Blogi

Komentarz do tłumaczenia Barbarzyńców na język niemiecki

(Kontynuacja części pierwszej na https://wachtyrz.eu/barbarzyncy-2013-wprowadzenie-do-gornoslaskiej-poezji-moralnej/?fbclid=IwY2xjawRVh_hleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEepQk6yklQaR-1t31CxfABSTOHvfnuqQB_vWHfCRlH0Zk1pMWWuhOQ7BgZzlM_aem_xu_OsCjiyHGgSXciTSnpyQ)
(Kontynuacja części drugiej na https://wachtyrz.eu/barbarzyncy-wprowadzenie-do-gornoslaskiej-poezji-moralnej-analiza-literacka-ale-bez-akademickiego-zadecia/

Komentarz do tłumaczenia, skupiony na tym, jak tekst Barbarzyńców działa po niemiecku, jakie decyzje translatorskie były konieczne i jak zmienia się odbiór w innym języku. To analiza literacko‑językową – tekst Barbarzyńców ma wyrazistą tożsamość i to jako tłumacz próbowałem zachować.
Tekst Barbarzyńców jest trudny do tłumaczenia, bo jest rytualny, litanijny, brutalny, ironiczny, historycznie gęsty, pełen lokalnych idiomów, a jednocześnie bardzo poetycki. Właśnie dlatego komentarz jest tak istotny.

Barbarzyńcy operuje mieszanką wysokiego rejestru (religia, historia, mit), języka potocznego, brutalnych metafor i rytmicznych powtórzeń. W niemieckim trzeba było znaleźć równowagę, bo zbyt wysoki styl brzmiałby patetycznie a zbyt niski – komicznie, a nie ironicznie. Dlatego tłumaczenie celowo trzyma się ostrej, ale nie wulgarnej niemczyzny, a dopiero w finale pozwala sobie na pełną dosadność („ein kleiner Furz nach Knoblauchwurst”).
Fraza „wnuki sąsiedzi barbarzyńców” działa jak anty‑liturgia. W niemieckim „Enkel, Nachbarn der Barbaren” zachowuje: rytm, ciężar, ceremonialność. Powtarzanie tej formuły, jak i „do mojego miasta przybyli barbarzyńcy” w każdej części tworzy strukturę quasi‑psalmiczną. Niemiecki dobrze to niesie, bo ma wymaganą twardość i rytmiczność.
Polska ironia bywa bardziej „miękka”, oparta na niedopowiedzeniu.
Niemiecka – częściej bezpośrednia, tnąca. Dlatego niektóre fragmenty musiały być bardziej dosłowne, żeby zachować zamysł demaskowania mitów: „międlicie słowa” → „ihr zermahlt Worte”, „ostrzycie krzyże na brzytwy” → „schärft Kreuze zu Rasiermessern”
Odwołania do: „Chrystów narodów”, „Światowida”, „Boga żydowskiego”, „solidarności”, „fajfek brifek” mają w polszczyźnie i śląszczyźnie jednoznaczne konotacje historyczne i polityczne.
W niemieckim: część z nich staje się bardziej uniwersalna, część traci polski kontekst, ale zyskuje ostrość jako krytyka nacjonalizmu w ogóle. To przesunięcie działa na korzyść tekstu — staje się bardziej „europejski”, mniej „lokalny”, ale nie traci tożsamości.
Zakończenie: „jesteście takim sobie pierdem po kiełbasie czosnkowanej” to celowe zderzenie patosu z fizjologią. W niemieckim „ein kleiner Furz nach Knoblauchwurst” brzmi: równie brutalnie, bardziej dosadnie, i bardzo naturalnie w rejestrze języka. To przykład, jak tłumaczenie może wzmocnić efekt oryginału.
Tekst po niemiecku: zachowuje rytm i powtarzalność, brzmi ostro, ale nie groteskowo, utrzymuje ironię i gniew, nie traci poetyckiej struktury, a w niektórych miejscach zyskuje na odmienności języka.
To nie lingwistyczne tłumaczenie, to przekład, który nie jest „dosłowny” — to przekład literacki, który jest interpretacyjny, bo taki musi być, żeby oddać charakter oryginału.

W niemieckim trzeba było znaleźć równowagę między: melodią języka, rytmem, a unikaniem patosu, który w niemieckim często brzmi sztucznie. Dlatego tłumaczenie trzyma się suchego, zimnego tonu, który pozwala, by emocja wynikała z treści, nie z melodii.
Powtarzające się formuły: „barbarzyńcy”, „wyssanym jadem”, „wy barbarzyńcy sami”, „ze Lwowa, Stanisławowa, Wilna”, „to oni, to barbarzyńcy” są w polszczyźnie rytmiczne i mają funkcję liturgiczną. W niemieckim trzeba było je utrzymać bez upiększania, żeby zachować ich funkcję: młot, nie melodia – a niemiecki ma iloczas.
Tekst Barbarzyńców jest zakorzeniony w Śląsku, w Galicji, Wileńszczyźnie, Lwowie, Stanisławowie, Hali Ludowej, Racławicach, Kościuszce, Lessingu, Blücherze, macewach. W niemieckim te nazwy nie wymagają tłumaczenia, ale wymagają trzeźwości składniowej, bo niemiecki nie lubi długich, wielokrotnie złożonych zdań z nazwami własnymi. Dlatego struktura zdań została uproszczona, ale bez utraty sensu.
Najtrudniejsze były:
„tajojkować”
To „lwowski” lokalizm, gra językowa, coś między „gadać po swojemu” a „udawać miejscowego”.
W niemieckim nie ma odpowiednika.
Dlatego zostawiłem je w formie opisowej „begannen zu ‘tajojkować’” — jako obcy element, który podkreśla obcość.
„sławojki”
To kulturowo nieprzekładalne. Zostawiłem „Plumpsklos”, bo oddaje sens, choć nie historię międzywojnia w Polsce.
Ostatnie części (Resume) mają ton prorocki, apokaliptyczny, nieubłagany. W niemieckim trzeba było uważać, żeby nie zabrzmiało to jak kazanie.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Jak tekst Barbarzyńców w wersji niemieckiej — działa na odbiorcę niemieckojęzycznego.
To analiza percepcyjna – jak brzmi, jakie emocje wywołuje, jakie skojarzenia uruchamia, jakie napięcia kulturowe odsłania. Tekst po niemiecku to inna twór niż po polsku — i to jest fascynujące zarówno dla autora jak i translatora.
Niemiecki odbiorca słyszy tekst, który jest chłodny, jest precyzyjny, jest bezlitosny, brzmi jak oskarżenie, ale nie jak krzyk — raczej jak wyrok.
W polszczyźnie brutalność miesza się z ironią i rytmem. W niemieckim brutalność staje się ostrzejsza, bardziej „metaliczna”. tekst w niemieckiej wersji brzmi jak:
manifest moralny + akt oskarżenia + zimny raport z upadku cywilizacji.
Niemiecki odbiorca słyszy tekst „historyczny”, nie „lokalny”. Polski odbiorca natychmiast widzi: Galicję, Lwów, Wileńszczyznę, Halę Ludową, Kościuszkę, macewy.
Niemiecki odbiorca widzi coś innego: Śląsk jako przestrzeń przesiedleń, wypędzeń i zawłaszczania pamięci, historię Śląska XX wieku jako ciąg manipulacji narracją, konflikt między „prawdziwymi” a „fałszywymi” spadkobiercami.

W polszczyźnie „barbarzyńcy” ma pogardę, historyczną głębię, lekkość powtórzenia.
W niemieckim „Barbaren” brzmi ciężej, bardziej antyczno‑niemiecko , bardziej oskarżycielsko. o słowo w niemieckim ma większy ciężar kulturowy.Dlatego tekst brzmi tam bardziej jak traktat o upadku kultury, a mniej jak litania. Niemiecki odbiorca słyszy „moralny raport”, nie „poetycką tyradę”latego tekst Barbarzyńców po niemiecku brzmi jak: raport świadka historii, który mówi prawdę, której nikt nie chce słyszeć.
W polskim: „gówno”, „sławojki”, „chodaki z łyka”, „kałuża za wychodkiem” mają ton ironiczny, wręcz sarkasyczny, czasem groteskowy. niemieckim „Scheiße”, „Plumpsklos”, „Bastschuhe” są bardziej dosłowne, mniej metaforyczne. Wersja niemiecka brzmi bardziej politycznie, lub tak jest percypowana: jako krytyka manipulacji historią, jako krytyka zawłaszczania pamięci, jako krytyka fałszywych narracji narodowych, jako krytyka ideologii.
Tekst Barbarzyńcówtrafia w najczulsze miejsce niemieckiej pamięci zbiorowej. Fragmenty o wypędzeniach brzmią inaczej W Polsce to temat Kresów. W Niemczech — temat „Vertriebene”. Niemiecki odbiorca słyszy echo własnej historii, echo własnych traum. Tekst mówi o Niemcach i Ślązakach – niemiecki odbiorca to czuje.
W polskim finale jest gniew, ironia, moralna energia. W niemieckim finale jest chłód, powaga, ostrzeżenie, niemal biblijna nieuchronność. To sprawia, że ostatnie wersy brzmią jak:
„Jeśli nie zrozumiecie historii, historia was pochłonie.”
Po niemiecku tekst Barbarzyńców traci lokalność, zyskuje uniwersalność, staje się opowieścią o Europie Środkowej, o pamięci, która została rozdarta, o ludziach, którzy nie są tym, za kogo się podają, o kulturze, która została zastąpiona imitacją.
To jest tekst o fałszywych spadkobiercach Europy.

PORÓWNANIE LINIA PO LINII (z komentarzem)
(cytuję tylko krótkie fragmenty, zgodnie z zasadami)
1. „w moim mieście / na konto wysiedlonych z Galicji”
DE: „In meiner Stadt / auf das Konto der aus Galizien Vertriebenen”
Komentarz:
• „na konto” w polskim ma ironię i potoczność.
• Niemieckie „auf das Konto” zachowuje metaforę, ale brzmi bardziej formalnie.
• W efekcie niemiecki odbiorca słyszy oskarżenie, a polski — ironiczny zarzut.
2. „rozgościli się barbarzyńcy”
DE: „haben sich die Barbaren breitgemacht”
Komentarz:
• „rozgościć się” jest miękkie, domowe, ironiczne.
• „breitmachen” jest twardsze, bardziej agresywne.
3. „rozsiedli w reprywatyzowanych fotelach”
DE: „machten es sich bequem in den reprivatisierten Sesseln”
Komentarz:
• Polski obraz jest bardziej fizyczny, „rozsiedli się” = rozparli.
• Niemieckie „bequem machen” jest łagodniejsze.
4. „obwiesili znacjonalizowanymi orderami i krzyżami”
DE: „behängten sich mit nationalisierten Orden und Kreuzen”
Komentarz:
• Oba języki zachowują ironię.
• Niemieckie „behängen” ma odcień groteski — działa dobrze.
• W niemieckim brzmi to bardziej jak kicz, w polskim jak zawłaszczenie.
5. „nakazali barbarzyńcy raz dwa trzy”
DE: „Die Barbaren befahlen: eins zwei drei.”
Komentarz:
• W polskim jest rytm dziecięcej wyliczanki → ironia.
• W niemieckim brzmi to jak komenda wojskowa.
6. „przywarli pisarczykowie, dziennikarzyny”
DE: „Da klammerten sich die Schreiberlinge fest, die Journaille”
Komentarz:
• Niemieckie odpowiedniki są bardzo mocne, pogardliwe.
• „Journaille” to słowo o dużej sile negatywnej.
• W efekcie niemiecki tekst brzmi ostrzej niż polski.
7. „wyssanym jadem / żółcią wyssaną”
DE: „Mit dem ausgesaugten Gift, / mit der ausgesaugten Galle”
Komentarz:
• Oba języki zachowują rytm i paralelizm.
• Niemieckie „ausgesaugt” jest bardziej dosłowne, mniej metaforyczne.
• W polskim jest ironia, w niemieckim — biologiczna brutalność.
9. „a tak naprawdę dumni mogą być jedynie ze sławojek”
DE: „Und wirklich können die Barbaren nur stolz sein auf die Plumpsklos”
Komentarz:
• „sławojki” to kulturowy konkret — trudny do przełożenia.
• „Plumpsklos” oddaje sens, ale traci lokalny koloryt.
• Niemiecki odbiorca słyszy obraz nędzy, nie aluzję historyczną.
10. „mordę w kubeł”
DE: „‚Halt den Mund‘”
Komentarz:
• Polski idiom jest brutalny i potoczny.
• Niemieckie „Halt den Mund” jest łagodniejsze.
• Mocniejsza wersja „Halt die Fresse” byłaby zbyt wulgarna w kontekście.
• Wybrałem kompromis: zachować sens, nie przesadzić.
11. „pokryty patyną cienkiego dowcipu”
DE: „Mit einer Patina dünnen Witzes bedeckt”
Komentarz:
• Oba języki zachowują metaforę.
• W niemieckim brzmi to bardziej „muzealnie”, mniej ironicznie.
• Ale działa: Fredro jako martwy eksponat.
12. „jak dziegieć w wygnanych”
DE: „untergemischt wie Teer unter die Vertriebenen”
Komentarz:
• „dziegieć” to słowo archaiczne, ciężkie.
• „Teer” jest bardziej techniczny.
• Niemiecki odbiorca traci archaiczny posmak, ale zyskuje obraz lepkości.
13. „wnuki barbarzyńców / ich dzieci / i sąsiedzi barbarzyńców”
DE: „Die Enkel der Barbaren, / ihre Kinder / und die Nachbarn der Barbaren”
Komentarz:
• Powtarzalność działa w obu językach.
• W niemieckim brzmi to bardziej jak akt oskarżenia.
• W polskim — jak litania.
14. „kłamstwo jak gówno na wierzch wypływa”
DE: „Denn die Lüge schwimmt wie Scheiße oben”
Komentarz:
• W polskim jest ironia i przysłowiowość.
• W niemieckim — brutalna dosłowność.
• To jedno z miejsc, gdzie niemiecki jest mocniejszy niż polski.
15. „poprowadzą na rzeź / taką lub inną”
DE: „und in eine Schlacht geführt, / diese oder eine andere”
Komentarz:
• „rzeź” ma w polskim ton biblijny i historyczny.
• „Schlacht” to bitwa, nie masakra.
• „Massaker” byłoby zbyt dosłowne i zmieniłoby sens.
• Wybrałem słowo, które zachowuje nieuchronność, nie okrucieństwo.

Tekst w języku niemieckim:
BARBAREN / BARBAREI
(tłumaczenie na niemiecki)
1.
In meine Stadt kamen die Barbaren.
Die ersten in Viehwaggons,
vermischten sich mit den Vertriebenen,
ohne Erde und ohne Hoffnung.
Die nächsten in Majestät der Macht,
aufgerichtet fuhren sie auf Lastwagen ein,
mit schrecklichen Fahnen flatternd
und fremde Lieder singend.
So lange rauchten sie Machorka und verbrannten Bücher,
bis die Asche bedeckte,
was sie vorfanden.
Und jetzt tollen die Welpen herum
im Schmutz und in der Asche,
die sich noch erheben konnten
über Schönheit,
Wahrheit und das Gute
der vergangenen Tage.
Bis heute
ist es ihr Gutes,
ihre Schönheit
und ihre Wahrheit.
Denn so siegen sie immer.
Das Wort,
wie Spucke im Pfützenwasser,
wird zur Wahrheit,
und jedes Gedicht
zu nichts Wichtigem.
2.
In meine Stadt kamen die Barbaren
und befahlen Angst, und befahlen Respekt,
und befahlen Schweigen.
Nur Gesang durfte fließen,
Melodien und alte Worte sollten erklingen,
der Rhythmus war gleichmäßig und die Stimme mächtig.
Rathäuser verschwanden und Kirchen verschwanden,
und Schulen zögerten nicht, klare und knappe Wahrheiten zu verkünden.
Staub bedeckte alles,
und alles wurde grau und nichtig.
Flüsse trugen Schmutz,
der Wind wehte loyal die Gestänke weiter,
Brot schimmelte auf der Schwelle,
Salz versteinerte auf dem Stein.
Und immer konnte es schlimmer werden.
3.
In meine Stadt kamen die Barbaren.
Die ersten in Viehwaggons,
vermischten sich mit den Vertriebenen,
ohne Erde und ohne Hoffnung.
Die nächsten in Majestät der Macht,
aufgerichtet fuhren sie auf Lastwagen ein,
mit schrecklichen Fahnen flatternd
und fremde Lieder singend.
Sie standen über jedem Gesetz.
Man flüsterte von schrecklichen Verbrechen,
von Vernichtungslagern,
von Viehwaggons,
von Massengräbern,
von Vergewaltigungen und Plünderungen.
Wehe dem,
der eine warme Stube hatte
oder eine schöne Frau.
4.
In meine Stadt kamen die Barbaren.
Die ersten in Viehwaggons,
vermischten sich mit den Vertriebenen,
ohne Erde und ohne Hoffnung.
Die nächsten in Majestät der Macht.
Sie besetzten die Büros der Gestapoleute und deren Gefängnisse und Lager,
denn sie würden nützlich sein.
Zustimmend nickten sie,
als sie die hundertjährigen Eisenbahnen sahen,
so nützlich für Auschwitz und Workuta.
Sie warfen einen Blick auf die Hauptstraße,
auf Secession, Jugendstil, Bauhaus, Moderne —
und das war’s.
Sie spuckten,
diesmal in die Hände, und führten Kühe hinein,
erst ins Erdgeschoss, dann in den ersten Stock,
und schließlich in den zweiten.
Sie spuckten ein drittes Mal,
im übertragenen und im wörtlichen Sinn.
Das Lachen der Generationen ertönte
und ein geschichtlicher Furz geradezu —
ich weiß nicht, ob menschlich oder kuhhaft.
Ich weiß auch nicht,
womit sie die gefleckten Krasulen
und die vollbusigen Marynys fütterten.
5.
In meiner Stadt
zerstreuten sich die Barbaren,
versteckten sich in Ecken oder kletterten auf Prominenz-Leuchten,
und tun so, als wären sie
immer hier gewesen,
als stünde ihnen alles zu — für Verluste, Niederlagen, Leiden.
Sie verfälschten eure und unsere Geschichte,
schrieben sie in Lehrpläne und Lehrbücher.
Sie eigneten sich die Religion an,
nationalisierten die Gottesmutter
und die göttlichen Gesetze.
Sie kleideten Priester in Gewänder und Martyrologien,
damit niemand auf Gedanken käme.
Sie schickten Sportmannschaften in den Kampf
und Symphonieorchester,
um Ruhm zu schaffen,
und gründeten Volkstanzgruppen,
damit niemand fragte
nach Vergangenheit und Gegenwart,
nach Wurzeln
und nach der Blüte
der vielen wahren und großartigen,
unter die sie sich mischten
schon in den Viehwaggons
und später.
6.
In meine Stadt kamen die Barbaren.
Die ersten in Viehwaggons,
vermischten sich mit den Vertriebenen,
ohne Erde und ohne Hoffnung.
Die nächsten in Majestät der Macht.
Sie befahlen das Verschwinden
von Parks, Stadien, Schwimmbädern, Theatern, Restaurants, Bierstuben, Lesesälen und Museen.
Durch ein Wunder blieb ein Archiv erhalten,
und darin die Zeugen der Geschichte.
Es gelang auch, neue Parks, Stadien, Schwimmbäder, Theater, Restaurants, Bierstuben, Lesesäle und Museen zu bauen.
Bei jeder Eröffnung spielte man die internationale und die nationale Hymne,
die Flagge wurde gehisst,
es gab Reden über die strahlende Zukunft
und die wahre Geschichte,
ohne Zeugen und ohne Archiv,
denn Scham brannte oder die Zunge juckte.
Macht nichts —
was kann ein Wort gegen einen Stock,
ein Satz gegen eine Faust,
was kann Schweigen gegen Lüge.
Also hörten die Zeugen auf, die beschmutzten Lieder zu singen,
also hörten die Zeugen auf zu beten —
wozu auch,
wo doch schwere Sünden die Waage auswogen.
Das Archiv blieb durch ein Wunder bestehen,
denn die Barbaren wohnten in der Nachbarvilla,
und das Feuer hätte sich ausbreiten können —
so ein ganz gewöhnliches.
Ohnehin konnte niemand mehr lesen
in den Sprachen meiner Stadt.
7.
In meine Stadt kamen die Barbaren.
Die ersten in Viehwaggons,
vermischten sich mit den Vertriebenen,
ohne Erde und ohne Hoffnung.
Die nächsten in Majestät der Macht.
Sie schickten die Kinder auf die Friedhöfe,
Gräber zu zerstören,
Inschriften zu entfernen,
Namen, Nachnamen und Jahreszahlen.
Kreuze umzuwerfen, den unnationalen Christus mit dem Hammer zu zerschlagen.
Die Jungen gingen,
eine neue Welt bauend,
im Schatten der Kirche,
sie schlugen und lachten
und fluchten gewaltig.
Nur manchmal, beim Angelus,
oder während der Ernte,
verharrten sie
in genetischer
Nachdenklichkeit.
8.
In meine Stadt
kamen die Barbaren.
Sie verbrannten Theater und Vorhänge,
wühlten Gräber auf,
ob schottische oder italienische,
mit Kreuz oder mit Stern.
Sie zogen Uniformen an,
damit „ach“,
und Fräcke zogen sie an,
damit „oh“.
Sie stahlen das Licht vom Altar,
um zu prüfen,
ob unter den Achseln Nummern,
ob auf den Spermien Hakenkreuze.
Und als sie nichts fanden,
enttäuscht,
nahmen sie in ungewöhnliche Finger
Kopierstifte mit Kohlenpapier,
bewässerten sie mit Speichel,
und schon war es
wie es sein sollte.
9.
In meiner Stadt ließen sich die Barbaren nieder,
nachdem sie die Gastgeber vertrieben hatten.
Die wahren Menschen
trieben sie in die Enge,
mit Erinnerungen an rauchende Schornsteine und nationalen Hass
und mit Versprechen von Gerechtigkeit und Gleichheit.
Den einen nahmen sie Betten und Töpfe,
den anderen Gemälde und Bücher.
Sie nahmen reine Vornamen und unbefleckte Nachnamen an,
in Redaktionen und Bibliotheken fütterten sie die Kleinen,
in Kinos mischten sie Spreu mit Korn,
unverdaulich, doch nahrhaft.
Die Kirchen schmückten sich mit roten Messgewändern,
denn so ein Werkzeug war aus vielen lateinischen Tempeln geworden.
Sie verbanden Kundgebungen mit Gottesdiensten,
die Reifeprüfung mit der Unmöglichkeit der Wahl.
Jedem gaben sie nach …
Nur Gastgeber gab es nicht mehr, angeblich,
und angeblich gab es keine wahren Menschen,
denn ihre Zeit sollte erst kommen, angeblich,
oder auch nie.
10.
Als die Barbaren in meiner Stadt
aufhörten, Frauen zu vergewaltigen,
versuchten sie, ihnen den Kopf zu verdrehen.
Kristen wurden zu Krystynas,
Gerdas zu Marias,
Mädchen setzten sie auf Traktoren und Kräne,
ließen sie Vorarbeiterinnen und Lehrerinnen werden,
damit sie die Mundart und die Muttersprache vergaßen
und mit starker Stimme über weltliche Dinge sprachen.
Doch irgendwie gelang es nicht immer,
denn Klopsztangi und Gardinen störten,
und oft die einfache Anständigkeit.
So ein Nichts — und doch.
11.
in meine Stadt
kamen die Barbaren
sie gaben sich aus
für die Aufständischen des Herbstes und des Winters
zogen deren Mienen
und Heldentum über die Gesichter
stopften ihnen die Münder
und ertränkten die Zweifel
und als die Stunde
der Prüfung kam
muss man się entschuldigen
mit zerquetschten Hoden
und der Angst um die Familien
in die Geschichte
kann man es dennoch eintragen
und in Lehrbüchern
verstecken
und abrunden
denn rund
geht irgendwie
alles

12.
die Barbaren in meiner Stadt
ließen in den Fluss
Scheiße
Pisse und graue Seife
damit niemand Wasser trinken konnte
wenn sie die Hähne zudrehen
damit die Aufständischen
vor Durst verdorren
die Barbaren in meiner Stadt
stellten Wohnblöcke hin
mit blinden Küchen und feuchten Kellern
damit man kein Schwein halten konnte
oder den Kohlgeruch teilen
die Barbaren in meiner Stadt
verteilten Diplome
an noch Dümmere als sich selbst
und ernannten sie zu Kommissaren
Vorstehern und Sekretären
damit sie auf jeden Pfiff hören
sie bekamen Bezugsscheine
Schreibtische und Autos
Urlaub
am Meer oder in den Bergen
damit sie etwas zu verlieren hatten
13.
in meiner Stadt
ließen sich die Barbaren nieder
sie ließen auf die Straßen
ihre Töchter los – schön und ein wenig flatterhaft
ihre Söhne – belogen
oder heimlich erzogen
über die wahren Geschichten
in einer fernen Welt
in einer verlorenen Welt
auf Ländern verkauft
von Verwandten und Bekannten
auf den Straßen meiner Stadt
tauchten ein paar Flugblätter auf
ein paar Tauben erfroren
ein paar Mädchen bekamen Knüppelschläge
ein paar Jungen wurden verprügelt
von der Leine ließ man
Bergleute und Hüttenarbeiter, die man in Reserve hielt
die Juden, an allem schuld,
schickte man über das Meer
und erledigt war
die Teuerung von Schmalz
und Schweinekotelett
14.
in meine Stadt
kamen die Barbaren
ließen die Kinder der Barbaren frei
barbarische Enkel
in die große Welt
nicht den drei Königen entgegen
sondern der Vielfalt und Multikulturalität
Halloween und Santa Claus
dem Spott über die Heiligen
Martin
Barbara
Hiazynth
und Hedwig
in Hosen von jenseits des Ozeans
und Frisuren von jenseits des Meeres
sie verbreiten den Kult des Geldes
und den Kult der Ohnmacht
sie schneiden sich
dies und das
hier und dort
zwingen zur Dummheit
und wollen Brot essen
mit Butter
und Meeresfrüchte
und Wodka trinken
wie meine Freunde
ihre beschämten Vorfahren
die sich selbst treu blieben
irgendwo auf dem Dorf
und mit Ehre
15.
durch meine Stadt
zerstreuten sich die Barbaren
sie tun so, als würden sie ausgraben
als würden sie suchen
Worte
weise und gute
als würden sie solche lehren
was einzig hervorbringt
ku…
hu…
verpi…
schei…
und das reicht
denn so ist es
denn so ist es
denn ob ein Trottel
begreift
was
verlässlich
ausdauernd
ehrlich
kundig in Wort und Schrift
16.
durch meine Stadt
zerstreuten sich die Barbaren
sie tun so, als würden sie ausgraben
als würden sie suchen
die Wahrheit
sie gründeten Schulen und Universitäten
staatliche kirchliche private
Tages-, Abend- und Fernstudien
sie gaben Lehrbücher heraus
papierene abendliche und fernstudienartige
sie schrieben Lehrprogramme
wo du beim Lesen direkt nichts erfährst
wo du zwischen den Zeilen nichts erfährst
sie organisierten entscheidende Prüfungen
wo es um das Wiederholen eingepauckter Phrasen geht
und das Lösen gelöster Aufgaben – wo es um scheinbaren Sinn geht
und darum, die Wahrheit zu verstecken
vorsorglich
zuvor
fleißig glasiert
17.
durch meine Stadt
zerstreuten sich die Barbaren
versteckten sich in Ecken oder kletterten auf Leuchter
und tun so, als wären sie immer
hier gewesen
als stünde es ihnen zu
für Verluste, für Niederlagen, für Leiden
sie fälschten eure und unsere Geschichte
schrieben sie in nationale Gebete
und eigneten sich so die Religion an
verstaatlichten die Mutter
und die göttlichen Rechte
kleideten die Priester in Gewänder und Martyrologien
damit niemand auf den Gedanken käme
sie schickten Sportmannschaften
in den Kampf
und Symphonieorchester
damit niemand Ehre, Ruhm und Horizonte
anzweifelte
und gründeten Volkstanzgruppen
aus ehrlichem Willen
damit niemand zweifelte
damit niemand fragte
nach Vergangenheit oder Gegenwart
nach
wo die Wurzeln
wo die Blüte
der vielen großartigen
unter die sie sich mischten
noch in Viehwaggons und später
18.
in meiner Stadt
ließen sich die Barbaren nieder
Nachkommen der entführten Lendzanen
derjenigen, die die Lachen schlachteten
und Helden aus Leopolis
und jene, die auf Weiden ihre Schuhe flochten
und Verräter des auserwählten Volkes
und Gläubige an Budjonnys Kavallerie
Volk, oh Volk, unermessliches Meer
dessen Wellen sich mit Schaum mischen
das sich an Mikrofone heranmachte
heimlich Gelesenes zitierend
als wären es eigene Worte und ohne Verantwortung
Worte des Führers aus dem Osten und des Führers aus dem Westen
und einfache Worte drückten sie in die Kehlen
oder schlossen sie in ein Buch
für die Zeit der Feste des Friedens
und der Versöhnung zum Schein
19.
die Barbaren in meiner Stadt
merkten nicht
dass man nicht mit beschmutzten Schuhen ins Haus geht
dass man nach der Arbeit die Kleidung wechselt
dass man sonntags in die Kirche geht
dass man Alte und Eltern ehrt
die Barbaren in meiner Stadt
merkten nicht
dass manchmal öffentliche Toiletten
wichtiger sind als Volksversammlungen
die Barbaren in meiner Stadt
merkten nicht
dass man morgens keinen Knoblauch isst
und nach dem Sportunterricht duschen sollte
20.
in meiner Stadt
ließen sich die Barbaren nieder
Nachkommen der entführten Lendzanen
derjenigen, die die Lachen schlachteten
und Helden aus Leopolis
und jene, die auf Weiden ihre Schuhe flochten
und Verräter des auserwählten Volkes
und Gläubige an Budjonnys Kavallerie
den erwachsenen Söhnen die Schädel
und den milchigen Töchtern die Schöße rasierten sie
nannten sie Muscheln
sie verordneten Modernität
denn die Zeit war ruhig
sie pflegten ewiges Gedenken und verborgenen Hass
mit den Autos der Mörder
deren Waschmaschinen und Straßen
ihre eigenen
Gewissen
23.
Enkel, Nachbarn der Barbaren,
ihr selbst Barbaren,
und ihr, aus dem Land der Väter Vertriebenen,
und ihr Bewohner anderer Gegenden,
eure Kinder und Enkel,
denkt an den Preis,
der das leere Gelächter der Generationen ist
und die brennende Scham.
Ihr werdet keinen Diamanten in der Asche finden
und keine gemeinsame Pflicht erkennen.
Ihr langweilt nur noch,
indem ihr wiederholt:
geschichtliche Gerechtigkeit,
das Volk über dem Gesetz,
Christusse der Nationen,
Demokratie,
Mutter,
Königin,
Mehrheit, Moral, Gerechtigkeit.
Ihr zermahlt Worte,
tretet von einem Fuß auf den anderen,
schärft Kreuze zu Rasiermessern,
beschwört mit Gebeten
den jüdischen Gott weg,
als hätte er je
den Swiatowid vertrieben,
den eure erfundenen Brüder ersannen.
24.
Enkel, Nachbarn der Barbaren,
und ihr, aus dem Land der Väter Vertriebenen,
und ihr, die ihr euch ausgebt
für Geschichten,
zu spät niedergeschrieben
von Gauklern, Bischöfen und bösartigen Wirrköpfen,
aus den Fingern gesogene Erzählungen
von angeblich zustehenden Ländern,
Fleiß, Ordnung,
schwarzen Rittern,
Pfeifchen, Brieftäubchen,
Solidarität.
Lasst euch sagen:
Niemand wird euch richten,
denn die Richter sind erblindet,
indem sie die Gerechtigkeit nachäffen
vor der Geburt der Zeit.
Dass eure Zeit nicht vergangen ist,
weil es sie nie gab,
obwohl ihr unnormal seid, doch verbreitet.
Niemand wird euch richten,
denn die Richter sind erblindet,
indem sie die Gerechtigkeit nachäffen
vor der Geburt.
25.
Enkel, Nachbarn der Barbaren,
ihr selbst Barbaren,
und ihr, aus dem Land vertrieben,
das eure Großväter sich aneigneten,
statt mehrerer, die hätten erblühen können
durch mehrere Sprachen
an den Rändern mehrerer Reiche.
Ihr, die ihr euch mit ein paar griechischen Worten schmückt,
ihr, die Kaffee trinkt, übergossen
in Gläsern,
Waldschnaps zu Wacholdergeist verwandelt
und Gerste zu Branntwein.
Ihr, die eure Denker zwischen Zeilen versteckt
und sie in verschwiegenen Stammbäumen vergrabt.
Täuscht nicht mit dem Recht auf Lüge
und gestohlenen Reliquien.
Täuscht nicht mit erlittenen Kränkungen,
denn die Zeit ist vergangen
und es ist Zeit, zu lernen und zu arbeiten,
um nicht derselbe zu bleiben
vorher und nachher –
ein Schädling.
26.
Enkel, Nachbarn der Barbaren,
ihr selbst Barbaren,
und ihr, aus dem Land der Väter Vertriebenen,
und ihr Bewohner anderer Gegenden –
für euch hat es weniger Sinn,
denn Lesen ist eine schwere Kunst
und Verstehen beschämend fern.
Enkel, Nachbarn der Barbaren,
ihr selbst Barbaren,
und ihr, aus dem Land der Väter Vertriebenen,
und ihr Bewohner anderer Gegenden –
keiner von euch hat ein ausschließliches Recht
auf Religion, Wissenschaft und Geschichte.
Ihr seid kein auserwähltes Volk,
ihr seid kein Vorbild,
ihr erschafft keine Geschichte.
Ihr seid nicht einmal ein Staubkorn zu Füßen
derer, die ihr betrogen habt.
Ihr seid kein Grundstein
der Altäre eurer verlogenen Religion.
Ihr seid nicht einmal ein Plastikschild
mit dem Verbot der Ehrlichkeit.
Ihr seid nur ein kleiner Furz
nach Knoblauchwurst.
26.
In meiner Stadt
auf das Konto der aus Galizien Vertriebenen
haben sich die Barbaren breitgemacht.
Sie vermehrten sich in den annektierten Betten,
machten es sich bequem in den reprivatisierten Sesseln,
behängten sich mit nationalisierten Orden und Kreuzen,
täuschend ähnlich den Zeichen
einer Welt, die einst besetzt war
vom Meer bis zum Meer,
einer Doppelmonarchie,
von der nur
eine
wirklich war.
Die Barbaren befahlen:
eins zwei drei.
Die Barbaren befahlen
zum dritten Mal,
die Geschichte zu schreiben.
Da klammerten sich die Schreiberlinge fest,
die Journaille klammerte sich fest
und die Hysteriker
an die Hände der ehrwürdigen und hochwohlgeborenen
Gattung erster Klasse
und begannen zu saugen,
maßlos, schamlos,
und ohne Erinnerung.
Mit dem ausgesaugten Gift,
mit der ausgesaugten Galle
vergifteten sie Natur und Kultur,
von der Zivilisation ganz zu schweigen.
Unter die Vertriebenen
mischten sich die Barbaren
und begannen zu „tajojkować“,
doch es gelang ihnen schlecht.
Sie taten so,
als kämen sie von hier und von dort,
doch in Wahrheit
stammen sie von der Weide,
aus deren Bast sie
ihre Holzschuhe flochten, um zu den
Waggons und Bahnhöfen zu gelangen,
um sich einzumischen.
Und wirklich
können die Barbaren nur stolz sein
auf die Plumpsklos,
denn jene anderen Architekten
der Moderne
sind längst tot,
ermordet von den Braunen
und den Roten,
so ist es wirklich.
Galizien und dem Wilnagebiet
befahlen sie
im Namen von
„Halt den Mund“,
„beschmutze das Nest nicht“,
„sitz still“
im westlichen Norden und südwestlichen Westen
und „zeuge nicht“
von der Wahrheit.
Denn die Wahrheit kennt allein
der eine Bastschuh‑Bastard,
der nicht mehr auf der Weide,
sondern von der Kanzel,
aus der Redaktion,
von der Tribüne
den Atem raubt
und die Sprache nimmt.
27.
Mit einer Patina
dünnen Witzes bedeckt
erstarrte Alexander Graf Fredro
auf seinem Sockel.
Nichts nützt die lebendige Sprache
der italienischen Komödie,
nichts nützen zwei Auszeichnungen:
das Goldene Kreuz Virtuti Militari
und das Kreuz der Ehrenlegion
in zwergenhaften Umständen.
Denn auch hier sind sie angekommen,
untergemischt
wie Teer
unter die Vertriebenen
aus Lemberg, aus Stanislau
und kleineren Städten —
die Barbaren.
Ein wenig besänftigt
täuschten sie mit einem gefälschten Jan Kazimierz,
zogen einen heiligen Kreis
um die Schlacht bei Racławice.
In der Jahrhunderthalle spielten sie mit dem Namen,
um die Notwendigkeit zu rechtfertigen
einer mechanisierten Kościuszko‑Schule
und der Entkrönung des Adlers
auf der Nicht‑Rogatywka.
Und der Stadt nahmen sie
den Glanz
der Truppen
von Generalfeldmarschall Blücher,
die Gerechtigkeit Lassalles,
die drei Ringe Lessings.
Und in der Stadt den Glanz
des kopernikanischen
der Kollegiatkirche zum Heiligen Kreuz verdunkelten sie
mit Grabsteinen, gebrochenen Bäumen und Blumen.
Das alles
sind sie —
die Barbaren.
28.
Die Enkel der Barbaren,
ihre Kinder
und die Nachbarn der Barbaren,
ihr Barbaren selbst,
und ihr, die ihr aus dem Land der Väter vertrieben wurdet
aus Lemberg, Stanislau, Wilna
und kleineren Siedlungen,
und ihr Bewohner anderer Gegenden —
über euch zu schreiben hat wenig Sinn,
denn Lesen ist eine schwere Kunst
und Verstehen beschämend fern.
Vor allem aber für die Barbaren,
denn sie haben Macht
und Stärke
und Konten
und Elektroschocker.
Enkel, Nachbarn der Barbaren,
ihr Barbaren selbst,
und ihr, die ihr aus dem Land der Väter vertrieben wurdet,
verliebt in ein paar Landschaften
hinter der Hütte, hinter der Scheune, hinter dem Stall,
wie eine Elster in einen Knochen,
die in einer Pfütze hinter dem Abort
einen unermesslichen Ozean entdeckt,
und in die Lügen
über die Vertriebenen aus dem Land der Väter.
Aus Lemberg, Stanislau, Wilna
und kleineren Siedlungen.
Ihr Barbaren und ihr Kinder der Barbaren und ihr Enkel und Urenkel,
die Augen und Fäuste zusammenkneifend
beim Anblick Gottes
im Oppagebirge,
in Katalonien und im Baskenland,
in Jerusalem und Isfahan,
beim Klang Gottes
im Flug anderer Vögel als Störche,
in einer Melodie, die nicht hymnenhaft ist,
auf einem Weg, der nicht über Weichsel und Warthe führt —
die Sünde des Hasses
wird euch vergeben,
aber nicht vergessen.
Denn die Lüge schwimmt wie Scheiße oben,
und Blindheit und Taubheit
am Abgrund
nützen nichts.
Denn wahr ist:
Herberts Herr von der Natur
erwies sich
als Herr der Physik,
verweigerte das Lehren
an der roten Hochschule,
die sich verstecken wollte
im Schatten der Väter
der Mathematik und Ökonomie.
Was aufs Gleiche hinausläuft,
denn man kann nicht vergessen
unsere und eure Geschichte —
also vergesst nicht,
denn sonst werdet ihr vergessen werden,
und eure Kinder und Enkel und Urenkel werden belogen
und in eine Schlacht geführt,
diese oder eine andere.

Tekst w języku polskim na https://wachtyrz.eu/barbarzyncy-2013-wprowadzenie-do-gornoslaskiej-poezji-moralnej/?fbclid=IwY2xjawRVh_hleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEepQk6yklQaR-1t31CxfABSTOHvfnuq

W roku 1976 rozpocząłem pracę jako tłumacz symultaniczny podczas przeglądów filmów niemieckojęzycznych, w 1977 jako tłumacz w hucie Katowice, od 1988 pracuję jako tłumacz przysięgły.

Ostatnie egzemplarze Barbarzyńców: https://www.silesiaprogress.com/pl/p/Barbarzyncy-Aleksander-Lubina/343

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Aleksander Lubina

Górnoślązak/Oberschlesier, germanista, andragog, tłumacz przysięgły; publicysta, pisarz, moderator procesów grupowych, edukator MEN, ekspert MEN, egzaminator MEN, doradca i konsultant oraz dyrektor w państwowych, samorządowych i prywatnych placówkach oświatowych; pracował w szkołach wyższych, średnich, w gimnazjach i w szkołach podstawowych. Współzałożyciel KTG Karasol.

Ôstŏw ôdpowiydź