Śląsk, Śląsk, Śląsk… Śląszczyki Agnieszki Głębickiej
Śląsk, Śląsk, Śląsk… Śląszczyki Agnieszki Głębickiej
Moda na Śląsk wyraźnie wkroczyła już do głównego nurtu polskiej kultury. Pisze o niej Zbigniew Rokita na łamach „Dziennika Zachodniego”[1], odnotowuje ją również Polskie Radio przy okazji publikacji poświęconej Śląszczykom Agnieszki Głębickiej[2]. Jak każda moda, także ta przynosi utwory o bardzo różnej wartości: kryminały, sagi rodzinne, wielopłaszczyznowe powieści historyczne, reportaże, eseje i tomy poetyckie. Powstają one w różnych językach regionu, choć nadal zdecydowanie najczęściej po polsku. Górny Śląsk stał się rozpoznawalnym i atrakcyjnym tematem literackim, a zarazem nośną figurą utraconej pamięci, niejednoznacznej tożsamości, przemilczanej historii i rodzinnego dziedzictwa.
Moda ta jest mniej widoczna po czeskiej stronie granicy, choć przecież część regionu znajduje się także w Republice Czeskiej. Nie sposób jednak pominąć popularności twórczości Evy Tvrdej, której powieści prezentowano między innymi na antenie czeskiego radia, ani przede wszystkim ogromnego sukcesu trylogii Krzywy Kościół (Šikmý kostel) Karin Lednickiej. Pierwszy tom cyklu ukazał się również po polsku, w przekładzie Joanny Goszczyńskiej. Czeskojęzyczna literatura śląska ostatnich dekad stworzyła rozbudowany repertuar opowieści o Ziemi Hulczyńskiej, Śląsku Cieszyńskim i Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim: o wojnach, zmianach granic, przymusowych migracjach, utracie domu, pracy kobiet, przemocy państwowych klasyfikacji i rodzinach rozdzielanych przez konkurencyjne projekty narodowe.
Przywołanie tego kontekstu nie jest dygresją. Śląszczyki wpisują się bowiem w rozwijany po obu stronach granicy nurt „literatury genealogicznej”: niekoniecznie klasycznych sag, lecz różnego typu opowieści o dziejach rodzin, wykorzystujących zróżnicowane gatunki i strategie narracyjne. Ich podstawową strukturą jest historia rozpięta między kilkoma pokoleniami, a najważniejszymi figurami pozostają dom, ziemia, pamięć, rodzinny przedmiot, utracony język, zmienione nazwisko, a często także kobieta podtrzymująca ciągłość wspólnoty.
Agnieszka Głębicka podejmuje zatem temat ważny: próbuje opowiedzieć historię Górnego Śląska, a ściślej jego opolskiej części, z perspektywy kobiet, których doświadczenia do niedawna pozostawały na marginesie dominujących narracji historycznych. W centrum umieszcza życie codzienne, pracę, relacje rodzinne, religijność oraz sposoby zachowywania pamięci i poczucia przynależności. Systemowa przemoc wojny i okresu powojennego również pojawia się w powieści, ale częściej zostaje sprowadzona do działań konkretnych osób niż ukazana jako trwały mechanizm instytucjonalny.
Powieść ma kilka interesujących rozwiązań konstrukcyjnych: dwie główne bohaterki, Erykę i Agnes, różne plany czasowe, paralele między ich losami oraz elementy realizmu magicznego, przede wszystkim postać utopca i motyw „Maryjki Sudeckiej”. Problem polega jednak na tym, że niemal wszystkie zasadnicze tematy Śląszczyków zostały już wcześniej podjęte w literaturze górnośląskiej, nierzadko w sposób bardziej złożony, formalnie odważniejszy albo historycznie mniej wygładzony. Największą zaletą książki wydaje się więc nie oryginalność, lecz zebranie rozpoznawalnego repertuaru śląskich doświadczeń w przystępną i komunikatywną opowieść. Ta przystępność wiąże się jednak z uproszczeniem problemów etnicznych, językowych i politycznych, które w innych utworach pozostają nierozstrzygnięte, bolesne i niepokojące.
Dwutorowość
Dwutorowa konstrukcja należy bez wątpienia do zalet powieści. Zestawienie Eryki i Agnes pozwala pokazać powracanie podobnych konfliktów, a jednocześnie uniknąć całkowicie linearnej sagi rodzinnej. Przeszłość i teraźniejszość wzajemnie się oświetlają, a historia lokalna nie zostaje zamknięta w jednej epoce.
Czasami jednak symetrie są zbyt wyraźne. Bohaterki bywają podporządkowane określonym funkcjom: jedna reprezentuje zakorzenienie, druga wykorzenienie; jedna lokalną wiedzę, druga perspektywę zewnętrzną; jedna tradycję, druga nowoczesność; jedna katolicyzm, druga protestantyzm; jedna pracę ciała, druga refleksję. Taki układ porządkuje rozległy materiał, lecz miejscami redukuje postacie do reprezentantek określonych stanowisk.
Interesująco wypada zestawienie stosunku bohaterek do cielesności. Eryka reaguje na własne pragnienia poczuciem winy i uwewnętrznionym religijnym zakazem, podczas gdy Agnes dziwi się, że przyjemność może być uznawana za grzech. Wychowana w rygorystycznym domu pastora nie ma jednak dostępu ani do nowoczesnej, ani nawet do ludowej wiedzy o ciele, którą w ograniczonym stopniu mogła dysponować Eryka. Agnes pozostaje przy tym postacią mniej złożoną psychologicznie. Jej fascynacja Bellmerem, przejęta od kochanka, nie znajduje wyraźnego umocowania ani kontynuacji. Jest jednym z kilku potencjalnie ciekawych, ale porzuconych wątków.
Powieści brakuje również wyraźniejszego zróżnicowania głosów. Mimo obecności kilku perspektyw nadrzędna narracja często dopowiada sens wydarzeń i prowadzi czytelnika ku jednoznacznym rozpoznaniom. Wielogłosowość zostaje zapowiedziana przez konstrukcję, lecz nie zawsze znajduje pełne potwierdzenie na poziomie języka i światopoglądu postaci, choć należy docenić próby różnicowania ich wypowiedzi.
Proza Głębickiej jest na ogół płynna i komunikatywna. Sceny oparte na dialogu, konflikcie, absurdzie i czarnym humorze wypadają lepiej niż partie objaśniające. Narracja ma jednak skłonność do porządkowania reakcji czytelnika i dopowiadania znaczeń. Śląska mowa indywidualizuje część wypowiedzi, ale częściej pełni funkcję znaku lokalności niż odrębnego sposobu konceptualizowania świata.
Mikrohistoria kobiet
Najbardziej przekonujący jest podstawowy gest powieści: przesunięcie uwagi z wielkiej historii na poziom mikrohistorii domu, rodziny i ciała, a także z historii – upraszczając – „męskiej” na „kobiecą”. Wielkie wydarzenia pojawiają się poprzez ich codzienne skutki: konieczność utrzymania rodziny, nieobecność mężczyzn związaną ze służbą wojskową, pracą lub śmiercią, utratę domu, migrację, biedę, przymusową zmianę języka i pracę opiekuńczą. Pod tym względem Śląszczyki wpisują się w ważny nurt współczesnej literatury, który nie tyle „dodaje” kobiety do istniejącej historii, ile zmienia rozumienie tego, co w ogóle uznajemy za wydarzenie historyczne.
Nie jest to jednak rozwiązanie nowe. Podobną perspektywę odnajdujemy w Hanysce i Dzieciach Hanyski Heleny Buchner, Dziedzictwie i Czereśniową aleją Evy Tvrdej, Gruncie Anny Malchárkovej, Krzywym Kościele Karin Lednickiej, Godkach z babciōm Krystyny Loch czy Rozdrożach Sabiny Waszut (przywołuję tu teksty dostępne polsko- i śląskojęzycznemu odbiorcy). Bohaterki tych utworów przejmują zarządzanie domem i gospodarstwem, wykonują prace uznawane za męskie, utrzymują rodziny po odejściu lub śmierci mężczyzn, chronią dzieci, podejmują decyzje ekonomiczne i stają się depozytariuszkami pamięci. Ich sprawczość nie wynika na ogół z emancypacyjnej deklaracji, lecz z konieczności działania w sytuacji, w której wojna, państwo, kolektywizacja lub przemysłowa eksploatacja niszczą dotychczasowy porządek.
Na tym tle twierdzenie, że bohaterki Głębickiej są „silnymi, niezależnymi kobietami, które nie godzą się na narzucane im role i potrafią iść pod prąd”[3], wydaje się przesadne. Są niewątpliwie pracowite, odporne i zaradne. Potrafią przejmować obowiązki tradycyjnie przypisywane mężczyznom i działać w sytuacji kryzysowej. Nie oznacza to jednak automatycznie odrzucenia narzuconych ról. Eryka, ucząc się stolarstwa i wykonując „męski” fach, poszerza granice dopuszczalnej kobiecej aktywności. Trudno jednak uznać, że radykalnie kwestionuje porządek społeczny. Jej praktyczna samodzielność nie prowadzi do stworzenia alternatywnego modelu życia. Bohaterka nadal pozostaje silnie uwikłana w obowiązki wobec wspólnoty, religii, rodziny i pamięci.
Śląszczyki raczej umacniają stereotypową figurę „silnej Ślązaczki”, niż ją podważają. Siła kobiety objawia się w zdolności do znoszenia kolejnych ciężarów, przejmowania nowych obowiązków i opiekowania się innymi. Można nawet zapytać, czy wykonywanie „męskich” zadań nie oznacza po prostu dołożenia ich do istniejącego zestawu obowiązków kobiecych. Bohaterka nie zostaje uwolniona od troski, pracy domowej ani odpowiedzialności za moralne trwanie wspólnoty; otrzymuje jedynie kolejne zadania.
Najuczciwiej byłoby więc powiedzieć, że Śląszczyki pokazują nie tyle kobiety „idące pod prąd”, ile kobiety, które uczą się utrzymywać na powierzchni, podczas gdy nurt historii nieustannie próbuje je porwać. To obraz istotny i godny opowiedzenia, ale znacznie mniej emancypacyjny, niż sugerują promocyjne opisy książki.
Znane chwyty, znany repertuar
Współczesna literatura górnośląska wypracowała już bogaty repertuar narracji o pamięci, genealogii i niejednoznacznej przynależności. W Drachu Szczepana Twardocha wielopokoleniowa historia rodzinna zostaje rozbita przez nielinearną konstrukcję, wielojęzyczność i perspektywę nieludzkiego narratora, dla którego granice państwowe są nietrwałymi wyobrażeniami ludzi. Genealogia nie prowadzi tam do odbudowania bezpiecznej wspólnoty, lecz ujawnia powtarzalność przemocy i arbitralność narodowych klasyfikacji.
W Cebulowej ksiyndze umartych Mirosław Syniawa przepisuje rodzinną genealogię jako wspólnotową księgę sprzeciwu wobec dominującej pamięci. Użycie języka śląskiego nie stanowi lokalnego ornamentu, lecz pełnoprawne medium literatury i sposób odzyskiwania głosu. Kajś Zbigniewa Rokity komplikuje natomiast gest odzyskiwania rodzinnej śląskości przez ujawnianie niepewności i późności tego rozpoznania. Narrator nie otrzymuje gotowej genealogii, lecz musi mierzyć się z możliwością jej konstruowania i mitologizowania. W Godkach z babciōm Krystyny Loch oralność i relacja międzypokoleniowa organizują samą formę pamięci, stając się medium wypowiedzenia krzywd, traum i prób pojednania. Podobne struktury genealogiczne od lat rozwijają na czeskim Śląsku Eva Tvrdá, Anna Malchárková i Karin Lednická. Ich bohaterowie funkcjonują jednak w świecie, w którym narodowość, język, obywatelstwo i prawo do domu nie tworzą harmonijnej całości. Kolejne państwa zmieniają klasyfikacje mieszkańców, a rodziny zostają rozdzielane przez granice, wysiedlenia i konkurencyjne lojalności. U Lednickiej historia rodzinna jest nierozerwalnie związana z przemysłową modernizacją, relacjami klasowymi, wielojęzycznością i katastrofalną w skutkach eksploatacją węgla. W prozie Tvrdej i Malchárkovej ziemia oraz gospodarstwo nie są jedynie symbolami, lecz konkretną podstawą ekonomicznej egzystencji, przedmiotem dziedziczenia, konfiskaty, kolektywizacji i sprzedaży.
Wobec tego dorobku Śląszczyki nie proponują nowego spojrzenia na regionalną genealogię. Powieść gromadzi motywy, które stały się już rozpoznawalnymi elementami współczesnej narracji o Śląsku: wielopokoleniową rodzinę, wojny, zmienne granice, lokalną mowę, kobiety odpowiedzialne za utrzymanie domu, katolicką religijność, przemilczane traumy, przedmioty uruchamiające pamięć czy ludową demonologię.
Nie wszystkie te elementy zostają równie mocno osadzone w fabule. Książka ma skłonność do inicjowania potencjalnie ciekawych wątków bez ich dalszego rozwinięcia. W rezultacie czasami sprawia wrażenie katalogu tematów, które powinny znaleźć się we współczesnej powieści o regionie. Raczej kompiluje istniejący repertuar, niż znacząco go przetwarza.
Dom, ziemia i pamięć
Szczególnie wyraźnie widać to w przedstawieniu domu i ziemi. W Hanysce Buchner dom stanowi rezultat wieloletniej pracy, podstawę rodzinnej ciągłości i zabezpieczenie przed niepewnością. Po wojnie Maria wraca jednak do domu zajętego przez innych, a prawo wynikające z pracy, dziedziczenia i zamieszkiwania zostaje zastąpione decyzją nowej administracji. W Czereśniową aleją Tvrdej Edeltraud wraca do Třebomia po pięćdziesięciu latach i odkrywa, że dom fizycznie przestał istnieć. Rozpoznaje miejsce dzięki kamiennemu stopniowi i znakowi kamieniarza. Powrót nie prowadzi do odzyskania świata, lecz ujawnia różnicę między pamięcią miejsca a jego materialnym zniszczeniem. Z kolei w Gruncie Malchárkovej ziemia jest nie tylko własnością i żywicielką, ale także ofiarą kolejnych porządków politycznych. Kolektywizacja niszczy gospodarstwa, rodziny i przekazywaną przez pokolenia wiedzę, zaś współczesność przynosi dalsze utowarowienie i betonowanie pól.
W tych utworach dom i ziemia są nie tylko symbolami pamięci, lecz konkretną podstawą ekonomicznego przetrwania, przedmiotem dziedziczenia, konfiskaty, wysiedlenia i sprzedaży. Głębicka wykorzystuje podobny repertuar, ale nadaje mu mniejszą materialną, prawną i klasową gęstość. Dom, przedmiot i miejsce pełnią u niej przede wszystkim funkcje symboliczne. Rzadziej widzimy szczegółowo odtworzone zależności, które decydowały o tym, kto mógł zostać, kto musiał wyjechać, kto przejmował gospodarstwo i jaką cenę ponosili ci, którzy próbowali je zachować.
Polska śląskość
Najbardziej problematyczny wydaje się sposób przedstawienia kwestii etnicznych. Powieść eksponuje śląską mowę, obyczaj, katolicyzm i przywiązanie do miejsca, ale znacznie słabiej ukazuje śląskość jako doświadczenie politycznej i narodowej niejednoznaczności.
W przywoływanych wcześniej utworach identyfikacja bohaterów pozostaje niestabilna. Kolejne państwa przypisują im narodowość, wymagają deklaracji lojalności i na tej podstawie rozstrzygają o prawie do domu, pracy, edukacji czy bezpieczeństwa. Rodziny nie muszą mieć jednolitej orientacji, a lokalna przynależność nie chroni przed uznaniem za Niemca, Czecha, Polaka lub osobę niewystarczająco lojalną. Tożsamość mieszkańców nie jest wyłącznie sprawą kultury, lecz elementem polityki ludnościowej, ekonomicznej i językowej.
U Głębickiej śląskość zdaje się natomiast dość harmonijnie łączyć z polskością. Można argumentować, że odpowiada to ówczesnym poglądom części autochtonów, zwłaszcza związanych z polskim ruchem narodowym. Powieść zbyt rzadko jednak sygnalizuje, że był to tylko jeden z możliwych modeli identyfikacji, a zarazem model wspierany przez polską narrację państwową.
Brakuje wyraźniejszego ukazania ludzi, którzy nie rozpoznawali siebie ani jako Polaków, ani jako Niemców; tych, którzy zmieniali deklaracje pod presją; rodzin podzielonych narodowo i ideologicznie; osób, dla których najważniejsza była lokalność; wreszcie tych, którzy przyjmowali określoną identyfikację ze względów pragmatycznych. Zamiast niepokojącej wieloznaczności otrzymujemy opowieść o zasadniczo polskim rdzeniu śląskiej wspólnoty, częściowo zatartym przez germanizację, ale możliwym do odzyskania.
Taki obraz jest szczególnie wyraźny w postaci nauczycielki przybywającej z Poznania. Reprezentuje ona polską szkołę i projekt polonizacyjny, ale dzięki śląskiej niani zna miejscowy język – określany w książce jako gwara – i może łatwo nawiązać kontakt z autochtonami. Rozwiązanie to jest narracyjnie wygodne: pozwala spersonalizować proces polonizacji i nadać mu życzliwą, ludzką twarz. Motyw śląskiej niani działa jednak niemal jak biograficzne alibi. Nauczycielka nie musi zmagać się z własną obcością, uczyć lokalnej rzeczywistości ani dostrzegać przemocy instytucji, którą reprezentuje. Od początku dysponuje „kluczem” do wspólnoty. Sama ślōnskŏ gŏdka zostaje potraktowana jak łatwo odtwarzalna kompetencja, a nie język społecznie napiętnowany, wewnętrznie zróżnicowany i obciążony nierówną relacją władzy.
Znacznie ciekawsza byłaby postać naprawdę uwikłana: sympatyzująca z mieszkańcami, lecz jednocześnie uczestnicząca w procesie wypierania ich języka i narzucania państwowej genealogii. Dobre intencje nie musiałyby niwelować strukturalnej przemocy. W powieści konflikt ten zostaje jednak w dużej mierze wygładzony.
Katolicyzm jako spoiwo
Przekonująco Głębicka przedstawia znaczenie katolicyzmu dla zachowania lokalnej tożsamości. W części Górnego Śląska praktyki religijne, parafia i przydrożne miejsca kultu mogły podtrzymywać ciągłość mimo zmian granic, administracji i języka urzędowego. W Czereśniową aleją kościół jest jednym z niewielu elementów Třebomia, które Edeltraud rozpoznaje po pięćdziesięciu latach. W Gruncie kapliczka z inicjałami przodka staje się śladem rodzinnej genealogii i zapomnianej historii ziemi. Jednocześnie religijne zaangażowanie gospodarzy może w okresie komunistycznym stanowić podstawę represji i ograniczać dostęp do edukacji.
W Śląszczykach katolicyzm również działa jako medium pamięci i tożsamości. Bywa jednak zbyt łatwo utożsamiany z moralnym centrum śląskiej wspólnoty. Słabiej obecne są konflikty między instytucjonalnym Kościołem a religijnością ludową, udział religii w podtrzymywaniu patriarchalnych norm, różnice wyznaniowe czy związki między katolicyzmem a konkurencyjnymi projektami narodowymi.
Ciekawym wątkiem są potajemne spotkania modlitewne kobiet w stolarni Eryki. Modląc się i sztrykując, tworzą one tymczasową wspólnotę, która zostaje rozbita wskutek działań Bogatzkiej, udającej maryjne medium. Scena demaskacji oszustki i następującej po niej bójki należy do najlepszych literacko fragmentów książki. Łączy absurd, czarny humor, kobiecą wspólnotowość i krytykę religijnej manipulacji. Szkoda, że autorka nie rozwija tego wątku ani częściej nie sięga po podobny sposób obrazowania.
Warty uwagi jest również motyw „Maryjki Sudeckiej”, łączący religijność, kobiecą pamięć i realizm magiczny. Figurka wędruje między epokami i bohaterkami, stając się alternatywnym archiwum wspólnoty. To jeden z najbardziej nośnych pomysłów powieści, ale symbol zostaje obciążony zbyt wieloma funkcjami. Maryjka ma jednoczyć, leczyć pamięć, spajać plany czasowe, potwierdzać trwałość śląskości i łączyć rozdzielone niegdyś matkę i córkę. Nie pogłębia znaczeń, nie komplikuje, ale harmonizuje i ujednolica opowieść. Tymczasem przemoc wysiedlenia, nacjonalizacji czy rodzinnego wykluczenia nie zmniejsza się tylko dlatego, że bohaterki uczestniczą w tym samym imaginarium maryjnym.
Ludowa demonologia i niedokończone transgresje
Ambiwalentna jest obecność utopca. Jako istota związana z lokalnym krajobrazem i wyobraźnią reprezentuje pamięć starszą od państw, granic i urzędowych nazw; można dostrzec tu dalekie echo Twardochowego dracha. Utopiec staje się głosem tego, co wyparte, zatopione i niedopuszczone do oficjalnej historii. Jego rozmowy z Eryką pozwalają wyjść poza realistyczny porządek przyczynowo-skutkowy i uruchomić odmienny model pamięci miejsca.
Dopóki utopiec pozostaje figurą niejednoznaczną – realną, wyobrażoną albo pochodzącą ze świata pozaludzkiego – dopóty jest interesującym kontrapunktem opowieści. Traci siłę, gdy zaczyna bezpośrednio ingerować w fabułę i wymierzać sprawiedliwość. To jemu przypisuje się „wypadek” polskiego milicjanta uprzykrzającego życie Eryce. Ludowa demonologia staje się wygodnym mechanizmem usuwania konfliktu, rodzajem deus ex machina. Problem społecznej i politycznej przemocy zostaje rozładowany za pomocą nadprzyrodzonej interwencji, zamiast zostać rzeczywiście przepracowany.
Podobny problem dotyczy relacji Eryki z Brittą. Sam wątek pożądania między kobietami mógłby znacząco skomplikować przedstawiony model śląskiej kobiecości. W świecie podporządkowanym małżeństwu, macierzyństwu, religii i obowiązkowi rodzinnemu relacja ta mogłaby ujawnić doświadczenia, dla których wspólnota nie miała języka.
Powieść jedynie sygnalizuje taką możliwość. Britta jest zbyt słabo rozwinięta jako samodzielna postać, a jej relacja z Eryką nie prowadzi do wyraźnych konsekwencji psychologicznych, społecznych ani fabularnych. Nagromadzenie cech odróżniających ją od miejscowej wspólnoty – pochodzenia, języka, zachowania, stosunku do religii, sposobu życia oraz sugerowanej nieheteronormatywności – sprawia, że staje się figurą obcości bardziej niż pełnowymiarową bohaterką.
Obecność Britty wskazuje możliwość alternatywnego życia, ale powieść nie pozwala tej możliwości naprawdę wybrzmieć. Wątek, który mógłby podważyć tradycyjny wzorzec kobiecej biografii, zostaje sprowadzony do atrakcyjnego, lecz słabo zintegrowanego elementu. Przypomina pod tym względem stolarstwo Eryki: stanowi znak przekraczania norm, ale nie prowadzi do głębszej zmiany pozycji bohaterki.
Bez przełomu
Powyższe uwagi nie oznaczają, że moja ocena Śląszczyków jest jednoznacznie krytyczna. Głębicka potrafi budować wyraziste sceny oraz umiejętnie sięgać po absurd i czarny humor. Powieść może być wartościowym wprowadzeniem dla czytelników, którzy nie znają dobrze górnośląskiej historii, kobiecych doświadczeń pogranicza ani znaczenia religii i lokalnych praktyk dla podtrzymywania wspólnoty.
Dla odbiorcy rozpoczynającego spotkanie z historią regionu syntetyczność książki może być zaletą. Dla czytelnika znającego wcześniejszą prozę górnośląską szybko ujawnia się jednak przewidywalność wykorzystanego repertuaru.
Tam, gdzie Twardoch celowo dezorientuje, Syniawa zmusza odbiorcę do wejścia w śląszczyznę, Rokita problematyzuje własny proces odkrywania tożsamości, a Lednická rekonstruuje gęstą sieć zależności społecznych i historycznych, Głębicka częściej oferuje emocjonalnie satysfakcjonujące i łatwo dostępne rozpoznania. Górny Śląsk jest regionem skrzywdzonym przez historię, kobiety podtrzymują jego wspólnotę, religia i pamięć pozwalają przetrwać, a lokalna odrębność może zostać odzyskana (przeważnie w ramach polskości). Są to tezy ważne, ale nie nowe. Ich jasność zostaje przy tym osiągnięta kosztem powierzchowności opisu kwestii etnicznych i politycznych, stanowiących o specyfice górnośląskiego pogranicza.
Śląszczyki są zatem powieścią sprawną, komunikatywną i miejscami formalnie interesującą. Jej wartość nie polega na odkryciu nowych tematów, ale na zebraniu istniejącego repertuaru kobiecych i regionalnych doświadczeń w przystępną opowieść. Najmniej przekonująca jest deklarowana w promocyjnych opisach emancypacyjność bohaterek, których siła sprowadza się przede wszystkim do pracy, wytrzymałości i odpowiedzialności za innych. Równie problematyczne pozostaje wpisanie śląskości w polską genealogię oraz złagodzenie konfliktów etnicznych. Elementy mogące ten porządek destabilizować – relacja Eryki z Brittą, utopiec, wielojęzyczność i niejednoznaczność identyfikacji – są raczej sygnalizowane niż rozwijane.
W warunkach trwającej „mody na Śląsk” książka Głębickiej może znaleźć szerokie grono czytelników. Trudniej jednak uznać ją za nową lub pogłębioną interpretację regionalnej historii. Na tle prozy Buchner, Tvrdej, Malchárkovej, Lednickiej, Waszut i Twardocha, reportażu Rokity oraz genealogicznej poezji Syniawy (i wielu innych gorszych i lepszych tekstów) wydaje się nie tyle nieudana, ile spóźniona wobec literatury, która podobne problemy zdążyła już przedstawić odważniej, gęściej i mniej pojednawczo. Ostatecznie sytuuje się w obszarze literatury środka: przystępnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności i popularyzatorsko użytecznej, lecz niewnoszącej zasadniczej zmiany do sposobu opowiadania o regionie.
dr Karolina Pospiszil-Drong – ur. 1986 w Katowicach, badaczka literatury górnośląskiej, tłumaczka z czeskiego. O literaturze górnośląskiej pisze po polsku, czesku i angielsku, starając się ją odczytywać w kontekstach nie tylko lokalnych.
[1] https://dziennikzachodni.pl/nastala-literacka-moda-na-slask-jeszcze-w-poprzedniej-dekadzie-nikt-by-tego-nie-przewidzial/ar/c1p2-29206983
[2] https://www.polskieradio.pl/8/404/Artykul/3709187,Slaszczyki-Agnieszka-Glebicka-wiara-i-jezyk-ocalily-slaska-tozsamosc
[3] https://www.polskieradio.pl/8/404/Artykul/3709187,Slaszczyki-Agnieszka-Glebicka-wiara-i-jezyk-ocalily-slaska-tozsamosc

