Bartodziej & Soika: Jonasz naszych czasów
Każdy kto interesuje się polityką, zauważa rolę państwa w naszym życiu. Chcemy, aby państwo zapewniło nam bezpieczeństwo, porządek w kraju, sprawiedliwość i dobrobyt. Fundamentem współczesnego państwa jest umowa społeczna, zwana Konstytucją. Ustala ona podstawowe instytucje państwa i zasady ich działania. W państwach demokratycznych obowiązuje zasada trójpodziału władzy, której celem jest ochrona wolności obywateli oraz zapobieganie tyranii, poprzez wzajemne kontrolowanie się tych organów. Każdy wolny naród organizuje swoje państwo suwerennie, w nawiązaniu do swojej historii i kultury. W tradycji europejskiej, państwo jest reprezentowane przez króla lub prezydenta. Obaj powinni być symbolem jedności narodu, dbać o dobro wspólne, być strażnikiem Konstytucji i przestrzegać prawa. Powinni godnie nas reprezentować na arenie międzynarodowej, słuchać głosu społeczeństwa oraz przestrzegać zasad współżycia społecznego. Dobry prezydent powinien być po prostu mądry i reprezentować cały Naród. W praktyce, różnie to bywa. Także w Polsce.
Szopka rocznicowa
W Polsce koniec władzy królów nastąpił z powodu rozbiorów i zbyt wielkiej władzy szlachty. Władza prezydentów rozpoczęła się w II RP, ale przez pierwsze 4 lata formalną głową państwa był Naczelnik, Józef Piłsudski. Później, wykorzystując słabość prezydentów, rządził Polską jeszcze kilkanaście lat. W III RP jedynym prezydentem z którego rządów Polacy byli zadowoleni, był Aleksander Kwaśniewski. Tę szansę ma również obecny prezydent Karol Nawrocki, którego działalność po roku sprawowania władzy, pozytywnie ocenia ponad połowa Polaków. Jednak dla milionów Polaków, ze względu na szemraną przeszłość, jego wybór był szokiem. Jest pierwszym prezydentem, który nie zamierza łączyć obywateli o różnych poglądach politycznych. Nawrocki nie potrafi nawiązać owocnej współpracy z europejskimi przywódcami. Czepił się nieprzewidywalnego prezydenta Trumpa i opowiada, że zbudował z nim autostradę dla obecności wojsk USA w Polsce. Jako historyk zapomina, że tę „autostradę” przed wiekami zbudowali polscy generałowie, bohaterowie wojny o niepodległość USA: Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko oraz miliony zwykłych polskich emigrantów, którzy z innymi emigrantami i niewolnikami, od podstaw budowali dzisiejszą potęgę USA. Żaden Polak z wdzięczności, nie musi więc dziś „lizać butów” prezydentowi Ameryki. Natomiast Kancelaria Prezydenta uznała, że jakaś forma wdzięczności za rok pracy na rzecz Narodu należy się polskiemu Prezydentowi. Pod płaszczykiem rocznicy zaprzysiężenia Prezydenta Karola Nawrockiego, na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego urządzono wiec polityczny. Było na bogato. Zbudowano specjalną scenę wyłożoną czerwonymi dywanami oraz trybuny, które ozdobiono wężykami generalskimi. Ozdobą uroczystości był małopolski zespół dziecięcy „Zagórzańska siła” oraz wystąpienie Prezydenta, który przytaczał nam wiele liczb. Ze względu na wiek, wielu nie zapamiętaliśmy, ale utkwiła nam w pamięci liczba 700 doradców. Większość z nich była na trybunie, wznosząc okrzyki: Jesteśmy z tobą – Dziękujemy – Precz z komuną. I te ostatnie, samokrytyczne okrzyki najlepiej pasowały do tej rocznicowej szopki.
Polska SAFE
Na rocznicowej uroczystości nieobecni byli przedstawiciele Rządu; nie otrzymali oficjalnych zaproszeń. To nie dziwi, gdyż relacje między obozem Prezydenta i Premiera są przykładem wyjątkowo szorstkiej i konfrontacyjnej kohabitacji. Jednak kilka dni później, z okazji Święta Wojska Polskiego, musiało do takiego spotkania dojść. Święto WP jest obchodzone w dniu Wniebowzięcia NMP. Wspólna data tych świąt łączy się z datą Cudu nad Wisłą, co sprawia, że ten dzień ma dla Polaków wymiar duchowy i patriotyczny. Jednak tak Prezydent, jak i Rząd nie mieli chęci, nawet w tym bardzo świątecznym dniu, zrezygnować z konfrontacji w czasie defilady. Była ona oficjalnie zapowiadana i relacjonowana ze względu na skalę nowoczesnego sprzętu, jako największa defilada w historii. Oficjalne hasło defilady brzmiało: „Polska SAFE – Bezpieczna Polska”. Nawiązując do tego prowokującego opozycję hasła, Prezydent w swoim wystąpieniu krzykiem oznajmił, że WP nie potrzebuje obcojęzycznych przymiotników. Mówił: musimy mieć świadomość, że nie możemy zamknąć naszego bezpieczeństwa w sejfie, do którego klucze są w innych stolicach Europy. Bronił swojej, dziwacznej wizji finansowania armii, którą skrótowo rozumiemy tak – Złoto Glapińskiego ma przymioty dziewicze, może zrodzić dziesiątki miliardów euro na SAFE i pozostać w NBP nietknięte. Minister Obrony Narodowej Kosiniak- Kamysz, w tej kwestii odpowiedział Prezydentowi: odpowiem po polsku – „S” jak sojusze, „A” jak armia, „F” jak fabryki, „E” jak Europa i wskazał, jak wzrosły wydatki na armię. W swoim wystąpieniu Prezydent nie tylko mataczył w sprawie SAFE. Mówił, że dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna” jest od wieków wypisana na sztandarach WP, chociaż nastąpiło to w 1943 roku. Przedstawiał Polaków jako wielkich obrońców Monte Cassino, chociaż wystarczy znać pierwsze słowa pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino”, żeby znać prawdę. Polityka zakotwiczyła się w wojsku za rządów PiS, Nawrocki ją kontynuuje. Mamy u bram Polski wojnę, a Prezydent i Rząd mają kłopoty z porozumieniem się. Między Kancelarią Prezydenta, a MON trwa walka o kontrolę nad armią. To nie służy Polsce, ani Polakom i nie zmienią tego żadne krzyki Prezydenta.
Prezydent chaosu
Zaczynamy postrzegać prezydenta Nawrockiego jako człowieka niebezpiecznego i nieskutecznego; człowieka zarządzającego nieporządkiem. Przypomina nam postać Jonasza, biblijnego proroka izraelskiego, uważanego za człowieka sprowadzającego nieszczęście, przynoszącego pecha i ściągającego biedę. Postać Jonasza została również krytycznie przedstawiona przez wspomnianego przez Prezydenta w Dniu WP, poetę Zbigniewa Herberta. Herbert przedstawia go jako postać, której udaje się oszukać zarówno Boga jak i ludzi, postać działającą pod zmienionym nazwiskiem i uciekającą przed odpowiedzialnością. Można powiedzieć, że Herbert widzi go współcześnie jako spryciarza o wątpliwej kondycji moralnej, ukrytego pod fałszywym nazwiskiem. Tak się składa, że Nawrocki też ukrywa swoją tożsamość jako Tadeusz Batyr i zamiast odważnie wypełniać swoją prezydencką misję, woli się chować w „brzuchu wieloryba”, uosabiającego nam dziś pałac prezydencki. Tam praktycznie pozostaje bezkarny, gdyż nie odpowiada przed zwykłymi sądami powszechnymi. Tam też chowa się przed trudnymi procesami społecznymi i ucieka od realnych problemów, wetując na chybił trafił przesyłane mu do podpisu Ustawy. Czasem wygląda to niepoważnie, jak ostatnio w przypadku Ustawy „lex szarlatan”, gdyż wygląda, że staje w obronie podlaskich szeptuch i szarlatanów leczących salcesonem. Nie widzi skandalicznej sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym i na polu polskiej dyplomacji. Często w ogóle nie podejmuje decyzji, albo odkłada je w czasie, co jego minister tłumaczy, że nie ma terminu dla prezydenta; decyzja będzie wtedy, gdy Prezydent ją podejmie. Mówi: chcę być i jestem głosem polskiego narodu, ale to nieprawda. Jest głównie głosem polskiej prawicy i ma ambicję zostać jej ojcem chrzestnym. Prezydent często kończy swoje wystąpienia patriotyczną dewizą – Niech Bóg błogosławi Polsce. My pozwalamy sobie zakończyć nasze rozważania modlitewnym westchnieniem, wznoszonym w beznadziejnych czasach – Niech dobry Bóg ma nas w swojej opiece.
Gerhard Bartodziej Bernhard Soika


