Soika & Bartodziej: Rządy czczych patriotów
W normalnie funkcjonującym demokratycznym państwie, władza powinna się opierać na wolnych i uczciwych wyborach, praworządności, zapewnieniu obywatelom równości wobec prawa oraz bezpieczeństwa i godności. Władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza muszą być od siebie niezależne i wzajemnie, skutecznie się kontrolować. Prawo powinno być stabilne, a mniejszości chronione. Polska demokracja, z pozoru stabilna, ma wiele wad. Podstawową słabością polskiego państwa jest jego trwały podział na dwa, równe liczebnie wrogie plemiona. Uniemożliwia to zawieranie kompromisów i powoduje brutalizację debaty publicznej. Sprzyja panującemu w kraju chaosowi prawnemu i kryzysowi w organach konstytucyjnych państwa. Wszechobecne upartyjnienie i skupienie władzy w rękach partyjnych liderów, sprzyja zawłaszczaniu państwa oraz korupcji. Dobrze sprzedaje się subiektywna narracja antyeuropejska, szczególnie antyniemiecka i antyukraińska. Jako że zapomniano już o Polish jokes i o Jałcie, wstydu nie przynosi „lizanie butów Amerykanom”. Niska świadomość społeczna i związany z tym brak społeczeństwa obywatelskiego, dopełniają reszty.
Wola narodu?
Urodziliśmy się w państwie totalitarnym, nauki pobieraliśmy w okresie stalinizmu, naszą trudną ojczyzną był PRL. Na szczęście mieliśmy swój śląski Heimat, który kształtował naszą tożsamość. Naszą psychikę oprócz rodziców i ówczesnego Kościoła, w szkole średniej i na studiach, kształtowali pedagodzy wywodzący się z Kresów. Dziękujemy Bogu za Karola Wojtyłę, Lecha Wałęsę, Tadeusza Mazowieckiego i Leszka Balcerowicza, bo głównie dzięki nim żyjemy dzisiaj w normalnym demokratycznym świecie. Ich dzieło próbuje kontynuować Donald Tusk, ale ma zbyt słabe wsparcie w swoim obozie, a przeciwko sobie całą prawicę z Karolem Nawrockim na czele. Nawrocki z rządzeniem radzi sobie słabo, mimo to, pragnie coraz więcej władzy. Oprócz etatowych akolitów, powołał kilkunastu doradców i utworzył kilkanaście rad w których zasiada łącznie ponad 500 osób. Uczynił tak, chociaż jako historyk powinien się zastanowić nad przypisywanym Ottonowi von Bismarckowi powiedzeniem: „Hundert Professoren und das Vaterland ist verloren”. Powszechnie wiadomo, że intelektualiści to na ogół ludzie oderwani od rzeczywistości. Gdyby słuchał ich rad, to Polska stałaby się państwem bez szans na przetrwanie. Wydaje się, że ta kilkusetosobowa gromada „profesorów” jest Nawrockiemu potrzebna jedynie do przysporzenia blasku majestatowi jego urzędu. Nawrockiemu odpowiadałyby rządy autorytarne, co zakomunikował nam słowami: mam obowiązek narzucania woli narodu. Ta wypowiedź kojarzy się nam z dawnym niemieckim sloganem propagandowym: „Ein Volk, Ein Reich, Ein Fiihrer”. Wiemy czym się ta ideologia skończyła i nie chcemy o niej słyszeć. Nasz „wódz” wie, że naród polski jest ideologicznie podzielony na dwie połowy i zamiast działać na rzecz ich zbliżenia, wykorzystuje tę polaryzację dla politycznych korzyści. Czyni wszystko, aby utrudnić sprawowanie rządów Tuskowi, nawet wtedy gdy szkodzi to Polsce.
Próg bólu
Polska ma rachunki krzywd z sąsiadami, w tym z Ukrainą. Mit „polskich panów” i nierówności społeczne na dawnych Kresach, były tłem historycznym rzezi wołyńskiej. Podstawową zaś przyczyną, był ukraiński nacjonalizm, którego głównym ideologiem był Stepan Bandera. Ukraina dążyła do stworzenia jednolitego etnicznie państwa. Bandera dla wielu Ukraińców jest symbolem walki o niepodległość i oporu przeciwko ZSRR. W Polsce jest oceniany negatywnie ze względu na odpowiedzialność UPA za ludobójstwo Polaków na Wołyniu. Naród ukraiński postawił Banderze około 45 pomników i popiersi oraz nazwał jego imieniem ponad 500 ulic i alei. Kiedy jednak prezydent Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych nazwę Bohaterów UPA, prezydent Nawrocki wykorzystał politycznie jedność Polaków wobec rzezi wołyńskiej i odebrał mu, przyznany przez swojego poprzednika, Order Orła Białego. Uznał to za przekroczenie „progu bólu” w sprawach dotyczących Polski i Polaków. To nic, że każdy ma swój indywidualny próg bólu; Nawrocki z woli narodu uznaje tylko jeden, narodowy próg bólu. Ten mocny gest polityczny i dyplomatyczny wywołał lawinę wzajemnych zwrotów odznaczeń polskich i ukraińskich, co nie załatwiło niczego. W trakcie 4-letniej wojny zginęły tysiące cywilów i setki tysięcy żołnierzy. Lekceważony jest wkład ukraińskiego wojska w bezpieczeństwo Europy, szczególnie nasze. Wszystko to ku zadowoleniu Rosji. Nasze bezpieczeństwo jest kruche i nie stać nas na żadne awantury z Ukrainą. Postawa Ukrainy wzbudza w świecie ogromne uznanie, ale radykalnie antyukraiński Nawrocki, któremu w dodatku brakuje ogłady, tego nie widzi. Jego postawa, zrozumiała dla popierających go Polaków, nie znajduje proporcjonalnego zrozumienia po stronie państw europejskich, zaangażowanych w popieranie Ukrainy. Powoduje to spadek znaczenia Polski w polityce europejskiej. Szkody polityczne spowodowane tym konfliktem są większe po stronie Polski, dlatego nie powinno się relacji z Ukrainą zostawiać w rękach Nawrockiego.
Rozum mata
Podobnie rzecz się ma z Zełenskim. Parlament Europejski przyjął rezolucję w której wyraził ubolewanie z powodu eskalacji ze strony prezydenta Ukrainy. W tym samym czasie lwowscy radni wystąpili z inicjatywą uczczenia rocznicy 85-lecia utworzenia UPA i jej czołowych postaci. Kolejna awantura wisi w powietrzu. Nie ma komu przerwać tej bolesnej, historycznej agresji, ale nie widać też takiej możliwości. Na minionym szczycie NATO, Tramp obiecał Ukrainie licencję na produkcję rakiet do systemów Patriot, a członkowie NATO obiecali pomoc w wysokości 70 mld. euro do końca 2026 roku i co najmniej tyleż w 2027 roku. Politycy PiS, wstydzą się pomocy jakiej do tej pory ich rządy udzieliły Ukrainie. Można to jedynie skwitować ludowym przysłowiem: Rozum mata, a głupiś ta, czyli potraficie myśleć, ale zachowujecie się głupio. Prezydent Trump na szczycie NATO powiedział, że Polska jest cudownym krajem, a Nawrocki świetnym prezydentem. My znamy ich z tego, że jak mówią, to mówią. W jednej kwestii jednak Nawrocki jest stały – nie cierpi Tuska. Uznaje jego rząd za najgorszy w historii i przy każdej okazji próbuje go osłabić. Nie mianuje sędziów, ani ambasadorów, nie przyjmuje ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego i szaleje z wetowaniem racjonalnych projektów ustaw. To szkodzące Polsce postępowanie, mocno uderza w koalicję rządzącą i może być istotnym czynnikiem wpływającym na wynik przyszłorocznych wyborów. Prezydenta nie może usprawiedliwiać zażywanie snusów, działających pobudzająco i euforyzująco. Na pisowych Parteitagach za sprawą Kaczyńskiego i Czarnka wszechobecna jest narodowo – patriotyczna blaga. Zdaniem partyjnych kolegów, Czarnek ma zostać premierem patriotów. Znając jego dotychczasowe dokonania, sądzimy iż byłby dobrym premierem dla swoich kamratów; armii czczych patriotów. Tych wszystkich prawicowych postaci, którzy wielkimi słowami i hałaśliwym manifestowaniem przywiązania do kraju, maskują prywatę i brak troski o dobro wspólne. Czekałaby nas jedynie oferta dumy narodowej, zamiast reform, stabilności i bezpieczeństwa. W demokracji powinno nam zależeć, aby do tego nie dopuścić. Szanowni krajanie – rozum mata, a to zobowiązuje.
Gerhard Bartodziej Bernhard Soika


