A. Pronobis: Historja powstania górnośląskiego i jego rezultaty (cz. 8 – ostatnia)

Historja powstania górnośląskiego i jego rezultaty.
Streścił Pronobis z Bytkowa.
Wydane przez polski związek górnośląskich autonomistów.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Przygotował, zachowując styl oryginalnego polskiego streszczenia z 1920 roku, Mirosław Syniawa.

Spisali się już arcyświetnie. Patryotyzm ich pokazał się w świetle śmiejącego się szyderczo kościotrupa. Dopięli tego, czego łaknęli. Pod polskim sztandarem szukali zaspokojenia swoich rządz, znaczenia, albo materjalnych korzyści i jutro, gdyby tu bolszewik przyszedł, będą przysięgać na sztandar jego. Powiedzą, że są najlepszemi od wieków bolszewikami! Wy obłudnicy! Kto wy jesteście, wy przewodnicy obecni narodu śląskiego pod sztandarem polskim.

Nie ma was wielu, aleście obłudą waszą umieli ułudzić nas pod baryliczkowe wasze oko. Przygarnęliście pięknymi obietnicami naród do Związku Zawodowego. Gdzie są ci wszyscy, co już coś rzeczywiście skorzystali z tego? Mówię o tych robotnikach, co to swoje składki płacą, a nie was, tych, co te książki prowadzicie w tych filjach i za każdego członka pewien procent odbieracie i tych, co to po biurach siedzicie. Wy się wedle statutów nie powinniście w politykę mięszać lub ją uprawiać, czy tak robicie? A gdy właśnie przyjdzie do jakiejś ofiary dla polskiej sprawy, jak wy przeciw temu się opieracie. A gdy przyjdzie do strejku, potajemnie do pracy chodzicie i liżecie kapitalistom łapy. A gdy tak przyjdzie do niebezpiecznej wam się wydającej manifestacji narodowej, hej, jak wy się kręcicie, by waszej skóry nie nastawić. Pamiętam jak p. Wieczorek z Katowic na zebraniu przeciw radom ludowym w Katowicach, gdzie zresztą nia miał nic do szukania, się zawzięcie opierał jednogłośnemu postanowieniu manifestacji 3. maja w dniu 1 maja przeszłego roku. Nie zapomnę nigdy, co zrobił prezes filji Związku Zawodowego w Bytkowie, osławiony bohater miejscowy i patryota Tomasz Dziubiński, o którym już wspomniałem. Wszelkich arkanów chłopskiej przebiegłości użył, by ten pochód uniemożliwić. I tak robi jako polak do dziś dnia, pilnie bacząc na to, by polskości bić co dzień po twarzy. Hej, panowie, „radni gminni” z byłej „Rady Ludowej”. Trafnie was nazwał p. Brzeskot, żeście godni albo kryminału, albo domu warjatów. Dlaczegóż to pan, panie Dziubiński, nie posyła swoich córek, ani synów do towarzystw polskich, tylko tych ostatnich na pisarków do gmin i landratur? Zkąd się bierze ta mądrość i zkąd to ten handel temi markami cukrowemi się w Bytkowie rozwinął?

Niech przykłady świecą i udowodnią, jak świat cały ta obłuda, pod której maską i w polityce t. zw. narodowej nowożytni faryzeusze swe obliczenia i sztuczki uprawiają.

Weźmy za przykład zorganizowane na Górnym Śląsku w ostatnich czasach towarzystwa kobiet czyli polek. Towarzystwo polek w Bytkowie liczy około 220 członkiń, które płacą miesięcznie wkładki. Nie wszystkie członkinie atoli płacą. Towarzystwo obowiązane jest z tego opłacać lokal, różne wydatki, dla członkini zmarłej 20 marek i wieniec na pogrzeb, a dla wychodzącej za mąż także 20 marek. Gdyby więc wszystkie członkinie płaciły, uczyni to na rok 12 × 88 =1056 marek. Z tego odchodzi 12 po 7 marek miesięcznie za lokal = 84, a więc zostanie 1056 – 84 = 972 marek. Gdyby więc trafiła się epidemja lub kilka wesel, zbankrutuje towarzystwo. Licząc bowiem, iż towarzystwo to ma przeciętnie 100 marek rocznych organizacyjnych strat, zostanie 872 marek. Prócz tego obowiązane jest towarzystwo to dawać wsparcie biednym, szczególnie na gwiazdkę, która tego roku, po 10-miesięcznem istnieniu, obdarzyła centnarem pierników, centnarem jabłek, pół centnara pieczywa, dwadzieścia wdów po dziesięć marek, wielu dzieci ubiorkami z własnych funduszów, bo jak już wyżej wspomniałem, polscy radni gminni odmówili w nierozumiałej dotąd zapalczywości stanowczo wszelkiego wsparcia pod wodzą rzeczonego Dziubińskiego temu towarzystwu, dając zato bogatą gwiazdkę pisarzom gminnym. Towarzystwo by tego nie było mogło żadną miarą uczynić, bo prócz tego sprawiło sobie sztandar za tysiącpięćset marek i koncert dziecinny. Dzięki niezmordowanej pracy i zabiegom przewodniczącej, odgrywającej teatry amatorskie i t. d. zdołało to zapłacić. Towarzystwo to ma wielkie kłopoty i właśnie to towarzystwo niewinnych dobrych kobiet, co go się z początku w gazetach wychwalało, stało się nagle solą w oku dla wielu „polaków” typu i charakteru Dziubińskiego i spółki. Jawnie mu zgubę poprzysiężono. A to dlaczego? Otóż dla zdobycia funduszów na cele swoje, odgrywają teatry amatorskie z powodzeniem. Te teatry, a raczej powodzenie, wzbudziło szaloną zazdrość w sercach faryzeuszów narodowych. Dziubiński darować mu nie może, że nie jego żonę obrano do zarządu. Socjaliści polscy nie mogą go ścierpieć, iż ma na sztandarze Matkę Boską. A więc dosyć przyczyn do nienawiści. A tu jeszcze i zewnątrz niechęci. Towarzystwo podlegać ma t. zw. wydziałowi powiatowemu. Posłuchajmy, bo to najciekawsze: Wydział ten składa się z przewodniczącej, sekretarki i kasjerki. Gdy się bliżej człowiek przyjrzy pracy tego wydziału, to jest zerem wobec trudów i pracy zarządu towarzystwa, zwłaszcza na wsi, gdzie karności nie ma i pełno swarów i wobec pracy koło przedstawień i występów towarzystwa. A jednak, choć to nad siły przechodzi, zarząd towarzystwa nie bierze nic zato. Kto teatr amatorski, lub taneczną zabawę zwłaszcza z dziećmi aranżuje, i musi się o wszystko starać, włącznie uczenia ról i dyrygowania sztuki, ten wie, ile cierpliwości i czasu traci. A jednak zarząd i przewodnicząca robi to darmo. Temczasem zarząd wydziału? Uważajcie! Od każdej członkini żądają te panie w powiecie, jakby jakie państwo podatkowe, z biednej wiary po 10 fenigów ze składek, a więc 220 marek rocznie. Naco, zaco i poco? Rozumiesz to, chamie głupi na wsi, rozumiesz ty, robotniku zakopcony? A tak czynią towarzystwa śpiewackie i inne, które poznańcy nasi spekulacyjni bracia kierują lub zakładali. Ty kochaj Boga i ojczyznę i płać za wiarę i ojczyznę, a inni się cieszą i nic nie ofiarują, lecz każą sobie płacić za krok każdy i literę i słowo. Taki to wygląda ten hypokratyzm polityczno narodowy. A biada ci bracie, jeśli się spostrzeżesz na tem i zabierzesz się do krytyki tego. Wówczas się owiną te faryzeusze w togę swojej powagi patryotycznej, skryją się pod płaszcz polski i z pod niego krzyczą gwałtu na ciebie bezbożnika zdraicę, iż na płaszcz polski brzygasz brudem wrogim. Ha, wy faryzeusze, co wyglądacie jak wspaniałe groby z pomnikami i kwiatami a wewnątrz pełni smrodu, jak was już Chrystus nazwał. A jak żydzi z Chrystusem zrobili, tak wy chcecie zatrute puginały wasze ostrzyć i gotowi jesteście z piekłem się połączyć, by mi wsadzić taki sztylet między żebra. Bo tak robią Kainy – Judasze.

Wy, co pod pokrywką religji i patryotyzmu fałszywego, masy ludu naszego zbałamuciliście, przychodząc mu jako zbawcy, jako pocieszyciele, by z zastępem łaknących znaczenia i korzyści, spryciarzy spekulantów, na skórze naszej dopiąć celów waszych. I cóżeście nam to dotąd przynieśli. Naród nasz przyprowadziliście do niesłychanej przed trzydziestu laty niezgody i zamętu. Jednemu zawrócona jest głowa nadzieją zysku, drugiemu, bez pytania na zdolność jego, urzędem, trzeciemu obfitością i bogactwem w Polsce. Dlaczego nie odkryjecie szczerze prawdziwego położenia i przyszłości w Polsce? Dlaczego nie powiecie otwarcie, iż w Niemcach jest kiepska przyszłość, a w Polsce dwie biedy?

i każdy nie powinien się przedewszystkiem kierować obiecanym zyskiem lub korzyścią z Polski, lecz wzbudzaniem miłości ojczystej w sobie. Wiecie, iż to będą najgorsi polacy, co wedle recepty waszej dziś są tak gorliwymi polakami, sądząc iż do Polski przydzieleni zostaną. A wiecie Wy, iż ci właśnie was pierwsi będą bić, gdy się ich spekulacja nie ziszczy i będą najgorliwszemi hakatystami, gdyby Śląsk został do Niemiec przegłosowany? Albo dlaczegoż wy taki romantyzm bengalskich płomyków w polityce śląskiej rozniecacie, przy którym naród nasz gdy zgaśnie, oślepły, ani się nie ogrzeje, ani niczego nie upiecze. Czyż wy nie wiecie, iż polityki sercem się nie prowadzi, lecz zimnem rozumem. Wy fantasty i fanatycy! Jak Wy sobie tę Polskę i przyszłość Górnego Śląska przedstawiacie, sami nie wiecie, bo wy wiecie tylko tyle, że Polska będzie „szczęśliwa, wielka, bogata”, a wy — ? no, wy także będziecie przy i w niej szczęśliwi, wielcy i bogaci! A więc przedewszystkiem każdy myśli o własnem ja, bez pytania dalszego. O, wy fanatyczni faryzeusze i biedni zaślepieńcy! Pozwólcie zdjąć na chwilę różowe okulary z ócz waszych krótkowidzących i zaprowadzić was w krainę rzeczywistości. Pokażę wam Polskę w prawdziwem świetle, a ciekaw jestem, czy w zapale tego pseudopatryotyzmu polskiego, jako prawdziwe dzieci matki, dalej tak potrwacie?

Wiecie wy, że Polska od was zażąda jeszcze strasznych wielkich ofiar? Wiecie, iż tych Polska żądać musi? Otóż uważajcie! Polska jest strasznie spustoszona i nie potrafi wyproduktować tego, co naród potrzebuje. Chcąc wyreperować szkody i zależności swoje, potrzebuje pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Potrzebuje intelektu i rąk, których niema. Intelektu do pokierowania maszynerji państwa nie stworzy za rok, ani za dwa i brak geniuszów naturalnych. A pracy! potrzeba dyscypliny i zgody do tejże, by była produktywną. Ale gdzież ją i kto stworzy, jeśli masa pracująca jest przeżarta bacylami raka społecznego, fermentów przewrotnych, którzy prędzej do góry nogami przewrócą Polskę, nim się zgodzą na jej uporządkowanie i podporządkowanie. Patrz na partje polityczne w Polsce i czytaj uważnie jej prasę. Bogactw naturalnych Polska tak strasznych nie ma, a trzeba żelaznej siły i jedności, by je wydobyć. A gdzież widzisz tę siłę i tę jedność. Wewnątrz Polska przedstawia człowieka rekonwalescenta po strasznej chorobie, który za lada podmuchem wiatru popadnie w jeszcze gorszą chorobę, która mu już więcej powstać nie pozwoli. W Polsce jest kilka miljonów żydów i niemców, ale są to elementy wiecznie Polsce wrogie i w rozumie i przedsiębiorczości daleko wyżsi od polaków. Żydzi umieli powalić taką Rosję, a cóż dopiero słaba mała Polska? A czyż ty sądzisz, iż wszyscy polacy, to anioły? Wiesz ty, iż tam więcej złych, jak dobrych i ci dobrzy nie mogą sobie rady dać z temi złemi.

A teraz zewnętrzne położenie Polski. To najważniejsze! Polska, chcąc nie chcąc, była wieki całe przedmurzem Europy od wschodu. Strumieniami krwi to opłacać musiała i — co za zapłatę odebrała? Taksamo i teraz musi być takim przedmurzem i drogo okupuje tę wolność zewnętrzną, której wewnątrz nie ma ani za grosz złamany, bo to na swej własnej skórze odczułem najlepiej. Drogo, bardzo drogo okupiła Polska swoją niepodległość żelazną. Wokoło zaś ma nieprzebłaganych wrogów. Żadnego przyjaciela, na któregoby mogła liczyć, bo w polityce nie ma uczucia, ani współczucia. Tylko silnego, którego się bać trzeba, szanuje się. Siły polskie są wyczerpane. Czesi nigdy się nie pogodzą z Polską bez Śląska austryjackiego, o który się uparli. Niemcy nigdy nie zapomną swoich kresów wchodnich, szczególnie Górnego Śląska i jeśli nie otwarcie, to dyplomatycznie wojnę Polsce wieczną wypowiedzą, nie bez wielkich sprzymierzeńców. Coraz to bardziej zwycięzki bolszewizm nie mający przeszkód wewnętrznych i zewnętrznych uderzy w Polskę, czy później, czy prędzej – czy mu Polska, wewnątrz rozszarpana, podoła się oprzeć? – Bolszewików w Polsce już dużo i czekają na chwilę stosowną a potem? No potem, zobaczymy wszak, jeśli do Polski przyjdziemy, będziemy musieli przyjąć wojskowe prawa polskie i służbę wojenną i będziemy walczyć, czy chcemy, czy nie, o granicę Polski, tak, jak to poznaniacy dziś muszą. Różowe okulary spadną niejednemu z nas z oczu, gdy przyjdzie o głodzie i chłodzie walczyć na nowo, jak niejednemu z pułku strzelców bytomskich, z powstańców i Hallerczyków, którzy się spodziewał wnet zobaczyć Górny Śląsk, a do dziś musi słuchać po żołniersku. Polska bowiem zmuszona będzie do ciągłych wojen, lub przygotowania na nie. Dopóty zaś bolszewizm w Rosji nie jest złamany, dopóty będzie wojna.

Nie mamy wtedy różowych widoków pod skrzydłami matki naszej Polski, która się przez siedemset lat o nas mało troszczyła. Boć wedle prawdy przecież nie my, a ona nas od siebie odepchnęła. Przecież lud nasz, jak każdy inny, jęczał w niewoli i z powodu rozporządzenia króla polskiego, od pnia oderwani zostaliśmy, na dobre, przez wielkiego króla Kazimierza i wieki całe Polska macierz to prawo Kazimierza uznawała, nie myśląc nigdy o Śląsku, a mniej jeszcze o ślązakach. I teraz w Warszawie mało mi na to odpowiedzieli socjaliści i nie byli tak skwapliwi spieszyć nam z pomocą.

Jesteśmy podobni do córy, odepchniętej mimowoli od matki. Dostaliśmy się pod cudze skrzydła. Wypięknieliśmy zatem, zbogaciliśmy się i teraz się rwą o nas i matka i cudza macocha. Podobni jesteśmy do bogatej kobiety, z jednej strony siedzi jeden, z drugiej drugi gorliwy kawaler, każdy jej przysięga miłość i że żyć bez niej mu niepodobno. Mądra kobieta, wiedząc iż najlepszy przyjaciel, to jej kieszeń, temu nie ufa i zostanie sama sobie. Zrobili tak koloniści angielscy, zrobili szwajcarzy, zrobili belgowie, nie przestając być tem czem byli, t. j. jankiesi – anglosassami, belgowie – francuzami i flamami, szwajcarzy – niemcami. I my, pozostając sobie sami, nie przestalibyśmy być dobrymi polakami.

Nikt się nie pytał o wolę naszą, ale zaopiekowali się skórą naszą opiekuny, nie pytając nas. Któż z nas był pytany o podkomisarjat w Bytomiu? Narzucono go nam z Poznania i – słuchaj bracie! Taki pan Wolny, doktór, samorzutnie, z zagranicy do tego, samowolnie „rozkazuje” suspendowanie p. doktora Hyli, z woli ludu wybranego na prezesa Rady powiatowej; pozwala też aresztować ślązaków i mnie w Polsce i męczyć i okraść w pełnem znaczeniu tego słowa do koszuli, bo do dziś dnia nie otrzymałam z Sosnowca mojej bielizny i garderoby, której używać się nie wstydzili 2 bracia „górnoślązacy” w Dowództwie głównem. Doprawdy aż wstyd się przyznać do takiej braci rodaków.

I cóż ten podkomisarjat dobrego zrobił? Gdzie są rezultaty jego istnienia, szczególnie pod berłem tego jurysprudenta doktora Wolnego, co tyle fantazji w świat wypuścił? Co nazwał butnie księdza Pośpiecha „warchołem” nosząc się z myślą aresztowania go, który się pokumał tak serdecznie z „towarzyszem szewcem Biniszkiewiczem”, przyszła gwiazda polska i osławionym pułkownikiem Żymirskim. Mówią coś o czterech miljonach marek, które się w Sosnowcu, pod egidą tego tryumwiratu gdzieś podziały w przeciągu paru tygodni.

I do czego to doprowadziła nas organizacja P. O. W. na Górnym Śląsku. Do niepotrzebnego krwi przelewu, zgorszeń, ośmieszenia i do napełnienia kieszeni niektórych „specjalistów bohaterów”. Mówią nawet, iż powstanie na to wywołano, by zatracić ślady pieniędzy i kwitarjusze.

Dlaczego nie można teraz stwierdzić, gdzie się ta broń zakupiona podziała? Gdzie są kwity za nią? Wszak toby wszystko dało się zbadać i cyganów pod pręgierz stawić. Czy tak się ma dziać, jak w nieszczęśliwej Polsce, gdzie każdy „dobry Polak” chce się kosztem Rzeczypospolitej i żołądka ludu zbogacić? Wszak taki górnik, typ zarozumiałej stodoły śląskiej a obecny „pan komisarz” w Laurahucie, a kolega Jana Korfantego, co się to przed bohaterstwem ulękli i do Sosnowca drapnęli, choć tak pilnie się „ognia” zlękli, do dziś dnia swojej im danej broni nie oddali, bo jeden, to pan Kuźma, przyjaciel posła Sowińskiego, a ten drugi brat posła Korfantgo. Czyż tacy nie są obowiązani słuchać? I cóż to wynikło z kradzieży tej broni? Czy nie widzicie tego samego na Górnym Śląsku, co się dało spostrzedz w Polsce po rewolucji rosyjskiej 1906 r., kiedy pod Piłsudzkim pierwszy raz P. O. W., czyli wówczas zw. bojówka miała dość pełnej broni i zamieniła się w końcu w bandytyzm i szubienice. Czyż kiedykolwiek rozkwitł tak bandytyzm i niepewność życia i mienia, jak w dzisiejszym czasie na Górnym Śląsku?

Więc jawnemi rezultatami pierwszego zapału naszego ku Polsce jest szalona partyzancja, swary i nienawiść między nami, chytrość i ambicję hypokrytyzm, a w końcu – bandytyzm. Gdzież są nasi bracia Hallerczycy górnoślązacy? W jaki sposób się tam do Polski dostali i dla czego ich nie puszczają bracia tamtejsi do domu? Z czego się to składa cały pułk strzelców bytomskich?

Więc cóż nam pozostanie wobec tego do myślenia i czynienia?

Pozostaje nam tylko zastanowić się, co robimy i gdzie idziemy, byśmy nie pożałowali, jak ja i inni tego pożałowali, żem się dał oślepić bengalskim ogniem patryotyzmu i tyle mnie to kosztowało, żem o mały figiel życia nie postradał, a mienie moje poszarpane tak, iż nawet łachmany moje u braci polskich pozostały. Powinniśmy skoczyć po rozum do głowy i niech przyjdzie jak chce, zabezpieczyć się, bo tu chodzi o naszą własną skórę. Powinniśmy tak zrobić, jak ten czuły ale przezorny i roztropny ojciec, co podzielił majątek, ale sobie wycug dał zapisać prawnie. Kochajmy się, jak bracia, ale liczmy się, jak żydzi. Wówczas nie pożałujemy. Zażądajmy rachunku z włodarstwa włodarzy tymczasowych, a gdy bilans wyjdzie, w co wątpić nie można, na niekorzyść ich, przepędźmy ich przez suchy las i, bez bengallskich ogni, naniećmy sobie na niwie śląskiej własne ognisko domowe, górnośląskie.

Zabezpieczmy sobie „Autonomię” górnośląską i zapytajmy dumnie, czy my się bez opiekunów nie obejdziemy, by z naszej pracy, z naszej ziemi i skarbów nie korzystać, gdy nam je natura, czy Bóg dał do rąk naszych na własność.

Wnijdzimy w rozum i sumienia nasze i zawstydzimy się, bo sami nie posiadamy tyle rozumu, jak afrykańskie szczepy, by nami inni w imię fałszywych i nieszczerych haseł kierować mieli, byśmy tego tak nie pożałowali, jak żałują tego teraz pobratymcy nasi – słowacy.

Żądajmy Autonomji górnośląskiej!

Wy zaś, z nielicznej intelligencji górnośląskiej, szczególnie księża, wspominajcie słowa: quid quid agis, prudenter agas et respice finem! Pomnijcie na starego filozofa w Weimarze, byście i wy, jak on w jego Fauście, nie musieli kiedyś westchnąć „Ach die Geister, die ich rief, kann ich nicht bannen!”

Do was bracia robotnicy i włościanie, wznoszę ten głos: nie dajcie się, jak ćmiele, przez bengalskie ognie lub kolorowe tęcze objętnie oślepiać, by z wami się tak nie stało, jak z wielu powstańcami i mną. Śmieją się ze mnie, żem taki był głupi, taki Dziubiński, co siedział za piecem i feniga nie stracił, ci co zamiast stracić coś w ofiarach, liczą krociowe korzyści na ojczyźnie. Przypomnij sobie, mój bracie, co nam to naprz. socjaliści naobiecywali. Jak wielu do tych bengalskich ogni, Löfflerów i Hörsingów, leciało, a teraz? – pozostały smutne po Hörsingu i towarzyszu wspomnienia, a Hörsing się śmieje. Nowe bengalskie płomyki wzniecają w sercu twem bengalskie ognie, w które zapatrzeni, zapomnieliśmy o nas samych i co w koło nas mamy. Wielu z nas sobie już skrzydła popaliło, wielu już ma pogruchotane kości, lub leżą pod ziemią zapomnieni, a ty, bracie, abyś nie doczekał, byś narzekał, a inni śmiać się będą. Boć świat się składał zawsze z kilku mądrych i wielu głupich, co ich zawsze wodzić trzeba. Lecz ty nie zważaj, co inni robią i mówią, lecz pilnuj własnego rozumu. Wszak widzisz już skutki wolności socjalistycznej i polskiej naokoło siebie. Bezeceństwo, kradzieże i napady i morderstwa w biały dzień. Nie jesteś pewnym ani mienia, ani życia. Jak dalej ? –, to w twoim, bracie, ręku leży, taksamo jak w moim to leżało, gdy się przekonałem, mimo wszelkich perswazji i zaklęć, iż przez bandę, płaszczykami polskimi okrytych i niesłychanie fałszywych i zaciekłych ludzi, męczony i trzymany, z polskich bratnich męczarń rozumem i odwagą się wyzwoliłem, dziękując na śląskiej ziemi, iż wyratowałem się z Polski.

Bezmyślne, bezprawne aresztowanie mnie, bezpodstawny zamiar internowania mnie na cały czas plebiscytu i barbarzyńskie traktowanie mnie i tylu innych górnoślązaków, nieczystością, obojętnością, głodem i chłodem za to, żeśmy się dla Polski na utratę życia narazili, powinno nas zastanowić, i to bardzo! Nie bądź obojętny, bracie, bo to by był błąd z twej strony, nie do zrozumienia i nie do przebaczenia, bo to grzech przeciw logicznej i etycznej zasadzie. Pomyśl, iż, co mnie dziś spotkało, spotkać by cię mogło samego jutro i odczułbyś dopiero, jak to boleśnie, zostać niesłusznie pokrzywdzonym, a gdy wyciągasz ręce ku mnie i ja bym ci pokazał, żem obojętny na twą krzywdę, gorzko ci będzie, a naród i społeczeństwo daje sobie tem świadectwo najnędzniejszego ubóstwa duchowego i sumienia. Każdy ma prawo domagać się słuszności.

Dlatego to tak kiepsko w Polsce kiedyś wyglądało, dlatego upadła i dlatego też upaść znowu by musiała, jeśli tak znów będzie. Początki tego widzimy, bo jeden drugiego krzywdzi. Jeśli to zaś nie ustanie, krzywdziciele zapominają, iż się to samo na nich prędzej, czy później pomści, jako się mszczą każde grzechy społeczeństwa na sobie. Patrz na despotyzm rosyjski, jak go zmiótł gniew rozhukanej masy. Sam na własne oczy widziałem, jak panoczek komendant częstochowskiego aresztu wojskowego komendy placu, starych legjonistów, którzy Polsce wolność i jemu szlify wywalczyli, rewolwerem wygrażał i słyszałem złowrogi zgrzyt zębów żołnierzy, oszukiwanych i gnębionych w tej świeżej Polsce, którzy prędzej czy później wpadną w ramiona rewolucji i zaczną się mścić, jak się rosjanie mszczą na urzędnikach wampirach i oficerach.

Ty sobie, górnoślązaku, tę Polskę w bujnej fantazji przedstawiasz nie taką, jaką ona jest i nie pragnij jej, jaką ona jest. Ale nie łudź się także, pocieszając nadzieją lepszego jutra, bo: „Morgen, morgen nur nicht heute, sagen alle faulen Leute!” Pociecha jutra wygląda tak, jakobyś fundament chciał byle jako i na błocie budować, czekając, iż dach będzie dobry; wszak ci się później i ten na głowę zawali, gdy początku nie okażesz dobrego.

Jak sobie ty, górnośląski bracie, przedstawiasz wogóle tę przyszłość Górnego Śląska, gdy się z Polską złączy? Ja ci opowiem, jak to będzie, jeśli zawczasu jeszcze nie skupimy się razem.

Wrazie gdybyśmy głosami plebiscytu pozostali przy Prusach, mielibyśmy Polacy to samo, cośmy dotąd mieli, to jest: upośledzenie narodowości naszej.

W razie zaś przewagi głosów naszych na korzyść Polski wedle traktatu Polska obowiązaną będzie wkroczyć tutaj i obsadzić administrację. Ma się rozumieć Polska już wie o tem i kompetentne sfery przygotowały się do tego. Górny Śląsk jest ziemią obiecaną nie dla jednego z głodnych karjerowiczów. Wkroczy więc najpierw wojsko polskie. Ustąpi więc pikelhauba, a na jej miejsce ujrzysz rogatywki. Ale te rogatywki ci jeszcze bardziej obce, jak pikelhauby i długo trwać będzie, nim się do nich przyzwyczaisz. Generał, czyli komenda polska wyznacza porządki wojskowe, może i stan oblężenia i komisje poborowe, to jest, będziesz musiał stawać do wojska polskiego. Że to niejednego boleśnie draźnie, samo się rozumie. Urzędy wyższe nie dostaną się górnoślązakom, bo nie mamy w naszem społeczeństwie odpowiednich, wejdzie w rachubę jedynie poznańska intelligencja i polacy tamtejsi i to jeszcze ludzie t. zw. niewykwalifikowani. Na urzędach mniejszych muszą bezwarunkowo pozostać ludzie ci, co są dziś na nich, t. j. niemcy, bo i na te urzędy nie mamy kwalifikowanych sił i maszynerję administratywną niedługoby djabli wzięli. Z tego powodu będą niezadowoleni szczególnie ci, co to dziś takimi hurapatryotami na rachunek spodziewanych urzędów są, jak n. p. tacy Dziubińscy i niejeden z tych panów ze Zjednoczenia Zawodowego, trzymającego się za patentowaną wszechmądrość. Usunięcie dotychczasowych urzędników mieści niebezpieczeństwo stworzenia niebezpiecznej irredenty niemieckiej i bolszewizmu, niezadowolenie dzisiejszych patryotycznych krzykaczy szowinistów, wywoła fermenty wichrzące politycznie. Przedstawcież sobie, iż mało będzie i jest już wybranych, co są aspirantami na „stołki” wyższe. Aspirantom takim może być p. Biniszkiewicz et consortas, były szewc berliński, który, choć z międzynarodówki, dlatego tak Polski pragnie, by posłem zostać, albo nawet o krześle ministerjalnem marzy, a gdy tu zostanie tak jak jest, albo autonomia, spadnie może, o zgrozo! znowu na stołek szewiecki. I ty, robotniku, zostaniesz tem, czem byłeś i otrzeźwiejesz. Z chwilą zaś wejścia polskiego wojska przyjdą tu szczególnie przez nas poważani goście – żydzi, których forpoczty kręcą się licznie w paskarskim rzemiośle w Katowicach. Poznań już ich dostał i pomimo, że poznaniacy niemal jeszcze sprytniejsi handlarze są jak żydzi, jednak się już skarżą na tych gości i boją ich się. A przecież Polska ma tak dużo tego wybranego narodu. Nie będzie także można, choćby dla taktu, zamknąć granicy przed tylu rzeszami robotników polskich ze wsi i chłopami, którzy daleko mniej o Polsce mają wyobrażenia i przywiązania, jak my, zwłaszcza, gdy ich socjalizm dotchnął. Ci pierwsi, jak np. robotnik warszawski, łódzki itd. po większej części Polski nienawidzą, ci drudzy, za Rosją płaczą. Wszak nawet w intelligencji polskiej spostrzeżesz kilka obozów. Jedni płaczą za Rosją, drudzy za Niemcami, trzeci są obojętni i tylko interesu patrzą (Czytaj „Myśl Niepodległą”.) My ślązacy jesteśmy doprawdy siedemset lat oddaleni od naszych tamtejszych braci. My zostaliśmy w pewnej mierze prostoduszni, szlifu towarzyskiego nam brak i zastępujemy go szczerością. Polacy tamtejsi, skłonni do rozrzutności, trochę lękliwi do pracy, lekkomyślni, strojni, oddający się łatwo pociechom jutra, podejrzliwi, kochający się w błyskotkach, rzadko na serjo coś myśląc i trochę nieszczerzy, słowem lekkcy, co nas zaraz uderza, pożywszy z nimi parę dni. Oni mają nas za prostaków, któremi z braku politesy światowej i zgrabności obracania się pod pewnym względem jesteśmy, ale nie widzą, że na wskroś zdrowo, choć prosto myślimy. Niektórzy pisarze polscy, biorąc nas w obronę przed ogólnym tamtejszym sądem, jakobyśmy byli tem samem dla nich, co w naszej wyobraźni góral, rusin, lub nieobrotny „stodoła ze wsi”, podziwiają naszą intelligencję wrodzoną i kulturalne stanowisko.

I nie omylił się ów pisarz polski.

My górnoślązacy narówni z poznańskimi braćmi stoimy daleko wyżej od braci w Królestwie polskim, bo przesiąknięci jesteśmy zasadami zachodu, wychowani pod młotem bądź co bądź niezaprzeczalnej gospodarki i przemysłu niemieckiego.

My, czy chcemy, czy nie przyznać, zgermanizowani jesteśmy, choć w sercu polscy, podczas gdy nasi bracia tam wiele jeszcze mają z przeszłych wieków moskiewstwa na sobie i w sobie, ukrywającego się pod blichtrem wytwornej kuchni, ładnego stroju, szykownego układu ciała, zgrabnych ruchów, pozłotki towarzyskiej i wyścielanych krzeseł. Przecież sam Piłsudzki powiedział, iż mało koło niego ludzi, coby nie byli z siedemnastego wieku. Dlatego i dzisiejszy sejm o włos się nie różni od czteroletniego i taki jest mało produktywny.

Licząc się z tem wszystkiem wypada nam zdjąć różowe okulary romantyki politycznej, której ofiarą sami padniemi, nim się ockniemy, bo jak się zapóźno przebudzimy, będziemy się szarpać niepobratersku. A jako ofiara tej romantyki, już kilku z nas padło. Polityki się nigdy sercem nie prowadzi, lecz zimnem rozumem. Naród sam zaś jest jeszcze nieuspołecznionym i nie może konsekwentnie polityki stanowić. Potrzebuje kierowników, a my, gdzież ich mamy? Tych paru adwokatów i księży? Wy, rodacy, nie będziecie przecież tak naiwni, by tą liczbę i tą jakość brać na serjo w rachubę, by iść za nimi na oślep, jak owce za baranem.

Do przekonania wielu ludzi nie idzie przemówić rozsądnie. Taksamo jak Chrystus do żydów. Jeszcze dziś, zamiast się przekonać, jaką krzywdę popełnili i czasem długim się dać uleczyć, wolą samemu Bogu wojnę wypowiedzieć, niż przyznać się do zaślepienia swego. Taksamo jak ci, co mi krzydę uczynili, zamiast się wstydzić swego czynu, krzywo patrzą na mnie, wielu mnie za zdrajcę, za zapłaconego ajenta okrzyczą gdy to pismo do rąk dostaną. Lecz niech to będzie odpowiedzią takim, iż oni nie stanowią, ani większości, ani wyroczni narodu i tak jak żydów nie prawdziwa reiigja, lecz ich własny urobiony Bóg zysku zaślepia, tak i tych.

Wy zaś rozsądni stawcie się do szeregu. Skupiajcie się nie koło nowego sztandaru, lecz koło nowego hasła. Jedyną myślą przewodnią naszą, powinna być teraz: Autonomia Górnego Śląska!

A jakże dostąpić tejże autonomji, jakże się skupiać, zapytacie?

Zrobimy tak: nie zważajmi już na zkądinąd nam narzucone podkomisarjaty i inne komisje bez woli naszej. Nie zważajmy na samorzutne spekulacyjno-polityczne jednostki, lecz zróbmy, gdy o naszą własną skórę chodzi i o całe wieki, byśmy przezornie, jak szwajcarzy sami o sobie stanowili. Nie dajmy politykom warszawskim, których ani my, ani oni nas nie znają, nie dajmy Berlinowi o nas się targować, lecz stanówmy o sobie sami. Tylko naszych delegatów powinno się słuchać. Nikt podkomisarjatu z nas nie potwierdzał i niejednej Rady Ludowej i komendantów powiatowych. Nikt z nas panów posłów do Warszawy nie posyłał i nie upoważniał. I ci panowie też do dziś dnia nas się o nic nie pytali, nic o sobie nie wiemy, bliżej nic nie wiemy, co zrobili. Wiemy tylko, iż mamy do Polski przejść, ale jakiej Polski i jak to będzie, tego nikt nie chce lub nie ma czoła powiedzieć. Byle przyszło, a to mamy my sami zrobić – głosując do Polski. A przecież widzimy, jak to rodowici niemcy, naprz. bawarczycy, sasy, renlańdczycy, rozpaczliwie bronią swojej samodzielności, opierają się stworzyć przez Berlin zamierzaną całość, czyli niemiecką jednolitość państwową. Muszą wtedy ci bawarczycy i inni niemcy mieć powody do tego, a przecież w to nikt wątpić nie zechce, że to nie są patryotyczni niemcy. Taksamo że Szwajcarją, choć taka rdzennie niemiecka, albo Brazylją portugalską, jednak ani ta nie zaprzeczając być niemcami, a ta portugalczykami, nie chciałyby za żadną cenę utracić swej samodzielności. Znać, że im tak lepiej, a nam Górnoślązakom także tak będzie najlepiej. Dlaczegóż to ten Poznań, tak gorliwie polski, jak może i jak długo trzyma się granic swych, i nie wyjawi, iż i on nie uwija się tak bardzo o zupełne objęcie w polskie ramiona, warunkując sobie pewną niezależność? Tam u siebie pilnie swoich praw i granic strzegą, a tu nam inaczej mówią.

Łączmy się więc tak, jak tamte narody czyli szczepy ich i dbajmy, by zostać sami gospodarzami w naszym tak bogatym domu, który nam prawem natury przypadł w spadku. Nie czyńmy jak ten, co ma spadek bogaty, a przypuścił doń innych krewnych i mniemanych przyjaciół i w końcu sam nic z tego nie dostał.

Łączmy się i twórzmy w każdej miejscowości związki górnośląskie autonomje, albo kluby obywatelskie i tam pobierajmy sobie i udzielajmy sobie w skupienia rady nawzajem. Poznamy liczbę i siłę i wartość naszą i zaczniemy cenić przedewszystkiem samych siebie. Wyróbmy sobie pogląd należyty na sprawę naszą, nim się udamy do głosowania plebiscytu i rozstrzygnąć los nas na zawsze. Tak kobieta rozsądna przed zaślubieniem czyni, które wie, na jaką stronę ma się zdecydować, albo co ma uczynić, wiedząc iż to na zawsze, i przedewszystkiem się o nią samą rozchodzi. Nie zważa na porywy serca, które często bardzo zawodzą i mylą. Trzyma się kobieta zimnego rozumu i tak najlepiej na tem wychodzi.

Co daj Boże, byśmy tak samo zrobili i nie żałowali po niewczasie.

Niech żyje autonomiczny Górny i Cieszyński pobratymczy Śląsk!

 

Koniec

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza