Jan Hahn: Prehistoria Śląska, cz. 6

Na Śląsku, po rozpadzie Rzeszy Marboda, przyszedł czas na uporządkowanie spraw gospodarczych i handlowych, w tym kwestii „opieki”, czyli ciągnięcia znacznych zysków nad Via Sucinaria, Via Ambra, Via Electra, czyli Szlakiem Bursztynowym. Cały Dolny Śląsk i część najatrakcyjniejszych terenów Górnego, opanowany był przez plemiona Lugiów. Wszystkie poważne źródła podają zgodnie, że był to „wielki lud” o nieustalonej proweniencji. Składał się z wielu plemion germańskich, złączonych wspólnymi wierzeniami, obyczajami, sposobem życia i umierania, a właściwie grzebania określanymi w nauce kulturą przeworską. Plemiona te, mając w świeżej pamięci fiasko państwa Marboda, założyły Związek Lugijski, obok państwa Gotów – Gotyskandzy, najsilniejszą strukturę ponadplemienną w tej części Europy. Nazwa ludu i związku plemion pochodzi od ważnego boga w mitologii celtyckiej – Lugha. Od niego wzięła swą nazwę, wymieniana w 150 roku naszej ery w Geografii Ptolemeusza stolica Związku Lugijskiego – Lugidunum. Wikipedia podaje jeszcze informację, że mieściła się w miejscu obecnej Legnicy, najnowsze badania i ostateczne korekty mapy Ptolemeusza dowiodły, że resztek stolicy Lugiów należy szukać w Krośnie Odrzańskim. Nasi przodkowie Śląsk, od nazwy plemienia, nazywali pięknie: Elizjum. Z uwagi na urodę krajobrazu i … mieszkających tu kobiet. Sienkiewicz w „Quo Vadis” pisze o sprowadzonej za  Nerona bohaterce: „Nazywają ją w domu Ligią, gdyż pochodzi z narodu Ligów” „Cudny musi być wasz kraj libijski, gdzie takie się rodzą dziewczyny!”

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Obszary na Morawach, części Słowacji i na Górnym Śląsku wzdłuż Odry, zajęło plemię Kwadów. Wspomina o tym Tacyt oraz XVI wieczny śląski kronikarz Joachim Cureus. Ten ostatni twierdzi, że stolicą Kwadów było Budorgis (Racibórz). Większość jednak historyków łączy Racibórz ze stolicą Kwadów Eburium (miasto Eburów, plemienia wchodzącego w skład Kwadów (Swewów). Jak powszechne na Śląsku było przekonanie,  że pochodzimy od Kwadów niech świadczy fakt, że cieszyński ksiądz Ludwik Heimb w XVIII wieku napisał poemę „Gloria Quadorum czyli  Pochwała Kwadów czyli Ślązaków”, będącą swobodną parafrazą średniowiecznych piosenek śląskich żaków. Zacytujmy dwie strofki:

Cieszcie się tedy Kwadowie

Boście ziemscy są bogowie

A wy Czechy, Francuzowie

Włoszy, Polacy, Węgrowie

Zostańcie każdy w swym kraju

My też w naszym kwackim raju

Bo tu starcza wody z gorów

I anielskich śpiewy chorów.

 

Kwadowie założyli państwo, królestwo: Regnum Vannianum, z królem Wanniuszem, zlatynizowanym Kwadem usłużnie posadzonym przez Rzymian na tronie. Państwo to osiągnęło najwyższy stopień rozwoju i zamożności spośród wszystkich innych państw satelickich (klienckich) Rzymu, nie mówiąc o barbarzyńcach z północy i wschodu. Wynikało to ze ścisłych kontaktów z Rzymem, przede wszystkim handlowych, gdyż królestwo kontrolowało szlak bursztynowy, a wiadomo, że w I wieku naszej ery Rzym oficjalnie otworzył ten szlak i wysłał nań setki kupców oraz poszukiwaczy i „przecieraczy” tegoż szlaku, rekrutujących się spośród legionistów. Wanniusz obrósł w piórka i w złote sztabki, narobił sobie mnóstwo wrogów i zawistników. W 50 roku sąsiedzi – Lugiowie razem z innymi germańskimi plemionami najechali na Regnum Vannianum. Król, ranny, schronił się w rzymskim obozie. Dalsze losy i Lugiów i Kwadów to nieprzerwany ciąg okresów spokoju i zależności wobec Rzymu i buntów oraz ataków połączonych z dalekimi nawet podbojami (wojny markomańskie). Królestwo Kwadów przetrwało, okazuje się,  jednak długo, skoro rzymska kronika podaje, iż  w 375 roku wódz Marcellinus polecił zamordować króla Kwadów Gabinusa, co wywołało taką złość, że Kwadowie najechali znów na Panonię.

Przez cały okres istnienia Cesarstwa Rzymskiego, ludy zajmujące Śląsk, czyli plemiona germańskie: Silingowie między Sudetami a Odrą, Wandalowie na północy, Kwadowie (Swewowie, Swebowie) na Górnym Śląsku, ciągnęli zyski z handlu z Rzymem. Rzymianie i Grecy początkowo wymieniali towar za towar (tkaniny, przedmioty luksusowe –  za bursztyn, skóry, niewolników), już w II wieku płacono pieniądzem. Co bardzo interesujące: gdy złoty rzymski pieniądz (aureus) był silny, zalegał w warstwach odkrywanych przez archeologów w wielkich ilościach, w okresie upadku imperium, „barbarzyńcy” wiedzieli, że moneta jest prawie bezwartościowa – powrócono do wymiany towarowej. Szczytowy okres kontaktów wszelkiego rodzaju z Cesarstwem Rzymskim przypada na I i II  wiek naszej ery. Rzymianie nie potrzebują już pośredników w handlu bursztynem. Sami organizują wyprawy nad Bałtyk. U rzymskich historyków znajdujemy opis powitania przez Nerona powracającego kierownika wyprawy do Sambii. Ekspedycja musi się zaopatrzyć w prowiant, opłacić jakieś myto, skorzystać z przewodników i środków przeprawowych. Na trasie bursztynowej istnieje wiele już dużych osad, na czele z Opolem i Wrocławiem. Tam też odkryto tzw. „groby książęce” wskazujące na pochówek lokalnego władcy. W Opolu – Gosławicach odkryto grób szkieletowy „Księcia  Wandali”, w którym znaleziono mnóstwo drogocennych przedmiotów, w większości wykonanych w Italii, z których największy zachwyt wzbudził srebrny puchar z wizerunkiem gryfa i byka. W Zakrzowie – obecnej dzielnicy Wrocławia odsłonięto  grób, w którym spoczął najbogatszy i najpotężniejszy człowiek całego okolicznego kraju. Wskazują na to przedmioty znalezione w grobie: przenośny, składany  ołtarzyk z nóżkami w kształcie łap pantery, w górnej części z popiersiem Bakchusa  i z uchwytami w kształcie satyrów trzymających kiście winogron oraz łbów panter wyrastających z kiści winogron. Grób datowany jest na III, IV wiek naszej ery. Większość naukowców przypuszcza, że „Pan na Zakrzowie” mógł być królem całej społeczności objętej nazwą „kultura przeworska’ (wcześniej: wandalska, wenedzka), a obejmującej całą południową Polskę wraz z Zakarpaciem. Prawdopodobnie był on przodkiem (nie znanym z imienia) króla Silingów Fredebala (Fredbala, Fredbalusa), który przewodził Silingom podczas ich wymarszu w 406 roku. Znalezione także w grobie kunsztowne złote i srebrne zapinki, wykonane są z pewnością na miejscu. Świadczy to o tym, że miejscowi rzemieślnicy i złotnicy nauczyli się już na dworze księcia wykonywać  przedmioty prestiżowe i luksusowe. I nie narzekali na brak zbytu. Poza Opolem i Wrocławiem, które to miejsca (określane dzisiejszymi nazwami) były miejscami przepraw (Opole-Folwark „obsługiwało” trasę przez Bramę Morawską, Wrocław – przez Kotlinę Kłodzką i sudeckie przełęcze, było wiele osad i grodów, gdzie wytworzyła się warstwa arystokracji i ludzi uprzywilejowanych. Obecność kupców, rzemieślników, podróżników rzymskich na Śląsku jest wielorako dowiedziona, interesującym zagadnieniem jest wszelako kwestia obecności legionów (lub mniejszych formacji) rzymskich na naszej ziemi. Pojedyncze oddziały, w formie ochrony Rzymianina odpowiedzialnego za losy wyprawy po bursztyn, przemierzały Śląsk wielokrotnie.  Kasjusz Dion w swojej „Historii Rzymskiej” pisze, że w 91 roku do stolicy Lugiów – Lugidunum (Krosno? Legnica?) przybyło 100 jeźdźców do pomocy w walkach z Kwadami. Cesarz Marek Aureliusz stacjonujący już na stałe w Carnuntum nad Dunajem,  pragnął utworzyć dwie nowe prowincje: Markomanię i Sarmację. Legiony rzymskie wyszły więc daleko na północ Dunaju zakładając obozy stałe, warowne (zaczątki późniejszych miast) i marszowe (zwijane w ciągu 6 godzin!). Czesi i Słowacy odkryli dziesiątki rzymskich obozów na swoim terytorium. Jeden z nich Leucaristus (Trenczyn) zasłynął z wykutej inskrypcji na skale mówiącej, że w 179 roku w tym mieście 855 legionistów spędziło zimę. Można znaleźć na oficjalnych stronach informacje, że Leucaristus to Bieruń, a nawet Leszno, trudno jednak dać wiarę temu, że legioniści kuli w skale obok Trenczyna, by pochwalić się, że byli na zimowisku w Lesznie. Co nie wyklucza krótszych wypadów w przyjemniejszych porach roku. Brama Morawska to przecież nazwa geograficzna. Nic nie wstrzymywało wojskowych przed penetracją terenów mających być bezpośrednim zapleczem nowej prowincji. Historia kontaktów śląsko – rzymskich jest niezwykle skomplikowana,  pełna napięć i gwałtownych zwrotów sytuacji. Taktyka ścisłych kontaktów z wybranymi krajami barbarzyńskimi (Związek Lugijski, Regnum Vannianum) w celu maksymalnego ich „ucywilizowania” i zromanizowania, nie powiodła się. Były okresy, gdy – by przypodobać się Rzymowi, zabijano osoby agitujące za wojną, przysyłano kontyngenty wojskowe, dary. Gdy jednak walki bratobójcze (inicjowane zresztą przez Rzym) wygasały i dochodziło do porozumienia między plemionami, Rzym był atakowany  w sposób zmasowany i totalny. W pierwszej wojnie Markomanowie (wraz z „naszymi” Kwadami) dotarli aż do północnej Italii, zagrażając Rzymowi. Jedynie dzięki talentom Marka Aureliusza i temu, że poprzez powołanie po raz pierwszy w skład legionów gladiatorów, niewolników, jeńców, zwiększono siłę rzymskiego oręża, udało się ich w drodze powrotnej pokonać i odebrać nagromadzone  łupy. W drugiej wojnie markomańskiej Rzymianie wkroczyli na tereny wroga, czyli Markomanów i Kwadów. Nie mamy żadnych informacji o trasie przemarszu wojsk, nie wiemy, czy domniemana stolica Kwadów – dawny Racibórz, była zdobyta. Jak wyglądały walki, jak walczyli Germanie możemy zobaczyć w pierwszej scenie filmu „Gladiator”.

Następca Marka Aureliusza – Kommodus, zarzucił projekt utworzenia nowych prowincji. W warunkach zawartego po wojnach markomańskich pokoju była jednak zawarta klauzula wskazująca, że podczas każdej ważniejszej narady zwoływanej przez walczące z Rzymem plemiona, obecni być muszą przedstawiciele cesarstwa. Każdy też wybór wodza, króla, czy władcy plemienia, musiał uzyskać akceptację cesarstwa. Ta próba kontroli walecznych plemion germańskich nie zdała się na nic. Była notorycznie i demonstracyjnie omijana. Wskazuje nam jednak wyraźnie, że przez Śląsk podróżowali nie tylko rzymscy kupcy i rzemieślnicy.

W 277 roku do Franków  znad Renu przyłączyli się Lugiowie i Burgundowie znad Odry i zaatakowali w Galii Rzymian. Dotarli nawet do Luzytanii (Portugalii). Po ciężkim i krwawym powrocie do swych domostw, długo zapewne opowiadali o wspaniałościach widzianych w ciepłych i bogatych krainach, które przemierzyli. Nic więc dziwnego, że w noc sylwestrową 406 roku Silingowie wraz z Wandalami, Alanami  przekroczyli Ren, czyli granicę Imperium Romanum i rozpoczęli długą wędrówkę przez Galię i Półwysep Iberyjski. W jego części południowej, w  prowincji Baetica  osiedlili się  pod władzą wspomnianego Fredebala. Do dziś pozostała po nich pamiątka: Andaluzja późniejsza nazwa Wandaluzji. Rzymianie swoim sposobem „napuścili” na nich Wizygotów, którzy w 417 roku podstępnie dokonali eksterminacji Silingów i Alanów, a ujętego Fredbalda zawiedli do Rawenny. Zapamiętajmy to imię: jest to imię pierwszego i jedynego śląskiego króla (i tragicznego bohatera). Pozostali Silingowie i Alanowie dołączyli do Wandali, przebyli cieśninę gibraltarską i założyli  królestwo  w Kartaginie. Silingowie i Wandalowie, którzy   pozostali na Śląsku nie stracili kontaktu z wojowniczymi rodakami. Istnieją zapiski opowiadające o wysłaniu przez śląskich Silingów poselstwa do północnej Afryki z zapytaniem, czy mogą oni rozporządzać pozostawionym dobytkiem. W wielu wykopaliskach odnaleźć można „przesyłki” z Afryki w postaci amfor na olej wykonanych w siedzibach „emigrantów” oraz inne przedmioty, których pochodzenie wskazuje niezbicie na Afrykę.

Co zmieniło się w praśląskim etnosie od czasów dominacji Celtów? Przede wszystkim stał się on o wiele liczniejszy. Ludy kultury przeworskiej zamieszkujące dorzecza Odry, Nysy, Małej Panwi i Warty, nie zajmowały już tylko terenów atrakcyjnych pod względem rolniczym i komunikacyjnym. Siedzib szukać musiały tam, gdzie jeszcze było to możliwe. Kultura przeworska trwała około 800 lat, zmieniały się przeto siedziby plemion tworzących tę kulturę: Burgundowie znad Warty przenieśli się na Ziemię Lubuską, Wandalowie przemieścili się na południe, Silingów przesuwając za lewobrzeżną Odrę. Z biegiem czasu wpływy celtyckie malały. Początkowo bardzo silne (szczególnie wśród arystokracji), charakteryzujące się pochówkami szkieletowymi i bogatym wyposażeniem grobów, zanikły, wtapiając się w egalitarną kulturę germańską (przeworską). Prawie zanikło rzemiosło specjalizujące się w kunsztownych wyrobach ze złota, srebra. Podporządkowane zostało produkcji wyrobów żelaznych potrzebnych rolnictwu, hodowli i gospodarstwom domowym. Ceramika owszem, wytwarzana na kole garncarskim, była na wysokim poziomie, przeważała jednak ceramika robiona ręcznie, toporna, przeznaczona do doraźnych potrzeb. W związku ze znacznym przyrostem liczby mieszkańców zaczęła liczyć się ilość nie jakość. Hutnicy i kowale, nauczeni roboty przez Celtów, dwoili się i troili. Przede wszystkim trzeba było mnóstwo dobrych, żelaznych mieczy. Wojny z sąsiadami i z Rzymianami wymagały przede wszystkim broni. Rzymianie potrafili opierać się atakom Germanów, by ulec przed ich liczebnością. Wielkie centrum hutnictwa i nagromadzenie tysięcy dymarek znajdowało się w Górach Świętokrzyskich. Żelazo jednak posiadało duży procent fosforu i nie było najlepszej jakości. W okolicach Opola odkryto pokłady rudy z mała domieszką fosforu i stopniowo to centrum hutnictwa i kowalstwa zaczęło dominować, eksportując wyroby także na obszar Małopolski i Karpat Wschodnich. Potrzeby mieszkaniowe rzutowały też na styl budownictwa: dominowały pół ziemianki ze słupem podtrzymującym okap. Nie spotyka się już warownych osad z siecią ulic i kwartałami domów. Także stosunki społeczne stały się bardziej surowe. Demokracja stała się bardziej wojskowa – podporządkowana królowi lub wodzowi, a nie radzie. Arcyważna pozycja kobiety w rodzie i w plemieniu przeminęła wraz z Celtami. Głowa rodu (ojciec) mógł ukarać nawet śmiercią członka rodziny. Cudzołóstwo karane było nadzwyczaj surowo. Nawet za uściśnięcie ręki zamężnej kobiety płaciło się grzywnę, nie mówiąc o dotknięciu piersi. Można było kupić sobie żonę. Kosztowała ona 1 solida i 1 denara. I proszę tu nie rzucać gromów na obyczaje sprzed 2000 lat. W Anglii ostatni tradycyjny rozwód miał miejsce w XIX wieku! Jeśli mąż miał dość swej żony, mógł jej się pozbyć, wystawiając ją publicznie na sprzedaż za sumę nie mniejszą od jednego szylinga. Mężczyzna, który ją nabył stawał się automatycznie jej mężem. 7 kwietnia 1832 roku farmer z Carslisle – Joseph Thompson sprzedał w ten sposób swoją żonę po trzyletnim z nią pożyciu za sumę 20 szylingów i psa rasy nowofundlandzkiej. Wraz z wpływem prawodawstwa rzymskiego,  te surowe prawa i obyczaje zostają złagodzone, choć pozycja kobiety, jak dowodzi przytoczony wyżej przykład, specjalnie nie uległa poprawie.

Germanie są twórcami najbardziej złożonej i najoryginalniejszej mitologii (religii) w Europie. Na czele ich panteonu bogów stoi Odyn (Wotan, Wodan)) – oczywiście bóg wojny. U Germanów wszystko podporządkowane jest wojnie, walce. Walka, zabijanie wroga, śmierć własna, to rodzaj rytuału, składania ofiary (także z samego siebie). Śmierć naturalna oznacza wśród Germanów zgon w bitwie z bronią w ręku. Umrzeć  w łożu znaczyło umrzeć tragicznie. Bogowie ciągle walczą ze sobą, by doczekać ragnarek – ostatecznej bitwy bogów z olbrzymami przynoszącej zmierzch świata. Nawet boginie żyją wojną (Walkirie).

Mityczny świat Germanów (nordycki) rządzony był przez głównych i lepszych  Asów (z siedzibą w Asgardzie) i pomniejszych  Wanów (z Wanaheim). Nasza Ślęża w literaturze niemieckiej nazywana była często Asenburg, co można tłumaczyć jako boski Olimp i co świadczy o jej znaczeniu w dobie przebywania u jej stóp plemion celtycko- germańskich. Z pewnością była też głównym miejscem organizowania uroczystości związanych z Nocą Walpurgii z 30 kwietnia na 1 maja (pierwszym dniem lata według celtyckiego i germańskiego kalendarza). W noc tę gaszono wszystkie światła i ognie i świat zapadał w duchowym mroku. Rozpoczynała się noc zmarłych, duchów, demonów, upiorów. Pierwszego maja rozpalano wielkie ognie, świętowano, śpiewano, nago (ze względów bezpieczeństwa) skakano przez ogniska, obchodzono pola, niosąc figury bogów i zwierząt. Wiele elementów tych obrzędów przetrwało do dziś (objazd pól na koniach w Piotrowicach), a nawet odradza się, jak na Górnym Śląsku tradycja wznoszenia drzewka majowego (jego kształt falliczny symbolizuje boga, wianek na szczycie boginię, biało-czerwone wstążki symbolizują przejście ze stanu dziewiczego w kobiecy). Noc ta, za sprawą „Fausta” Goethego i dzieł muzycznych Wagnera, kojarzy nam się głównie ze zlotami i sabatami czarownic, choć przecież w tę noc można było też spotkać dobre duchy: elfy, skrzaty, chochliki, rusałki, które mogły przekazać dar nadzwyczajnej mądrości lub odwagi. Z mitologii nordyckiej wziął się przerażający obraz „Dzikiego Łowu”, „Dzikiego Polowania”, „Dzikiego Gonu”. Oznacza on wizję (przeważnie obserwowaną na niebie) krwiożerczych zjaw, pędzących na diabelskich rumakach w poszukiwaniu ofiary. Ujrzenie ich zapowiada katastrofę, wojnę, zarazę (coś jak Czterej Jeźdźcy Apokalipsy), w najlepszym wypadku śmierć świadka. O micie wspomina wiele podań i legend śląskich. Nawiązuje do nich Sienkiewicz i Wyspiański w „Weselu”. Współcześnie Andrzej Sapkowski w opowiadaniu „Dziki Gon”. Jeden z najlepszych polskich towarów eksportowych: trzecia wersja gry komputerowej „Wiedźmin” nosi tytuł” „Dziki Gon”. Przebogaty, barwny i tajemniczy świat baśni i podań dolnośląskich roi się od stworów wziętych z mitów plemion germańskich.

Każdy wojownik germański posiadał włócznię. Nosił ją jako oręż i często jako ozdoba. Na wiecach mógł nią potrząsać w chwilach głosowania. Do bitwy brał jeszcze oszczep, którym miotał w jej pierwszej fazie. Nie każdego było stać na posiadanie miecza. Wykopaliska wykazały, ze oręż ten znajdowano w co czwartym grobie, a pod koniec okresu kultury przeworskiej – w co dziesiątym. Do wyboru był jeszcze młot i maczuga. Walka była dla Germanina religią, punktem odniesienia i sposobem na życie. Wykorzystując słabą pozycję demograficzną Imperium Romanum, wciąż zmuszonego utrzymywać potężną  armię, zasilali jej szeregi początkowo indywidualnie, a później już całymi formacjami. Wielu Germanów osiągało w niej najwyższe stanowiska. Najsłynniejszym „Ślązakiem” był Stylichon – syn Wandala i Rzymianki. Został on głównodowodzącym armii imperium, mężem siostrzenicy cesarza, opiekunem jego synów, a po jego śmierci, właściwie panem cesarstwa. Zginął zamordowany przez innego Germanina, na rozkaz swego wychowanka.

Stylichon – fot. Bullenwächter [CC-BY-SA-3.0], via Wikimedia Commons
c.d.n.

Pierwsza część

Druga część

Trzecia część

Czwarta część

Piąta część

Jan Hahn – Prezes Przymierza Śląskiego. Autor wydawnictw związanych z historią i kulturą Śląska: „Ilustrowana historia Śląska w zarysie”, „Lux ex Silesia”, „Śląsk w Europie”. Pisze artykuły do prasy lokalnej („Gwarek”, „Montes Tarnoviciensis”) i regionalnej („Nowiny Rybnickie”). Z wykształcenia filolog słowiański (serbskochorwacki na UJ). Tłumacz z tego języka.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza

Cyntrum Preferyncyji Prywatności

Potrzebne

Zbiory cookies potrzebne do nojbarzij podstawowych funkcyji serwisu: zgoda na politykã prywatności (gdpr) i informacyjŏ ô blokowaniu reklam (anCookie), testowy zbiōr ôd platformy (wordpress_test_cookie)

gdpr, anCookie, wordpress_test_cookie

Ino po zalogowaniu

Zbiory cookies potrzebne do byciŏ zalogowanym w serwisie.

wordpress_logged_in_, wordpress_sec_, wp-settings-time-