KulturaPolecane

Henryk Bereska 1926 – 2026 (Teil II)

1. Teil / Część pierwsza

W okresie przygotowywania się do matury i samych studiów w życiu Bereski zaszły również wydarzenia o charakterze rodzinnym. 7 listopada 1948 zmarła w Szopienicach jego babka Maria Bereska. Wcześniej, gdyż 9 sierpnia 1948 zmarł jego dziadek Franciszek Bereska.

To właśnie on jest opisywany w wierszu Bereski „Mein Großvater” – silny jak pszczyński żubr, z białymi sumiastymi wąsami i łysiną oraz jako rębacz przeklinający w językach które znał: zum Donner, pieronie i psiakrew. Literacką tajemnicą Bereski pozostanie fakt odprowadzenia go w wieku około osiemdziesiątki przez górniczą orkiestrę na cmentarz w Nikiszowcu, który znajduje się jednak w Janowie.

W roku 1951 małżeństwu Henryka i Eriki Bereska urodził się syn Jan, który pracował w środowisku filmowym i teatralnym. Jan Bereska zmarł 20 lutego 2024. Po zawarciu w roku 1966 małżeństwa z urodzoną 9 grudnia 1940 Gildą Friedrich, pracującą do 1992 roku w dziale technicznym NRD-wskiej telewizji, Bereska przysposobił jej w roku 1960 urodzoną córkę Odette, która jest również aktywna w kręgach teatralnych.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Po zakończeniu studiów Henryk Bereska zaczął pracę lektora w wydawnictwie Aufbau-Verlag, w którym został pierwszym polonistą. Czekała tam na niego w maszynopisach, które musiał właściwie od nowa tłumaczyć, polska literatury XIX wieku, przede wszystkim dzieła Bolesława Prusa, Elizy Orzeszkowej, ale również już książki Kazimierza Brandysa.

1955 roku Henryk Bereska opuścił wydawnictwo, aby odtąd pracować jako niezależny tłumacz. Teraz mógł wybierać lub odrzucać autorów, których chciał tłumaczyć. Oczywiście w warunkach bloku wschodniego, musiał też czynić koncesje na rzecz ówczesnej polityki kulturalnej i tłumaczyć również książki „zalecane”.

Henryk Bereska z rodzicami (lata 60-te) – fot. ze zbiorów A. Bereska – Trybuś

W październiku 1955 Bereska przyjechał pierwszy raz od czasu swojej ucieczki z Polski, do warszawskiego wydawnictwa Państwowy Instytut Wydawniczy, jako lektor w ramach wymiany. Przebywał tu miesiąc, w redakcji poznał swoich rówieśników – Andrzeja Kijowskiego, ale przede wszystkim Jana Józefa Lipskiego. Dzięki Lipskiemu Bereska zetknął się z Klubem Krzywego Koła, w którego spotkaniach dwa razy uczestniczył.

Przy takich i późniejszych kontaktach w oczach – i aktach – Stasi traktowany był od roku 1961 jako prowadzący działalność antypaństwową, co zaowocowało agenturą wokół jego osoby aż do roku 1989. Akta na temat jego osoby liczą ponad 1000 stron.

Bereska określał siebie „członkiem partii niezależnego myślenia”. W roku 1976 podpisał petycję przeciwko pozbawiania poety, śpiewaka i dysydenta Wolfa Biermanna obywatelstwa NRD i co za tym idzie powrotu do kraju.

Wszystko to miało swoje konsekwencje. W pierwszej połowie lat 60-tych Bereska zaczął pisać wiersze i aforyzmy, ale pierwszy tomik wierszy „Lautloser Tag” mógł zostać wydany dopiero w roku 1980 – w Berlinie Zachodnim.

Grób rodziców Henryka Bereski – fot. S. Pioskowik

Przez cały okres swojej działalności translatorskiej, w miarę poszerzania przestrzeni wolności słowa, Bereska przetłumaczył ponad 200 polskich tekstów różnego rodzaju poczynając od Jana Kochanowskiego, Mickiewicza, Norwida, Wyspiańskiego, Nowaka, Grochowiaka, Stachurę, Iredyńskiego, Herbert, Mrożka, Czapskiego po Jerzego Łukosza. Szczególna przyjaźń zawiązała się pomiędzy Bereską a Stanisławem Różewiczem.

Sam widział siebie dzięki takiemu a nie innemu miejscu urodzenia w roli osoby przewożącej kosztowny fracht polskiej poezji na drugi brzeg, w niemiecki las liter. Tak ujął to we wrześniu roku 1996 w wierszu „Fährmann“ ułożonym w trakcie rejsu poetyckim parostatkiem po Odrze.

Fähre to po niemiecku prom, Fährmann przewoźnik. Czasownik übersetzen to po niemiecku tłumaczyć, ale jako czasownik rozdzielnie złożony oznacza przeprawiać coś lub kogoś przykładowo na drugi brzeg. Bereska był literackim przewoźnikiem po Odrze, aczkolwiek tylko na stronę niemiecką, gdyż uważał, że trzeba tkwić w języku, na który się tłumaczy a jego oddalenie od polskiego nastąpiło zbyt wcześnie.

Tym poetyckim statkiem płynęło do Szczecina 40 polskich i 60 niemieckich autorów. Miały miejsce spotkania w miastach po obu stronach rzeki. Z polskimi słuchaczami moderował je Bolesław Lubosz, z niemieckimi Bereska.

Bereska posiadał – jak sam to mówił – kilka domów.Ten murowany w Berlinie na Scharnhorststraße z widokiem na Mur Berliński, później na Ziegelstraße 3, swoje nabyte od dramaturga Alfreda Matusche w roku 1960 drewniane refugium w lasach brandenburskiego Kolbergu oraz także Górny Śląsk, gdzie żyli jeszcze rodzice, krewni i znajomi.

W roku 1956 katowicka „Trybuna Robotnicza” obdarzyła Kurta Harrera (1902-1959) tytułem niemieckiego ambasadora literatury polskiej, ale będący na dorobku Bereska też został już w tym tekście zauważony.

Pięć lat później ta sama gazeta opublikowała artykuł o ambasadorze literatury polskiej w NRD, w którym czytamy: „Najwybitniejszym w tej chwili tłumaczem z literatury polskiej w NRD jest Henryk Bereska. Przystojny, młody człowiek, niedaleko chyba po trzydziestce o ujmującym uśmiechu i jasnych oczach w zmęczonej trochę twarzy, jest już autorem kilkunastu tomów przekładów Tuż po studiach germanistycznych i polonistycznych zajmował się pracą redakcyjną w wydawnictwie, ale nad stosem cudzych tekstów doszedł do wniosku, że lepiej będzie, jeżeli sam zabierze się do pracy przekładowej. Język polski jest właściwie ojczystym językiem Bereski, który pochodzi z Szopienic, a sentyment do literatury polskiej z wcześniejszych lat szkolnych skłania go do stałego obcowania z nią”.

Również Wilhelm Szewczyk nadał w roku 1963 Beresce tytuł „honorowego ambasadora literatury polskiej w NRD” a dwutygodnik kulturalny „Poglądy” pod jego redakcją wydał przekłady pięciu wierszy Bereski. Dzięki Szewczykowi stał się za pan brat z górnośląskim środowiskiem literacko-artystycznym.

Te jego przyjazdy na Górny Śląsk miały wtedy dwa punkty ogniskowe: „Czas tu spędzany dzieliłem pomiędzy Szopienice, gdzie czekali na mnie, żyjący wówczas jeszcze, rodzice oraz Dom Prasy w Katowicach, w którym swoją siedzibę miały ‘Poglądy’. Pamiętam dobrze rytm spędzanych tu dni. Wpierw poranny spacer ulicą Wieczorka, jakaś kawa z koniakiem, potem wielogodzinne dyskusje w redakcji z Wilhelmem Szewczykiem, Albinem Siekierskim, Stanisławem Wilczkiem, Bolesławem Luboszem, Tadeuszem Kijonką. Późnym popołudniem obiad w Polonii, Metropolu czy Marchołcie, gdzie w tych latach spotykała się cala artystyczna bohema nie tylko Śląska. Piliśmy wódeczkę i otwarcie mówiliśmy o wszystkim, także o polityce, co w Berlinie, zwłaszcza w miejscach publicznych było absolutnie tematem niedozwolonym”.

W listopadzie 1972 Bereska uczestniczył w uroczystości odbywającej się w katowickim Domu Prasy związanej z jubileuszem 10-lecia „Poglądów”. Wśród obecnych byli również m.in. pisarz Wojciech Żukrowski i dyrektor Teatru Śląskiego Ignacy Gogolewski.

W tym czasie poznał też urodzonego w roku 1913 w Szopienicach malarza – prymitywistę Pawła Wróbla, członka Grupy Janowskiej. Kolorowy śląski świat jego obrazów wiernie oddawał ten, który zapamiętał ze swojego dzieciństwa. Nieakademicka twórczość Wróbla wywarła na nim takie wrażenie, że napisał o nim wiersz „Der Maler Paule Wrobel”.

Po śmierci matki przyjeżdżał do Katowic już nie tak często. Maria Bereska zmarła 27 października 1989 roku. Pogoda była cudownie jesienna, ale jeden obraz z konduktu pogrzebowego pozostał w jego pamięci jak scena z filmów Luisa Bunuela. Bereska był przy śmierci matki, która godała do niego „zawrzyj okiennice”, chciała mniej światła.

Grażyna Barbara Szewczyk, znająca Bereskę od lat 60-tych tak oddaje relacje pomiędzy nim a matką: „W poetyckich strofach Bereska kilkakrotnie przywołuje obraz matki, jednak nie tej, jaką zapamiętał w dzieciństwie. Matka Maria pojawia się w wierszach jako stara i spracowana kobieta oraz jako gospodyni śląskiego domu, obdarzona niezwykłymi cechami charakteru”.

W tym miejscu wypada pokreślić, że Bereska uważany jest też za wybitnego diarystę. Będąc jeszcze w Luftwaffe, pisał listy właśnie do matki. Regularne pisanie dzienników rozpoczął w okresie studiów i czynił zapiski do roku 2005. Ich objętość szacowana jest na około 4000 stron, które niewątpliwie stanowią przyczynek do historii polsko-niemieckich kontaktów kulturowych.

W roku 2007 wydane zostały wybrane fragmenty tych dzienników pod tytułem „Henryk Bereska – Kolberger Hefte”. Dowiadujemy się z nich o pobycie u niego rodziców w sierpniu 1967. W październiku 1968 Bereska spacerował z ojcem po Giszowcu. W maju 1970 nie był na urodzinach ojca, gdyż ten leżał on chory na żółtaczkę w szpitalu. Po siedmiu tygodniach został zwolniony. Osłabiony prze brak apetytu chodził jednak do klubu grać w skata. Rok później czynił sobie wyrzuty, iż przybył do Szopienic godzinę po pogrzebie ojca, który zmarł 18 maja 1971 roku. W Byczynie zmarł 19 kwietnia 1994 jego brat Alfred Bereska.

Pod datą Berlin, 2.2.1990 znajdujemy następujący, zwięzły, ale jakże wymowny wpis: „Dziewięćdziesiąt lat temu urodził się mój ojciec. Tęsknię za listami, które pisałbym do mojej matki. Kochałem ją”.

Zacytujmy tym razem treść kart pocztowej od matki, zapisanej pod datą 2 kwietnia 1972 : „Setne urodziny Drabika. Kapela grała pod jego oknem. Przy tych dźwiękach wyzionął ducha i zmarł bardzo spokojnie. Ciotka nie była na pogrzebie”.

Drabik pojawia się u Bereski z nazwiska w wierszu „Am Küchentisch”.- w towarzystwie ojca Bereski, swojego zięcia i samego Bereski. O nim jest również mowa w wierszu „Mein anderer Großvater” tłumaczonym na polski jako „Mój drugi dziadek”. Również w uwagach do treści „Kolberger Hefte” określony on został bez imienia jako dziadek Bereski – którym nie był. Prawdopodobnie spełniał on w życiu Bereski rolę dziadka – pamiętajmy, iż dziadek ze strony matki zmarł już roku 1918. Do tego dochodzi fakt nienazwania go w oryginale drugim dziadkiem, mowa jest o innym dziadku.

4 marca 1875 zwrotniczy Joseph Drabik, zamieszkały w Brzezince, zgłosił w USC Brzęczkowice narodziny syna Ludwika 3 marca 1875, przez jego żonę Johannę, z domu Lysczorz.

Ludwik Drabik 100 lat -Dziennik Zachodni 1975 (sbc.org.pl)

W dniu 19 października 1895 górnik Ludwik Drabik poślubił w Szopienicach Marię Szczygiel, urodzoną 16 lipca 1876 w Rozbarku, zamieszkałą w Szopienicach, córkę górnika Jacoba Szczygla.

Ich urodzona 7 kwietnia 1903 w Roździeniu przy dzisiejszej ulicy Morawa córka Agnes Drabik – zamieszkała w Szopienicach przy ówczesnej ulicy Dworcowej 10 – wyszła za mąż 28 maja 1923 w Szopienicach za urodzonego 28 kwietnia 1899 w Roździeniu ślusarza Paula Markowitza, zamieszkałego przy Rejtana 5. Był on starszym bratem matki Henryka Bereski. Tak przedstawia się powinowactwo Henryka Bereski z Ludwikiem Drabikiem. Zięć Paulus występujący w obu wierszach – zmarły 5 kwietnia 1983 – to Paweł Markowicz, Nysia – zmarła 19 lipca 1983 – to jego żona.

Ludwik Drabik rzeczywiście zmarł w dniu swoim setnych urodzin, tak jak to oddał poetycko Bereska. W katowickim „Dzienniku Zachodnim” ukazała się okolicznościowa notatka. Grób Marii i Ludwika Drabik jest – jeszcze – na cmentarzu w Szopienicach. Jego żona zmarła 19 czerwca 1954 w Stalinogrodzie. Daty urodzin i śmierci Marii Drabik podane na grobie nie są zgodne z datami z aktu ślubu.

Grób Maria i Ludwik Drabik – fot. S. Pioskowik

W dziennikach przewija się do pewnego momentu jeszcze jedna kwestią, którą Ines Geipel ujęła w posłowiu tak: „Jednocześnie w zeszytach coraz wyraźniej utrwala się centralna postać tego wielkiego projektu – pijackie ja. Niezawodnie widzi się je zanurzające się w labirynty alkoholu, w spelunki Berlina Wschodniego i w świat knajp wokół Kolbergu – to dla towarzystwa, to dla życia, to znów po to, by przywołać przestrzeń dzieciństwa. […] Temat alkoholu nie odgrywał jednak od połowy lat osiemdziesiątych dla Henryka Bereski już żadnej centralnej roli.”

Bereska miał w Polsce wiele miast jak Kraków, Wrocław czy Warszawa, gdzie spotykał się literatami, prowadził rozmowy w wydawnictwach i był nagradzany za swoją działalność translatorską.

Również Katowice były takim miejscem, a w nich od lat połowy lat 90-tch redakcja miesięcznika społeczno – kulturalnego „Śląsk”. Tytuł zobowiązuje, więc i Bereska wypowiadał się w nim na tematy naszego hajmatu, ciesząc się, że czasopismo kontynuuje profil „Poglądów”, aczkolwiek zauważał: „Jest jednak we mnie przemożny smętek za atmosferą tamtych czasów. Zakończył się czas biesiad, spotkań, które zbliżały ludzi do siebie. Wbrew pozorom to właśnie one dostarczały tematów felietonistom, podglądaczom życia bohemy. Zmieniły się czasy, ale… trzeba robić swoje…”.

Był też – z perspektywy czasu być może niepoprawnym optymistą – co się tyczy przyszłości języka śląskiego: „Kiedy przyjeżdżam do Katowic i już na dworcu słyszę, miłą memu uchu, śląską gwarę, przypominam sobie Szewczyka, który bolał, że się nie utrzyma i źródłosłowy wielu archaicznych polskich i niemieckich słów pójdą w zapomnienie. Stało się inaczej, po okresie tępienia i wyśmiewania śląskiej mowy, gwara w tym regionie jest żywym językiem i odezwanie się po Śląsku nawet w tzw. dobrym towarzystwie jest dobrze przyjmowane”.

Istnieją różne typologie jego wierszy. Jedna z nich stanowi o wierszach miejskich i wiejskich oraz umiejscowionych w obu mikrokosmosach wierszach knajpianych. Inny podział mówi o wierszach berlińskich, brandenburskich i śląskich.

Bereska podkreślał fakt bycia Ślązakiem, z osobami nie władającymi tym językiem mówił oczywiście po niemiecku albo po polsku. Na pytania, gdzie jest jego ojczyzna odpowiadał, że w języku – a znał ich trzy, ale jednak nie pisał po śląsku, aczkolwiek jego: „Wiersze górnośląskie dają wyraz tęsknocie do wielokulturowości, traktowanej jako normalność i mówią z rezygnacją o jej zaprzepaszczeniu”.

Henryk Bereska z bratem Alfredem (rok 1987) – fot. ze zbiorów A. Bereska – Trybuś

Bereska nie był człowiekiem granicy, ale pogranicza, Górnoślązakiem z całym bagażem związanych z tym doświadczeń pokoleń, oraz mieszkańcem podzielonego miasta, widzącym ze swego okna Mur Berliński. Angażował się również w promowanie literatów, m.in. Olgi Tokarczuk.

Około roku 1990 Bereska „ osiągnął cel do którego dążył prze cały czas. Udało mu się uzyskać równowagę między pracą poetycką i translatorską. Można powiedzieć, że jego własna twórczość literacka uzyskała przewagę nad pracą przekładową”.

Jaka aforysta Bereska doczekał się nobilitacji pasowania go na niemieckiego Stanisława Jerzego Leca, którego też notabene tłumaczył. „Analfabeci muszą dyktować” to akurat jeszcze Lec.

A teraz próbka Bereski: „W naturze nic nie ginie: umiera jeden zabobon, rodzi się nowy. Jasnowidz, który jest „jasnosłyszący”, musi pewnego dnia zacząć „widzieć czarno”.O zmarłych nie powinno się mówić źle? Pod warunkiem, że za ich życia wolno by było mówić o nich otwarcie, nie ryzykując własnej szyi. No więc, po jakim kursie wymieniamy dziś myśli? Im wyższy pomnik, tym głośniejszy huk przy jego upadku. Ostatnio nie wolno już używać słowa „hańba”, ponieważ rzekomo zostało zawłaszczone przez prawicę. Wkrótce nadejdzie czas milczenia, skoro każde słowo może zostać przez prawicę zawłaszczone. Canossa leży w każdej epoce gdzie indziej, lecz droga do niej najczęściej jest daremna”.

Bereska otrzymał liczne polskie i niemiecki odznaczenia i nagrody. Był też członkiem różnych organizacji literackich. Niemal od samego założenia był członkiem honorowym Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach.

W roku 1996 jego 70 urodziny były obchodzone w Teatrze Śląskim w Katowicach. Rok później stał się laureatem nagrody prezydenta Katowic w dziedzinie kultury. W czerwcu 2001 w siedzibie Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego oraz redakcji miesięcznika Śląsk odbyła się biesiada literacka z okazji 75 urodzin Bereski z jego udziałem. W Bibliotece Śląskiej w sali Parnassos miał z kolei miejsce wieczór autorski Bereski, podczas którego pokazano również film Sarnowicza i Smolorza. Biblioteka wydała z okazji pobytu Bereski także czterostronicową jednodniówkę.

Henryk Bereska na balkonie swojego mieszkania przy Ziegelstrasse (rok 1997) – fot. ze zbiorów A. Bereska – Trybuś

Już po skutkach najechania na niego w marcu na ulicy w Berlinie przez motocyklistę, poruszając się o kulach, odebrał w maju 2005 w Teatrze Słowackiego podczas I Światowego Kongresu Tłumaczy Literatury Polskiej w Krakowie z rąk ministra kultury przyznaną mu nagrodę translatorską Transatlantyk.

Latem zaczęły się u Bereski problemy kardiologiczne zakończone udarem. Henryk Bereska zmarł 11 września 2005 w Berlinie.

Tadeusz Kijonka napisał o nim w miesięczniku „Śląsk” poniższe koleżeńskie słowa: „Ktoś taki już się nie pojawi – jeden z największych tłumaczy literatury polskiej w całych jej dziejach o imponującym dorobku a zarazem człowiek z dramatycznie pękniętą biografią, która mogła się przytrafić tylko komuś takiemu jak on: synkowi z szopienickiego Helgolandu. To był decydujący moment, gdy wkrótce po powrocie z wojennej tułaczki, pod presją -lecz czy tylko politycznego zagrożenia?… 20-letni Henryk Bereska musiał uchodzić z rodzinnego familoka. Jednak z tym najważniejszym miejscem na ziemi duchowo nigdy się nie rozstał, a nawet wracał tu potem coraz częściej, choć głównie w pamięci, o czym świadczą późne wiersze wpisane w zmitologizowany pejzaż miejsc utraconych. W jego przypadku nasuwa się zapewne i to pytanie: kim byłby gdyby nie tamta wojna, która tak pogruchotała losy większości Ślązaków. No bo kim w istocie był, choć tego akurat do końca rozstrzygnąć nie sposób. Lecz czy ma to jakieś znaczenie: kim był i czuł się?… W jakim stopniu Niemcem, w jakim Polakiem, choć rdzennym Ślązakiem rodem z Helgolandu był i pozostał na pewno. Najbardziej trafna odpowiedź sprowadza się, jak sądzę, do stwierdzenia, że Henryk Bereska był przede wszystkim – a z upływem lat nawet coraz bardziej – właśnie sobą, czyli Henrykiem Bereską; kimś w każdym znaczeniu wyjątkowym – i ktoś taki jak on już się nie pojawi”.

Przy dźwiękach akordeonu, w otoczeniu rodziny, polskich i niemieckich znajomych, urna z prochami Henryka Bereski została złożoną na cmentarzu w Kolbergu. W marcu 2006 Gilda Bereska zrealizowała ostatnie życzenie jej męża, aby żałobnicy nie przynieśli na jego pogrzeb kwiatów, tylko wrzucili przeznaczone na nie pieniądze do ustawionej skarbonki. Przyjechała do Szopienic i przekazała zabraną kwotą ponad 3000 euro na remont prowadzonego przez siostry Boromeuszki Specjalnego Ośrodka Wychowawczego.

Po ukończeniu 80 roku życia Gilda Bereska doznała udaru, tak jak jej mąż i przebywała w domu opieki.  Zmarła 20 marca 2026 w Berlinie. Urna z jej prochami spoczęła obok męża na cmentarzu w Kolbergu w dniu 9 maja 2026.

Postać Henryka Bereski ma swoje trwałe miejsce w korowodzie ludzi kultury mających w wpisie swego miejsca urodzenia Roździeń lub Szopienice.

dr Stefan Pioskowik – socjolog, politolog, autor szkicōw ô geszichcie Gōrnego Ślōsnka, wierszy a humoresek. Narodzōny w roku 1962 w Katowicach-Janowie, miyszkŏ we Mysłowicach.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź