Kultura

Luksemburgowie na Śląsku. Jan – część II

Część pierwsza

Śmierć Łokietka – szansa na normalizację stosunków sąsiednich krajów.

Śmierć Władysława Łokietka (2 marca 1333 r.) stworzyła szansę na unormowanie stosunków dwóch wielkich, sąsiadujących ze sobą krajów. Jan Luksemburski i Władysław Łokietek byli zapiekłymi wrogami i co gorsza pełnym, wzajemnym zaprzeczeniem wyznawanych wartości i prezentowanych postaw. Pierwszy, wychowany na arturiańskim etosie rycerskim, był i jest nazywany archetypem średniowiecznego króla-rycerza – honor rycerski stawiającym ponad inne wartości, stawiany za wzór lojalności, zawsze honorujący przyjęte zobowiązania i sojusze. W wypadku Łokietka trudno wskazać sojusze, których nie podeptał, przysięg i zobowiązań, których nie złamał. Oliwy do ognia dolało jedynie konsekwentne używanie tytułu króla Polski przez Jana (faktycznie uznawanego i stosowanego w korespondencji także przez innych władców Europy), oraz równie konsekwentne tytułowanie Łokietka „królem Krakowa” – po jego koronacji. W polskiej narracji wiarołomstwo Łokietka najczęściej tłumaczy się uzasadnionym „pragmatyzmem w dążeniu do zjednoczenia Polski”, a legalistyczną postawę Jana – lekceważącym i poniżającym tego władcę.

Jak to wygląda z wewnątrz (Polski i Czech) i z zewnątrz – z perspektywy kraju „pomiędzy” Czechami i Polską?

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

  • Śląsk zawdzięczał Łokietkowi jedynie najazdy, gwałty, rabunki. Był on jednoznacznie negatywną postacią. Janowi z kolei Śląsk zawdzięczał ustabilizowanie sytuacji politycznej, przywileje miejskie – stwarzające warunki do szybszego rozwoju, będące podwalinami śląskiego systemu stanowego. Oczywiście można mu też zarzucić siłowe przejęcia władzy (np. w księstwie głogowskim), ale w ogólności jego „śląski” bilans jest bardziej niż dobry.

  • Czeska historiografia słusznie „nie lubi” Jana Luksemburskiego. Wytyka mu zaniedbania gospodarcze i wręcz destrukcję odziedziczonego po Wacławie II dobrobytu Czech, poprzez finansowanie ciągłych „rycerskich” wypraw Jana. W tle jednak zawsze jest co najmniej szacunek dla jego „wzorcowej rycerskości europejskiej”, wierności sojuszom i zobowiązaniom.

  • Z kolei w polskiej jedynie nieliczni odważają się krytycznie pisać o Łokietku. Podczas gdy podręczniki szkolne kreują go na wybitnego, jednoznacznie pozytywnego „zjednoczyciela kraju”, niektórzy polscy historycy (od XIX wieku aż po współczesność) oceniali go surowo, wytykając mu brak talentu politycznego, błędy strategiczne i destrukcyjny charakter:

  1. Gigant polskiej narratywnej historii – Paweł Jasienica pisał o Łokietku z dużą rezerwą. Zwracał uwagę, że przez większość życia Łokietek zachowywał się jak typowy, małostkowy książę dzielnicowy o ciasnych horyzontach, a nie mąż stanu. Podkreślał, że Łokietek potrafił świetnie burzyć i spiskować, ale nie potrafił budować. Jego działania cechowała brawura, mściwość i polityczne awanturnictwo, które na lata pogrążały kraj w chaosie.

  2. Jan Dąbrowski (krakowska szkoła historii) bezlitośnie skrytykował militarną i geopolityczną nieudolność Łokietka. Zwraca uwagę na tragiczny bilans jego rządów: „utratę” Pomorza Gdańskiego, Śląska i Mazowsza. Przez swoją agresywną, a jednocześnie nieskuteczną politykę, zjednoczona przez niego „Polska” była de facto małym, kadłubowym państewkiem (tylko Wielkopolska i Małopolska), otoczonym przez potężnych wrogów i pozbawionym kluczowych gospodarczo regionów.

  3. Andrzej Zieliński (współczesny historyk) napisał wręcz monografię o tytule „Władysław Łokietek. Niezłomny czy nikczemny?”. Stawia tezę, że Łokietek był władcą po prostu złym i mściwym, który koronę zdobył nie dzięki geniuszowi, ale przez czysty przypadek. Krytykuje go za potworne spustoszenie własnego kraju.

  4. Liczni współcześni badacze struktur społecznych i gospodarczych XIV wieku niezwykle surowo oceniają krwawe pacyfikacje buntujących się miast i przejęcie nad nimi pełnej kontroli. Przez historyków gospodarki jest to widziane jako zamach na rozwój polskich miast. Łokietek odebrał miastom autonomię i przywileje, co zahamowało rozwój rodzimego mieszczaństwa na tle Europy Zachodniej

Szczególnie ironicznie – z perspektywy początku XIV wieku – brzmi teza o „zjednoczeniu Polski” przez Łokietka. Polonia Maior – Polska z początku XIV wieku – należała do najbardziej zdewastowanych przez Łokietka krajów. Po podboju przez Łokietka kraj ten zalały lojalne wobec niego oddziały z Kujaw, Małopolski oraz wojska litewskie. Dochodziło do masowych gwałtów, rabunków i wymuszeń, na które Łokietek przymykał oko. Kronika katedralna poznańska wprost pisze o „ucisku, rzeziach i pożogach”, a rządy Łokietka nazywa „swawolą”. Ekskomunikę Łokietka – jako karę za zniszczenie Polski (Polonia Maior) – nałożoną przez poznańskiego biskupa Andrzeja Zarembę jednoznacznie wsparł nawet na ogół mu sprzyjający arcybiskup Jakub Świnka.

Trzeci, najbardziej krwawy, bunt szlachty Polonia Maior miał miejsce już w czasach Kazimierza Wielkiego. Konfederacja zawiązana pod przywództwem powszechnie szanowanego wojewody poznańskiego Maćka Borkowica: rycerstwo kraju chwyciło za broń w 1352 r. i walczyło o uniezależnienie się od rządów Kazimierza aż do 1358 r. W buncie brały udział wszystkie najstarsze z najstarszych rodów wielkopolskich: obok Borków walczyły rody Nałęczów, Awdańców, Grzymalitów1 – wszystkie uważane za te, które wspólnie z Piastami tworzyły pierwotne ich władztwo. Bunt, po sześciu latach walk, został krwawo i bezwzględnie spacyfikowany. Maćka Borkowica spotkała wyjątkowo okrutna i bezwzględna kara: Kazimierz kazał go zabić przez zagłodzenie. Uwięzionemu w lochach zamku w Olsztynie k. Częstochowy, w celu dodatkowego pohańbienia i przedłużenia męki, podawano codziennie jedynie wiązkę siana i dzbanek wody. Właśnie dlatego (wielko)polski kronikarz tej epoki Janko z Czarnkowa – sam z rodu Nałęczów i osobiście zaangażowany w ten bunt – bardzo krytycznie i czasami z dużą goryczą opisuje panowanie Kazimierza.

Układy Trenczyn – Wyszehrad – Kraków – Namysłów.

Po śmierci Łokietka, w naturalny sposób najbliższym doradcą i mentorem młodego Kazimierza został Kasztelan Krakowski, Spycimir z rodu Leliwów, wieloletni najbliższy i zaufany poddany Łokietka. Zdawał on sobie doskonale sprawę z tragicznej sytuacji królestwa, które Kazimierz odziedziczył: stan zbrojnej wrogości na północy (Zakon Niemiecki) i południowym zachodzie (Śląsk i Czechy), cicha wrogość na zachodzie i północnym zachodzie (najazdy Łokietka na Brandenburgię i Pomorze Zachodnie), oraz ciągle tlące się zarzewie buntu w Polonia Maior. Prawdopodobnie to on był autorem pomysłu zwrócenia się do Karola Roberta Andegaweńskiego – króla Węgier, szwagra Kazimierza, o pomoc w negocjacjach z najpotężniejszym przeciwnikiem: Janem Luksemburskim.

W sierpniu 1335 r. w Trenczynie – zamku na terenie Górnych Węgier (dzisiejszej Słowacji) spotkali się wysłannicy Kazimierza, ze Spycimirem na czele, z Janem Luksemburskim i jego synem, Margrabią Moraw Karolem. Twarde „biznesowe” negocjacje zakończyły się podpisaniem 24 sierpnia dokumentu, który miał charakter oficjalnej przedugody, o dużej wadze prawnej (biznesowo: typowa umowa przedwstępna).

Ustalenia trenczyńskie zobowiązywały obie strony do zaprzysiężenia wieczystego pokoju. Jan i Karol (także w imieniu swoich następców) zrzekli się wszelkich praw które posiadali lub mogli posiadać do Królestwa Polskiego, ziem, państw i wszelkich posiadłości Kazimierza, w zamian otrzymując od Kazimierza odszkodowanie finansowe.

Wbrew powszechnemu nawet w podręcznikach, twierdzeniu, Kazimierz nie zrzekł się w tych układach praw do Śląska. Nie zrzekł się, bo ani on, ani Łokietek nigdy takich praw nie posiadali. Dosłowny zapis dotyczący Śląska (ale też księstwa płockiego) najpierw wymienia wszystkie księstwa imiennie, określając je jako lenna Jana (tzn.: dokument dotyczył całego Śląska, za wyjątkiem księstwa świdnicko-jaworskiego), oraz następnie zawiera zobowiązanie Kazimierza, cytuję:

„(…) rzeczony pan król Polski zobowiązał się przysięgą (…), że ani on, ani jego następcy (…) nie wyciągną rąk po wymienione ziemie, księstwa i miasta (…)”

w oryginale: „(…) dictus dominus rex Poloniae obligavit se iuramento (…) quod ipse vel successores sui (…) ad predictas terras, ducatus et civitates manus non mittent (…)”.

Następnie 1 listopada 1335 r. w Wyszehradzie (Węgry właściwe) zjechali się monarchowie: Karol Andegaweński (w roli neutralnego arbitra), Jan i Karol Luksemburgowie, oraz Kazimierz Wielki.

W trakcie rozmów doprecyzowano kwotę, którą Kazimierz musiał zapłacić za zrzeczenie się praw Luksemburgów do polskiej korony.

12 listopada podpisano i zaprzysiężono dokument, w którym Luksemburgowie zrzekają się tych praw w zamian za 20 000 kop groszy praskich. Dokument złożono w depozycie u króla Węgierskiego, miał trafić w ręce Kazimierza dopiero po pełnej spłacie tego zobowiązania.

19 listopada podpisano i zaprzysiężono sojusz obronno-zaczepny polsko-czeski. Królowie zobowiązali się w nim do wzajemnej pomocy wojskowej przeciwko każdemu wrogowi, za wyjątkiem Królestwa Węgier.

Cała kwota została zapłacona w 1335 i 1336 r; dokument „kupna-sprzedaży” trafił do rąk Kazimierza.

W lutym 1339 r. Karol IV Luksemburski (coraz częściej zastępujący ślepnącego ojca w rządzeniu krajem) wysłał do Krakowa grupę posłów, w celu ostatecznego sfinalizowania umowy trenczyńskiej. 9 lutego 1339 r. Kazimierz Wielki podpisał i zaprzysięgł dokument (będący dokładnym powtórzeniem cytowanej wcześniej umowy) w którym zobowiązywał się nie wysuwać roszczeń i nie atakować wymienionych księstw śląskich, w zamian zyskując asygnatę pełnej realizacji umowy.

Mimo, że nawet w pracach poważnych historyków pojawiają się spekulacje na temat prób lawirowania przez Kazimierza, odwlekania podpisania tej ostatecznej deklaracji, a nawet wymuszenia tego ostatecznego zapisu poprzez zagrożeniem Polski wojną z Zakonem Niemieckim, sprawa jest bardzo prosta. To typowy – już od czasów co najmniej fenickich aż do współczesnych – proces biznesowy, zawsze stosowany przy dużych transakcjach:

  • umowa przedwstępna, określająca wszystkie warunki zakupu,

  • negocjacje cenowe i umowa kupna – sprzedaży,

  • zapłata wynegocjowanej ceny,

  • wypełnienie wszystkich warunków sprzedaży i potwierdzenie ich, kończące ten zakup.

Rok 1339 był z wielu powodów niesłychanie ważny dla Kazimierza Wielkiego i przyszłych losów Polski. Luty – uzyskanie pełnej legitymacji władzy nad Polską, Maj – umiera Aldona, żona Kazimierza, nie pozostawiając mu męskiego potomka. Lipiec – zawarcie układu o przeżycie pomiędzy Kazimierzem Wielkim, a Karolem Andegaweńskim (a w praktyce jego synem Ludwikiem), co później scedowało koronę Polski na ręce Ludwika Węgierskiego2.

Kazimierz Wielki złamał swoje przysięgi i podpisane układy już w 1345 r: zaatakował księstwa raciborskie, opawskie, cieszyńskie i nyskie. Wojna toczyła się w różnym natężeniu aż do 1348 r. i została zakończona pokojem, zawartym w Namysłowie 22 listopada 1348 r. będącym wyrazem ostatecznej rezygnacji Kazimierza ze zbrojnych prób podporządkowania sobie Śląska. Umowa pokojowa nie zmieniała w czymkolwiek wcześniejszych ustaleń dotyczących Śląska, dodatkowo była bardzo kosztowna finansowo dla Kazimierza Wielkiego: musiał nie tylko umorzyć długi, które zdążył u niego zaciągnąć kilka lat wcześniej wiecznie potrzebujący pieniędzy Jan Luksemburski (które odziedziczył Karol IV), ale nawet przejąć jego zobowiązania finansowe u patrycjatu krakowskiego – przede wszystkim u Mikołaja Wierzynka3. Łączna kwota tych długów szacowana jest na 600 000 groszy praskich (tzn. 10 000 kop groszy – połowa wartości zakupu korony polskiej!).

20 000 kop groszy praskich.

Wszyscy choć odrobinę interesujący się tym tematem, słyszeli o tej kwocie. Czasami jednak mylą jej przeznaczenie („Kazimierz Wielki zrzekł się praw do Śląska za te pieniądze” – absurd!), a jednocześnie nikt na ogół nie zdaje sobie sprawy z wartości tej sumy.

Kazimierz zobowiązał się zapłacić za przekazanie mu przez Jana tytułu „Króla Polski”. Tylko i wyłącznie. Krótko mówiąc, Jan „sprzedał” Kazimierzowi ten tytuł za kwotę 1 200 000 groszy praskich (kopa to sześćdziesiąt, zatem kwota była równa 20 000 x 60). Jaka to była wówczas wartość?

Słowo „grosz” wywodzi się z łacińskiego „denarius grossus”, czyli po prostu „gruby denar”. Został wprowadzony przez Wacława II. Grosz praski był „dolarem średniowiecza”. Bito go ze srebra o bardzo wysokiej próbie (około 93,7%). Ważył blisko 3,8 grama (zawartość samego srebra około 3,54 g) i cieszył się absolutnym zaufaniem kupców w całej Europie. Inną „twardą walutą” Europy były bite z czystego złota floreny, kurs wymiany (w czasach Jana Luksemburskiego) to było mniej więcej 12 groszy = 1 fl, zatem było to ok. 100 000 złotych florenów. Łatwo policzyć, że cena za koronę Polski wyniosła więc sporo ponad 4 tony czystego srebra, lub ponad 350 kg czystego złota, jednak to również nic nam nie mówi o ówczesnej wartości nabywczej tej ceny.

W popularnych opracowaniach najczęściej możemy spotkać porównania jakichś średniowiecznych kwot do liczby bochenków chleba, lub większych – do sztuk bydła, które można było wówczas za nie nabyć. W tym wypadku ogrom kwoty powoduje, że otrzymamy również nieogarniane przez naszą wyobraźnię góry chleba, czy stada wołów…

Nieco później, w 1367 r, Karol IV Luksemburski kupił od Ottona V Wittelsbacha i Ludwika Rzymskiego Dolne Łużyce. Za całe margrabstwo, z żyzną ziemią, dobrze zagospodarowane, z miastami, zamkami i ludnością zapłacił ok. 21 000 florenów, 5 razy mniejszą kwotę.

Kolejne kilka lat później, w 1373 r, za 500 000 florenów kupił całą Brandenburgię (ponownie od Wittelsbachów). Cena Brandenburgii została bardzo dobrze przeanalizowana przez historyków, szczególnie po jej zakupie w 1415 r. przez Fryderyka I Hohenzollerna. Zgodnie ocenili4, że związany z nią od 1356 r. tytuł Elektora5 Cesarstwa stanowił ok. 80 – 90% wartości tego kraju. Sam kraj, mimo że stosunkowo rozległy (ówczesną Brandenburgię tworzyły Kurmark: m.w. dzisiejsza Brandenburgia z Berlinem oraz Neumark: większość dzisiejszego województwa Lubuskiego i ponad połowa zachodniopomorskiego), był bardzo ubogi. Ze względu na piaszczyste, nie chcące dawać plonów ziemie pogardliwie wręcz nazywanym „piaskownicą Świętego Cesarstwa Rzymskiego” (dosłownie: Des Heiligen Römischen Reiches Streusandbüchse. „Streusandbüchse” to było niewielkie pudełko z drobnym piaskiem, z pokrywą z licznymi drobnymi otworkami – jak np. dzisiejsza solniczka. Służyło do posypywania piaskiem napisanego na pergaminie tekstu w celu jego wysuszenia. W tym wypadku było synonimem czegoś bardzo użytecznego, ale o znikomej wartości). Sam Fryderyk I Hohenzollern po objeździe kupionego kraju stwierdził zrezygnowany: „ta ziemia rodzi tylko piasek i sosny”

Uwzględniając ten późniejszy przyrost wartości związany z Elektoratem, Brandenburgia powinna kosztować jedynie co najwyżej właśnie te 100 000 florenów (przy czym wskazani w przypisie autorzy wyceniali ją co najwyżej na 60 000!). Zatem tylko za pieniądze, które Kazimierz zmuszony był wydać na w pewien sposób pusty tytuł, mógł kupić Dolne Łużyce, Kurmark i Nową Marchię; powiększyć swój kraj, pokojowo i bez wojen, o niemal połowę!

Wnioski z tego są jednoznaczne:

  1. Dla Kazimierza zdobycie tytułu było niesłychanie ważne i gotów był za niego zapłacić ogromną, wymierną cenę. Za tak ogromne pieniądze nikt nie formalizuje tego tylko, co i tak ma; oznacza to, że Kazimierz wiedział, że bez tego nabytku nie jest i nigdy nie będzie Królem Polski.

  2. Łokietek (i potem Kazimierz) straszliwie przepłacili swoje zakupy. 100 tysięcy florenów w świętopietrzu tylko do 1335 r, podwojenie tej kwoty do momentu zakończenia negocjacji z Janem. Kolejne 100 tysięcy za sam tytuł. I powtarzanie tych kwot, płynących do papieskiej kasy, co każde następne 10-15 lat przez kolejne dziesięciolecia, aż do XVI wieku… Płacone przede wszystkim przez i tak w nędzy żyjących chłopów ich kraju.

16 miesięcy, które zadecydowały o późniejszym, wielowiekowym ustroju Śląska.

24 listopada 1335 roku zmarł Henryk VI Dobry. Jan Luksemburski przebywał wtedy w Wyszehradzie, finalizując opisane wcześniej umowy z Kazimierzem Wielkim i Karolem Andegaweńskim (ostatni dokument tego zjazdu podpisano i opieczętowano 3 grudnia tego roku). Wyjątkowo ważną dla zrozumienia logiki kolejnych wydarzeń na Śląsku była trwająca od maja tego roku wojna Luksemburgów z Habsburgami. Po śmierci Henryka Karynckiego (2 kwietnia 1335 roku), legalnym spadkobiercą władzy nad Karyntią, Tyrolem i Styrią został Jan Henryk Luksemburski – młodszy syn Jana, mąż jedynej córki zmarłego. Jednak w maju 1335 roku cesarz Ludwik IV Bawarski, wbrew wcześniejszym umowom z Luksemburgami, zawarł potajemny pakt w Linzu z Habsburgami. Na jego mocy cesarz przekazał Karyntię, Styrię oraz terytoria w Krainie (dzisiejsza Słowenia) w lenno książętom austriackim: Albrechtowi II Kulawemu i Ottonowi Wesołemu. Habsburgowie błyskawicznie wkroczyli tam militarnie, co zapoczątkowało tę wieloletnią wojnę domową w Cesarstwie.

Informacja o śmierci wrocławskiego księcia dotarła do Jana prawdopodobnie w czasie jego powrotu do Pragi. Sytuacja była krytyczna: trwające działania wojenne z potężnymi Habsburgami na południowo-zachodniej granicy z jednej strony, a z drugiej – potencjalny konflikt z Bolesławem III Rozrzutnym (księciem legnicko-brzeskim, rodzonym bratem Henryka VI Dobrego), który mógł zgłosić roszczenia do Wrocławia. Decyzja króla mogła być tylko jedna: Jan musiał osobiście skoncentrować główne siły militarne w rejonie austriacko-tyrolskim. Do Wrocławia, w celu przejęcia tam władzy, wysłał jedynie swojego starszego syna, margrabiego Karola, z niewielką grupą rycerzy. Dlatego w pierwszej połowie grudnia we Wrocławiu stawił się w imieniu Jana jego syn Karol (późniejszy Najwyższy Książę Śląska i cesarz Karol IV Luksemburski), aby formalnie „wejść w posiadanie” dóbr książęcych. Natychmiast obsadził swoimi ludźmi dwa strategiczne punkty obronne: zamek na Ostrowie Tumskim oraz zamek książęcy w obrębie murów miejskich (późniejszy klasztor Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą / dzisiejsze Ossolineum). Ich załogi przekazały je pokojowo, traktując to jako realizację legalnego zapisu wcześniejszego władcy6.

Przejęcie administracji miasta i księstwa nie obyło się jednak bez głębokich napięć dyplomatycznych. Rada miejska kategorycznie odmówiła złożenia Karolowi bezwarunkowej przysięgi wierności. Mieszczanie argumentowali, że ich bezpośrednim suwerenem na mocy wcześniejszych układów jest król Jan Luksemburski, a nie jego syn. W rezultacie wrocławianie złożyli Karolowi jedynie tzw. „przysięgę posłuszeństwa i zabezpieczenia pokoju”, twardo zastrzegając, że pełne prawa koronne zostaną uznane dopiero po osobistym przybyciu monarchy i uroczystym zaprzysiężeniu ich przywilejów7.

Ich opór nie miał charakteru buntu przeciwko nowemu suwerenowi – był to głęboko przemyślany, formalny legalizm. Patrycjat, pod przewodnictwem Gisco de Syten – urzędującego wówczas mistrza rady – argumentował, że śmierć ostatniego Piasta wrocławskiego zerwała dotychczasowe więzi lenne. Wejście w strukturę władztwa Jana Luksemburskiego nie było wg nich aktem jednostronnego poddaństwa, lecz dwustronnym kontraktem konstytucyjnym. Dla wrocławian Karol nie posiadał pełnej legitymizacji władzy nad miastem, dopóki korona nie zaprzysięgła nienaruszalności dotychczasowych praw i przywilejów – a tego margrabia z oczywistych powodów zrobić nie mógł8.

W 1336 roku Wrocław i Luksemburgowie wkroczyli zatem w pacie prawnym: formalną, militarną władzę nad miastem i księstwem sprawował Karol, ale bez możliwości legalnego ściągania podatków! Przez cały grudzień 1335 i niemal cały rok 1336 król absorbował wszystkie siły militarne i finansowe Korony Czeskiej w wycieńczającej wojnie z Habsburgami o sukcesję karyncko-tyrolską. Zaangażowany nad Dunajem i w Alpach monarcha potrzebował Wrocławia przede wszystkim jako stałego źródła gotówki na opłacenie zaciężnych armii.

Dlatego, aby państwo mogło funkcjonować w tym okresie zawieszenia i co ważniejsze mogło finansować potrzeby Jana, na początku 1336 roku powołano instytucję pierwszego królewskiego starosty (capitaneus terre Wratislaviensis), którym został rycerz Conradus de Borsnicz. Realna władza wykonawcza spoczęła jednak w rękach równocześnie powołanej rady przejściowej, w której obok urzędników królewskich zasiedli reprezentanci miasta. W warunkach tej dwuwładzy patrycjat, pod przewodnictwem nowego mistrza rady Conradusa de Domslaw, uzyskał wgląd i przejął pełną kontrolę nad książęcymi księgami podatkowymi. Spowodowało to, że to Rada zaczęła decydować w pełni o finansach miasta, w tym o wielkości strumienia pieniędzy płynących do króla9. Wynik musiał być dla władcy satysfakcjonujący, bo już w następnym roku Jan Luksemburski – wykazując się pełnym pragmatyzmem politycznym – zamiast siłowo łamać opór bogatego miasta, w pełni uhonorował i usankcjonował dotychczasowe działania rady oraz rewolucję podatkową z roku 1336. Ten kluczowy moment przejęcia suwerenności fiskalnej przez miasto zyskuje dziś zupełnie nowe znaczenie we współczesnej polskiej historiografii. Jak wykazał wybitny badacz ustroju Śląska, prof. Marian J. Ptak, ten 16-miesięczny pat prawny nie był jedynie lokalnym sporem finansowym, lecz faktycznym momentem narodzin śląskiego parlamentaryzmu i stanowości. To właśnie w warunkach dwuwładzy roku 1336 wrocławski patrycjat stworzył instytucjonalne podwaliny pod system, w którym król musiał stale negocjować ze swoimi poddanymi, co trwale zabezpieczyło podmiotowość prawną Śląska na tle innych prowincji królów czeskich10.

Grafika: europejskie posiadłości Luksemburgów.

Proces konstytuowania autonomii Wrocławia nie był jednorazowym aktem. Jan Luksemburski wkroczył do Wrocławia na przełomie 1336/1337 roku i już 7 stycznia 1337 roku wydał pierwsze pismo inicjujące reformę sądownictwa11. Kulminacja nastąpiła 22 marca 1337 roku, kiedy król złożył osobistą przysięgę zachowania wierności śląskim swobodom, podpisując generalne potwierdzenie przywilejów12. Dopiero wtedy, już jako król i zaprzysiężony suweren, osiem dni później – 30 marca 1337 roku – podpisał ostateczny dokument likwidujący podległe władcy feudalnemu sądy rycerskie (Zaude), przekazujący pełną jurysdykcję nad rycerstwem i posiadaczami ziemskimi w ręce nowo utworzonego Sądu Krajowego, podporządkowanego wrocławskiej radzie miejskiej13.

Sukces tych przemian miał jednak swojego konkretnego architekta. Głównym negocjatorem, a być może mózgiem całej operacji prowadzącej do pełnej autonomi Księstwa Wroclawskiego – potem stopniowo poszerzonej na pozostałe śląskie księstwa – był Nicolaus de Auras – mieszczanin wrocławski i właściciel ziemski, spokrewniony lub skoligacony z potężnym, rdzennym śląskim rodem rycerskim Scopp, właścicielami zamku Auras (więcej o historii tego rodu możesz przeczytać tutaj: Sigismunt – śląski gubernator Indii Zachodnich ).

Gdy Jan zginął w bitwie pod Crécy w 1346 roku, jego syn Karol IV (dotychczasowy margrabia morawski) objął tron królestwa Czech. Podobnie jak wcześniej jego ojciec, przed odebraniem oficjalnego hołdu od wrocławian, 18 marca 1347 r. Karol złożył identyczną przysięgę zachowania praw Wrocławia14. Z kolei 7 kwietnia 1348 r. Karol IV poszerzył wrocławski precedens: wymóg składania wstępnej przysięgi przez władcę przestał być wyłącznie wewnętrznym przywilejem mieszczan wrocławskich, lecz stał się normą ustrojową, która objęła całość Śląska15. Na ten ewolucyjny charakter śląskiego ustroju zwraca uwagę prof. Tomasz Jurek. W nowszych polskich syntezach mediewistycznych podkreśla się, że moment wygaśnięcia linii Piastów wrocławskich w 1335 roku i późniejsze reformy Karola IV z lat 1347–1348 spowodowały narodziny jego specyficznej, nowej tożsamości ustrojowej wewnątrz Korony Czeskiej16.

Wydarzenia zapoczątkowane w grudniu 1335 roku i przypieczętowane aktem z 30 marca 1337 roku ustanowiły unikatowy system w skali całej Europy Środkowej: w innych krajach kolejny władca stawał się jego panem automatycznie (ipso jure) z chwilą śmierci poprzednika. Akt hołdu był tam tylko formalnością, a potwierdzenie przywilejów – aktem monarszej łaski. Na Śląsku suwerenność dynastyczna została uwarunkowana prawnie. Poprzez system paktu konstytucyjnego, nowy władca stawał się formalnie panem Śląska dopiero po złożeniu osobistej przysięgi na zachowanie praw. Bez spełnienia tego warunku akty poddaństwa były nieważne, a stany miały prawo odmówić posłuszeństwa. Ten unikalny mechanizm, wywalczony w latach 1335–1337 przez wrocławskich mieszczan, stał się najsilniejszą tarczą obronną Śląska na nadchodzące stulecia. Data 30 marca 1337 roku pozostaje więc symbolem narodzin nowoczesnej, podmiotowej i stanowej tożsamości prawnej Śląska, która zdeterminowała jego ustrój mocniej niż jakikolwiek wcześniejsze, czy późniejsze wydarzenia.

Wrocław stolicą Jana w latach 1337 – 1346.

W literaturze historycznej Czesi wprost posługują się terminem „Útěk z Čech” (Ucieczka z Czech) na określenie zachowania Jana po 1337 roku, gdy król de facto przeniósł swój ośrodek polityczny z Pragi na Śląsk17. Jest to jednoznacznie widoczne chociażby po analizie miejsc wystawiania dokumentów.

Tabela: Miejsca wystawiania dokumentów przez Jana Luksemburskiego (1337–1346).

Poniższe zestawienie procentowe obrazuje miejsce faktycznego pobytu i podpisywania aktów prawnych przez króla w jego ostatniej dekadzie życia, po ostatecznym zaprzysiężeniu praw Wrocławia18.

Kategoria terytorialna

Szacunkowy udział (%)

Główne ośrodki

Wrocław

ok. 30%

Główna rezydencja środkowoeuropejska króla.

Czechy (w tym Praga)

ok. 15%

Dokumenty wystawiane głównie podczas rzadkich, kilkutygodniowych zjazdów walnych szlachty czeskiej w Pradze.

Pozostały Śląsk

ok. 15%

Główne zamki i miasta księstw lennych: Świdnica (dyplomacja wokół Bolka Małego), Głogów, Namysłów, Legnica.

Morawy

ok. 5%

Głównie Brno i Ołomuniec.

Łużyce Górne i Dolne

ok. 5%

Budziszyn (Bautzen) oraz Zgorzelec (Görlitz) – akty potwierdzające przywileje tamtejszych miast i obronę przed Brandenburgią.

Region Chebu (Egerland)

ok. 5%

Cheb (Eger) jako zachodnia brama Czech; akty graniczne i finansowe z miastami Rzeszy.

Inne (Europa Zachodnia i Wyprawy)

ok. 25%

Luksemburg, Paryż (dwór francuski), Avignon (kuria papieska), Prusy i Litwa.

Liczba zachowanych dokumentów wydanych przez kancelarię Jana we Wrocławiu w latach 1337–1346 jest dwukrotnie wyższa niż tych wydanych w Pradze, a łącznie z innymi wydanymi na Śląski sięga prawie połowy wszystkich w ogólności! Sugeruje to, że dla króla Wrocław stał się nie tylko bezpiecznym, sprawnie zarządzanym centrum administracyjnym jego władztwa, ale i miejscem które cenił i w którym lubił przebywać (wiele dokumentów dotyczących Wrocławia i Śląska Jan wystawiał również przebywając we Francji lub Luksemburgu, co pokazuje, że sprawy śląskie były dla niego priorytetem niezależnie od miejsca pobytu). Czescy historycy uważają, że było to przede wszystkim spowodowane jego permanentnym konfliktem z szlachtą czeską, jednak to wydaje się zbyt uproszczonym, nie biorącym pod uwagę innych okoliczności, wnioskiem.

Wszyscy pamiętają, że XIV-wieczna Praga była wielkim, murowanym miastem, prawdziwą stolicą Cesarstwa, liczącą nawet 50 tysięcy mieszkańców. Nie była jednak takim ośrodkiem w czasach Jana. Dopiero jego syn Karol zaplanował i kazał wybudować praskie Nowe Miasto (25–30 tysięcy mieszkańców), spajające kilka, wcześniej rozproszonych, osad w jedną całość ze Starym Miastem19. Praskie Stare Miasto miało jedynie od 10 do 12 tysięcy mieszkańców. Jak wskazują zapisane, gwałtownie rozprzestrzeniające się i niszczycielskie pożary (lata 1315, 1334, 1338; po katastrofalnym pożarze z 1334 roku królewski zamek przez lata pozostawał w ruinie, zmuszając monarchę do kwaterowania w domach praskich mieszczan), była to przede wszystkim zabudowa drewniana20.

Grafika: pieczęć Jana I Luksemburskiego.

Dla kontrastu Wrocław już na początku XIV wieku był prawdziwą metropolią środkowoeuropejską. Ocenia się, że w zwartej, murowanej zabudowie miejskiej i podmiejskiej mieszkało wówczas nawet 29 tysięcy mieszkańców, co czyniło go jednym z większych miast Cesarstwa21. Wrocław był miastem murowanym – nakaz wznoszenia wyłącznie takich budynków, wydany kilkadziesiąt lat wcześniej (16 grudnia 1261 roku) przez Henryka III Białego22, spowodował, że miasto swoją gęstą zabudową, potężnymi fortyfikacjami i rozmachem architektonicznym przypominało raczej najbogatsze metropolie Nadrenii, takie jak Kolonia czy Moguncja, oraz kluczowe centra gospodarcze Niderlandów – z Gandawą, Brugią i Brukselą na czele23. Ta analogia nie ograniczała się wyłącznie do wyglądu zewnętrznego.

Analiza odnalezionej niedawno Wrocławskiej Księgi Walońskiej informuje nas m.in. o tym, jakimi językami posługiwali się wrocławianie w XV wieku (tzn. w czasie, gdy została spisana)24. Pamiętając, że wielkie klęski demograficzne Europy pierwszej połowy XIV wieku (Wielki Głód z lat 1315–1317 oraz epidemia czarnej śmierci z lat 1347–1351) całkowicie zatrzymały procesy osadnicze, można bezpiecznie przyjąć, że ten wrocławski miks językowy był już kompletny w opisywanych tutaj czasach Jana Luksemburskiego.

Dla Jana Luksemburskiego – władcy o niezwykle złożonej tożsamości – ten wrocławski tygiel językowy musiał nieść ze sobą uderzające, wręcz domowe poczucie bliskości. Istnieje bowiem fascynujące, niedostrzegane na ogół podobieństwo między strukturą językową czternastowiecznego Wrocławia, a rodzinnym hrabstwem króla na zachodnich rubieżach Rzeszy26. W swoim rodowym Luksemburgu Jan funkcjonował w przestrzeni, gdzie administracja i dwór posługiwały się urzędowym językiem średnio-wysoko-niemieckim oraz uniwersalną łaciną, niższe warstwy społeczne i wiejskie mówiły germańskimi dialektami mozelsko-frankońskimi (będącymi przodkami dzisiejszego języka luksemburskiego), a południowo-zachodnia część hrabstwa posługiwała się językiem walońskim. We Wrocławiu Jan zastał niemal identyczny układ językowy. Patrycjat posługiwał się śląskim wariantem języka średnio-wysoko-niemieckiego oraz w mniejszym stopniu walońskim (bardzo jednak żywym na przedmieściach), a kancelaria miejska i kościelna operowała łaciną. Jedyną istotną różnicą było zastąpienie plebejskich, zachodnich dialektów mozelskich przez lokalne dialekty słowiańskie (starośląskie). Dla monarchy, który od dziecka płynnie balansował między kulturą francusko-walońską a germańską, Wrocław nie był – jak Praga – rubieżą cywilizacyjną. Był on wręcz idealnym, zwierciadlanym odbiciem jego własnej, wielojęzycznej ojczyzny – kosmopolityczną, nowoczesną enklawą, w której Jan mógł czuć się w pełni u siebie.

Najazd Kazimierza na Śląsk w 1345 roku.

Ostatni z najazdów Łokietka i Kazimierza na Śląsk wyliczonych poprzednio, miał miejsce w 1345 roku. Mimo, że jego skutki miały ogromne znaczenie dla późniejszej polityki Królestwa Polskiego („odwrócenie” się plecami do Europy i ekspansja na wschód) i był przyczyną kulminacji co najmniej niechęci ówczesnych Ślązaków do Krakowa, jest praktycznie pomijany przez popularną polską narrację historyczną – zatem prawie nieznany – dlatego zajmijmy się nim nieco dokładniej.

Wcześniejsze zajęcie Wschowy przez Kazimierza Wielkiego zerwało trójstronny sojusz zaprzysiężony w Wyszehradzie. W jego miejsce pojawioły się dwustronne umowy sojusznicze Kazimierza z władcami Węgier (1339 r.), oraz Bolka II Świdnickiego osobno z Kazimierzem i Ludwikiem Andegaweńskim (lata 1343 – 1344)27. Wszystkie te sojusze wymierzone były bezpośrednio w Luksemburgów. Dodatkowo, na początku 1345 roku, Kazimierz zawarł tajny sojusz z Ludwikiem IV Wittelsbachem, jednoznacznie wymierzony w Jana Luksemburskiego.

Księstwo świdnickie – ostatnie niezależne śłąskie księstwo – było w pierwszej połowie XIV wieku najbogatszym i najbardziej zurbanizowanym terytorium na Śląsku (co pozwalało zachować tę niezależność). Colmar Grünhagen, Hugo Weczerka, czy np. Henryk Samsonowicz wykazali, że wczesna kolonizacja (już w XII w.) i eksploatacja surowców naturalnych uczyniły ten region potęgą ekonomiczną28. Świdnica była tak bogata, że jako jedyne miasto na Śląsku (poza Wrocławiem) posiadała prawo bicia własnej monety i handlowała suknem z całą Europą. Z kolei Lwówek Śląski (Lewenberck) w pierwszej połowie XIV wieku był prawdziwym śląskim gigantem demograficznym i gospodarczym; bezpośrednio konkurował z Wrocławiem. Miasto bogaciło się dzięki eksploatacji złota w aluwiach rzeki Bóbr oraz potężnemu cechowi sukienników. Jako jedno z pierwszych miast w tej części Europy Środkowej zaczęło w XIV wieku brukować swoje ulice kamieniem rzecznym, co w tamtych czasach było symbolem luksusu, na który nie mogły sobie pozwolić nawet stolice wielu królestw. Miasto posiadało potężny, podwójny pas kamienno-ceglanych murów obronnych, które jeszcze kilka wieków później czyniły to miasto trudnym do zaatakowania i zdobycia29.

Przyjrzyjmy się kolejności wydarzeń poprzedzających ten najazd, determinujących ich celowość.

W okresie październik – grudzień 1344 roku w Pradze trwały przygotowania do wojennej wyprawy Luksemburgów do Prus (gromadzono wojsk, zapasów, logistyka)30. W tym czasie wysłano poselswo do Krakowa z prośbą o udzielenie Karolowi tzw. listu żelaznego (salvus conductus). Był to pisemny dokument wystawiany przez monarchę, w którym brał on daną osobę (często wroga lub obcokrajowca) pod swoją osobistą protekcję i straż królewską. Co ważne, obowiązywał on w określonym czesie i najczęściej precyzował miejsca i trasę, którą obdatowany tym przywilejem mógł się poruszać. Honorowanie tego typu zobowiązań było fundamentem średniowiecznej polityki i handlu międzynarodowego.

Na przełomie 1344/1345 roku Kazimierz odwiedził w Budzie Ludwika I Wielkiego (Węgierskiego). To jedyny moment, kiedy mogli oni osobiście uzgodnić i zaplanować militarną pomoc węgierską (oddziały lekkiej jazdy Kumanów (Połowców) w późniejszym najeździe na śląskie księstwa. Najpóźniej w tym też czasie musiał Kazimierz wysłać poselstwo do synów Giedymina, z prośbą o posiłki litewskie na ten najazd31.

1. stycznia 1345 roku Kazimierz zawarł tajny sojusz z Ludwikiem IV Wittelsbachem, wymierzony bezpośrdnio w Luksemburgów.

W końcu marca 1345 roku, wracający z Malborka do Pragi Karol, mimo posiadania zaprzysiężonego przez Kazimierza glejtu, został aresztowany w Kaliszu. Mimo prób uzasadniania tego przez licznych polskich historyków (np. prof. J. Wyrozumski w monumentalnej biografii „Kazimierz Wielki”)32, obiektywnie był to czyn haniebny. Jak to widzieli współcześni? – W „Zapiskach świdnickich” (Annales Swidnicenses) – zatem kroniki prowadzone przez bliskiego sojusznika Kazimierza Wielkiego (!) – pod rokiem 1345 kronikarz zapisał wprost:

Karolus marchio moravie dolo capitur in Kalis per regem Polonie33

(Karol, margrabia morawski, został podstępem [zdradziecko] pojmany w Kaliszu przez króla Polski)

Przy czym sednem zapisu jest słowo „dolo”. W średniowiecznej łacinie prawniczej nie oznaczało zwykłego zatrzymania. To termin oznaczający podstęp, oszustwo, złą wolę i złamanie rycerskiego honoru. Dla świdnickiego kronikarza działanie Kazimierza Wielkiego nie było legalnym zatrzymaniem, lecz aktem wiarołomstwa – Karol podróżował bowiem jako gość króla, wracając z krucjaty. To, że użyli go kronikarze z księstwa świdnickiego – sojusznika Kazimierza – ma podwójny ciężar gatunkowy i pozbawia sensu dowolne inne współczesne spekulacje.

Już na początku kwietnia 1345 roku Karol uciekł z kaliskiego więzienia. Nie wiadomo, jak tego dokonał. Wskazuje się zarówno możliwość przekupienia straży, jak i pomoc kaliskich mieszczan śląskiego pochodzenia. Możliwe jest jeszcze inne źródło pomocy w ucieczce: Wielkopolska (czy raczej jeszcze Polonia Maior) wciąż jeszcze nie scaliła się z władztwem Kazimierza, a jego władza była tam bardzo niepewna i miała wielu przeciwników (pamiętamy o późniejszym buncie rycerstwa tego kraju przeciw władzy Kazimierza w latach 1352 – 1356)34. Jan Długosz w swoich Rocznikach oraz późniejsi nowożytni historycy polscy zwracali uwagę, że ucieczka tak ważnego więźnia z ufortyfikowanego Kalisza bez pomocy wewnętrznej była niemożliwa. Wskazywano na niechęć rycerstwa wielkopolskiego do polityki Kazimierza Wielkiego. Część rodów wielkopolskich uważała uwięzienie Karola (mimo listu żelaznego) za czyn sromotny i plamę na honorze całego królestwa. Pewna jest jedynie dalsza pomoc śląskich rycerzy, którzy oczekiwali królewicza pod Kaliszem i potem szybko pomogli mu przedostać się na teren Śląska i dalej do Pragi35. Ta ucieczka była interpretowana w śląskich źródłach jako dowód na sprawiedliwość dziejową i opiekę boską nad młodym władcą, który uchodził z rąk wiarołomnego króla Polski.

27 kwietnia 1345 roku Jan wyprzedzająco uderzył na księstwo świdnickie – wewnętrzną enklawę sojuszu wymierzonego w jego panowanie36.

Fiasko zaplanowanego użycia Karola jako zakładnika, nie mogło jednak już zatrzymać uruchomionych wcześniej działań: w maju na krakowsko-śłąskie pogranicze dotarły pogańskie wojska litewskie, również oddziały dzikich Kumanów zgodnie z umową przybyły na granicę węgierko-śląską.

4 czerwca 1345 roku nastąpił zaplanowany pół roku wcześniej atak. Główne siły Kazimierza (polsko-litewskie) wkroczyły na teren księstwa opawsko-raciborskiego. Dzicy Kumanowie zaatakowali księstwo cieszyńskie, a lekkie odziały jazdy polskiej i litewskiej weszły na teren księstwa opolskiego.

  • Uderzenie na księstwo cieszyńskie miało na celu wywołanie paniki i uniemożliwienie udzielenia pomocy sąsiednim terytoriom37. Głównym źródłem opisującym ten najazd są kroniki praskie, w tym relacja Franciszka z Pragi (Chronicon Francisci Pragensis), uzupełniane przez śląskie roczniki zakonne38. Wojska węgierskie – oddziały koczowniczych Kumanów – omijając ufortyfikowane miasta, paliły wsie i osady, bezwzględnie traktując ich mieszkańców. Następnie uderzyły na najludniejsze księstwo opawskie, ponownie niszcząc głównie wsie i bezbronne miasteczka, w końcu docierając aż na przedpola Nysy. Współczesne czeskie kroniki wprost nazywały te oddziały przerażającymi, podkreślając ich okrucieństwo i skłonność do bezczeszczenia miejsc świętych, grabieży kościołów oraz uprowadzania niezliczonych jeńców z ziem aż po granice dóbr biskupstwa wrocławskiego39.

  • Podczas gdy Kumanowie i Węgrzy pustoszyli południowy pas Śląska, Litwini przysłani przez synów Giedymina (Kiejstuta i Olgierda) operowali bardziej na północy i w centrum kraju. Kazimierz Wielki dał im pełną swobodę działań, aby sparaliżować innych potencjalnych sprzymierzeńców księstwa opawsko-raciborskiego: księstwo opolskie, strzeleckie oraz pogranicze kluczborsko-bytomskie. Elementem, który najbardziej wrył się w pamięć ówczesnych śląskich kronikarzy, był masowy proceder brania jasyru przez Litwinów. W przeciwieństwie do zachodniego rycerstwa, Litwini traktowali śląską ludność cywilną jako żywy łup. Tysiące mieszkańców śląskich wsi, rzemieślników i chłopów zostało powiązanych sznurami i pognanych na wschód40. Zjawisko to wyludniło całe połacie ziemi opolskiej i strzeleckiej, niszcząc strukturę demograficzną regionu na wiele lat. Colmar Grünhagen w swojej krytycznej analizie podkreślał, że strach przed litewskimi zagonami paraliżował obronność mniejszych śląskich miast bardziej niż regularne machiny oblężnicze41. Dla XIV-wiecznych Ślązaków Kumanie – mimo swojej dzikości – byli formalnie poddanymi chrześcijańskiego króla Węgier. Litwini natomiast szli pod własnymi, wciąż pogańskimi znakami i uderzali z pełną mocą w infrastrukturę kościelną, niszcząc ołtarze, grabiąc naczynia liturgiczne i uprowadzając w niewolę zakonników oraz mniszki.

  • Główne siły Kazimierza przekroczyły Przemszę i zaatakowały księstwa raciborskie i opawskie. Przebieg tego uderzenia oddaje Rocznik raciborski II (Annales Ratiborienses II), spisywany przez anonimowego zakonnika z samego Raciborza, czyli w bezpośrednim sąsiedztwie tych dramatycznych działań:

    Anno Domini MCCCXLV rex Poloniae Kazmirus intravit terrae ducatus Ratiboriensis cum exercitu magno Polonorum et Ungarorum, et Plessna et Ribnik per Cumanos et Polonos combusta sunt, et opidum Zary obsederunt.”42

    (Roku Pańskiego 1345 król Polski Kazimierz wkroczył na ziemię księstwa raciborskiego z wielkim wojskiem Polaków i Węgrów, i Pszczyna oraz Rybnik przez Kumanów i Polaków zostały spalone, i miasto Żory oblegli).

Plan Kazimierza był prosty i wydawał się skuteczny: uwięzienie księcia Karola miało być potężną dźwignią, odbierającą Janowi Luksemburskiemu możliwość militarnej obrony Śląska. Dodatkowym zabezpieczeniem byli Wittelsbachowie, których równoczesna agresja na zachodnich rubieżach władztwa Luksemburgów miała uniemożliwić im skuteczną walkę na dwóch frontach. Sojusz krakowsko-litewsko-węgierski wydawał się gwarantem sukcesu. Z natury rzeczy nie uwzględnił jednak ani ucieczki Karola z Kalisza, ani błyskawicznej politycznej riposty Jana, który zneutralizował Wittelsbachów, rezygnując na ich rzecz z roszczeń do Tyrolu i Brandenburgii w zamian za pokój na zachodzie Cesarstwa43.

Dla pełni obrazu tych wydarzeń trzeba jeszcze zauważyć, że własne wojska Kazimierza w tej wojnie składały się głównie z rycerstwa krakowskiego, sandomierskiego, sieradzkiego i kujawskiego. Rycerstwo wielkopolskie – najwyraźniej oceniane przez Kazimierza jako politycznie „niepewne” i niechętne krakowskiemu centralizmowi – nie wzięło udziału w tej wyprawie44.

Żory były wówczas stosunkowo bogatym miastem kupieckim. Już Władysław I raciborsko-opolski zadecydował o otoczeniu miasta murami obronnymi. Jednak dopiero Mikołaj II opawski – po przejęciu księstwa raciborskiego – zintensyfikował prace budowlane i prawdopodobnie pod koniec 1344 roku miasto otoczone było już pełnym pierścieniem ceglanych murów obronnych o imponująej wysokości ok. 8 metrów. Właśnie pod murami Żor ofensywa Kazimierza straciła swój impet, przekształcając się w uciążliwe i krwawe oblężenie. Polsko-litewskie wojska, przyzwyczajone do niszczycielskich zagonów i palenia nieufortyfikowanych osad, stanęły bezradne wobec nowoczesnej fortyfikacji miasta. otoczonej dodatkowo szeroką fosą i podmokłymi terenami, co uniemożliwiało podtoczenie ciężkich taranów czy wież oblężniczych. Oblegający próbowali złamać opór obrońców za pomocą machin miotających, jednak grube na półtora metra ceglane mury skutecznie opierały się temu ostrzałowi. Wyjątkowa była też determinacja samych mieszkańców Żor oraz śląskiej załogi wojskowej. Śląskie źródła narracyjne odnotowują, że obrońcy wykorzystując fakt, że polsko-litewski obóz był rozciągnięty, przeprowadzali nocne wypady dywersyjne. Podczas jednego z nich śląscy mieszczanie i rycerze uderzyli bezpośrednio w stanowiska polskich machin oblężniczych, podpalając je i dziesiątkując obsługę, co całkowicie sparaliżowało polskie plany szturmu45.

Upływający czas działał na korzyść Luksemburgów. Wieści o totalnym spustoszeniu Górnego Śląska przez Kumanów i Litwinów skłoniły Jana do zmiany strategii i odstąpienia od atakowania Bolka II Małego. Ruszył forsownym marszem na wschód, by ratować swoich górnośląskich wasali. W międzyczasie jego syn, margrabia Karol, zdążył już zmobilizować w Pradze i na Morawach nowee wojska posiłkowe. W swojej późniejszej autobiografii Karol IV wspominał te dramatyczne tygodnie, wskazując przy okazji logistyczną porażkę Kazimierza Wielkiego, którego wielka koalicja zaczęła cierpieć na brak żywności na doszczętnie wypalonym przez samych Kumanów Śląsku46.

29 czerwca 1345 roku, po pośpiesznym marszu, wojska Luksemburgów stanęły pod Wodzisławiem. Śląscy historycy badający tę kampanię wskazują Gorzyce, Jedłownik lub wodzisławskie Grodzisko jako najbardziej prawdopodobne miejsca obozu Jana Luksemburskiego. Dwie ostatnie lokalizacje, sugerowane pierwotnie przez ks. Augustyna Weltzla – który jako badacz dziejów Żor i Raciborza doskonale znał lokalną topografię – wydają się najbardziej przekonujące47. Wyruszając z terenu dzisiejszych dzielnic Wodzisławia (Jedłownika lub Grodziska), armia Jana mogła bezpośrednio z marszu zaatakować obóz wojsk Kazimierza pod Żorami. Przemarsz z odleglejszych Gorzyc, wymagający dodatkowego czasu na podróż po mocno pofałdowanym terenie, czyniłby taki atak trudniejszym do przeprowadzenia. Jednocześnie to właśnie Jedłownik i Grodzisko najpełniej odpowiadają literze późniejszego zapisu Jana Długosza, który wskazywał, że czeski król rozbił obóz „in terra Loslensis” (w ziemi wodzisławskiej)48. Gorzyce w 1345 roku były wprawdzie częścią dóbr księżnej Konstancji, jednak wkrótce potem zostały trwale włączone do dominium bogumińskiego i w czasach Długosza od dawna nie utożsamiano ich już z ziemią wodzisławską. Kluczowy dla wyboru Wodzisławia był również fakt, że miasto to i otaczające je dobra pozostały nietknięte wojska Kazimierza. Stanowiło to jaskrawy kontrast wobec doszczętnie spustoszonych sąsiednich ziem rybnickiej, żorskiej i bogumińskiej, dzięki czemu Wodzisław mógł zapewnić armii Luksemburgów niezbędną aprowizację.

W tym samym dniu Kazimierz, pewny porażki z wojskami Jana, zwinął oblężenie Żor i szybkim marszem podążył do Krakowa; w efekcie sytuacja obróciła się diametralnie: tym razem Kazimierz (począwszy od 12 lipca) był oblegany przez Luksemburgów. Przed nadejściem wojsk Ludwika Węgierskiego, co spowodowało oczywiste wycofanie się Jana na Śląsk, doszło do niezwykłej wymiany korespondencji dyplomatycznej, mającej na celu inne niż militarne rozwiązanie konfliktu.

Król Kazimierz Wielki, licząc zapewne na powszechnie znane pełne respektowanie przez Jana Luksemburskiego reguł rycerskich, wysłał poselstwo z propozycją rozstrzygnięcia wojny poprzez bezpośredni, rycerski pojedynek między oboma monarchami. Cynizm tej propozycji polegał na tym, że Jan Luksemburski od kilku lat był już całkowicie niewidomy (wzrok stracił ostatecznie w 1340 roku). Młody, sprawny i silny fizycznie Kazimierz rzucał więc wyzwanie ślepemu starcowi.

Propozycja Kazimierza, a przede wszystkim pełna sarkazmu odpowiedź Jana, odbiła się szerokim echem na dworach całej Europy. Luksemburczyk miał odpowiedzieć posłom Lazimierza słowami, które dokładnie zanotowali ówcześni kronikarze:

Si rex Poloniae oculos sibi erui fecerit, ut aequo marte et pari condicione in campum descendamus, libenter cum eo inire certamen non recusabo.”49

(Jeśli król Polski rozkaże wyłupić sobie oczy, abyśmy na równym polu i w jednakowych warunkach stanęli do walki, chętnie i bez wahania podejmę to wyzwanie).

Miał po tym zjadliwie dodać:

„Jeśli jednak król polski woli zachować wzrok, a pragnie jedynie dowieść swej rycerskiej krzepy i młodzieńczego wigoru, niechaj nie wyzywa starca i kaleki. Na tym polu stoi mój syn, Karol, margrabia Moraw. Jest on równy polskiemu królowi wiekiem, siłą i dostojeństwem. Niechaj Kazimierz zmierzy się z nim na ubitej ziemi”50.

Kazimierz, oczywiście, takiej propozycji pojedynku nie przyjął.

Konflikt trwał jeszcze przez trzy lata, aż do opisanego wcześniej pokoju w Namysłowie.

mde

Grafika: tumba grobowa Jana w katedrze Notre Dame w Luksemburgu.

Jan Luksemburski zginął niespełna rok po opisanych tu wydarzeniach. Wierny swoim przekonaniom i realizując w pełni przyjęte zobowiązania sojusznicze – mimo ślepoty – podążył na pomoc królowi Francji. Zginął 26 sierpnia 1346 roku w bitwie pod Crécy, odmawiając mimo pewnej już porażki wojsk francuskich ucieczki z pola walki, mówiąc:

Deus dabit illud non erit ut fugeret rex Bohemie a pugna ” ,

(Bóg nie dopuści, aby król Czech uciekł z bitwy)51.

Johannes, Dei gracia Boemie rex, Lucemburgensis comes, supremus dux Silesie ac dominus Wratislaviensis (Jan, z Bożej łaski król Czech, hrabia Luksemburga, najwyższy książę Śląska oraz pan Wrocławia)52 – oficjalna, pełna tytulatura Jana używana od 1344 roku – ostatecznie dopiero w 2016 spoczął, zgodnie ze swoją wolą, w rodowym Luksemburgu, w krypcie wielkoksiążęcej katedry Notre Dame.

Suplement

Anatomia mitu. Dlaczego „powrót do macierzy” czy utożsamianie „polskości” z „piastowskością” to ahistoryczny fałsz propagandowy, który przez dekady zatruwał obiektywną debatę o przeszłości Śląska.

Analizując konflikt Kazimierza Wielkiego z śląskimi władcami z 1345 roku, współczesny czytelnik jest często nieświadomym więźniem XIX- i XX-wiecznych klisz narodowościowych. Przyjrzyjmy się tym dwu najpopularniejszym mitom.

  1. Powrót Śląska do polskiej macierzy.

    W X, XI i XII wieku łaciński termin Polonia (Polska) odnosił się stricte do rdzennego terytorium plemion zamieszkujących dorzecze środkowej Warty i Noteci (dzisiejszej Wielkopolski). Kiedy pisano, że król jedzie do „Polski”, oznaczało to, że jedzie do Gniezna lub Poznania. Pozostałe krainy – jak Kujawy, Mazowsze, Ziemia Krokowska czy Śląsk – były traktowane jako kraje sąsiednie, podbite lub zhołdowane, ale niebędące „Polską”. Dopiero (późny) Kazimierz Wielki zastąpił dotychczasowe pojęcie państwa jako własności książęcej (patrymonium) instytucją Korony Królestwa Polskiego. Od tego momentu „Polska” stała się niepodzielnym ciałem polityczno-prawnym, do którego przynależały (dzisiejsze) Małopolska, Wielkopolska, Kujawy i ziemia sieradzka. Polska w dzisiejszym rozumieniu, jako spójna kraina polityczno-historyczna, narodziła się dopiero w drugiej połowie XIV wieku. Głównym architektem tego ujęcia w polskiej nauce i historykiem, który najpełniej sformułował tę syntezę, był prof. Henryk Łowmiański, a z perspektywy ustrojowej i geograficzno-historycznej rozwinęli ją prof. Janusz Bieniak oraz prof. Henryk Samsonowicz. Jest pewnikiem dobrze utrwalonym i uzasdnionym w polskiej historiografii.
    Śląsk w XX wieku nie mógł zatem „wracać do Polski”, bo w czasie, gdy Polska (tak, jak ją dzisiaj rozumiemy) dopiero się rodziła, był krajem osobnym i co gorsza skonfliktowanym z nią.

  2. W XIX i XX wieku w powszechnej świadomości przymiotnik „piastowski”, szczególnie w kontekście Śląska, stał się synonimem przymiotnika „polski”. Jest to manipulacja chronologiczna. W XIV wieku nikt na Śląsku, Mazowszu czy w Krakowie nie słyszał o „Piastach” – sami władcy z tego rodu określali się mianem „panów przyrodzonych”. Co zdecydowanie ważniejsze, ród ten był w 1345 roku kompletnie rozbity politycznie i kulturowo. Dokładnie wtedy, spośród 21 władców z tego rodu, zdecydowaną większość: aż 16 (76,2%) stanowili książęta śląscy, na ogół skonfliktowani z „polskim” Kazimierzem Wielkim. Trzech (14,3%) z nich to książęta mazowieccy – rozdzieleni dynastycznie z tym władcą. Jedynie Władysław Biały i Kazimierz Wielki razem tworzyli „polską”, 9,2% mniejszość w tym rodzie. „Piastowskie” orły czy zamki w Opolu, Brzegu czy Głogowie były znakami i zamkami władców co najwyżej obcych Polsce Kazimierza Wielkiego, najczęściej jednak skonfliktowanych z tym władcą i jego krajem.

Mity, ukute przez propagandę historyczną endecji uległy silnemu wzmocnieniu po 1945 roku.

Uniwersytecka współczesna zgoda na komunistyczną propagandę Bermana.

Propaganda Jakuba Bermana i Stefana Jędrychowskiego (szefów resortów propagandy i informacji PKWN/Rządu Jedności Narodowej) wręcz wprowadziła do podręczników szkolnych narrację: „Polacy wracają na Śląsk (i inne ziemie „odzyskane”) po 600 latach niemieckiej niewoli, realizując piastowski testament”. Stalinowskie przesunięcie Polski na zachód (w zamian za utracone Kresy Wschodnie) wymagało uzasadnienia moralnego i historycznego – komuniści użyli więc tego typu mitów jako moralnego i historycznie słusznego uzasdnienia.

Mimo powszechnej – w środowisku polskich historyków – wiedzy o ich fałszywości, po 1989 roku mity te, w mniejszym lub większym stopniu, są nadal powielane w szkolnej i popularnej edukacji, nikt nie przeprowadził rzetelnej, ogólnonarodowej dekonstrukcji ich w podręcznikach szkolnych. Brak głośnego sprzeciwu polskich historyków wobec podręcznikowych manipulacji uderza współcześnie najmocniej właśnie w Górny Śląsk. Powielanie mitu, że w średniowieczu Śląsk „został utracony i zniemczony”, sprawia, że dzisiejsze próby podtrzymywania i pielęgnowania odrębnej śląskiej tożsamości historycznej, językowej czy kulturowej są przez część klasy politycznej automatycznie stygmatyzowane. Traktuje się je nie jako bogactwo regionalne, ale jako „zagrożenie dla integralności państwa” lub „anomalię”, co jest prostą linią kontynuacji stalinowskiej logiki Bermana i gomułkowskiej propagandy o etnicznej jednorodności Polski.

Historia ma służyć przede wszystkim zrozumieniu teraźniejszości poprzez wyciąganie wniosków z przeszłości. Maksymę, napisaną przez Cycerona w De Oratore (O mówcy) z 55 roku p.n.e: „Historia vero testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra vitae…” (Historia jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia), znają, lub powinni znać, wszyscy badający i opisujący historię. Z kolei filozofem, który najcelniej sformułował tę myśl w XX wieku, był George Santayana w The Life of Reason (Życie rozumu, tom I: Reason in Common Sense, 1905 r.): „Those who cannot remember the past are condemned to repeat it” (Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie). Santayana argumentował, że bez krytycznej pamięci o błędach przeszłości ludzkość tkwi w permanentnym stadium infantylizmu.

We współczesnej polskiej nauce prof. Jerzy Topolski (w swojej Metodologii historii) wskazał, że historyk nie bada przeszłości dla niej samej. Zadaje on pytania źródłom, które są generowane przez problemy współczesnego świata. Historia jest więc w istocie nauką o teraźniejszości, tłumaczącą dlaczego nasz świat wygląda tak, a nie inaczej.

Współczesna polska mediewistyka akademicka, która od dekad nie potrafi głośno, masowo i odważnie zaprotestować przeciwko tym trwającym do dziś „drobnym” manipulacjom szkolnym, ponosi bezpośrednią, moralną odpowiedzialność za renesans współczesnych, prymitywnych szowinizmów. Milczenie uniwersytetów oddało pole politycznym propagandystom. Wychowaliśmy pokolenia na fałszywej, neurotycznej matrycy, w której otaczają nas wyłącznie „odwieczni wrogowie”, a np. każda próba pielęgnowania lokalnej, wielokulturowej tożsamości Śląska jest z pozycji centrum stygmatyzowana jako zagrożenie dla państwa.

Wiek XIX stworzył potwora pojęciowego: uznał, że granice państwowe muszą pokrywać się z granicami etnicznymi i językowymi. To wtedy narodził się ahistoryczny mit, że ziemia „od wieków” należy do jednej, konkretnej grupy narodowej, a wszyscy inni są tam obcym elementem.

Największe późniejsze nieszczęścia były i są dzieckiem tego konceptu:

  • Wielki Głód i zbrodnie sowieckie: Stalinowska polityka wobec Ukrainy w latach 30. XX wieku, choć ubrana w szaty marksizmu, była podszyta imperialnym, wielkoruskim szowinizmem, który widział w ukraińskiej odrębności kulturowej śmiertelne zagrożenie.

  • Światowe nieszczęścia lat 1939 – 1045 były spowodowane szukaniem „przestrzeni życiowej” dla narodu niemieckiego, wielkości i wyjątkowości narodu włoskiego i japońskiego.

  • Tragedia Śląska 1945 roku: Gdy Armia Czerwona wkroczyła na Śląsk, niosła ze sobą prymitywną, nacjonalistyczną propagandę o „karaniu odwiecznego niemieckiego wroga”. Spowodowało to masowe gwałty, mordy i deportacje setek tysięcy Ślązaków do łagrów, bez względu na to, jak sami definiowali swoją tożsamość. Stalinowska inżynieria społeczna, która przesunęła granice Polski na zachód, opierała się na tym samym chorym dogmacie: wyczyścić terytorium z „obcych” i stworzyć sztuczne, jednolite etnicznie państwo.

  • Obecna wojna w Ukrainie – to najbardziej jaskrawy, współczesny dowód na to, że XXI wiek wciąż tkwi ideologicznie w XXI stuleciu. Rosyjskie uzasadnienie agresji Kremla jest niemal podręcznikową kalką z traktatów dziewiętnastowiecznych panslawistów rosyjskich.

Powszechne i bezkrytyczne powielanie fałszywych mitów przez współczesne podręczniki szkolne, urzędowych historyków i partyjnych publicystów jest czymś gorszym, niż tylko naukowym niedbalstwem. Jest grzechem śmiertelnym. Falszowanie przeszłości niszczy poprawność naszego współczesnego wnioskowania, a to wprost deformuje zachowania dzisiejszych polityków i całego społeczeństwa. Prowadzi do powtarzania błędów przeszłości.

Artykuły powiązanie tematycznie:
1. Luksemburgowie na Śląsku. Jan – I część.

2. Biskup Henryk z Wierzbna i jego ród.

3. Najstarsze śląskie miasta. Lewenberck

4. Wrocławski proch, świdnickie armaty.


1Sami Borkowie wielkopolscy wywodzili się prawdopodobnie z Pomorza Zachodniego, w każdym razie jest pewne, że Wojsław Borek – najwcześniejszy znany przedstawiciel tego rodu – przybył z tamtąd. Byli odgałęzieniem starego, rodzimego pomorskiego rodu Borek (potem: von Borck), jednego z najstarszych – identycznie jak śląscy Włastowie znani już z XII wiecznych dokumentów – rodów żyjących na terenach dzisiejszej Polski. Przemawia za tym nie tylko pochodzenie Wojsława; także herb z motywem wilka, czy identyczna atroponimia (stosowanie tych samych imion w obrębie rodu – Borko, Maciej, Przybysław, Wojsław). Ich rodowe włości (okolice Kołobrzegu, m.in. Resko, Łobez) przez wieki były „państwem w państwie” – bronione przez ufortyfikowane zamki. Uważając się za starszy ród, niż ród książąt pomorskich, odmawiali składania im hołdów lennych i płacenia podatków. Twierdzili, że ich ziemie są ich pradawną własnością plemienną, nigdy nie podbitą lub zhołdowaną, a tym bardziej nadaną. Z czasem pod wpływemm zagrożenia ze strony książąt (Gryfitów) zbliżyli się do politycznie do sąsiednich margrabiów brandenburskich. Ich współczesny los jest bardzo podobny do licznych najstarszych śląskich rodów: wygnani z ziem będących ich odwieczną własnością w 1945 r, mieszkają dzisiaj (głównie) w Niemczech. Ich potomkowie, podobnie jak wielu śląskich, często odwiedzają swoje dawne gniazda, finansowo i merytorycznie nawet wspierając projekty renowacji zabytków związanych z ich przodkami.

2Ludwik Węgierski – 2 lata po objęciu polskiego tronu – 23 maja 1372 r ponowił zapewnienie (w imieniu swoim i swoich spadkobierców) o nie wysuwaniu przez Koronę Polską roszczeń w kierunku Śląska.

3Mikołaj Wierzynek (starszy) to nikt inny, jak wrocławski patrycjusz Nicolaus Wirsig (Versingus). W Krakowie pojawił się w latach 1316 – 1323, gdzie od razu wszedł do patrycjatu miasta. Jednocześnie dalej posiadał kamienicę we Wrocławiu, a nawet prowadził interesy z tym miastem. Np. w 1334 r. zawarł oficjalną umowę z Wrocławiem, ktora pozwoliła mu na budowę nowoczesnych młynów zbożowych (na Kępie Mieszczańskiej). W zamian za wyłożenie ogromnej gotówki, przez lata czerpał stałe, wielkie zyski z przemiału ziarna (być może te pieniądze właśnie pożyczał Janowi).

4Pierwsze takie wyliczenie zrobił Thomas Carlyle w „History of Friedrich II of Prussia, called Frederick the Great” Powtórzyli je w nieco inny sposób J. Małłek i A. Czacharowski w „Historia Niemiec”, czy współcześnie np. C. Clark w „Prusy. Powstanie i upadek.”

5Złota bulla Karola IV z 1356 r. na sztywno przypisała godność 7 elektorów cesarskich (osób wybierających cesarzy) do kilku krajów/biskupstw. Jednym z nich była Brandenburgia. Elektorzy stali ponad zwykłym prawem – ich terytoria były niepodzielne, a sami elektorzy posiadali tzw. privilegium de non appellando (godność najwyższych sędziów bez możliwości odwołania się od ich wyroków do cesarza). Jednak sednem był głos w siedmioosobowym kolegium elektorskim, co dawało potężną dźwignię korupcyjną i polityczną wobec każdego kandydata na tron Cesarstwa.

6C. Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1, Gotha 1884, s. 165–167 (Szczegółowy opis wkroczenia margrabiego Karola i przejęcia zamków książęcych jako Besitzergreifung).

7Breslauer Urkundenbuch, hrsg. od G. Korn, Breslau 1870, s. 132 (Dokumenty dotyczące warunkowego charakteru przysięgi Sicherung des Friedens złożonej Karolowi).

8Zob. listę urzędników miejskich (Ratslinie) w: Das Breslauer Stadtbuch, [w:] Codex Diplomaticus Silesiae (dalej: CDS), Bd. 11, hrsg. od H. Markgraf, Breslau 1882, s. 14, gdzie Gisco de Syten jest odnotowany jako urzędujący Ratsmeister na przełomie 1335/1336 roku.

9O kontroli nad księgami podatkowymi szerszej rozprawy dostarcza: O. Pusch, Die Breslauer Rats- und Stadtgeschlechter in der Zeit von 1241 bis 1741, Bd. 1, Dortmund 1986. Zob. także wpisy podatkowe z 1336 r. w CDS, Bd. 11, s. 45.

10 Zob. M. J. Ptak, Zjazdy książąt i stanów Śląska w latach 1332–1335, „Acta Universitatis Wratislaviensis. Prawo”, t. 182, Wrocław 1990, s. 45–62; tenże, Zgromadzenia stanowe księstwa wrocławskiego, „Przegląd Historyczny”, t. 81, z. 1-2, 1990, s. 21–38 (Autor drobiazgowo analizuje tam proces aktywizacji politycznej i narodziny wczesnego parlamentaryzmu śląskiego w momencie kryzysu sukcesyjnego).

11Regest dokumentu z 7 stycznia 1337 r. w: Breslauer Urkundenbuch, wyd. G. Korn, s. 135.

12Tamże, s. 138 (Pełny łaciński tekst dokumentu wielkiego potwierdzenia przywilejów i zaprzysiężenia z 22 marca 1337 r.).

13Dokument z 30 marca 1337 r. (likwidacja sądów rycerskich Zaude i erygowanie Sądu Krajowego), [w:] Breslauer Urkundenbuch, s. 141–142.

14Zob. akta sukcesyjne Karola IV z 18 marca 1347 r. opublikowane w: Regesta Imperii VIII: Die Regesten des Kaiserreichs unter Kaiser Karl IV. 1346–1378, hrsg. od J. F. Böhmer, Innsbruck 1877, nr 432.

15Generalny przywilej inkorporacyjny i ustrojowy dla Krajów Korony Czeskiej z 7 kwietnia 1348 r., oryginalny tekst łaciński w: Archivum Coronae Regni Bohemiae, t. II, Pragae 1928, nr 12.

16T. Jurek, Śląsk w zjednoczonym Królestwie Polskim i w Koronie Czeskiej, [w:] Ziemie polskie w X–XIV wieku: ramy i osie podziałów terytorialnych, red. S. Gawlas, Kraków 2000, s. 121–143 (Badacz wskazuje na specyfikę śląskiej autonomii i trwałość paktu konstytucyjnego wywalczonego przez stany w latach 1335–1348).

17O relacjach Jana ze szlachtą czeską, jego permanentnych wyjazdach i traktowaniu Śląska jako nowej bazy politycznej zob.: J. Spěváček, Jan Lucemburský a jeho doba 1296–1346, Praha 1994, s. 412–435; por. J. Elbel, Monarchy and Nobility in the Later Middle Ages: The Kingdom of Bohemia under John of Luxembourg, Palgrave Macmillan 2016, s. 88–104.

18L. Bobková, Jan Lucemburský. Otec slavného syna, Praha 2018, s. 345–380; por. eadem, Velké dějiny zemí Koruny české. Svazek IV.a, 1310-1402, Praha-Litomyšl 2003, s. 182–215. Statystykę oparto na edycji: Regesta Diplomatica Necnon Epistolaria Bohemiae et Moraviae, t. IV (1333–1346), wyd. J. Emler, Praga 1892.

19Leżąca na drugim brzegu Wełtawy rzemieślnicza osada Mala Strana wraz z enklawami zamkowymi nie przekraczała wówczas 5 tysięcy mieszkańców. Hradczany w momencie przybycia Jana do Czech (1310) w ogóle nie istniały jako miasto – zostaną lokowane jako uboga osada służebna dopiero w 1321 roku.

20Na temat pożarów Pragi i stanu Hradczan zob. kronikę Piotra z Żytawy: Chronicon Aulae Regiae, [w:] Fontes Rerum Bohemicarum, t. IV, Praga 1884.

21Szacunki demograficzne aglomeracji wrocławskiej na tle Pragi przed rokiem 1348 zob.: C. Buśko, Socjotopografia średniowiecznego Wrocławia, Wrocław 2003, s. 74–89; por. J. Piekalski, Wrocław i Praga na drodze do formowania dojrzałego miasta średniowiecznego, Wrocław 2014, s. 145–160.

22Dokument ostatecznej lokacji i regulacji urbanistycznej Wrocławia wydany przez książąt Henryka III Białego i Władysława Wrocławskiego z dnia 16 grudnia 1261 r. zob. edycję źródłową: Schlesische Regesten, [w:] Codex Diplomaticus Silesiae, t. VII, cz. 2, wyd. C. Grünhagen, Breslau 1875, nr 1111; treść oraz analizę prawno-budowlaną (w tym nakazy dotyczące wznoszenia murowanych obwodów i domów handlowych) szczegółowo omawia: J. Piekalski, Wrocław – miasto murowane. Przemiany architektury i urbanistyki miejskiej do końca XIV wieku, Wrocław 2008, s. 48–59.

23Szacunki demograficzne dla miast zachodnioeuropejskich w XIV wieku zob.: H. Pirenne, Medieval Cities: Their Origins and the Revival of Trade, Princeton 1925 (oraz nowsze edycje); dla miast flandryjskich (Gandawa, Brugia): W. Prevenier, The Low Countries in the Middle Ages, [w:] Journal of Medieval History, t. 24, 1998; dla demografii Kolonii i miast nadreńskich: E. Ennen, Die europäische Stadt des Mittelalters, Göttingen 1972, s. 142–158.

24Na temat wielojęzyczności i struktury rękopisu zob.: S. Kwiecień, Wrocławska Księga Walońska. Na tropie XV-wiecznych przewodników po sudeckich skarbach, Wrocław 2025; szerzej o osadnictwie walońskim w aglomeracji: T. Jurek, Obce rycerstwo na Śląsku do połowy XIV wieku, Poznań 1998, s. 89–102.

25L. Bobková, Jan Lucemburský. Otec slavného syna, Praha 2018, s. 345–380; por. eadem, Velké dějiny zemí Koruny české. Svazek IV.a, 1310-1402, Praha-Litomyšl 2003, s. 182–215.

26O dwujęzyczności i strefach językowych (germańsko-romańskiej) średniowiecznego hrabstwa Luksemburga oraz o edukacji językowej Jana Luksemburskiego zob.: M. Margue, Un itinéraire européen: Jean de Luxembourg, comte i roi, [w:] Publications du Section Historique de l’Institut Grand-Ducal de Luxembourg, t. 113, 1996, s. 23–45.

27Zob. J. Wyrozumski, Kazimierz Wielki, Warszawa 2004, s. 110–112 (autor szczegółowo analizuje siatkę sojuszy antyluksemburskich z Węgrami i Bolkiem II).

28C. Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1, Gotha 1884, s. 160–165; por. H. Weczerka, Handbuch der historischen Stätten: Schlesien, Stuttgart 2003, s. 492–494 (struktura gospodarcza i bogactwo Świdnicy).

29O demografii Lwówka i jego murach obronnych szeroko traktuje: M. Staffa, Słownik geografii turystycznej Sudetów. Pogórze Izerskie, t. 2, Wrocław 2003, s. 402–405.

30J. Spěváček, Jan Lucemburský a jeho doba 1296–1346, Praha 1994, s. 412–415 (szczegółowy opis przygotowań logistycznych do wyprawy pruskiej z przełomu 1344/1345).

31S. C. Rowell, Lithuania Ascending: A Pagan Empire within East-Central Europe, 1295-1345, Cambridge 1994, s. 270–274 (w kwestii realiów politycznych na Litwie po śmierci Giedymina i relacji z Polską).

32J. Wyrozumski, Kazimierz Wielki, op. cit., s. 115–116.

33Annales Swidnicenses, [w:] Monumenta Poloniae Historica, t. III, s. 721.

34J. Bieniak, Wielkopolska, Kujawy, ziemie łęczycka i sieradzka wobec problemu zjednoczenia państwowego w latach 1300–1306, Toruń 1969, s. 80–85 (tło napięć dzielnicowych między Wielkopolską a Krakowem).

35Chronica principum Silesiae, ed. A. Stenzel, [w:] Scriptores Rerum Silesiacarum, Bd. 1, Breslau 1835, s. 142 (klasyczny opis ucieczki Karola i reakcji na Śląsku).

36J. Spěváček, Jan Lucemburský a jeho doba 1296–1346, Praha 1994, s. 415–418 (szczegółowy opis uderzenia wosk Jana na Kamienną Górę i Świdnicę pod koniec kwietnia)

37I. Panic, Księstwo cieszyńskie w średniowieczu. Studia z dziejów politycznych i społecznych, Cieszyn 2004, s. 112–115 (w kwestii paraliżu militarnego Cieszyna przez Kumanów i braku możliwości pomocy dla Żor).

38Chronicon Francisci Pragensis, ed. J. Emler, [w:] Fontes Rerum Bohemicarum, t. IV, Praha 1884, s. 452–453 (Franciszek z Pragi drobiazgowo opisuje okrucieństwa wojsk polsko-węgierskich i sprzymierzonych z nimi Kumanów i Litwinów na Górnym Śląsku).

39Tamże, s. 453.

40O masowym braniu jasyru przez Litwinów na Śląsku i reakcji tamtejszej ludności pisze szeroko T. Jurek, Plany dynastyczne Kazimierza Wielkiego wobec Śląska, „Kwartalnik Historyczny”, R. 103, 1996, nr 3, s. 32–35.

41C. Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1, Gotha 1884, s. 166–169 (klasyczna analiza psychologicznego i demograficznego efektu najazdu litewskiego na księstwa opolskie i strzeleckie).

42Annales Ratiborienses II, ed. W. Wattenbach, [w:] Monumenta Germaniae Historica. Scriptores, t. XIX, Hannover 1866, s. 671 (dokładny zapis z epoki o spaleniu Pszczyny, Rybnika i oblężeniu Żor).

43J. Spěváček, Jan Lucemburský…, op. cit., s. 420–422 (analiza dyplomatycznego manewru Jana Luksemburskiego wobec cesarza Ludwika IV Bawarskiego latem 1345 r.)

44J. Bieniak, Wielkopolska, Kujawy, ziemie łęczycka i sieradzka wobec problemu zjednoczenia państwowego w latach 1300–1306, Toruń 1969, s. 92–95;
J. Wyrozumski, Kazimierz Wielki, op. cit., s. 118 (autorzy tłumaczą absencję Wielkopolan głębokim kryzysem zaufania Kazimierza Wielkiego do tamtejszego rycerstwa).

45A. Przybyłok, Mury miejskie na Górnym Śląsku w późnym średniowieczu, Łódź 2021, s. 147–150 (Autor analizuje system obronny Żor z 1345 roku, w tym taktykę wypadów załogi miejskiej).

46Karoli IV Imperatoris Romanorum vita ab eo ipso conscripta (Autobiografia Karola IV), ed. J. Emler, [w:] Fontes Rerum Bohemicarum, t. III, Praha 1882, s. 356–358 (Karol opisuje swoją ucieczkę, mobilizację wojsk oraz sytuację aprowizacyjną armii polskiej pod Żorami).

47A. Weltzel, Geschichte der Stadt und Herrschaft Ratibor, Ratibor 1861, s. 118–122; por. tegoż, Geschichte della Stadt Sohrau in Oberschlesien, Sohrau 1888, s. 45–48 (Weltzel szczegółowo analizuje topografię wokół Wodzisławia, wskazując na strategiczne zalety Jedłownika i Grodziska).

48Joannis Długosz, Annales seu Cronicae incliti Regni Poloniae, lib. IX, pod rokiem 1345 (Długosz używa zwrotu o ulokowaniu obozu in terra Loslensis).
O późniejszej ewolucji granic i przynależności Gorzyc do państwa bogumińskiego zob. F. Idzikowski, Chronik der Stadt Lauwerberg, Breslau 1867, s. 89.

49Chronicon Benessii de Weitmil, ed. J. Emler, [w:] Fontes Rerum Bohemicarum, t. IV, Praha 1884, s. 512 (Benesz z Weitmil, nadworny kronikarz Luksemburgów, jako pierwszy zapisał tę słynną i dumną odpowiedź ślepego króla Jana).

50Tamże, s. 513;
por. J. Spěváček, Jan Lucemburský a jego doba 1296–1346, Praha 1994, s. 426–428 (Analiza propagandowego i rycerskiego wymiaru odpowiedzi Jana w kontekście kreowania wizerunku margrabiego Karola jako idealnego następcy tronu).

51Słowa te (w różnych wariantach językowych i kronikarskich) przypisują Janowi Luksemburskiemu XIV-wieczni kronikarze dokumentujący bitwę pod Crécy. Łacińską formułę przytacza m.in. kanonik praski i kronikarz Benesz z Weitmila (Chronicon Benessii de Weitmil).

52Oficjalne wprowadzenie tytułu supremus dux Silesie (najwyższy książę Śląska) w 1344 roku jest ściśle udokumentowane w dyplomatyce czeskiej i śląskiej. Strukturę tej tytulatury wielkiej oraz tło polityczne jej manifestacji w dokumentach kancelarii królewskiej szczegółowo opisuje prof. Tomasz Jurek w pracy „Rycerstwo śląskie do końca XIII wieku. Pochodzenie — gospodarka — tożsamość”.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jan Lubos

Jan Lubos (ur. 1957) – z wykształcenia fizyk. Nauczyciel, górnik, przedsiębiorca, handlowiec. Rybniczanin, Ślązak z urodzenia i umiłowania. Członek RAŚ, DURŚ i SONŚ. Jego pasją są Śląsk i kraje Dalekiego Wschodu, historia i kultura tych krain. Autor licznych felietonów historycznych, prowadzi również blog o tematyce polityczno – historycznej na portalu rybnik.com.pl

Ôstŏw ôdpowiydź