ÔpinijePolecane

List ôtwarty do Gościa Niedzielnego skuli artykułu ô ślōnskij gŏdce

Adam Wrazidło w odpowiedzi do artykułu z Gościa Niedzielnego w sprawie języka śląskiego. Komentarz ten został wysłany do redakcji Gościa Niedzielnego, jednak nie spotkał się z redakcją, więc zamieszczamy go u nas.

Szanowna Redakcjo Gościa Niedzielnego,

w wydanym niedawnym numerze tygodnika (nr 9/2026) pojawił się, na str. 43-54, a także na stronie internetowej, artykuł Jerzego Kopańskiego zatytułowany Śląski my naród?, będący komentarzem do zawetowania przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy dotyczącej uznania etnolektu śląskiego za język regionalny. Chciałbym się do niego odnieść w niniejszym liście, ponieważ w mojej opinii zawiera on w sobie bardzo poważne błędy oraz dopuszcza się manipulacji, a przez to obraża wszystkich mniej lub bardziej bezpośrednio zaangażowanych w sprawę ochrony języka śląskiego. Ja sam, choć nie jestem w żaden sposób powiązany ani ze środowiskiem politycznym, które ustawę tę wnosiło do Sejmu, nie piastuję żadnej publicznej funkcji w tej sprawie, jestem po prostu Ślązakiem, któremu leży na sercu sprawa mojego własnego języka i staram się w swoim środowisku pracować na rzecz jego ochrony oraz zmiany powszechnej świadomości w tym temacie, czuję się mocno dotknięty. Za tym bardziej skandaliczny uznaję fakt, iż tego typu tekst ukazał się w czasopiśmie katolickim, będącym w pewnym sensie oficjalnym kanałem Archidiecezji Katowickiej, kolportowanym na terenie Metropolii Górnośląskiej przede wszystkim w kościołach. Tygodnik, który z definicji swojej powinien łączyć różne, nawet nieraz sprzeczne stanowiska, szczególnie w czasach powszechnych podziałów, o których likwidowanie apelują kolejni papieże, w jawny sposób dokonuje jeszcze większej polaryzacji, de facto utożsamiając zaangażowanych w sprawę śląską (w dużej mierze katolików) z wyborcami jednej z opcji politycznych, której jest niechętny. Tak poważne spłycenie tematu i, po raz kolejny, sprowadzenie całej rzeczywistości do partyjnej wojenki „katolickiego” PiS-u z „lewacką” Platformą, przez poczytny tygodnik katolicki, jest w mojej opinii niedopuszczalne i skrajnie antykatolickie.

Czytając cały artykuł, można dojść do dwóch, bardzo wprost narzucanych, wniosków. Po pierwsze – nieistnienie języka śląskiego jest faktem językoznawczym, który nie jest przez nikogo poważnego podważany, po drugie zaś, wszelkie działania zmierzające do zmiany statusu etnolektu mają podłoże polityczne (a, wchodząc nieco głębiej, są finansowane przez Niemców oraz wykorzystywane przez Donalda Tuska jako element gry politycznej mającej na celu podburzenie Ślązaków przeciwko Prawu i Sprawiedliwości reprezentowanemu przez Karola Nawrockiego). Zaskakujące jest dla mnie, że po tylu latach od słynnego już nazwania „tego typu Ślązaków” przez Jarosława Kaczyńskiego „zakamuflowaną opcją niemiecką” (które to sformułowanie pojawia się zresztą w tekście Jerzego Kopańskiego) tego typu retoryka wciąż pojawia się w przestrzeni publicznej, ignorując zupełnie faktyczną sytuację na Górnym Śląsku; fascynujące jest dla mnie również to, iż Gość Niedzielny bez żadnego oporu publikuje na swoich łamach ewidentnie fałszywe stwierdzenie, żeby nie powiedzieć kłamstwo.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Kłamstwo to dotyczy mianowicie stwierdzenia, jakoby uznawanie etnolektu śląskiego za dialekt języka polskiego było konsensusem językoznawczym. Autor artykułu powołał się w tej kwestii na trzech badaczy, profesorów Miodka, Bralczyka oraz Markowskiego, zupełnie ignorując niemałą liczbę językoznawców, którzy wypowiadają w tej sprawie zdanie całkowicie przeciwne. Argumentami wspomnianych zaś językoznawców mają być: brak skodyfikowanej gramatyki i ortografii języka śląskiego, typowej dla języków standardowych, brak językoznawczych kryteriów umożliwiających uznanie dialektu śląskiego za odrębny język, a także fakt, że wszyscy użytkownicy etnolektu w sytuacjach oficjalnych przechodzą na polszczyznę ogólną. Jednocześnie autor przywołał również, w charakterze polemiki, profesora Antoniego Dudka, który stwierdził, iż nauka w sprawie rozstrzygnięcia o istnieniu dialektu bądź języka śląskiego nie wydała żadnego absolutnego wyniku ani wyroku. Stwierdzając jednak uczciwie, należy przyznać profesorowi Dudkowi rację, argumenty profesorów Miodka, Bralczyka i Markowskiego nie są zaś ani niepodważalne, ani nie wyrażają zdania całego środowiska językoznawczego.

Ja, choć sam nie jestem językoznawcą, nie musiałem zadawać sobie zbyt wiele trudu, aby znaleźć kontrargumenty dla przywołanych w artykule. Nie jest bowiem prawdą, iż nie istnieje ustalona ortografia czy skodyfikowana gramatyka języka śląskiego. Oczywiście, nie istnieje na pewno w tak dużym rozmiarze jak odpowiadające jej opracowania dotyczące języka polskiego, trudno jednak byłoby porównywać języki o tak odmiennej historii kodyfikacji. Powszechnym jednak jest posługiwanie się przez piszących w języku śląskim tak zwanym alfabetem ślabikŏrzowym, dla którego najpełniejsze opracowanie językowe wydał w 2022 roku profesor Uniwersytetu Wrocławskiego Henryk Jaroszewicz, autor Zasad pisowni języka śląskiego, publikacji naukowej zawierającej w sobie zasady ortografii i gramatyki tegoż języka, a także bardzo obszerny słownik ortograficzny. Jeżeli praca ta nie jest przejawem standaryzacji ortografii, to, proszę wybaczyć, ale trudno mi wyobrazić sobie, co miałoby nią być. Być może miałaby to być instytucja państwowa, która te normy w piśmie mogłaby narzucić użytkownikom, trudno jednak o jej powołanie bez ustawowego uznania etnolektu za język – w ten sposób jednak dochodzimy do pewnego paradoksu, w którym odmawiamy prawa do uznania za język ze względu na brak instytucji niemożliwej do powołania bez tegoż uznania.

Argument profesora Miodka, zgodnie z którym każdy użytkownik śląszczyzny w sytuacji oficjalnej posługuje się językiem polskim, w mojej opinii należy uznać za dowód anegdotyczny, nie spełniający żadnych kryterium naukowości. Nie wiem, czy zostały przeprowadzone badania w tym zakresie, podejrzewam, że profesor odnosił się raczej do swoich osobistych doświadczeń; w tym świetle jednak ja również mogę się do własnych doświadczeń odnieść – sam nie „przestawiam” się na język polski, jeżeli wiem, że nie jest to konieczne dla udanej komunikacji, a więc gdy wiem, że mój rozmówca również posługuje się językiem śląskim. Tak samo jednak przestawiłbym się na hiszpański, gdybym rozmawiał z Hiszpanem, co, jak mi się zdaje, nie dowodzi, iż polszczyzna miałaby być dialektem języka hiszpańskiego. Ponieważ jednak moje osobiste doświadczenia nie mogą być wystarczające w debacie naukowej, pozwolę sobie przywołać kilka innych przypadków: 19 marca br. na Politechnice Śląskiej w Gliwicach zorganizowany zostanie „Science Slam po ślōnsku”, będący w istocie przedstawieniem przez dziesięciu naukowców (z dziedzin pozajęzykoznawczych) referatów naukowych w języku śląskim, dotyczących ich badań. Dodatkowo, w Uniwersytecie Śląskim w przeszłości odbywały się fakultatywne lektoraty z języka śląskiego dla studentów, wydano również kilka artykułów naukowych w tym języku: jako pierwszy Regijōnalnŏ roztōmajtość ślōnskij gŏdki a jeji kodyfikacyjŏ spoziyrani refleksyjnych używŏczōw w kōntekście jynzykowyj rewitalizacyje Kamila Czaińskiego[1], doktoranta Polskiej Akademii Nauk; poza tym pisali takie artykuły między innymi Bartłomiej Wanot i Krzysztof Bulla[2]. Do tego w 2025 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim obroniono pracę magisterską w języku śląskim[3] Wydaje mi się oczywistym, iż działalność naukowa jest przestrzenią publiczną, zatem nieprawdziwym jest stwierdzenie profesora Miodka, jakoby Ślązacy zawsze przestawiali się na język polski. Nie wspomniałem w tym miejscu o całym mnóstwie przejawów języka śląskiego poza przestrzenią nauki, przede wszystkim na niwie artystycznej (dość powiedzieć o fenomenalnym monodramie Mianujōm mie Hanka Alojzego Lyski, w wykonaniu Grażyny Bułki, transmitowanym w telewizji publicznej) czy w wielu innych przestrzeniach (chociażby napisy po śląsku w marketach znanych marek czy, wracając do moich doświadczeń, teksty mojego autorstwa w wydawanej przez Urząd Miasta i Gminy Toszek gazetce Po troszku o Toszku). Warto w tym miejscu wspomnieć, iż profesor Miodek jest często przywoływany jako główny autorytet przy okazji sprzeciwiania się próbom uznania etnolektu śląskiego za język, ze względu na jego wypowiedź sprzed kilkunastu lat, która wciąż jest wznawiana w kolejnych tekstach bez adnotacji o czasie jej powstania, mimo, iż została wypowiedziana w zupełnie innych okolicznościach społeczno-językowych, niż te, które na Górnym Śląsku występują obecnie. Na ten temat jednak nie będę się rozwodzić, w Internecie nie brakuje bowiem bardzo solidnych tekstów polemicznych z profesorem.

Można się za to zgodzić z profesorem Markowskim, że nie ma jednoznacznych kryteriów językoznawczych umożliwiających uznanie dialektu śląskiego za język. Należy jednak uczciwie przyznać, że nie ma również takich kryteriów w drugą stronę. Językoznawstwo nie jest nauką ścisłą (które to nauki ścisłe zresztą również nie są wcale jednoznaczne ani niepodważalne i opierają się w dużej mierze na konwencji, co zauważył już na początku XX wieku Henri Poincaré; wydaje się jednak, że po upływie ponad stulecia wciąż się o tym zapomina, przenosząc co gorsza to przekonanie na nauki humanistyczne) i z definicji swojej nie może mieć ścisłych kryteriów wyznaczających granice swoich pojęć; są to bowiem zawsze kwestie ostatecznie odwołujące się do pewnej umowności. Istnieją zatem na gruncie językoznawstwa zarówno argumenty za, jak i przeciw uznaniu etnolektu śląskiego za odrębny język; żadne z nich nie są jednak przeważające, co nie jest niczym dziwnym, ponieważ kwestia ta ostatecznie zawsze wychodzi poza językoznawstwo i dotyka socjologii oraz polityki. Dość powiedzieć, że w Chinach, w świetle wielu opracowań, nie istnieją odrębne języki chińskie, a jedynie dialekty standardowego chińskiego; są one jednak często wzajemnie niezrozumiałe i w warunkach europejskich raczej zostałyby uznane za odrębne języki. Podobnie kwestia rozróżniania języków słowiańskich, pomijając już język śląski, jest sprawą pewnego uznania, zwyczaju, tradycji i wpływów państwowych. Retoryka używana przez najbardziej zagorzałych zwolenników zaliczenia języka śląskiego do dialektów polskich mogłaby bez większego problemu zaistnieć w XIX wieku, w warunkach rusyfikacji narodu polskiego, z kosmetyczną jedynie modyfikacją, jako zbiór argumentów do uznania polszczyzny za dialekt języka rosyjskiego, czego przecież nikt poważny nie czyni. O kwestii niejednoznaczności językoznawczej w zakresie uznania etnolektu śląskiego za język pisała chociażby profesor Jolanta Tambor[4], zresztą wypowiadająca się pozytywnie o istnieniu języka śląskiego. Nie jest zresztą w tej opinii odosobniona, ponieważ ja sam nie jestem w tym zakresie żadnym autorytetem, pragnę przywołać, poza profesor Tambor chociażby wspomnianych już w moim liście profesora Jaroszewicza czy autora pierwszego artykułu naukowego w języku śląskim, Kamila Czaińskiego. Osób po tej stronie barykady można przywołać by jeszcze więcej, wydaje mi się jednak, że już ta trójka dowodzi faktu, że w tej sprawie nie istnieje konsensus, nawet pośród językoznawców.

Wydaje mi się, że należy przy tej okazji zwrócić uwagę na bardzo rażący błąd merytoryczny w artykule Jerzego Kopańskiego, który kilkakrotnie nazwał etnolekt śląski “gwarą” (“osoby posługujące się gwarą śląską zyskałyby ustawowe prawo do nauki tej mowy albo nauki w tej mowie. (…) Media publiczne zostałyby zobowiązane do uwzględnienia potrzeb tej grupy, m. in. przez emitowanie programów informacyjnych w gwarze śląskiej”). Nomenklatura taka, choć w polskiej świadomości społecznej powszechna – sam od dziecka słyszałem o „gwarze śląskiej” i jeździłem na konkursy tejże gwary – jest niepoprawna, etnolekt śląski, jeśli bowiem nawet nie uzna się go za odrębny język, jest co najmniej dialektem, a więc zespołem gwar. Gwara bowiem jest odmianą języka używaną na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, nawet jednego miasta czy kilku miejscowości; nie może być zatem mowy o gwarze śląskiej obejmującej w zasadzie cały Górny Śląsk. Nie wiem, skąd pochodzi Jerzy Kopański ani jakie ma kompetencje w tym temacie (być może nawet większe od moich), zakładam jednak, iż nie ma zbyt dużej styczności z językiem śląskim, co widać w ostatnim, niezwykle pogardliwym zdaniu artykułu: „Tak nie ma, godom ci, chopie”. Zdanie to, usilnie stylizowane na śląskie, zawiera jednak błąd, którego żaden Ślązak by nie popełnił – powiedzielibyśmy „tak niy ma”. W mojej opinii silenie się na użycie etnolektu śląskiego, nieudolne w dodatku, na końcu bardzo antyśląskiego artykułu, użyte w dodatku w charakterze ataku na przeciwnika politycznego, bardzo źle świadczy o autorze tekstu.

Podobnych, choć utrzymanych już na gruncie języka polskiego, wypełnionych pogardą stwierdzeń w stronę środowiska Donalda Tuska, w tekście (w, przypominam, katolickim tygodniku) nie brakuje. Są one często zespolone z kolejnymi argumentami przeciwnymi uznaniu języka śląskiego, argumenty te jednak w mojej opinii są tak słabe, że w rzeczywistości są policzone jedynie na wymierzenie ciosu w stronę środowiska partii rządzącej. Otwierając tę kwestię, szczególnie mnie oburzającą, wykorzystuje bowiem pan Kopański język śląski jako broń w wojence partyjnej (a więc robi dokładnie to, co zarzuca Tuskowi), pragnę wyraźnie zaznaczyć, że do sympatyków Koalicji Obywatelskiej z całą pewnością nie należę, a więc również moje opinie w tym temacie nie są w żaden sposób podyktowane chęcią obrony premiera i jego środowiska.

Czytając artykuł Jerzego Kopańskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że jego celem tak naprawdę nie jest ustalanie faktów w sprawie statusu etnolektu śląskiego czy dojście do prawdy na tym polu, a jedynie skrytykowanie działań Donalda Tuska; kwestie językowe są zaś jedynie przykrywką. Nazwisko premiera pojawia się bowiem w tekście kilkakrotnie, czasem w zupełnie niezrozumiałych dla mnie kontekstach. Pisze bowiem autor: „Warto zauważyć, że nie ma jednej mowy śląskiej, są tylko niekiedy znacznie od siebie różniące się dialekty. A gwar śląskich jest kilkadziesiąt. (…) Czy stworzenie oficjalnego i certyfikowanego języka śląskiego nie zniszczyłoby tej różnorodności, tego europejskiego bogactwa, nad którym tak lamentował Donald Tusk?”. Nad niekonsekwencją w zakresie użycia terminu gwary już nie będę się zatrzymywał, uderza mnie jednak wzgarda do przywołanych wcześniej słów Tuska o języku śląskim jako bogactwie kulturowym Polski i Europy. W mojej opinii zacytowane zdanie wyraża niechęć nie tylko do samego premiera, ale także do samej sprawy języka śląskiego, prześmiewczo odnosząc się do kwestii zaniku jego różnorodności i zupełnie ten problem bagatelizując. Obecna sytuacja społeczna etnolektu śląskiego jest zaś na tyle poważna, że słowa pana Kopańskiego są dla mnie osobiście obraźliwe. Dramatycznie zauważalny jest zanik mojej mowy na rzecz języka polskiego, szczególnie w najmłodszym pokoleniu, wynikający, jak mi się wydaje, przede wszystkim z silnie wbudowanego przeświadczenia o niższości „gwary śląskiej” względem „języka literackiego”. Trudno będzie to przekonanie zmienić, po latach, o ile nie stuleciach, szykan (ze strony niemieckiej w XIX i XX wieku, a także polskiej po II wojnie światowej), a także permanentnego ukazywania języka śląskiego publicznie w kontekstach jedynie żartobliwych i groteskowych (serial Święta wojna czy działalność kabaretów), bez uznania etnolektu za język regionalny. Pan Kopański wspomina, że dialekty i gwary są objęte w Polsce ochroną, jest to jednak opieka iluzoryczna, bez większego przełożenia na rzeczywistość. Uważam (i nie jestem w tym zdaniu odosobniony), że bez systemowego wsparcia języka śląskiego, bez możliwości jego nauczania w szkołach, a, przede wszystkim, bez zmiany powszechnej o nim opinii, jako „gwarze warstw niższych”, etnolekt ten z czasem po prostu zaniknie lub stanie się skansenem czy niewielkim zbiorem regionalizmów, porównywalnym z innymi dialektami języka polskiego. Być może dla kogoś sprawa ta nie ma większego znaczenia, dla znacznej części Ślązaków jednak, bez związku z ich przynależnością polityczną, kwestia ta dotyka najbardziej głębokiego poczucia własnej tożsamości. I, odwołując się ponownie do przykładu XIX-wiecznego, wydaje mi się, że o ile kwestia języka śląskiego dla znacznej części Polaków jest bez znaczenia, o tyle te same osoby stwierdzą często, że osoby broniące języka polskiego pod zaborami były bohaterami narodowymi, którym należy się pamięć i chwała; taka postawa w moim odczuciu nosi jednak znamiona pewnej hipokryzji.

Co jednak dla mnie dużo bardziej oburzające, pan Kopański nie tylko wykorzystuje to zagadnienie jako oręż w walce politycznej, ale wręcz utożsamia całą sprawę śląską działaniami politycznymi Donalda Tuska i jego środowiska, a także z niebezpiecznymi, podsycającymi separatyzmy wpływami niemieckimi. Takie postawienie sprawy jest zaś skandaliczne, czyni bowiem tak naprawdę ponad 500 tysięcy osób, które w ostatnim Spisie Powszechnym wskazały opcję posługiwania się językiem śląskim, ślepymi zwolennikami Koalicji Obywatelskiej czy wręcz niemieckimi agentami (wracamy w ten sposób do kwestii „zakamuflowanej opcji niemieckiej”) lub przynajmniej pożytecznymi głupcami wykorzystywanymi przez Niemców (uzasadnienie weta Andrzeja Dudy przywodzi na myśl też wpływy rosyjskie; w tej sytuacji naprawdę już nie wiem, która z wrogich sił mnie sponsoruje). Sprawa ta, choć wydaje się niezwykle poważna, jest kuriozalna. Zagadnienie mojego języka, którym się posługuję, na którym mi zależy i o którego ochronę zabiegam, nie ma nic wspólnego z sympatiami politycznymi, ani tym bardziej z imperialnymi zapędami sąsiadów Polski; warto w tym miejscu zaznaczyć, że sporo wypowiedzi osób zaangażowanych w sprawę wyraża niechęć do działań Niemiec, które również w przeszłości nasz język szykanowały. Takie twierdzenie mogła zatem stworzyć jedynie osoba, która nie ma pojęcia o tym, jak skomplikowaną jest pod względem kulturowym, językowym i narodowościowym społeczność na Górnym Śląsku, a wszelkie przejawy wizji świata odmiennej od tej narzucanej przez polskie środowiska nacjonalistyczne automatycznie klasyfikuje jako wrogie działania, zmierzające do osłabienia polskiej tożsamości. Jest to dla mnie tak absurdalne, że zauważę tylko jedną rzecz: to właśnie artykuły takie jak ten w ostatnim Gościu Niedzielnym, działania polityków PiS-u zmierzające do ośmieszenia sprawy śląskiej, ale także nieudolność obecnej partii rządzącej w kwestii jakichkolwiek realnych zmian na tym polu i instrumentalne traktowanie zagadnienia przez obie strony tej wojenki, najbardziej zniechęcają Ślązaków do utożsamiania się z polskością. Uważam, że to właśnie uznanie języka śląskiego mogłoby znacząco wpłynąć na złagodzenie wzajemnych stosunków na Górnym Śląsku, pan Jerzy Kopański natomiast wydatnie wpływa na to, że ja (i nie tylko ja, ponieważ nie tylko mnie jego tekst dotyka) jestem coraz mocniej przekonany o tym, że Polacy oraz, co gorsza, polski Kościół, przejawiają do Ślązaków stosunek co najmniej niechętny, o ile nie pogardliwy i stajemy się w ten sposób obywatelami gorszego sortu, których należy jedynie przekonać do tego, aby się nie wychylać i pokornie uznać, że powinniśmy się cieszyć z tego, że czcigodny wujek Stalin przyłączył nas do piastowskiej macierzy. Wydaje mi się ogromnym nieporozumieniem, że Gość Niedzielny w tej kwestii tak naprawdę kontynuuje retorykę komunistyczną, która przecież w interesie Związku Radzieckiego usilnie przekonywała wszystkich, że Górny i Dolny Śląsk to „Ziemie Odzyskane”, rdzennie polskie, a „gwara śląska” to wspaniały zabytek polszczyzny i dowód na heroiczność Polaków tu mieszkających, opierających się przez stulecia germanizacji.

I, na koniec, pragnę już czysto emocjonalnie wyrazić kilka słów, to jednak uczynię w „nieistniejącym. I dobrze” (parafrazując pana Kopańskiego) języku śląskim, ten jest bowiem memu sercu najbliższy. Jeżech niy yno Ślōnzŏk, ale tyż katolik, i fest mie boli to, że gazeta, kerŏ pokazuje siam sama za katolickŏ, przekōnuje mie tyż do tego, że niy mōm prawa być Ślōnzŏkym, kery nie chce w dōma gŏdać po polsku, abo kery, nie dej Pōnbōczku, za Polŏka sie niy mŏ. A jeszcze jakbych tak welowoł za Tuskym, a niy za naszym katolickym PiS-ym, to już placu dō mie nikaj w Kościele niy ma. I jeszcze barzi boli mie to, że ta gazeta mōm uznŏwać za stanowisko arcybiskupa katowickego, mojego metropolity (skiż tego wyśla tyn list tyż do kurie w Katowicach). Czyli niy ma w katowickim, ślōnskim (a tak richtich, polskim) Kościele placu do Ślōnzŏkōw i nie-wyborcōw PiS-u. Pierōnym mie to boli, bo tela lŏt już, wiela sam żyja, prōbuja ludziōm pokazować, że katolicki to je „powszechny”, a niy pisowski, choć durch widzam naôkoło, że polske biskupy tyn ôbrŏz psujōm. I terŏzki zaś to widza: mōmy 2026 rok, cołki pōntyfikat papiyża Franciszka za nami, kardynała Rysia we Krakowie i arcybiskupa Galbasa we Warszawie, kerzi chcōm ludziōm pokŏzać, że w Kościele je plac do kŏżdego, kery yno przaje Pōnbōczkowi – a Gość Niedzielny przipōminŏ mi, że to tak niy ma. Że plac je do kŏżdego, ale tyn kŏżdy, to musi być Polŏk, patryjota, wyborca PiS-u.

Smutne. W kŏżdym razie w diecezyji ôpolski Gość Niedzielny moge drukować już jedna gazeta mani, bo aby w jedny familiji przestanōm go czytać.

Adam Wrazidło – z Kotulina kole Toszka, z wykształcyniŏ historyk po Uniwersytecie Jagellōńskim i śpiywŏk po Akadymiji Muzyczny we Krakowie. Robi za rechtora w szkole, a interesuje sie historyjōm, muzykōm, a do tego tyż Ślōnskym, bo stōnd je.

[1] K. Czaiński. Regijōnalnŏ roztōmajtość ślōnskij gŏdki a jeji kodyfikacyjŏ–spoziyrani refleksyjnych używŏczōw w kōntekście jynzykowyj rewitalizacyje. (2024).

[2] dla przykładu: https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/rocznik-muzeum-gornoslaski-park-etnograficzny-w-chorzowie/2024-tom-12/rocznik-muzeum-gornoslaski-park-2024-t12-bulla.pdf [dostęp: 11.03.2026].

[3] https://ruj.uj.edu.pl/entities/publication/f0e69c1b-74c6-49a6-8bb0-a865281739b6 [dostęp: 11.03.2026].

[4] Tambor J, Etnolekt śląski jako język regionalny. Uzasadnienie stanowiska, [w:] „Śląsko godka. Materiały z konferencji „Śląsko godka – jeszcze gwara czy już język” z 30 czerwca 2008 roku, red. J. Tambor, Katowice, s. 116-119.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź