Kynast. Legenda o szlachetnym rycerzu
Dawno, bardzo dawno temu, gdy zamek Chojnik nosił jeszcze nazwę Kynast,
a mowa, która brzmiała na tej ziemi, była inna niż dziś —
rozgrywała się ta opowieść.
Na Kynaście żyła panna dumna i wyniosła,
piękna Kunegunda, jedyna dziedziczka zamku.
Wielu rycerzy, młodych i sławnych, przybywało,
by prosić o jej rękę.
Lecz Kunegunda każdemu stawiała twardy warunek:
Tego poślubię i temu oddam zamek oraz ziemię,
kto objedzie Kynast konno po wąskim murze.
Słowa raz danego nie cofnę.
Zwabieni jej urodą i obietnicą władzy
śmiałkowie podejmowali próbę.
Lecz dla wielu była to ostatnia droga.
Koń i jeździec, zachwiani na kamiennym wąwozie,
spadali w przepaść.
Niejeden szlachetny młodzieniec,
z rumieńcem odwagi na twarzy,
zamiast przyszłej wybranki,
znajdował pod murami Kynastu śmierć.
Aż pewnego dnia przez bramę wjechał rycerz niezwykłej urody.
Gdy tylko spojrzał na Kunegundę,
jej serce — dotąd twarde jak skała — zapłonęło miłością do niego.
Chciała go odwieść od próby.
Chciała złamać własny warunek.
Lecz on rzekł spokojnie, z powagą w oczach:
— Najpierw muszę dotrzymać danego słowa.
Wjechał na mur.
Koń stąpał ostrożnie, krok za krokiem,
kamień pod kopytami zdawał się drżeć.
Lecz rycerz nie zawahał się ani na chwilę
i przejazd zakończył bezpiecznie.
Kunegunda już widziała siebie w jego ramionach,
już czuła smak zwycięstwa!
Wtedy on przemówił:
— Wiele młodej i szlachetnej krwi
przelano na murach Kynastu przez twoją pychę.
Mężowi przystoi walczyć w obronie ojczyzny,
ramieniem twardym i mieczem sprawiedliwym,
by chronić swoich.
Tego ma prawo żądać od niego kobieta — narzeczona, żona.
Lecz nie wolno jej pchać go ku śmierci dla igraszki.
Spojrzał na nią jeszcze raz i dodał:
— A poza tym… mam już ukochaną.
Odwrócił konia i odjechał.
Do dziś stoją ruiny dumnego zamku, choć imię jego się zmieniło,
a niejeden zmęczony wędrowiec szuka tam chłodu i ciszy.
O Kunegundzie zaś legenda powiada,
że resztę życia spędziła w klasztorze,
w pokucie i samotności —
nie zaznawszy miłości.
A kim był rycerz, który dokonał tej śmiałej jazdy?
Tego opowieść już nie zdradza.
Może pochodził z któregoś z wielkich rodów tych ziem —
może z szlachetnego domu Schaffgotschów?
Nie wiemy.
Legenda milczy, jak milczą kamienie Kynastu,
a wiatr, który owiewa ruiny,
nie zdradza imion.
Przypomniał
Maciej Mischok

