Blogi

Orzesze, Jaśkowice, Zawiść – Dziki Zachód we wschodniej wersji

W czasie II Wojny Światowej na terenie Górnego Śląska działała w bardzo ograniczonym zakresie polska konspiracja . Działalność Związku Walki Zbrojnej a później Armii Krajowej polegała głównie na działalności wywiadowczej i drobnych sabotażach.Informatorami polskiego podziemia byli w większości  robotnicy przymusowi ściągani na Śląsk z terenów Polski . 19 stycznia 1945r zapadła decyzja o rozwiązaniu struktur Zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.Pod koniec wojny zaczęły się u nas pojawiać samozwańcze bandy , nazywające siebie “ bojownikami o wolność” czy podszywające się pod Armię Krajową.Składały się przeważnie z dezerterów z Wehrmachtu i elementu kryminalnego.Miejscowa ludność była  nękana przez uzbrojone bandy licznymi “rekwizycjami” żywności,ubrań itp.Po zakończeniu wojny ilość tych band jeszcze się zwiększyła. Po wkroczeniu Sowietów i ustanowieniu polskiej,komunistycznej administracji nowe grupy “Walczących o Polskość” tworzyli także ludzie zamieszani we współpracę z Niemcami w czasie wojny którzy chcieli uniknąć odpowiedzialności  ,oraz przeciwnicy komunistów i zwykli przestępcy. Wertując akta IPN z tamtych czasów można odnieść wrażenie że po 1945 r w naszym regionie panował klimat rodem z Dzikiego Zachodu we wschodnim wydaniu.

Zacznijmy od tego że jednym z milicjantów w Orzeszu został człowiek powszechnie oskarżany o udział w rozstrzeliwaniu Orzeszan na Pasternioku w 1939 r. Już w 1946 r Urząd Bezpieczeństwa w Katowicach rozpoczął śledztwo w sprawie zdarzeń w Orzeszu z 1939 r. Zamierzano ustalić kto bezpośrednio rozstrzeliwał ludzi na Pasternioku.Zadanie przesłuchiwania świadków zlecono komendzie MO w Orzeszu.Zeznania nawet bezpośrednich świadków były niejednoznaczne i nie wskazywano konkretnych sprawców.Z dokumentów wynika że w większości zeznań była mowa o sprawcach którzy wyjechali do Niemiec,zdarzały się też niesłuszne oskarżenia wynikające z niesnasek sąsiedzkich czy rodzinnych. UB z Katowic wysyłała napomnienie ws.braku konkretów. Ale czemu się dziwić skoro zeznający na komendzie MO spotykali człowieka podejrzewanego o udział w tragedii z Pasternioka ? Kolejne śledztwa prowadzone już przez Główną Komisję Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu też nie dały konkretnych efektów.Ludzie w Orzeszu pamiętali że w 1922 r. jedni wskazywali “ Niemców” po “powstaniach” i przyłączeniu Orzesza do Polski ,za co Niemcy mścili się w 1939 r. Teraz polscy komuniści chcieli kolejnych zeznań a wtedy nikt nie wiedział co będzie w przyszłości , powszechnie mówiło się że za chwilę może wybuchnąć III Wojna Światowa.Owszem wskazywano ludzi o proniemieckich poglądach, też często niewinnych ale zeznania ws. rozstrzeliwania to już była inna półka odpowiedzialności.

poglądowa grafika AI

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Jak wspomniałem Orzeszanie mieli też do czynienia z grupami pseudo “partyzantów” . Jedną z takich grup stworzył współpracownik UB. Posiadał broń i miał za zadanie werbować tych którzy chcieliby zbrojnie walczyć z polskimi komunistami.Wspomniany “partyzant” nadał swojej grupie fantazyjną nazwę “ Bambus i Kijki”. Działając z ramienia UB postanowił rozszerzyć “działalność partyzancką” i rozkazał nowo zwerbowanym bojownikom napadać na sklepy i bogatych ludzi. Łupy miały trafiać do niego. Opornych straszył że wyda ich do UB “za działalność przeciw Polsce Ludowej ” i kilku tak wydał bezpiece .Nieświadoma kulisów tej sprawy Milicja Obywatelska ujęła “partyzanta” za napady i nielegalne posiadanie broni.Na pierwszym przesłuchaniu podał milicjantom nazwiska wszystkich członków jego grupy. Z UB przyszło pismo że trzeba go natychmiast uwolnić, bowiem jest ich współpracownikiem.Co ciekawe w pierwszych zeznaniach na MO wspomniany “bojownik” zeznał że broń którą przy nim znaleziono dostał od swojej matki. W dochodzeniu ustalono że było to fałszywe oskarżenie powodowane niesnaskami rodzinnymi.

Rekonstrukcja „logo” z dokumentu organizacji „Bambus Kijki” ( z akt IPN) oraz grafika poglądowa AI

 

 

W 1946 r zastrzelono w Jaśkowicach Jana Rajcę , przedwojennego komunistę ,który brał udział w trzech “powstaniach śląskich” . W 1939 r. aresztowany przez gestapo, był więźniem dwóch niemieckich obozów koncentracyjnych.Po wojnie był sekretarzem PPR.Zastrzelono go w domu ,na oczach żony i piątki dzieci.Egzekutorami byli członkowie Narodowych Sił Zbrojnych z dawnego oddziału AK który był wg. części ówczesnego środowiska akowców infiltrowany przez  Sowietów. Ci sami ludzie zastrzelili w tym czasie jeszcze jednego sekretarza i kilku milicjantów w rejonie Orzesze- Żory-Czerwionka. Aby zdobyć fundusze napadli min. na garbarnię skór w Jaśkowicach innym razem skradli pieniądze na wypłaty w kopalni “Dębieńsko”. Być może pozbywali się ludzi którzy wiedzieli o ich kontaktach z Sowietami (oddział desantowy sowieckiego zwiadu majora Wasilija Anisimowa).Jeden z zabójców został później aresztowany przez UB w Cieszynie, zwerbowany i wypuszczony na wolność. Oficjalnie głoszono że “zbiegł z więzienia i nadal kontynuje wrogą działalność”. Po jakimś czasie zastrzelono go w zasadzce bezpieki,być może były  to  jakieś porachunki w obozie polskich komunistów . Dzisiaj ciężko  cokolwiek w tej sprawie ustalić bowiem wspomniany egzekutor na fali tworzenia kultu “ Żołnierzy Wyklętych” został wytypowany na “Żołnierza Wyklętego “ w Żorach i nikt o tych niewygodnych tematach nie chce dyskutować. W tym czasie zastrzelono w Orzeszu i okolicach kilku milicjantów. W tamtych czasach takie zabójstwa łączono z polityką, lecz mogły to być także zwykłe akty bandytyzmu.W ciężkich, powojennych czasach było sporo uzbrojonych grup ludzi którzy starali się sami zadbać o zaopatrzenie w niedostępne towary.

Artykuły z ówczesnej prasy PPS i PPR

 

Na terenie Królówki ,Mościsk i Zawiści w latach w latach 1945-1947 działał ciekawy tandem “Partyzantów”. Jeden z nich był byłym nauczycielem i AKowcem z Bierunia .W czasie II Wojny zajmował się pisaniem i kolportowaniem anty niemieckich ulotek.Po rozbiciu jego grupy AK , poprzez znajomości w gronie nauczycielskim znalazł schronienie u rodzin w wyżej wymienionych miejscowościach.Towarzyszył mu mieszkaniec Orzesza który dzięki wybuchowi II Wojny uniknął więzienia za defraudacje w handlu drewnem.W czasie wojny rozpoczął współpracę z Niemcami i został skierowany do służby leśnej w rejonie Pustyni Błędowskiej gdzie był też obóz sowieckich jeńców.”Partyzant z Orzesza” oprócz pracy zajmował się tam oprócz pracy zajmował się tam tropieniem i wydawaniem Niemcom zbiegłych z obozu jenieckiego Rosjan.Zaraz po zakończeniu wojny informacje o tym dotarły do UB który zamierzał schwytać “partyzanta”. W momencie jego zatrzymania zastrzelił on dwóch funkcjonariuszy UB po czym uciekł w znane sobie okolice Orzesza. Do samego Orzesza nie wrócił bowiem w czasie jego pobytu w okolicach Pustyni Błędowskiej żona związała się z innym mężczyzną i złożyła wniosek o rozwód.Ukrywał się wspólnie ze wspomnianym AKowcem u ludzi ze Zawiści,Królówki,Mościsk. AKowiec próbował nawiązać kontakty z działającymi na naszym terenie resztkami AK i zorganizować jakąś grupę antykomunistów.Chciał utworzyć w terenie grupę „Szeregi Wolności”.Jego kompan “ Partyzant z Orzesza” z kolei głosił wszem i wobec “wyższość rasy niemieckiej i walkę z podludźmi z ZSRR”.Popadł też w konflikty z kilkoma gospodarzami którzy go ukrywali bowiem pod ich nieobecność romansował z ich żonami.Po jakimś czasie obydwu ukrywających się ujęła MO. W śledztwie ujawnili dane wszystkich pomagających im osób , sporo ludzi dostało wyroki więzienia , w tym jedna samotna matka z dzieckiem której mąż zginął na wojnie.”Partyzanta z Orzesza” potraktowano łagodnie pomimo obciążających zeznań i dziennika który miał przy sobie ,opisywał w nim swoje przemyślenia i niemieckie teorie rasowe.Za  podjęcie współpracy z UB skierowano go na krótkie leczenie psychiatryczne ,potem wyszedł na wolność. Jego kompan z AK który też zobowiązał się do współpracy z bezpieką również otrzymał łagodny wyrok. Ludzie którzy ich ukrywali otrzymywali wyroki od roku do trzech lat więzienia.Jako ciekawostkę trzeba wspomnieć że UB znalazła u “ Partyzanta z Orzesza” tzw. “czeskie korony głodowe” , były to kopie czechosłowackich koron z nadrukowanym antykomunistycznym przesłaniem . Na przesłuchaniach “Partyzant” twierdził że otrzymał je od “nieznajomego w orzeskiej gospodzie”.

grafika poglądowa AI

czechosłowackie „korony głodowe” i tłumaczenie tekstu na nich nadrukowanego

 

Tłumaczenie z „korony głodowej”
„GŁODOWA KORONA – DAR ZWIĄZKU RADZIECKIEGO
To dowód rządowej bezradności i bankructwa planu pięcioletniego, pamiątka tego, jak wasz rząd was okradł.
To wezwanie do walki, rozkaz, abyście przeciwko słabości reżimu wystawili siłę ludu i stawiali opór tak dobrze, jak potraficie. Ludzie innych krajów, zniewolonych przez Związek Radziecki, jednoczą się i przyłączają do was w waszej walce. Wolny świat jest z wami. Cała władza należy do ludu!”….”CZESI I SŁOWACY!
Reżim słabnie i boi się Was. Siła jest w ludzie, a lud stoi przeciw reżimowi.
Jednoczcie się i mobilizujcie swoje siły! Precz z kołchozami!
Trwajcie przy prawach klasy robotniczej!
Dziś wywalczcie ustępstwa, jutro wolność!..”

 

Kolejne zdarzenie również miało miejsce w Jaśkowicach. Na trasie kolejowej w kierunku Tych kolejarze wymienili kilka szyn, zużyte szyny po wymianie odłożyli na bok do czasu przyjazdu ekipy która miała je zebrać . Po jakimś czasie maszynista pociągu osobowego który nadjeżdżał zauważył na torowisku leżącą szynę i musiał zatrzymać pociąg by ją usunąć.Na stacji w Jaśkowicach zgłosił to zdarzenie i zaczęło się dziać.O całej sprawie zgłoszono do milicji a ta zgłosiła sprawę do bezpieki.UB od razu założył że był to akt dywersji politycznej i rozpoczęło się śledztwo.  Przesłuchiwano wszystkich pracowników kolei,skrupulatnie prześwietlono ich życiorysy. W terenie uruchomiono miejscowych konfidentów bezpieki , mieli za zadanie min. rozpoczynanie rozmów w pracy i barach o zdarzeniu na torach.Przy torach znaleziono jakąś czapkę i choć nie było wiadome czy miała związek z incydentem specjalny zespół miał znaleźć właściciela czapki.W wyniku masowych przesłuchań pojawiało się wiele oskarżeń niewinnych ludzi i mylne tropy, np. pies tropiący “wskazał “ właściciela czapki pod różnymi adresami.Niezadowolony z wyników śledztwa Urząd Bezpieczeństwa wysłał do Jaśkowic szpicli z zewnątrz , min. z Rybnika. Zatrudniano ich fikcyjnie min. na kolei i hucie szkła w Orzeszu,mieszkania wynajmowali w Jaśkowicach i Orzeszu.Z licznych zeznań i relacji szpicli wynikało że w okolicy jeszcze od czasów przedwojennych znana była praktyka kradzieży zużytych szyn po wymianie. Gdy zauważono że kolejarze wymieniają szyny ruszano z drewnianym wózkiem by je zabrać zanim zrobią to ekipy kolejowe. Wspomniane szyny użytkowano przy budowach domów czy budynków gospodarczych.W relacjach donosicieli MO i bezpieki można wyczytać że w okolicznych barach mówiło się że ktoś chciał ukraść szyny i podczas przerzucania jednej z szyn sprawcy zostali spłoszeni przez nadjeżdżający pociąg towarowy przez co upuścili szynę na torowisku  i uciekli.  Milicja ruszyła tym tropem, każdy właściciel który zgłosił wtedy budowę domu był wzywany na przesłuchanie w tej sprawie.Rykoszetem wychodziły przy okazji drobne “przestępstwa” – załatwianie “na lewo” przydziałów na cegły,cement itp. Bezpieka natomiast konsekwentnie nakręcała  temat “politycznej” dywersji. Na nowo przeglądano kto współpracował z Niemcami w czasie wojny, czy też wrócił z Armii Andersa.Z dokumentów można się przekonać że UB miała w Orzeszu i okolicy sporo donosicieli. Większość z nich działała pod przymusem – jeżeli ktoś miał coś na sumieniu w czasie wojny ,bądź popełnił jakieś przestępstwo w zamian za bezkarność zostawał “uchem” bezpieki. Śledztwa nie zakończyły się konkretnym rezultatem. Milicja umorzyła swoje śledztwo z braku sprawców, bezpieka zamierzała je kontynuować ,ale nie ma w dokumentach wzmianki o kolejnych działaniach.

grafika poglądowa AI

 

Inne zdarzenia miały miejsce w Elektrowni Łaziska . Pracowało tam wielu Orzeszan , ale dwóch zostało wplątanych w “ działania sabotażowe przeciw Polsce Ludowej” .Poznajmy trochę szczegółów. W latach powojennych mimo funkcjonowania praktycznie wszystkich kopalń na Górnym Śląsku występował chroniczny brak węgla.Wtedy większość naszego “czarnego złota” była wysyłana do ZSRR jako ustalona “zapłata za wyzwolenie”. Aby funkcjonować i produkować prąd w Elektrowni Łaziska wymyślono osobliwy “patent” . Postanowiono spalać dostępny węgiel najgorszej jakości -szlam i przerosty , żeby uzyskać parametry do produkcji prądu robiono tzw. “zastrzyki z nafty” dolewając do kotłów węglowych naftę za pomocą wykonanej instalacji -samoróbki. Na jednej z nocnych zmian podczas dolewania nafty wybuchł pożar i musiano do rana wstrzymać dostawę prądu w całej okolicy.Dwóch mieszkańców Orzesza którzy robili te “zastrzyki z nafty” oskarżono o sabotaż polityczny. Prześwietlono ich życiorysy i u jednego znaleziono że w czasie wojny służył w Wehrmachcie, był więc “dobrym materiałem na sabotażystę”. Obydwaj wylądowali w areszcie. W wyniku interwencji władz Elektrowni Łaziska zostali oczyszczeni z zarzutów ,ale swoje w UBeckim areszcie przeżyli.

grafika poglądowa AI

Wertując dokumenty IPN zadziwia jak mała sumie społeczność Orzesza i okolic była nasycona szpiclami Urzędu Bezpieczeństwa.Wytłumaczeniem tego faktu może być położenie Orzesza na ważnych szlakach kolejowych i min. funkcjonowanie Huty Szkła. Wielu ludzi zapewne nigdy się nie dowiedział że ich koledzy z pracy czy nawet krewni donosili na nich do UB np . za to że w rozmowach krytykowali ustrój komunistyczny.Podobnie było pewnie w innych miejscowościach gdzie były np.ważne zakłady przemysłowe itp.

 

“Dziki Wschodni Zachód “ nie zakończył się w naszej okolicy w latach 50 tych, choć później sytuacja była już spokojniejsza.Pamietajmy też że opisane powyżej zdarzenie toczyły się w cieniu Tragedii Górnosląskiej – masowego wywożenia rdzennej ludności do ZSRR czy polskich,komunistycznych obozów.

 

W 1961 r  Służba Bezpieczeństwa (dawne UB) prowadziła śledztwo przeciwko dwóm mieszkańcom Orzesza i Zawiści za “nielegalną zbiórkę pieniędzy na cele religijne” . Donosiciele wskazali że Alojzy Botor i Franciszek Gruszczyk prowadzili min. w Zawiści zbiórkę pieniędzy na prezent urodzinowy dla ks.Władysława Wojciecha z Orzesza.Jeden z konfidentów wpłacił nawet na zbiórkę aby dopytać przy okazji o szczegóły,następnie domagał się od prowadzącego go SBeka zwrotu tych pieniędzy.Po przesłuchaniach na których podejrzani przyznali się do “winy” sprawę skierowano do sądu który wymierzył kary grzywny.

grafika poglądowa AI

 

Kolejna “ciekawa” historia zdarzyła się w Jaśkowicach w 1968 r . Miejscowa aktywistka kilku organizacji partyjno-społecznych postanowiła przejąć kierownictwo miejscowej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Żeby pozbyć się dotychczasowego kierownictwa tej partii zaczęła zasypywać  miejscowych komunistów anonimami.Straszyła ich wyrokami śmierci “od podziemia” i kazała się wynosić z Jaśkowic.Sama do siebie też pisała te anonimy ,zgłaszała na MO “pogróżki które otrzymuje od hitlerowców i bandytów z podziemia” . Przy okazji oskarżała  ludzi z którymi miała na pieńku. Sprawa dotarła do UB w wyniku zgłoszeń zastraszanych funkcjonariuszy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.Temat potraktowano poważnie ,sprawie nadano odpowiedni kryptonim i rozpoczęło się śledztwo.Bezpieka wymyśliła akcję “aktualizacji praw własności “. Każdy mieszkaniec Jaśkowic musiał napisać własnoręcznie oświadczenie potwierdzające własność jego gruntów-chodziło o zdobycie próbek pisma.Wszystkie oświadczenia przesłano do Warszawy ,do ekspertyz grafologicznych. Dwóch grafologów niezależnie potwierdziło że autorką wszystkich anonimów była wspomniana “aktywistka”. UB uruchomiła swoich informatorów w Jaśkowicach w celu zebrania informacji o autorce anonimów i jej rodzinie. Okazało się że jej ojciec był oskarżony o okradanie rozstrzelanych Orzeszan na Pasternioku w 1939 r, a w niektórych zeznaniach nawet o dobijanie rannych. “Aktywistka” z kolei należała do jednej z niemieckich organizacji. Temat jednak szybko wyciszono bowiem zasiadała w tym momencie w zarządzie miejscowej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z “wyższej instancji partyjnej” nadeszło polecenie “ żeby sprawę wyciszyć ze względu na dobro ogółu” a jedyną   karą dla wspomnianej pani było wydalenie z szeregów PPZR.

grafika poglądowa AI

W tych czasach miało miejsce wiele dramatycznych zdarzeń z udziałem mieszkańców Orzesza i okolic. W tym artykule nie jestem w stanie wszystkich opisać.Ale….Ciąg dalszy nastąpi.

 

Wszystkie opisane tu zdarzenia miały miejsce w latach 1945 -1968 . Są dokładnie opisane i dziś przechowywane w zasobach IPN.Nie będę ujawniał nazwisk osób ani sygnatur teczek z nazwiskami donosicieli.Wypisałem tylko dwa nazwiska poszkodowanych ws. prezentu dla księdza – bo oni nie mają się czego wstydzić.

 Do dziś w Orzeszu i okolicy żyją potomkowie “ bohaterów” tych opowieści, w dobie “rozliczeń dziadków” ktoś mógłby skrzywdzić niewinne osoby. Nawiasem mówiąc dzisiejsi “tropiciele dziadków” też mogliby tam znaleźć swoich przodków. Korzystałem też z artykułów gazet z lat 1945-1954 – “ Trybuna Robotnicza “ – organ PPR , oraz “Gazeta Robotnicza” – dziennik PPS . Temat “Wyklętego z Żor” wspomniałem na podstawie prac “ Armia Krajowa i konspiracja poakowska na Ziemi Rybnickiej 1942-1947” z 2004 r oraz “Żory .1945-1989” z 2017 r.

Adam Kopczyński – Stowarzyszenie Miłośników Miasta Orzesze

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza