Najstarszy zabytek śląskiej literatury? (Część 1)

Najstarsze dokumenty będące świadectwem wyodrębniania się dialektów śląskich w oddzielną grupę pochodzą z XVI w. Należą do nich m. in. list Ambrożego Szklorza z Olesna opublikowany przez Władysława Nehringa (Nehring 1902 [1]) i rachunek ślusarza Matysa Hady opublikowany przez Leona Derlicha i Andrzeja Siuduta (Derlich, Siudut 1957). Są to jednak zabytki piśmiennictwa, a nie literatury – początków tej drugiej można się doszukiwać na Śląsku w najlepszym razie dopiero w wieku XVII. Żyło tu wówczas wielu utalentowanych ludzi pióra, takich jak Adam Gdacjusz czy Walenty Roździeński, jednak pisali oni po polsku, a ich teksty z rzadka tylko cechuje coś, co nazywa się “zabarwieniem narzeczowym”. Za pierwszy śląskojęzyczny utwór literacki należałoby wobec tego uznać nie opublikowany dotąd tekst noszący tytuł “Płacz a narzykani predykantuw ze Ślonska wygnanych w Namysłowskim Kraju”.

Rękopis z tekstem tego utworu znalazł w roku 1973 w zbiorach dawnego – przekazanego w roku 1988 Bibliotece Miejskiej w Cieszynie – Cieszyńskiego Oddziału Zabytkowego Biblioteki Śląskiej profesor Jan Zaremba (1906-1983), współzałożyciel i pierwszy prorektor WSP w Katowicach oraz długoletni dyrektor Instytutu Filologii Polskiej UŚ. Informację o swoim odkryciu opublikował rok później w krótkim komunikacie (Zaremba 1974). W roku 1980 krótki opis omawianego tu zabytku został zamieszczony w “Śląskim Korbucie” (Zaremba 1980, s. 62), potem dość długo nikt się nim nie interesował. Dopiero 20 lat po jego odkryciu nieco więcej informacji zamieściła w poświęconym mu artykule Izabela Kaczmarzyk (Kaczmarzyk 1993). Samego tekstu nikt do dziś nie opublikował, rękopis jest jednak dostępny w zbiorach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej (https://sbc.org.pl/dlibra/publication/43934/edition/ 40728/content?ref=desc) i na tej cyfrowej kopii oparte jest prezentowane tu opracowanie.

Tekst utworu składa się trzystu trzynastozgłoskowych wersów. Podzielony jest na piętnaście części, z których czternaście to lamenty duchownych luterańskich (w tej liczbie jednej wdowy po duchownym) z Namysłowa i okolicznych, bliższych i dalszych, miejscowości: Smogorzowa, Strzelec, Bukowej Śląskiej, Głuszyny, Ziemiełowic, Biestrzykowic, Wielkiego Buczka, Wilkowa, Smarchowic Śląskich, Domasłowa, Szymonkowa, Rychnowa i Kamiennej. Ostatnia część to pożegnanie i wiatyk, czy też może raczej przekleństwo rzucane za odchodzącymi pastorami.

Wydarzenia, do których odnosi się tekst, zostały opisane w literaturze poświęconej historii Namysłowa oraz dziejom reformacji i kontrreformacji w jego okolicach (Liebich 1862, Zeller 1925). Wyznanie luterańskie przetrwało tam bez większego uszczerbku do końca wojny trzydziestoletniej (1618-1648) i dopiero po jej zakończeniu podjęto działania zmierzające do całkowitej rekatolizacji tamtych okolic. 27 maja 1653 roku w powiecie namysłowskim ogłoszono zakaz odprawiania nabożeństw luterańskich, a duchownym tego wyznania nakazano opuścić probostwa. Pierwsze wypadki wyrzucania pastorów z probostw miały miejsce już kilka tygodni później. 25 lutego 1654 roku przybyli do Namysłowa wspomniani w pierwszej części utworu komisarze cesarscy – kanonik Caspar Heinrich von Oberg, starosta Caspar von Bedau i proboszcz wrocławskiego kościoła św. Mikołaja Johann Reussner – aby dopilnować wykonania rozporządzeń.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Równolegle do oficjalnych działań nieoficjalnie rozpowszechniane były teksty mające zapewnić poczynaniom władz poparcie ze strony katolików i brak oporu ze strony luteran. „Płacz a narzykani” wydaje się być jednym z takich tekstów. Przemawiający w nich “własnym głosem” predykanci ujawniają niskie pobudki, jakimi kierowali się, przyłączając się do kościoła luterańskiego. W zamian za wygodne i dostatnie życie bez ciężkiej pracy wymagano od nich, by odciągali katolików od “prawdziwej wiary”. Wykształcenie i święcenia duchownych luterańskich dosadnie przedstawiono w tekście jako niewiele warte – studiowali oni w “kakademijach”, a przy wyświęcaniu każdego z nich “okakano”. Jedyna kobieta w tym gronie, wdowa po pastorze z Głuszyny, mówi sama o sobie “gdyż już gzik nastał, musi sie gzić krowa”.

Dej pozōr tyż:  Geniusze chemii ze Śląska: Fritz Haber i Clara Immerwahr

Omawiany tu tekst jest zapewne jedynym ocalałym tekstem propagandowym dotyczącym wydarzeń z 1654 roku. Nie wiemy, czy jest to oryginał, czy też kopia, ani która z kolei kopia. Nie wiemy również, gdzie powstał ten tekst, ani kto był jego autorem. Od strony językowej tekst wydaje się pochodzić nie z okolic Namysłowa, a z południa Górnego Śląska, a ściślej ze Śląska Cieszyńskiego. Wskazuje na to m. in. końcówka rzeczowników odsłownych narzykani, kazani (zob. mapa 1375 w atlasie językowym Śląska), stopień najwyższy przysłówków z przedrostkiem nej-: nejgorzy, nejprendzy (tamże, mapa 1410), końcówka biernika l. poj. rzeczowników rodzaju żeńskiego -enoge, brode, nagrode, kuźnice, smołe, dusze, gembe itd. (tamże, mapa 1381) i końcówka czasowników dokonanych w pierwszej osobie l. poj. czasu przyszłego -em/-im: utnem, ogolim, przestanem, pujdem, podziejem, wezmem, dojdem, pomszczem, wydrapiem, poradzem itd. (tamże, mapa 1430).

Czasownik być w pierwszej osobie l. poj. czasu przyszłego ma w tekście najczęściej formę bendem, która jest też częstą formą w tekstach cieszyńskich z XVIII w., takich jak “Prawdziwa jedzina” (s. 51: W Dźień ostateczny powstanem z Źiemie / y zaś obleczon bendem w skore moje; s. 96: Bog mocny moy, bendem w nim uffał; s. 102: bych śie tylko dotchneła Kraju Szaty jego, bendem zdrowa), czy kazania ks. Brauna (Wronicz 2001, s. 155: ja jom prosić będem, by mi sie napić dała; s. 157: cokolwiek będem czynić a mogem dobrego; s. 168: jo będem tak jak trzeba naszycony).

Charakterystyczny dla tekstu jest zapis jako u: predykantuw, kruluje, stuj, brunić, gunić itd. Atlas językowy Śląska (mapa 1189) notuje taką wymowę w północnej części Śląska (Twardogóra, Stare Budkowice), gdzie przeniknęła ona z Wielkopolski, oraz w południowej części (Borzucin, Szonychel, Horní Suchá, Dolní Datyně), gdzie na wymowę wahającą się od ů do u mogło wpłynąć sąsiedztwo dialektów laskich. Taki sam zapis (krul, ktury, na dul, bratuw, piurem, popiul, stul, muwi) dominuje we wspomnianych wyżej kazaniach ks. Brauna (zob. Wronicz 2001, s. 8-10), co również może przemawiać za cieszyńskim pochodzeniem omawianego tekstu.

Do tego po autorze z północnego Śląska należałoby oczekiwać choć śladów mazurzenia, których nie uniknął nawet piszący dość staranną polszczyzną Walenty Roździeński (s. 123: Kołacki ták okrągłe iáko tálerzyki; s. 154: Ma być káżdy węgielnik do roboty rący; s. 165: Strászliwa ostrość iego: którym rozgniewány / Zboycá nieulecone (w bitwie) czyni rány). Autor omawianego tekstu dość konsekwentnie rozróżnia jednak głoski c i cz, zapisując je odpowiednio jako cz i čz: niechcze (nie chce), miečzem (mieczem). Tak samo konsekwentnie rozróżnia s i sz, zapisując je jako s i ss (wyjątkiem są zaimki nas, was zapisywane jako naß, waß).

Za cieszyńskim pochodzeniem tekstu przemawia też zapożyczona z ortografii czeskiej pisownia kdo, kdy, kdyby spotykana często u autorów cieszyńskich w XVIII w., m. in. we wspomnianej już wyżej “Prawdziwej jedzinej” (s. 68: kdyby ten pospolity zwyczay Zydowski; s. 268: kdyby co podobnego umyślnie opuśćił; s. 641: Kacerstwa kdy ktore powstały)  i w kazaniach ks. Brauna (Wronicz 2001, s. 127: Kdóż winien, albo kdo przyczyna?; S. 172: Kdyby mnie nie który inszy o Jeruzalemie mieście był powiadoł człowiek; s. 181: Kdyż tylko pozdrzy niebieski oko).

Omawiany tu tekst będzie z pewnością interesujący dla badaczy śląskiej leksyki. Można w nim znaleźć wiele słów i form używanych na Górnym Śląsku i dziś, np.: bałamōnt – człowiek głupi, upośledzony umysłowo, nieporadny, barōn – baran, dōma – w domu, dŏwić – dławić, dusić, dyć – przecież, jednak, dziwoki – dziki, fara – probostwo, jarka – zboże siane wiosną, jasiyniowy – jesionowy, kandy – gdzie, kandyż, kanż – gdzież, kara – taczki, kierchōw – cmentarz, kłobuk – kapelusz; kokot – kogut, kulać sie – toczyć się, miano, mianować – imię, nazywać, nadawać imię, paszczeka – paszcza, pierōn – piorun, przecã – przecież, skrzysić – ocucić, tukej – tutaj, wandrować, wandrowny – wędrować, wędrowny, wanielik – ewangelik, wiela – ile, wszandy – wszędzie, wygnać, wyżynã, wyżyniesz itd. – wygnać, wygnam, wygnasz itd., zbōn – dzban, zwōnek, zwōnić – dzwonek, dzwonić. Dla wielu z nich tekst ten to prawdopodobnie najstarsze poświadczenie.

Dej pozōr tyż:  Współczesna norma języka śląskiego – dekada funkcjonowania ślabikŏrzowego szrajbōnka

Poza wspomnianymi wyżej zagadnieniami dotyczącymi pisowni warto zwrócić uwagę na głoskę j zapisywaną tak jak w dawnej ortografii czeskiej literą g. Wyjątkiem jest zaimek ja/jo pisany niemal zawsze z j (tylko raz w tekście pojawia się goch zamiast joch) i kilka innych wyrazów: jalowicze, gaju, jasinowem, Japonie. Głoska j jest też w kilku przypadkach zapisana po e jako ÿ: neÿgořzy, zagreÿže, geÿdy, eÿ, bodeÿch, neÿprendzÿ.

Znaki stawiane w rękopisie nad u (ú) i y (ÿ) nie mają żadnej wartości diakrytycznej.

Głoski ć i zapisywane są na początku i w środku wyrazu jako ti-/-ti- i di-/-di- (tiessÿt=cieszyć, kostiolÿ=kościoły, diwokigo=dziwokigo, bendietie=bendziecie). Na końcu ć zapisywane jest najczęściej jako -t (dobÿt=dobyć, začzont=zaczonć); -tz na końcu może reprezentować (mlúwit=młuwić, tu też: úsiontz=usiondź, wym. usionć) lub -c (predÿkúgontz=predykujonc).

Głoska á<ā zapisywana jest jako a lub o mniej więcej w proporcji 1:1. W tekście można znaleźć wiele wyrazów zapisywanych raz tak, a raz tak: żal/żol, mam/mom, wam/wom, ja/jo, wydrapiem/dropiem, diabła/diobeł, utrapiłem/tropiem.

Wśród czasowników w 1 osobie czasu przeszłego przeważają formy z -ch: takech sie przelonk, omdlałech, zawarłech, luboch sie zajonkał, postych łamał, dobrzech tuczył, alechmy nie chcieli, prendkochmy uwierzyli. Form z -m jest w tekście znacznie mniej: zbladłem, bom uczył, kdym odwodził, żem nie słuchał, dostołem.

W nielicznych w tekście formach trybu rozkazującego przeważają formy z -ej: siadej, zustowej, zagrej, kulejmy, dejcie (tylko raz pojawia się forma dajcie).

Transkrybowany niżej tekst przedstawiony został w pisowni w miarę możliwości bliskiej pisowni polskiej. Transliteracja została tu pominięta.

Płacz a narzykani predykantuw [2] ze Ślonska wygnanych w Namysłowskim Kraju

Jak skoro [3] Comissarze przyjeli [4] z nowinom,

Że kościoły odbierom a naszy wyginom,

Takech sie barzo przelonk, zbladłem jako chusta,

Omdlałech padszy z ławy i zawarłech usta.

Kiedy mnie roz skrzyszono, rencech poczał składać,

A luboch [5] sie zajonkał, takech zaczał gadać:

Już nasze Boży Słowo ptacy pozobali [6],

Kruluje teraz Popierz i mniszy wygrali.

Już nas żiaden nie broni, ani Kurfirst, ani Szwejda,

Ani Turek na pomoc nie chce dobyć korda.

Żiaden nie śmi wojny zaczonć, bo nas gorstka mało,

Maluchno nasza trzoda i to już niecało.

Ej, nie stuj tyż [7], już z mieczem nie mogem sie brunić,

Umiałbych ja szklenicom popierzniki gunić.

Świat w zgure [8] nogom stoji, Słuńce opak jidzie,

Niech zełżem, za dwie lecie [9] sondny dziyń przybendzie.

Tak mi żol moji wiary, że młuwić nie moge,

Żebych jom nie odstompił, utnem sobie noge.

Tak długo predykujonc, cuż mom za nagrode,

Już pujdem precz ze Ślonska, a ogolim sobie brode.

Dej pozōr tyż:  Szczepan Twardoch: Polacy, pamiętamy wam Zgodę

Siadej żunko i dziatki, usiondź na tej karze,

A tukej nie zustowej w namysłowski farze.

Żal mi tej słodki wiary, ktora może zbawić

Od Krulewstwa Bożygo, a do Piekła wprawić.

Już nom sie teraz omnis carofanum [10] zaczuchnie,

O, nie stuj tyż [11], bez miensa już mi muj brzuch uschnie.

[1] Pełny wykaz wykorzystanej literatury znajdzie się w czwartej, ostatniej części tego artykułu. 

[2] predykant – kaznodzieja protestancki, od łac. praedicare – obwieszczać, głosić nauki.

[3] jak skoro – gdy tylko; zob. słownik Olescha (s. 296): jak skoro advsobald als: jak skoro prziszoł, zarŏz my poczyni naszã robotã. (Dla wygody własnej i czytelników wszystkie przykłady zaczerpnięte z piśmiennictwa dialektologicznego podaję w pisowni “ślabikorzowej”).

[4] przyjeli=przyjechali – formy pochodzące od prasłowiańskiego *ěti /*jati, wypierane przez pochodzące od psł. *ěchati /*jachati, już w wieku XVI były w polszczyźnie bardzo rzadkie – używał ich jeszcze Biernat z Lublina w “Żywocie Ezopa Fryga” (AIVr: Názáiutrz do miástá pojał, / Bowiem inną tám sprawę miał); w języku czeskim czasownik přijet/přijeli ‘przyjechać/przyjechali’ jest używany do dziś, w związku z czym czasownik w tekście może być albo zapożyczeniem z czeskiego, albo archaiczną formą będącą w użyciu na Śląsku jeszcze w drugiej połowie XVII w.

[5] lubo=choć – w tym znaczeniu notowane w słowniku polszczyzny XVI w. (t. XII, s. 313); częste u pisarzy cieszyńskich w fomie lubo albo luboć, np. w “Prawdziwej Jedzinej” (s. 26: Bogem bydź nieprszestał / luboć w Czaśie Człowiekem śie stał; s. 58: że lubo to Słowo Oczyśćiec swoim własnym nazwiskem nie jest w Pismie wyrażone / …przece znayduje śie w Pismie takowy Smysł Słow; s. 88: że śie Dźieći krzćić majom / lubo to zda śie bydź przećiw Pismu; s. 150: które lubo śie zda ćienszki temu / który niemiłuje: ale temu kto miłuje ćienszki bydź niemoże).

[6] pozobali=podziobali – identycznie jak w Biblii w tłumaczeniu ks. J. Wujka: A gdy śiał, niektóre pádły przy dródze, y przylećieli ptacy powietrzni á pozobáli ie (Mateusz 13, 4, Biblia to iest Księgi Starego y Nowego Testamentv, Ccccc iv).

[7] nie stuj tyż – wyrażające żal, ubolewanie niestety, niestyty, niestoty, niestetyż, niestotyż, niestojtyż, niestutyż, niestoteż (zob. słownik polszczyzny XVI w., t. 18, s. 86) wywodzi się od okrzyku: nie stojcie! będącego w XV w. odpowiednikiem późniejszego łapaj złodzieja!

[8] w zgure=ku górze – zwrot często spotykany w tekstach staropolskich, na Śląsku zwłaszcza u pisarzy cieszyńskich, np. w “Prawdziwej jedzinej” (s. 107: Serca nasze mamy k Niebu wzgore dźwigać) i w “Gloria Quadorum” Ludwiga Heimba (s. 3: Kie ćie moi widzom oczy / Serce mi wzgurę poskoczy).

[9] dwie lecie – liczba podwójna (dualis) była w XVII w. na Śląsku kategorią żywą; zob. też w tekście: dwie oczy, dwa kosza.

[10] właśc. omnis caro foenum – łac. wszelkie ciało to jakby trawa (BT, Izajasz 40, 6).

[11] zob. przyp. 7.

 

c.d.n.

(część druga)

(część trzecia)

(część czwarta)

Mirosław Syniawa – urodzony 1958 w Chorzowie, tłumacz poezji światowej na język śląski (m.in. wierszy zebranych w tomie “Dante i inksi”), autor poezji po śląsku (m.in. “Cebulowŏ Ksiynga Umartych“) oraz prozy pisanej w języku polskim (“Nunquam Otiosus”), współautor “Gōrnoślōnskygo ślabikŏrza”, autor dwutomowego “Biograficznego słownika przyrodników śląskich“.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza