ÔpinijePolecaneŚlōnskŏ Gŏdka

Postępujący strach przed językiem. O społecznych skutkach lingwicyzmu.

„Ślązacy i Kaszubi w Polsce to jedyne mniejszości, którym najbardziej przypisywano „podejrzliwość”, ale które przetrwały […]”

 

Język to nie tylko narzędzie komunikacji, to również sposób wyrażania swojej tożsamości oraz promocja kultury, z której się wywodzimy. Polityka strachu przed językami może prowadzić do ksenofobii, a ona staje się czynnikiem społecznego wykluczenia mniejszości etnicznych i narodowych.

Zatem czym jest lingwicyzm oraz czym się objawia? Najprościej moglibyśmy wytłumaczyć, że jest to dyskryminacja ze względu na język. Warto jednak przytoczyć tutaj badania językoznawczyni Katarzyny Liber-Kwiecińskiej, gdzie znajdziemy cytat pani profesor idealnie wpisujący się w naukową definicję tego zjawiska: „lingwicyzm należy rozumieć jako formę opresji taką samą jak rasizm czy seksizm” (Liber-Kwiecińska 2022: 108; Bielska 2012: 135)

Jakim sposobem język staje się przedmiotem dyskryminacji? Oraz dlaczego państwa i społeczeństwa obawiają się języków mniejszościowych? Odpowiedź na te pytania jest trudna, ponieważ pewne zachowania wynikają z postaw i wyznawanego etosu. Najczęściej podstawowe cechy humanizmu wynosimy z domu rodzinnego, jednak na przestrzeni lat, pod wpływem różnych bodźców i czynników zewnętrznych, takich jak idee polityczne czy sytuacja społeczna, mogą one ulec zmianie.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Ciężko byłoby nienawidzić kogoś od urodzenia, na przykład ze względu na język, dlatego musimy otwarcie mówić o tym, że takie postrzeganie rzeczywistości często jest skutkiem nurtów politycznych oraz ideologii, które wyznajemy lub którym ulegamy. Skutki takich negatywnych postaw wobec wszystkiego, co „inne”, mogą być zatrważające i destrukcyjne dla przyszłych pokoleń ludzkości.

Lingwicyzm to pojęcie stworzone przez Tove Skutnabb-Kangass i wprost opiera się na wyjaśnieniu dyskryminacji opartej na języku. Języku, który powinien być elementem wyróżniającym daną grupę, np. narodową czy etniczną. Ukazującym bogactwo oraz różnorodność tychże grup, ale również ich przywiązanie do swoistego „humanitas”, czyli „humanizmu”, pokazując, że jako ludzie, obywatele tego świata, pomimo różności, przynależymy do tego samego gatunku, który wspólnymi siłami musi koegzystować na naszej planecie.

Zauważalny jest związek między językiem a władzą. Nie raz zwraca się uwagę na to, że w krajach monolitycznych etnicznie język większości obywateli jest postrzegany jako język „prestiżu” lub jako ten język „właściwy”. Co jest oczywiście bzdurną teorią wykreowaną przez liderów i elity takowych krajów. Jest to również zabieg polityczny, który ma służyć zdyskredytowaniu mniejszości zamieszkujących te kraje.

Idealnym przykładem jest tutaj sytuacja krajów byłego bloku socjalistycznego, które głównie są pokomunistycznymi republikami zamieszkiwanymi przez Słowian. Natomiast w tych krajach utrwalił się model języka „jedynego”, obok rzecz jasna rosyjskiego. I tak, idąc za najbliższym przykładem, możemy spojrzeć na swoje podwórko, gdzie Polska jako państwo satelickie Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich miała stać się na wskroś satelitą sowiecką z polską władzą komunistyczną na czele, rzecz jasna pod kontrolą rządu moskiewskiego.

Tak samo miała się sytuacja w przypadku języków. Język polski mógł być nauczany i uznawany jako narodowy, ale Polska pozostawała w strefie wpływów ZSRR, dlatego rosyjski musiał pozostać obowiązkowym językiem w szkolnictwie. Stąd tak wielu Polaków do dziś potrafi bardzo dobrze mówić po rosyjsku.

Taka kolej rzeczy nie sprzyjała językom regionalnym oraz dialektom na terenie radzieckich satelit, których użytkownicy, będąc mniejszościami w tych krajach, ledwo co wyszli z różnego rodzaju opresji II Wojny Światowej czy powojennego reżimu komunistycznego. Ślązacy i Kaszubi w Polsce to jedyne mniejszości, którym najbardziej przypisywano „podejrzliwość”, ale które przetrwały ten trudny okres na kartach swojej historii. Inaczej wyglądała sytuacja z używanymi przez nich językami, na przykładzie swoim, jako użytkownika języka śląskiego (sam z dużą dozą zadowolenia używam już tego terminu), doznałem jeszcze parę lat temu zaskoczenia, gdy próbowano mnie utwierdzić w przekonaniu, że język, którym się komunikuję na co dzień jest nic nie znaczącą gwarą języka polskiego, którą posługiwać się w innych sytuacjach aniżeli w domu, jest po prostu według tych opiniotwórców – powodem do wstydu w Polsce. Na szczęście powoli wchodzimy w czasy, gdzie w dorosłość wchodzi wysławiane w niektórych tematach pokolenie Z, które ma całkiem inne podejście w tej sprawie i jest wręcz ciekawe tej „inności”.

Lingwicyzm prowadzi do ksenofobii, która ze względu na używany język, może stać się „markerem” obcego w kraju, w którym tego lingwicyzmu doznajemy. Mniejszości autochtoniczne to jedna sprawa, ale zależy nam często na cudzoziemcach jako naszych przyszłych pracownikach, bądź turystach wspomagających PKB kraju a tymczasem gardzimy nimi ze względu na język, który ze sobą przywieźli do nas, ze swojego rodzimego kraju.

Trzeba się pogodzić z tym, że zasada: „jeden naród – jeden język”, która w XIX i XX wieku budowała państwa narodowe Europy, nie przynosi już odzwierciedlenia w aktualnej rzeczywistości naszego kontynentu. Pomimo, że obecnie akcentowana jest dość mocno przez mniejszości narodowe i etniczne tych niegdyś monolitych etnicznie państw swoja obecność, to wciąż one stają się obiektem ataku i oskarżeń o separatyzm oraz stwarzanie zagrożenia dla integralności oraz jedności państwa. Pojawia się również argument kosztów edukacyjnych oraz administracyjnych związanych z utrzymaniem żywotności języka danej grupy – udzielenia wsparcia finansowego w tej gestii przez rządy centralne państw. Przykładem europejskich starań, gdzie walka o język i kulturę przekształciła się w polityczny ring stała się Katalonia, w której doszło nawet swego czasu do referendum niepodległościowego… Czy będziemy oceniać słuszność Katalończyków w podjęciu takowej decyzji? Nie, natomiast warto zwrócić uwagę na to, jak początkowo przychylny był rząd centralny w Madrycie w sprawie działań związanych z zachowaniem języka katalońskiego i ich kultury. W Polsce jest odwrotnie, grupy takie jak: Ślązacy i Kaszubi, nigdy w swej historii istnienia nie mieli jakiś specjalnych praw czy przywilejów, ich kultura i żywotność języka przetrwała tylko dzięki osobistym staraniom… Więc dlaczego dziś w dyskursie politycznym wokół uznania języka śląskiego jako języka regionalnego mówi się: „dziś język regionalny, a jutro do Niemiec”, albo „zakamuflowana opcja niemiecka – separatyści”, należałoby się zastanowić właśnie w tym miejscu czy to, aby nie są społeczne skutki szerzenia się lingwicyzmu i ksenofobii w naszym kraju.

Po przez te zjawiska pogłębiają się różne społeczne skutki, które mają wpływ na dalsze życie przedstawicieli mniejszości. Wykluczenie społeczne, ograniczenie dostępu do edukacji, problemy na rynku pracy to czynniki, które mogą wystąpić, ale nie muszą. Tak jak akcentowałem wcześniej, duży wpływ na to, jak społeczeństwa w przyszłości będą razem żyć, będzie miała charakterystyka przyszłych pokoleń.

Niestety częstym zjawiskiem jest stygmatyzacja użytkowników języków mniejszościowych, wyśmiewanie akcentów podczas publicznych rozmów, presja asymilacyjna w środowiskach, w których się znajdujemy, np.: środowisko pracy lub szkolne. Nie prowadzi to bezpośrednio do społecznego wykluczenia, natomiast może odegrać kluczową role w zachowaniu tożsamości użytkowników, czy chęci używania dalej swojej, rodzimej mowy. W ten sposób również może dojść do utraty dziedzictwa kulturowego, zanikania języków, czy utrata pamięci społecznej, co może prowadzić do całkowitej asymilacji całych społeczeństw.

Ochrona języków mniejszościowych jest jedyną odpowiedzią na szerzący się lingwicyzm, czy ksenofobię. Prawo do języka powinno być standardem ludzkiego życia, a nie zawsze tak jest. Wydaje się, że człowiek ma prawo do tak  wydawającej się wręcz „prozaicznej” rzeczy, jak kod językowy, którym się posługujemy, jednakże zdarza się, że i to próbuje się nam pod różnymi pretekstami odbierać. Są kraje, nawet na naszym kontynencie, które łamią wręcz międzynarodowe dokumenty chroniące to mniejszościowe dziedzictwo: Europejską Kartę Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, czy Konwencję Rady Europy. Nie chcę oskarżać kraju, w którym zamieszkuję o nieprzestrzeganie tych praw, natomiast jestem zdania, że Polska jako kraj, jeszcze nie dojrzała do tego, by ochronić kordonem prawnym swoje mniejszości, które bądź co bądź, siłą po 1945, po postanowieniach różnych traktatów nabyła. Może doczekamy się społecznej akceptacji, która doprowadzi do tego, że praca organiczna przedstawicieli tych mniejszości doprowadzi do jakiejś odgórnie sterowanej ochrony? Być może tak, warto mieć nadzieję i mówić o pozytywnych skutkach wielojęzyczności, ukazując różnorodność kulturową całego kraju, integrację zamiast asymilacji oraz kapitał społeczny na przyszłość.

Lingwicyzm jest szczególną formą dyskryminacji, która może prowadzić do marginalizacji całych grup społecznych i ograniczania ich możliwości uczestnictwa w życiu publicznym. To od nas, jako obywateli i członków społeczeństwa, zależy, czy ulegniemy ideom oraz wpływom promującym ksenofobię i niechęć wobec odmienności językowej. Społeczeństwo, w którym funkcjonują mniejszości narodowe, etniczne oraz regionalne, powinno wyzbyć się lęku przed „innością” i zaakceptować fakt, że różnorodność jest naturalnym elementem współczesnego świata.

Różnorodność językowa nie powinna być postrzegana jako zagrożenie dla jedności państwa, lecz jako jego wartość i kulturowe bogactwo. Mniejszości natomiast powinny rozwijać swoją kulturę oraz język z poszanowaniem porządku prawnego i wspólnoty politycznej, której częścią są. Tylko dialog, wzajemny szacunek i otwartość mogą doprowadzić do budowy społeczeństwa opartego na pluralizmie i współpracy.

Podsumowując, strach przed językami mniejszościowymi często nie wynika z realnego zagrożenia, lecz z uprzedzeń, stereotypów oraz niewiedzy. Ochrona języków regionalnych i mniejszościowych nie osłabia państwa, lecz wzmacnia jego demokratyczny charakter i pokazuje dojrzałość społeczeństwa. Im większa akceptacja dla różnorodności językowej, tym większa szansa na budowę wspólnoty opartej na wzajemnym szacunku, a nie na wykluczeniu.

 

Alan Jasik

 

Bibliografia:

[1] liber kwiecinska 2022: 108; Bielska 2012: 135

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Alan Jasik (Jaschik)

Ślōnzŏk nŏrodzōni wy Chrapkowicach na Gōrnim Ślōnsku. Na kŏżdidziyń bezmajś pōmiyszkuje wy Stradōni (gmina Walcy). Sztudynt, popularyzatōr ôd gŏdki a kultury ślōnsky, działŏcz na rzecz wodnygo strzodowiska a rynaturyzacyjy strzōdlōndowich wodōw, ślōnski regijōnalista, aktywista, społecznik, publicysta a pisŏrz - eszcze na zaczōntku. Hobbystycznie a szportowo - rybiŏrz. Zastympnik kludzōncygo regijōnalny stŏwarziszyniy REGIOS. Kludzōnci ôpolski ôddział Regios Ôpolski Ślōnsk (ROŚ).

Ôstŏw ôdpowiydź