(Kontrowersyjne!) Śląski strumień świadomości; część 2543, czyli lekcja samoświadomości klasowej
Uwaga! Tekst stanowi zamach na ucisk klasowy. Przed zastosowaniem należy zapoznać się z treściami socjalistycznymi lub skonsultować z lokalnym polonistą.
Mówienie za dwoje (i za troje) jest znacznie lepsze niż polskie “Pan/Pani”, bo te nasze nie tworzy takich podziałów klasowych.
Przede wszystkim dlatego, bo ma inne pochodzenie, nie ma tak silnego rodowodu klasowego.
Chodzi o to, że “Pan” było narzędziem, które miało potwierdzać przynależność klasową, być jej wyrazem; wyrazem poddaństwa.
Dlatego właśnie nie tylko chłopstwo mówiło do szlachty na “Pan”, ale też szlachta sama do siebie; musiała ona być w ciągłym potwierdzeniu, że należy do samej siebie, że ktoś nie podważy jej statusu.
Czyli nie miało to żadnego związku z tym, aby wyrazić, czy rzeczywiście kogoś szanujemy, czy ma jakieś zasługi, a jedynie szacunek z urodzenia.
Dlatego też się mówi, że “na Pan to trzeba mieć wygląd i pieniądze”? Bo “Pan” jest wyrazem naszego poddaństwa klasowego, że ktoś ma pozycję klasową, że ktoś zasługuje na szacunek, bo ma pieniądze.
Z kolei, gdy mówiono za dwoje/troje, był to wyraz szacunku z powodu innego niż z urodzenia, ale w dalszym ciągu niedoskonały.
Miał on większy związek z dokonaniami. Z tym, że ktoś ma jakąś wiedzę, bo jest na przykład starszy?
Nie doskonały, bo nie był on wyrazem wewnętrznego szacunku, ale szacunkiem wynikającym z systemu, zwrotem narzuconym z góry przez system.
Widać to na przykładzie starszych osób, gdzie wymagali oni bezwarunkowego szacunku, więc stanowili jakby szlachtę?
Tylko z tą różnicą, że każdy do tej szlachty z czasem dołączał, więc nie mamy o czym mówić.
Przez to, że mówienie “Pan” ma większy związek z podziałami klasowymi, to nie mówi się tak do naszych dziadków.
To, że mówimy za dwoje nie sugeruje, że ktoś jest “lepszy od nas”, “stoi ponad nami”. Tym bardziej w momencie, gdy stoi kilka osób, a my mówimy do nich, to wtedy jakbyśmy mówili do każdego normalnie.
Jest to jakby próba sugerowania, aby ktoś coś zrobił, nie rozkazywanie, “bo zawsze ktoś inny może to zrobić”, bo mówię w liczbie mnogiej.
Nawet jeżeli wzięło się to z strachu, to jest to lepsze niż “Pan/Pani”, które jest przejawem snobizmu i nakazywaniem bycia snobizmem.
Nie wiem, czy do boga też by się mówiło za troje czy może jednak “Pan”, a to jest ważne w tym rozważaniu?

