedemnaście na budowy sanacyjne.

Pięć lat ludzi do krematoriów i na mydło.

Uśmiechnęły się na widok dróg żelaznych barbary – przydadzą się tory do Workuty, jak i do Auschwitz się nadały w sam raz.

Na dworcu, na kamienicach, na jugendstilu, na modernie, na bauhausie, pojawiły się wielkie obwieszczenia nakazujące strach i milczenie. Flagi czerwono-czarne zastąpiono flagami czerwonymi i biało-czerwonymi.

Uśmiechnęły się na widok dróg żelaznych barbary – przydadzą się tory do Workuty, jak i do Auschwitz się nadały w sam raz. Głośników użyli sprawdzonych na latarniach brzmiących mocno i rytmicznie. Krokiem miarowym poszły szkoły i kościoły – posłuszne, strwożone – przekonane o racjach barbarów, bo racje te były po części prawdziwe.

Spędzili zgodnie z prawem nie tak nowym na bocznice górników, hutników, murarzy, rolników i wywieźli, to tu pięćdziesiąt tysięcy, to tam tysięcy sto. Wróciło niewielu. Przydali się w kopalniach i hutach, bo więźniowie barbarów czerwonych z wydobyciem i spustami nie nadążali. Wyścigi przodowników nie pomagały.

Komuniści repatriowani z Francji i Belgii na zastany komunizm niezbyt się godzili. Ulotki rozrzucali. Za ulotki cierpieli. Nie rozumieli, że w tym tu komunizmie ludzi moc, a o człowieka biyda. Tak się przekonali, że komunizm komunizmem, a nahaj nahajem, jak ukaz ukazem się ostał.

 

Przyglądał się Hanek ludziom w eszalonach ze Lwowa, Stanisławowa i Wilna, bez stołu, ziemi i nadziei. Przyglądał się też naszym, jak ich barbary niewoliły jedne i drugie. Jedni zabrali im wszystko, drudzy resztę.

W majestacie władzy i nienawiści zabrali barbary czerwone dzieci wygnańcom i kazali na cmentarzach napisy na grobach niszczyć i krzyże obce, a obce były wszystkie, bo cmentarze były nasze. Nagrobki przewracać, ślady niszczyć. Żadnych krzyży, bo żadnych gwiazd nie było sześcioramiennych, więc krzyży też ma nie być. Tak to dzieciom wygnańców wyeksplikowali. Poszły w ruch młotki, dłuta i kamienie – groby rozebrano – kamień się przyda, napisy usunięto, imiona, nazwiska i lata, krzyże przewrócono i nagrobki rozbito, Chrystusa niemieckiego rozwalono. Gdzie był przez lat dwanaście On i Ojciec Jego? Nie wiedzieli młodzi, że świat ten wyśniony nie przetrwa.
W cieniu obcego kościoła z obcymi świętymi Hedwigą i Hiacyntem tłukli kamienie na drogę do stanicy zetempowskiej w lesie. Śmiali się i klęli, pot z czoła ocierając chustami czerwonymi. Na Anioł Pański, jak we żniwa poprzestawali.

Jakoś to bydzie. A jak niy, to bydzie gorzyj albo lepiyj. W Boga wierzyli, to co, że inaczej – oszukiwał Hanek sam siebie.

Następnie kazali zniknąć ulicom, parkom, stadionom, basenom, teatrom, restauracjom, piwiarniom, czytelniom i muzeum. Z ulic i placów Goethego oraz Freytaga, zrobili ulice Mickiewicza, z Schillera –Słowackiego. Z parku miejskiego – park Chopina.

Ze stadionu Jahna boisko Piasta. Piast był ważny, bo był tu pierwszy. Tak sobie wmawiali. W to wierzyli. Nikt nie chce być sierotom, abo podciepym. Wygnańców barwami klubowymi czerwono-niebieskimi przekupiono po części. Białego nie dano.

Czasami malowano rycerza na koniu, ale dyskretnie lub bezmyślnie.

 



Część pierwsza

Część druga

Część trzecia

Aleksander Lubina

Górnoślązak/Oberschlesier, germanista, andragog, tłumacz przysięgły; edukator MEN, ekspert MEN, egzaminator MEN, doradca i konsultant oraz dyrektor w państwowych, samorządowych i prywatnych placówkach oświatowych; pracował w szkołach wyższych, średnich, w gimnazjach i w szkołach podstawowych.

 

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza