KulturaPauzaPolecane

Opowieść szachtowa

Tak się to klepanie po klawiaturze zaczyna, ale jak się skończy, tego Jostont jeszcze nie wie, bo rajzy językowe prowadzą w roztamajte richtungi, zoboczymy kaj ten początkowy ekskurs nos zaprowadzi, gdyż już to słowo było – albo i jest – zrozumiałe tu i tam i owam, różnie zapisywane i wymawiane.

Urodzony w roku 1914 koło Lublińca etnograf profesor Adolf Dygacz zgromadził w czasie swojej działalności naukowej zbiór około 16 tysięcy melodii i tekstów ludowych z terenu naszego górnośląskiego hajmatu.

Przedstawiony poniżej zanotowany tekst utworu regionalnego powstał niewątpliwie w czasach, kiedy Górny Śląski węglem i stalą stał, a Górnoślązacy prezentowali się tożsamościowo w dobitnie wyartykułowany sposób:

Jestem sobie górnik z górnośląskich szacht,
wszyscy mnie kochają i z wiosek, i z miast.
Pracuję pod ziemią, hej, głęboko tam,
dla wszystkich na świecie czarny węgiel mam.
Ojciec, dziad i pradziad też górnikiem był,
pracę swoją kochał, tylko dla niej żył.
Póki tu będziemy węgla mieli w bród,
będzie żył w dostatku cały śląski lud.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Pokłady węgla jeszcze u nas są, ale coraz mniej fedrowane, siłą rzeczy górników też postępująco ubywa, za parę lat Barbórkę będzie się tak obchodziło jak obecnie św. Floriana. Te święta się tak jakoś specyficznie w górnośląskim kalendarzu co pół roku ułożyły – z tą samą datą dzienną.

Każdego 4 maja w telewizji można obecnie zobaczyć, że naszym strażakom mundury dobrze leżą. Jest to święto strażaków, na których pomoc możemy liczyć w dzień i w nocy. Ich patron, święty Florian, obchodzi wtedy swoje imieniny.

Na Górnym Śląsku jednak jeszcze nie tak dawno 4 maja był przede wszystkim świętem hutników, którzy również znajdują się pod opieką św. Floriana. Jednak hutnicy obecnie nie są już potrzebni, większość górnośląskich hut została zamknięta, a figury św. Floriana stoją w muzeach.

W związku z tym 4 maja media nie są już zainteresowane hutnikami. Również w kręgach kościelnym znaczenie hutników wyraźnie spadło. Hutnicy nie są tak atrakcyjni dla mediów jak strażacy podczas akcji ratowniczych lub świętujący w mundurach górnicy 4 grudnia, kiedy obchodzą Barbórkę, dzień świętej Barbary, swojej patronki.

Barbórka jest najpopularniejszym świętem określonej grupy zawodowej na Górnym Śląsku. Nie może być inaczej, biorąc pod uwagę rozwój przemysłowy Górnego Śląska. Czarne diamenty były i nadal są bogactwem mieszkańców Górnego Śląska.

W czasach transformacji energetycznej należy jednak zadać pytanie, kiedy po raz ostatni Barbórka będzie obchodzona z udziałem aktywnych górników. Nie wiadomo, ale ten dzień nieuchronnie nadejdzie. W dalszej perspektywie czasowej numerem jeden zostanie św. Symeon.

Jostont ułożył na tę okoliczność wiersz opisujący ten proces, z pewnością w dłuższej perspektywie czasowej nieunikniony, ale globalistycznie sztucznie przyśpieszany, prowadzący do deindustrializacji Górnego Śląska i Europy.

Eine kleine Regionalfeier
Des Schweigens Schleier
Wird schon dezent getragen
Man will nicht zu viel sagen

In der Zeit der Klimakonferenzen
Mit ihren eindeutigen Präferenzen
Für die Quellen der Energie
Grün ist die Farbe für sie

Deus ex machina
Überlassen wir alles China
Alles wird grün und etwas rot
Höhere Gewalt in der Zeit der Not

Mała uroczystość regionalna
Zasłona milczenia
Jest już spuszczana dyskretnie
Nie chce się mówić zbyt wiele

W czasach konferencji klimatycznych
Z ich jednoznacznymi preferencjami
W kwestii źródeł energii
Zielony jest ich kolorem

Deus ex machina
Wszystko Made in China
Świat staje się zielony i ciut czerwony
Siłą wyższą w czasach trudnych postraszony

Ludziom na Górnym Śląsku nie żyje się pomimo tego faktu źle – czy wystarczy trzymać te czarne diamenty pod ziemią i postawić na ich straży Skarbnika, żeby było ich w bród i będzie dobrze – lecz z pewnością inaczej, ale zawsze dzisiaj to nie wczoraj. Tyle o jakości życia jako takiej.

Więcej niż inaczej przedstawia się jednakże sprawa z tym ludem śląskim. Wczoraj – czyli tak na oko przed stu laty – to on był, sam się tak jednoznacznie zdecydowanie definiował, tak się też do niego zwracano.

Dzisiaj w większości mieszkańcy Górnego Śląska w coraz mniejszym stopniu utożsamiają się ze swoim miejscem wśród ludu śląskiego, nie odczuwają bycia jego cząstką i nikt się do nich również już tak nie zwraca – bo nie ma takiej potrzeby.

Górnośląski górnik i pisarz Maksymilian Jasionowski urodził się w roku 1867 w Piekarach Śląskich. W roku 1891 opublikował wiersz „Pielgrzymka do Piekar”, oddający jego zdaniem ówczesna sytuację ludu śląskiego, który jako się rzekło, wtedy ewidentnie istniał:

Siedząc dumam; w tem zajękły dzwony,
Cóż znów takiego? biegnę z ciekawości,
Patrzę – lud idzie, choć drogą znużony,
Lecz hymnem wielbi Boga w wysokości.
A cóż to za lud znów do nas przybywa,
Wielce strudzony, a wesoło śpiewa?
Oto pątnicy idą pełni wiary,
Już zapełnione są niemi Piekary.
Pannie Maryi hołdy swe składają,
Przynosząc z sobą w ofierze, co mają,
Na Kalwaryę, którą tu fundują;
Więc na to tutaj pątnicy wędrują.
Na czele z krzyżem jeden postępuje;
Godło to nasze, godło chrześcijaństwa,
Które przez wieki długie tryumfuje,
A które wszystkie pogniotły pogaństwa.
Za krzyżem idą osoby dziecinne,
Niosąc Maryi serca swe niewinne.
Za niemi panny, paląc w ręku świece,
Niosą obrazy ślicznie ustrojone,
I by złe wszelkie mijało ich w świecie,
Ku Matce świętej wyciągają dłonie.
Głowy swe zdobią we wieńce zielone;
W czystem ich sercu wiara święta płonie.
Tu znów młodzieniec śliczny sztandar niesie,
Koloru białego, także zielonego,
I mówię sobie: „Serce radujże się”.
Związek świętego to jest Alojzego,
Do których garnie się młodzieniec śląski,
I przystępuje w chrześcijańskie związki.
Spieszą za niemi mężczyźni strudzeni,
Na nich to ciężar zwykł się wszystek walić,
Staraniem ciągłem srodze obarczeni,
Spieszą do Matki, by Jej się użalić;
Błagalne oczy swoje ku Niej wznoszą,
Wielbiąc ją śpiewem, zlitowania proszą.
Starzy na końcu za niemi zdążają,
Już niektóremu prawie tchu brakuje,
Również z młodymi Matkę wychwalają,
Bo tutaj każdy spokoju uczuje;
I tak pątników, dzwonów wdzięczne głosy,
Wielbiąc Maryę, lecą wprost w niebiosy.
Wiara, nadzieja i miłość ich prowadzi,
Tu do tej Matki, by ich z tej niedoli
Wyrwać raczyła, boć ona nie zdradzi
Ludu takiego, co jest jak w niewoli,
Gdyby nie wiara, którą ukochali,
Źli ludzie by już dawno ich zdeptali.
O! ludu śląski, ludu ulubiony,
Co świętą wiarę chowasz w sercu swojem,
Chociaż we świecie jesteś pogardzony,
Bóg nie opuści cię po zgonie twojem,
Za twe ku Niemu szczere przywiązanie;
On Ci zgotuje w niebiesiech mieszkanie.
Nawiedzaj Matkę, która w tym Obrazie,
U nas przebywa i słynie cudami,
Chociaż niewiernik i w niektórym razie
Szyderczo śmieje się nad pielgrzymami,
On dozna, że Bóg pyszną głowę zniży,
Która Mu kiedy w swej chwale ubliży.

Cóż można powiedzieć obecnie – oczywiście subiektywnie – o ulubionym przez autora i jednocześnie wzgardzonym przez ówczesny świat ludzie śląskim? Jego większość jest obecnie już po zgonie i wierzymy, że w niebiosach znalazła mieszkanie – niemało z nich wcześniej pomieszkało jeszcze tysz kaj indziyj – a reszta jest w fazie tuż przed śmiercią kliniczną.

Wracając do Dygacza i tych górnośląskich szachtów. W pierwszej chwili nie brzmi to za bardzo swojsko, ale Jostontowi się przypomniało, że na Jonowie lotało się za bajtla tysz na Otoszacht – czyli do szybu wentylacyjnego o pierwotnej nazwie Otto-Schacht.

Słowo gruba – czyli kopalnia – było chyba bardziej popularne w użyciu od tego szachtu, który choć był używany, to jednak bez znajomości znaczenia pierwosłowu. Jostontowi kojarzyło się to najpierw jakoś z rosyjskim słowem oznaczającym kopalnię, zanim uświadomił sobie, że ta rosyjska szachta, to od Schacht.

W języku rosyjskim funkcjonuje do dziś zresztą słowo ruksak – oczywiście w odpowiednim zapisie cyrylicą – oznaczające to samo, jak się kiedyś godało tysz w naszym hajmacie o czymś takim jak plecak. Szkoda, że w rosyjskim jest, a po śląsku już prawie zanikło. Tak ja pospolita kiedyś rajzytasia, choć podobny wyraz złożony rajzefiber istnieje dzięki jego wchłonięciu przez literacki język polski.

Górnośląska Atlantyda językowa powoli niknie w falach oceanu. Dla ostatnich dinozaurów godających jeszcze naturalnym językiem ich górnośląskiego hajmatu zaczyna się już epoka lodowcowa.

dr Stefan Pioskowik – socjolog, politolog, autor szkicōw ô geszichcie Gōrnego Ślōsnka, wierszy a humoresek. Narodzōny w roku 1962 w Katowicach-Janowie, miyszkŏ we Mysłowicach.

Grafika generowana AI

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź