Soika & Bartodziej: Karnawał polityczny
Dobiega końca czas lodowatej pogody, siarczystych mrozów, zamkniętych szkół i kłopotów komunikacyjnych. Kończy się również tradycyjny karnawał, który każdemu z nas historycznie kojarzy się z zabawami, tańcami, maskaradami i pochodami. Najbardziej widowiskowe karnawały odbywają się w Rio De Janeiro, gdzie podziwiamy pokazy tańców i strojów. W Wenecji podziwiamy barwne kostiumy i artystyczne maski. W Niemczech, karnawał stał się dodatkowo okazją do wyrażania społeczno – politycznych poglądów. Prezentowane są tam platformy wyśmiewające aktualnych liderów i partie polityczne. W 2016 roku na paradzie karnawałowej w Dusseldorfie tego „zaszczytu” dostąpił także polski polityk, Jarosław Kaczyński. Być może niemieckie parady wyśmiewające kontrowersyjnych polityków, dały początek światowemu karnawałowi politycznemu w którym politycy przyjmują różne maski i grają pod publiczkę. Dzisiaj trwa on na okrągło, a pierwsze skrzypce gra w nim prezydent Donald Trump.
Małe prośby
Wokół hasła Donalda Trupa: „Uczyńmy Amerykę znów wielką” powstał w Stanach Zjednoczonych populistyczno – konserwatywny ruch MAGA, który zdominował Partię Republikańską. Trump mówi, że prawo międzynarodowe go nie interesuje i że wszelkie normy zachowania na arenie międzynarodowej są określone przez jego własną moralność. Odnosimy wrażenie, że traktuje świat łącznie z kosmosem jako swoją własność. Ogłasza światu swoje „bardzo małe prośby”. Chce Grenlandii, tego kawałka lodu, a do tego Kanady, Meksyku, Kuby, Strefy Gazy i jedynie Bóg wie czego jeszcze. Po przyłączeniu Grenlandii i Kanady powierzchnia Ameryki wzrosłaby ponad dwukrotnie i zdaniem Trumpa, pięknie wyglądałaby na mapie świata. Robi się groźnie. Myśląc Trumpem, Putinowi należałby się Krym, Donbas, przesmyk suwalski, Chinom Tajwan, a Niemcom jedna trzecia Polski. Zajęcie Grenlandii, niczym nie różniłoby się od zajęcia Krymu. Trump, bezwyznaniowy chrześcijanin jest nieobliczalnym, narcystycznym politykiem, pluto i autokratą atakującym wolne media i amerykański system sądowniczy, by nie mogły powstrzymywać jego autorytarnych zapędów. Do tego jest seksistą i człowiekiem pozbawionym empatii. Materializuje się jego kolejna mała prośba. Ogłosił powstanie swojej, światowej Rady Pokoju w której wpisowe wynosi miliard dolarów. Rada jest jego prywatną własnością. Z krajów europejskich, do Rady Pokoju Trumpa przystąpiły Węgry i Bułgaria. Prezydent Nawrocki i prezes Kaczyński przebierają nogami, aby się tam znaleźć, jednak rząd i parlament nie kwapią się do spełnienia ich życzenia. Zrzutka na Trumpa, uwiarygodniłaby jedynie krzywdzący stereotyp Polaka w Ameryce. W programie wyborczym Trumpa zalazła się obietnica zakończenia wojny w Ukrainie w ciągu jednego dnia. Minął rok jego prezydentury , a końca tej wojny nie widać. Ogłosił jednak światu, że należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla, bo doprowadził do zakończenia wielu wojen. Przewodniczący Izby Reprezentantów USA oraz izraelskiego Knesetu, skierowali pisma do przewodniczących parlamentu w wielu krajach z prośbą o poparcie starań Trumpa. Marszałek Czarzasty, naszym zdaniem, słusznie nie poparł tego wniosku.
Folwark prezydenta
Jesteśmy dziećmi wojny. Ocieramy się o 90-tkę. Wydawało się, że w polityce już nic nas nie zaskoczy. A jednak. W PRL i podczas transformacji ustrojowej ze względu na złą kondycję polskiej gospodarki, często słyszeliśmy gorzką anegdotę, aby wypowiedzieć wojnę Ameryce i natychmiast ją przegrać. Wtedy Ameryka pomoże odbudować nasz kraj. Ta powojenna amerykańska doktryna jest już nieaktualna. Transatlantycki sojusz jaki znaliśmy od 80 lat, to już przeszłość. Dzisiaj możemy jedynie zostać państwem wasalnym Ameryki Trumpa i Epsteina, a to nas nie interesuje. Bez wspólnie wypracowanej strategii jednak niczego nie osiągniemy. Tylko jak ją wypracować kiedy trwa wojna polsko – polska, wojna na polskiej prawicy i niesnaski na lewicy. Najwięcej szkody przynosi nam jednak wojna między proeuropejskim Rządem, a proamerykańskim Prezydentem, a właściwie to między Rządem i prezydenckimi urzędnikami. Przykładem może być zachowanie Błażeja Pobożego, który w TVN 24, w programie „Kawa na ławę” powiedział, że „prezydent próbuje różnymi sposobami zapędzić Tuska do pracy”. Prezydencki urzędnik traktuje polskiego prezydenta jak karbowego, a premiera jak chłopa pańszczyźnianego na prezydenckim folwarku. Co prawda, Kaczyński w 2007 roku w Sejmie powiedział: Jesteśmy panami w przeciwieństwie do niektórych, ale dla naszego dobra, najwyższy czas zapomnieć o tym, że Polska to kraj panów i chamów. Czas zacząć słuchać ludzi, próbować zaspokajać ich potrzeby i tym próbować przeciwstawić się szkodliwej narracji prawicy, której działania osłabiają Polskę na arenie międzynarodowej. Mamy na myśli partię Brauna, która kosztem PiS, zaczyna się poważnie liczyć na polskiej scenie politycznej. Polska 2050, która miała być alternatywą dla duopolu PO –PiS, zamiast wzmacniać obóz rządzący, zajmuje się sobą. I tym sposobem, polskie sprawy pozostają głównie na barkach premiera Tuska, nieustannie „kopanego po kostkach” przez prezydenckich urzędników. Ostatnio w związku z aferą Epsteina jeden z nich (Przydacz) zarzucił mu antyamerykanizm.
Zaniedbywana tożsamość
Dodatkowo wokół Tuska trwa nieustający karnawał kłamstw. Kłamstwo, co zrozumiałe jest głównie orężem polityków. Kto w polityce nie kłamie, ten przegrywa bo zwykłe kłamstwo robi lepsze wrażenie niż surowa prawda. Aktualna jest Goebbelsowska zasada: „Kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą”. Na tej zasadzie Kaczyński uczynił Tuska Niemcem i nadal wygaduje bzdury o jego chęci podporządkowania Polski Niemcom. Skutki antyniemieckiej histerii widoczne są także u nas, na Górnym Śląsku. Historyczna niemieckość zaczyna zanikać. Kultura zamieszkałej tu Mniejszości Niemieckiej skupia się już głównie na orkiestrach dętych i piłce kopanej, co tłumaczy się tym, że chce ona być poza sporem politycznym. MN w samorządach, zrezygnowała nawet ze swojej historycznej nazwy na rzecz – Śląscy Samorządowcy, ale nie przykłada do śląskości należytej wagi. Przykładem może być uchwalona ostatnio przez Sejm i Senat nowelizacja ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych przewidująca nadanie mowie śląskiej statusu języka regionalnego. Umożliwiłoby to m.in. wprowadzenie do szkół dobrowolnych zajęć z języka śląskiego i dofinansowanie działalności związanej z jego zachowaniem. O tym, czy ta Ustawa wejdzie w życie, zdecyduje Prezydent. Za uznaniem śląskiego języka opowiedziało się 53 naukowców z całej Polski, podpisując list otwarty do Prezydenta. Co uczynili w tej sprawie Śląscy Samorządowcy? A no nic. I nie wiemy tylko, czy to wynika z opinii Kazimierza Kutza o Ślązakach, czy po prostu ich wybór na zaszczytne funkcje samorządowe był pomyłką. Nasza transgresyjna tożsamość i czyste sumienie wobec siebie i Górnoślązaków nie ma dla nich znaczenia; tak jak w polityce liczy się kasa i stołki. Wiemy, że kto nie dba o niemiecką tożsamość, nie będzie też dbał o śląską, a szkoda bo upadamy demograficznie i wkrótce po śląsku będziemy sobie mogli porozmawiać nie w Polsce, a w Niemczech. A tak w ogóle, w tej dziwnej atmosferze, dla zachowania elementarnego, pozytywnego samopoczucia, pozostaje nam utrzymanie spraw osobistych i rodzinnych przed polityką.
Gerhard Bartodziej Bernhard Soika
Grafika tytułowa: AI


