ÔpinijePolecane

Śląska wizja polskości. Republikanizm inspirowany Eduardem Pantem

Doświadczenie Śląska jako pogranicza może w Polsce przypomnieć, czym naprawdę jest Rzeczpospolita — wspólnotą obywateli, a nie wyłącznie jednej grupy etnicznej. Śląska tożsamość ziemi nie kłóci się ani z partycypowaniem w kulturze języka polskiego, ani z obywatelskim życiem państwa. Inspiracją do tej refleksji mogą stać się takie postacie jak Stefan Batory, Eduard Pant, czy Władysław Anders. Łączyła ich myśl, że to odpowiedzialność za dobro wspólne decyduje o tym, kto należy do obywatelskiej wspólnoty państwa. To esej o republikanizmie, polskości i miejscu Ślązaków we współczesnej Polsce.

Jak często my, Ślązacy, stajemy przed koniecznością tłumaczenia się z własnej tożsamości? Jak często musimy wyjaśniać i uzasadniać, że słowa „jestem Ślązakiem” albo „czuję się Ślązakiem” opisują rzeczywistą tożsamość, a nie zachciankową deklarację, czy polityczną manifestację skierowaną przeciw komuś? Nie zaskakują mnie już pytania ripostujące: „Czyli nie czujesz się Polakiem?” albo „Co ci się w Polsce nie podoba?”. Podejrzewam, że bardzo podobne słowa słyszą Ślązacy mieszkający w Niemczech lub w Czechach. Dla wielu sam fakt przyznania się do śląskiej tożsamości rodzi podejrzenie, że oznacza to awersję do polskiej wspólnoty. A może warto odwrócić perspektywę? Zamiast analizować tych, którym zadajemy podobne pytania, przyjrzyjmy się tym, którzy te pytania zadają. Bo być może problem nie tkwi w śląskiej tożsamości, lecz w sposobie rozumienia tożsamości w Polsce. Być może to nie śląskość wymaga nieustannych wyjaśnień, lecz nasze wyobrażenie o tym, czym są naród, państwo i obywatelstwo polskie.

 

Batory a sprawa polska w Rydze

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

W głównej sali Domu Bractwa Czarnogłowych na Starym Mieście w Rydze uwagę przykuwa monumentalny portret polskiego króla — Stefana Batorego. Nie znalazł się tam przypadkowo. Umieszczono w niej wizerunki władców, pod których panowaniem znajdowały się ziemie dzisiejszej Łotwy. Rzadko uświadamiamy sobie, że znaczna część obecnej Łotwy oraz południowej Estonii należała w latach 1581–1621 do Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a część Inflant nawet do 1772 roku. Patrząc na portret Batorego, poczułem autentyczną dumę. Dumę nie dlatego, że był on etnicznym Polakiem – bo przecież nim nie był – lecz dlatego, że był królem państwa, którego przez historyczną ciągłość jestem dziś obywatelem. Jako Ślązak nie miałem najmniejszego problemu z tym, by uznać pamięć o jego dokonaniach za część mojego dziedzictwa.

Stefan Batory, książę Siedmiogrodu i władca pochodzenia węgierskiego, był jednym z najwybitniejszych monarchów w historii Polski. Można by nawet stwierdzić, że był ostatnim władcą, za którego czasów Polska była uważana za jedno z najsilniejszych państw w Europie. Nie przeszkadzało to, że nie był Polakiem z pochodzenia. Liczyło się to, że był polskim monarchą, mężem stanu i działał na rzecz państwa, któremu przewodził. Obecnie dyskusje o tym, co to znaczy być „prawdziwym Polakiem”, często koncentrują się na szukaniu „obcego” pochodzenia u osób publicznych. Sugeruje to, że „czyste” pochodzenie etniczne ma decydować o lojalności wobec państwa i identyfikacji z nim jako obywatel lub polityk. Gdyby konsekwentnie stosować takie kryteria, należałoby zakwestionować również miejsce Stefana Batorego w polskiej historii i w owej ryskiej sali. Byłoby to absurdalne. Może więc warto zadać sobie inne pytanie: czy o polskości naprawdę decyduje etniczne pochodzenie, czy raczej odpowiedzialność za wspólnotę polityczną, którą współtworzymy?

 

Śląsko-niemiecka szkoła Eduarda Panta

„My, jako mniejszość narodowa, nie mamy i nie chcemy mieć nic wspólnego z dążeniami i poglądami, które godzą w całość Państwa (…). Jako obywatele państwa polskiego znamy swoje obowiązki wobec państwa i zawsze też domagać się będziemy lojalnego ich spełniania.” Te słowa są dla mnie niemal obywatelskim przykazaniem. Padły 29 marca 1933 roku z mównicy Sejmu Śląskiego. Ich autorem był Eduard Pant. Jako lider Deutsche Katholische Volkspartei, poseł do Sejmu Śląskiego i senator II Rzeczypospolitej, był znaczącym przedstawicielem niemieckiej mniejszości narodowej w przedwojennej Polsce. Pant należał do nielicznych polityków mniejszości niemieckiej w II RP, którzy już na początku lat trzydziestych otwarcie sprzeciwił się Adolfowi Hitlerowi oraz ideologii narodowego socjalizmu. Jako katolik uważał nazizm za sprzeczny z chrześcijaństwem. Jako obywatel Polski podkreślał, że niemiecką cechą jest lojalność wobec państwa, którego obywatelem się jest. Pant zmarł w 1938 roku. Nie doczekał więc wybuchu II wojny światowej, ani wkroczenia wojsk III Rzeszy na Górny Śląsk. Miał szczęście. Trudno dziś powiedzieć, jaki los spotkałby go w nazistowskiej rzeczywistości. Nie ulega wątpliwości, że jego postawa wymagała odwagi. Dlatego jego myśl powinna inspirować i być wzorem dla nas na Śląsku. Słowa Eduarda Panta ukazują, że troska o własną kulturę i tożsamość nie stoi w sprzeczności z obywatelską odpowiedzialnością za państwo. Dziś dyskusja publiczna powinna prowadzić do szerszego pytania: czym jest Rzeczpospolita i jaka powinna być wspólnota jej obywateli? Bycie Ślązakiem nie stoi w sprzeczności z byciem lojalnym i odpowiedzialnym obywatelem Polski. Obywatelstwo jest relacją dwustronną. Oznacza nie tylko obowiązki wobec państwa, lecz także prawa, które państwo powinno gwarantować swoim obywatelom. Polska ma pełne prawo oczekiwać od Ślązaków przestrzegania prawa, udziału w życiu publicznym i gotowości do służby na rzecz dobra wspólnego. Z drugiej strony, jako obywatele deklarujący śląską tożsamość, mamy równie pełne prawo oczekiwać od państwa ochrony naszej kultury, języka i dziedzictwa. Nie jest to przywilej. Jest to naturalna konsekwencja republikańskiego rozumienia obywatelstwa.

 

Czy Polska jest Rzeczpospolitą?

Wróćmy jeszcze na chwilę na Łotwę. Kurlandia – generał Władysław Albert Anders pochodził z tej historycznej krainy na zachodzie Łotwy. Sam mówił, że jego rodzina miała korzenie niemieckie, szwedzkie i węgierskie. Jest symbolem polskiego patriotyzmu dla milionów. Dowodził Armią Polską w ZSRR, zorganizował ewakuację tysięcy Polaków z „nieludzkiej ziemi” i wygrał bitwę pod Monte Cassino. Znacznie rzadziej przypomina się jednak jego rozumienie polskości.

Profesor Norman Davies powiedział w jednym z wywiadów, że Anders reprezentował „starą”, klasyczną definicję Polaka. W jego przekonaniu pełnoprawnymi obywatelami Rzeczypospolitej byli nie tylko etniczni Polacy, lecz także Litwini, Ukraińcy, Żydzi czy Niemcy. Dawna Rzeczpospolita była państwem wielu narodów, języków i religii – taka była jej tradycja. Dlatego armia Andersa stworzona była przez niego z myślą o przedstawicielach różnych narodowości. Jedynie udziału Niemców nie zaakceptowały władze sowieckie. Można to zrozumieć, biorąc pod uwagę wojnę z III Rzeszą. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy Niemcy byli nazistami, a Eduard Pant jest tego najlepszym dowodem.

Tak naprawdę spór o polskość nie rozpoczął się wczoraj. Toczył się już w II Rzeczypospolitej. Z jednej strony istniała wizja Polski jako republiki obywateli – państwa, które swoją siłę czerpie z lojalności wobec wspólnoty politycznej oraz kultury języka, niezależnie od pochodzenia. Z drugiej strony rozwijała się koncepcja Polski definiowanej przede wszystkim przez wspólnotę etnicznego pochodzenia. Był to spór dwóch odmiennych sposobów myślenia o państwie. Wizja Andersa o Polsce republikańskiej ścierała się z nacjonalistyczną wizją Dmowskiego. Po wojnie zwyciężyła komunistyczna koncepcja państwa narodowo jednolitego. Paradoksalnie, mimo kolosalnych różnic ideowych, władze PRL i środowiska endeckie miały jedną wspólną wizję: etniczną homogeniczność państwa. Dawna, wielonarodowa tradycja Rzeczypospolitej prawie zniknęła z powszechnej świadomości z powodu powojennych przesiedleń, zmian granic i homogenizacji społeczeństwa.

Do dziś w polskiej debacie publicznej pobrzmiewa ten endecko-komunistyczny sposób myślenia.  Nadal zbyt często utożsamiamy państwo z jednym narodem rozumianym etnicznie, zamiast postrzegać je jako wspólnotę obywateli. Kolejnym wielkim mitem, który wmawia sobie sama polska prawica, jest jej rzekomy republikanizm. Niestety, jest ona w pełni etnonacjonalistyczną spuścizną  endecko-komunistycznej hybrydy.

Dlatego coraz częściej zadaję sobie pytanie: Czy dzisiejsza Polska jest rzeczywiście wspólnotą wszystkich obywateli, czy raczej państwem, które klasyfikuje ludzi przez pryzmat etnicznego pochodzenia? Chciałbym wierzyć, że bliżej nam do klasycznego rozumienia republiki.

 

Śląska szkoła republikanizmu

Dostrzegam szczególną rolę Ślązaków. Nie dlatego, że jesteśmy od kogokolwiek lepsi, ale dlatego, że nasze doświadczenie historyczne jest koegzystencją na styku kultur, języków i tradycji. Być może właśnie to dziedzictwo powinno stać się inspiracją do nowego myślenia o obywatelstwie. Postawa Ślązaków może pokazać, jak w praktyce działa państwo obywatelskie, jakie powinny być relacje między państwem a obywatelami i jaką rolę w życiu publicznym odgrywają tożsamość i pochodzenie etniczne. Często mówi się o potrzebie przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa. A gdyby pójść o krok dalej i zaproponować również przyjazny rozdział państwa od etniczności? Państwo nie musi definiować obywatela przez jego pochodzenie. Powinno definiować go przez jego prawa, obowiązki i udział we wspólnocie politycznej.

Marzy mi się śląska szkoła polskiej obywatelskości. Szkoła ludzi głęboko zakorzenionych we własnej kulturze, a jednocześnie cennych dla państwa, które współtworzą. W rzeczywistości niewiele nam do tego brakuje. Poprzez pracę, płacenie podatków, przestrzeganie prawa, zaangażowanie społeczne, pełnienie służby publicznej i uczestnictwo w życiu politycznym wypełniamy swoje role obywatelskie. Pozostaje jeszcze świadomie wpisać w kanon współczesnej śląskości obywatelskie rozumienie polskości. Wówczas będziemy mogli z pełnym przekonaniem powiedzieć: wypełniamy nasze obowiązki wobec państwa, dlatego mamy również prawo domagać się poszanowania naszych praw. Aby jednak było to możliwe, potrzebujemy dwóch rzeczy. Po pierwsze, nowej opowieści. Nie tylko o Śląsku i Ślązakach, ale również o Polsce jako wspólnocie obywateli. Opowieści zakorzenionej w symbolach zrozumiałych także dla większości społeczeństwa polskiego, odwołujących się również do wielokulturowej tradycji I i II Rzeczypospolitej. Lojalność wobec państwa nie zależy od pochodzenia etnicznego. Pokazują to przykłady Stefana Batorego, Eduarda Panta, Władysława Andersa i wielu innych, a nie unikanie, obrażanie czy stawianie barier. Po drugie, konieczna jest własna, dojrzała i mądra reprezentacja – demokratyczna, odpowiedzialna i jednoznacznie propaństwowa. Reprezentacja, która będzie mówiła głosem Ślązaków, a nie będzie traktowała ich wyłącznie jako element szerszej politycznej układanki. Bez własnej podmiotowości łatwo stajemy się narzędziem cudzych strategii i sporów.

 

Ślązak – obywatel Polski

Patrząc na Polskę w ten sposób, nie mam najmniejszego problemu, by powiedzieć o sobie: jestem polskim obywatelem śląskiej narodowości. W niemieckiej myśli politycznej od dawna rozróżnia się naród kulturowy (Kulturnation) i naród polityczny (Staatsnation). Być może właśnie te pojęcia pomagają lepiej opisać również śląskie doświadczenie. Ślązacy mogą stanowić wspólnotę kulturową, pozostając jednocześnie częścią politycznej wspólnoty Rzeczypospolitej Polskiej. Taka wizja wymaga jednak dojrzałości z obu stron. Ślązacy muszą być w pełni odpowiedzialni za państwo, którego są obywatelami. Rzeczpospolita Polska musi obdarzyć zaufaniem własnych obywateli i zrozumieć, że różnorodność nie jest zagrożeniem, lecz bogactwem republiki.

Czy jest to możliwe? Jestem przekonany, że tak. W trzecim wersie naszej Konstytucji RP, czytamy: „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”. To jasna deklaracja państwa i narodu obywatelskiego, politycznego. Na ile szczera i prawdziwa?

 

Dr Tomasz Hutsch

Ślōnzŏk narodzōny w Ôleśnie/Rosenberg na Gōrnym Ślōnsku, terŏzki miyszkŏ we Warszawie. Dochtōr ôd weterynaryje, popularizator ôd przirodnicych podszukowań, a tyż ślōnskij kultury. Ślōnski regionalista, bioregiōnalista a publicysta. Zastympnik kludzōncego ślōnskigo  stŏwarziszyniŏ REGIOS.

 

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź