Kultura

Henryk Bereska 1926 – 2026 (Teil I)

Zastanawiałem się, jak zacząć artykuł o Henryku Beresce z okazji przypadających w tym roku jego setnych urodzin. Po kilku dniach do głowy przyszła mi myśl, iż mógłby być to wiersz, taki zdjęciowo – opisowy, jakie i on stworzył o górnośląskiej krainie jego dzieciństwa i dorastania.

Już prawie bite osiem lat
Czasu to jest niejaki szmat
Do mojej Mamy na Morawie pielgrzymuję
W wierszach opisuję co przy tym czuję
Mama jest w dobrych rękach opiekunek
Jej dzień codzienny to nie wyrodnego syna frasunek
Od Agnieszki, przez Darię, Elę po Wiesię do Żanety
Praca tych i pozostałych pań zasługuje na lepsze niż moje sonety
Pięć lat do setki Mamie jeszcze brakuje
Mówi mi że chce wiedzieć jak to smakuje
Przez te lata miejsce za przystankiem autobusu linii 70 mijałem
Puste takie zarośnięte krzakami co tu wcześniej było nie wiedziałem
Do momentu gdy w tym miejscu w filmie Henryka Bereskę zobaczyłem
Przyznam szczerze oczom moim nie wierzyłem
On mówi i pokazuje tam jego rodzinny dom stał
W tej okolicy on swoje wczesne dzieciństwo miał
A w tle geriatria, inne budynki hajmat mała patria

Być może Mistrz z Szopienic skrzywiłby się na jego rymowaną formę, powiedziałby nie, na niemiecki to on go nie przełoży, gdyż tłumaczył twórców uznanych i rokujących nadzieję na takowych.

Powiedziałbym trudno, jak co, to przełożę jakoś sam – co też uczyniłem, ale co mnie interesuje, to opowiedzenie historii jego niewątpliwie interesującego życia na podstawie materiałów, do których udało mi się dotrzeć.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Schon fast acht Jahre sind verflogen
Die Zeit ist schnell dahin gezogen
Zu meiner Mutter nach Morawa zieh’ ich hin
Und schreibe Verse über das, was ich dabei empfind’
Mama ist in guten Händen ihrer Pflegerinnen
Ihr Alltag lastet nicht mehr auf des missratenen Sohns Gewissen
Von Agnieszka über Daria, Ela, Wiesia bis zu Żanet‘
Die Arbeit all dieser Frauen verdient weit Besseres als mein Sonett
Fünf Jahre fehlen Mama noch zur Hundertzahl
Sie sagt mir oft „Ich will wissen, wie das schmeckt einmal“
Jahrelang ging ich am Platz hinter der Siebzig-Busstation vorbei
Verwildert, leer – was früher dort war, wusste nicht einmal ich dabei
Bis ich im Film Henryk Bereska genau an demselben Ort ersah
Ich gebe zu: Ich traute meinen Augen kaum, was da geschah
Er sagt und zeigt: Dort stand einst sein Elternhaus
Hier verbrachte er seine frühe Kindheit – Tag ein Tag aus.
Und im Hintergrund Geriatrie, Gebäude, Heimat – kleine Patria.

Miejsce gdzie stał dom Bereski na Morawie rok 2026                               Fot.: S.Pioskowik

W dwóch swoich wierszach Henryk Bereska uwiecznił swoich dziadków, jednego z nich poddamy później pewnej dekonstrukcji, niekoniecznie w duchu Jacques’a Derridy, więcej raczej w kierunku „Z mojego życia. Zmyślenie i prawda” (Dichtung und Wahrheit) Goethego, ale na razie zagłębimy się w zapisach starych USC, czyli Standesamtów, co one mówią nam o tych jego protoplastach.

31 października 1895 Katharina Bereska, z domu Opaschowski, zamieszkująca na obszarze Szopienic, znanym do dziś jako Bagno, zgłosiła urzędnikowi USC Roździeń zgon jej męża, Johanna Bereski, który jako inwalida zmarł w ich mieszkaniu w dniu poprzednim w wieku 50 lat. Był on synem zmarłego górnika Alberta Bereski i jego żony Marii, z domu Bochenek.

Zanim zmarły zamknął oczy, ucieszyły się one jeszcze ślubem jego syna Franza Bereski, urodzonego 5 października 1866 w Roździeniu. W dniu 19 sierpnia 1895 taczkarz – wozak (Schlepper) Franz Bereska zamieszkały w Roździeniu, poślubił tutaj pannę Marię Cibis, urodzoną 27 maja 1874 w Roździeniu.

Była ona córką hutnika Josefa Cibisa i jego żony Josefy, z domu Pandtke, zamieszkałych w Roździeniu. Świadkami byli 39-letni maszynista Eduard Anger z Borków oraz 48 – letni cieśla górniczy Ludwig Pohl mieszkający na Wilhelminie.

Ich małżeństwo cieszyło się sporą gromadką dzieci, jak to drzewiej bywało. W roku 1907 urodził się Roman Bereska, którego los żołnierza pokiereszowanego przez wojnę Henryk Bereska opisał w wierszu „Onkel Roman”. Ostatni syn Georg urodził się w roku 1916.

Wcześniej, gdyż 2 lutego 1900 urodził się w Szopienicach Josef Bereska. 23 stycznia 1926 maszynista Józef Bereska, zamieszkały w Roździeniu przy ul. Janowskiej 3, zawarł związek małżeński z Marią Markowicz, urodzoną 24 czerwca 1904 w Roździeniu, zamieszkałą tamże przy ulicy Rejtana 5.

Była ona córką zmarłego właściciela domu Jakuba Markowitza oraz jego żony Pauliny z domu Imiela, mieszkającej w Roździeniu. Świadkami ślubu byli 27- letni maszynista Maksymilian Bereska, zamieszkały w Nikiszowcu oraz 27 – letni ślusarz Paweł Markowitz z Szopienic, któremu w marcu 1934 „widoczny błąd pisowni nazwiska” został poprawiony na Markowicz.

24 czerwca 1918 Paulina Markowitz zamieszkała w Roździeniu przy Sedanstraße 5 zgłosiła zgon tego samego dnia jej męża Jakoba Markowitza, z zawodu czyściciela maszyn w wieku 48 lat.

Jakob Markowitz urodził się w Janowie jako syn górnika również Jakoba Markowitza i jego żony Appolonii, z domu Kosmella. Zmarły w roku 1918 Jakob Markowitz był dziadkiem po kądzieli Henryka Bereski, którego ten nie mógł poznać.

Młody Henryk Bereska – fot. A. Bereska – Trybuś

Henryk Bereska urodził się 17 maja 1926 na Roździeniu, gdyż połączenie z Szopienicami miało miejsce dopiero za parę lat. Matce podobała się forma Heinrich jego imienia. Ich dom rodzinny stał przy dzisiejszej ulicy Morawa, która pierwotnie nosiła nazwę Sedanstraße, a w momencie jego urodzenia aż do lat 60 – tych Rejtana, a później Franciszka Rybki.

Sam Bereska szacował, iż dom – jeden z najstarszych w Szopienicach – rozebrano w połowie lat 90-tych. Małe okna wychodziły na dwie strony, dach schodził bardzo nisko. Z jednej strony widział tu kasztan, gruszę oraz komórkę kozy i królików – a przede wszystkim przepływającą tuż za domem Rawę, którą określał jako piękną rzekę, a z drugiej strony nogi śpieszących się przechodniów. Na poddaszu mieszkała para muzykantów Wypiór z akordeonem i mandoliną. 19 listopada 1927 na świat przyszedł jego brat Alfred, który do przedszkola chodził z Kazimierzem Kutzem.

W rodzinie Henryka Bereski mówiono na co dzień po śląsku. Niemieckiego używano do przekazywania poufnych komunikatów pomiędzy dorosłymi – zjawisko, które funkcjonowało na Górnym Śląsku jeszcze w 70-tych latach 20 wieku. Język polski był urzędowym, ale również niemiecki był słyszalny na ulicach. Dziadkowie chodzili na niemieckie msze, rodzice na polskie.

Przy tak rozległym pokrewieństwie jak jego, nie dziwi, że ktoś brał udział w powstaniach, ktoś był w Volksbundzie, a każdy z nich wiódł górnośląski żywot w zmieniających się uwarunkowaniach.

Już po latach, gdy był już uznanym tłumaczem atestowano mu: „Także autorzy z Górnego Śląska mieli możliwość przez wiele lat spotykać się z Henrykiem Bereską, widzieć go w jego rodzinnym krajobrazie, rozmawiać w gwarze śląskiej, tym jego ukochanym od dzieciństwa języku.

Ojciec Józef był przez całe życie zawodowe maszynistą kolejki wąskotorowej, zwanej potocznie „Balkanem” kopalni „Giesche”, później „Wieczorek” w Katowicach – Nikiszowcu, kursującej na 4 –kilometrowej trasie od Giszowca do Wilhelminy.

Matka Maria była kuzynką Augusta Hlonda, pierwszego biskupa katowickiego, późniejszego kardynała i prymasa Polski. Na wskutek wyniesionego z domu rodzinnego zamiłowania do książek i czytania, skutecznie przekazała te zainteresowania synowi.

Mimo tego, w przekazach czyta się, że w domu dzieciństwa Bereski biblioteczka składała się z Biblii księdza Jakuba Wujka oraz dwujęzycznych modlitewnika „Weg zum Himmel/Droga do nieba” księdza Ludwika Skowronka.

Z perspektywy lat Henryk Bereska określił swoja sytuację językową następująco: Już będąc małym dzieckiem byłem dwujęzyczny. Mówiłem po niemiecku i po polsku. I oczywiście po śląsku. Moją pierwszą lekturą, którą czytałem jeszcze przed pójściem do szkoły, była powieść niemieckiego pisarza, Karola Maya, publikowana w gazecie ‘Siedem Groszy’’. Oprócz czytania gazet młody Bereska okresie szkolnym czytał także Sienkiewicza i Wacława Sieroszewskiego i w jego własnej ocenie już wtedy bardzo lubił czytać.

W innym wywiadzie Bereska swoją znajomość niemieckiego wspominał w inny sposób: „Ja sam znałem podobno ten język, gdy byłem małym brzdącem. Potem go zapomniałem na wiele lat”.

Jeszcze przed pójściem do szkoły, w wieku 3 – 4 lat Bereska chodził do ochronki, czyli przedszkola, w klasztorze sióstr Boromeuszek u zbiegu dzisiejszych ulic Brynicy i Morawy, czyli prawie rzut kamieniem od jego domu. Kamieniami obrzucali się w jego wspomnieniach również chłopcy z lewego i prawego brzegu Rawy. W jego wspomnieniach pozostała również jego pierwsza dziecięca miłość Stefania, którą bardzo opłakiwał, gdy zmarła w wieku trzech lat.

W roku 1932 jego rodzina przeniosła się do mieszkania składającego się z kuchni i izby na parterze jednego z familoków po prawej stronie od głównego wejścia, stojącego na tzw. Helgolandzie, przy dzisiejszej ulicy Lwowskiej 22, którą już na przełomie wieków, z uwagi na firanki w oknach, nazywano potocznie Gardinenstraße.

Dla Henryka Bereski był to czas uczęszczania do 6-klasowej szkoły podstawowej. Bereska zapamiętał dwie nauczycielki: Franciszkę Mokrzycką, która była „łagodna bardzo miła, nawet chachary się jej trochę bały, jej łagodności” i Józefę Kantor, którą określił jako „bardzo dynamiczną”. W pamięci pozostało mu również, iż obie nauczycielki bardzo płakały po śmierci marszałka Piłsudzkiego w roku 1935.

W tej samej klasie z Bereską był Gwidon Pośpiech, syn Alfonsa Pośpiecha (1894 – 1970), autora wydanej w roku 1929 w Szopienicach książki „Człowiek w płomieniach: powieść z Górnego Śląska”.

Po ukończeniu szkoły podstawowej Henryk Bereska zaczął edukację w gimnazjum w Mysłowicach. Bereska był harcerzem i poznał smak życia w organizacji młodzieżowej również poprzez wędrówki po Beskidach. Swoje szopienickie dzieciństwo wspominał przy każdej okazji jako idylliczne.

Wybuch II Wojny Światowej i późniejsze fakty dokonane z perspektywy mieszkańców Helgolandu wspominał w swoich wypowiedziach i literacko opisał w wierszu „Erster September 1939”

1 września 1939 bomba spadła na katowicką Fabrykę Porcelany, ludzie uciekli do piwnic, starsi się modlili, a dzieci śpiewały beztrosko – albo żeby opanować strach – szlagier filmowy „Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal, gdy szumi, szumi woda i płynie sobie w dal” (Ach, wie lustvoll, über Wellen des Flusses zu gleiten, der in die Ferne strömt – H.B).

Rodzina Bereski otrzymała – jak zdecydowana większość Górnoślązaków w byłym autonomicznym województwie śląskim – trzecią grupę do odwołania Niemieckiej Listy Narodowościowej, czyli Volkslisty, jak ją potocznie nazywano.

Organizacja młodzieżowa nazywała się Hitlerjugend, ale dalej oferowała program, który trafiał do młodych ludzi. Henryk Bereska został zastępowym i przyswajał sobie język niemiecki.

Bardzo przyziemnym punktem tego programu był tzw. Landjahr, czyli roczna praca na wsi, określana potocznie „landową”. Henryk Bereska odrabiał ją w roku 1940 w chłopskim gospodarstwie rolnym w dolnośląskiej wsi Warta Bolesławiecka (Alt Warthau). Powodził m.in. wołami.

Henryk Bereska rok 1942 – fot. ze zbiorów A. Bereska – Trybuś

Po latach odwiedził te wioskę, W domu, w którym mieszkał, przypomniał mu się stary piec kaflowy, stojący w kącie pokoju. Praca kamery w tej wsi była bardziej hojna, aniżeli na Szopienicach, w szczególności na Helgolandzie. Materiał nakręcony w 1998 roku dla filmu dokumentalnego „Język jest też ojczyzną – Henryk Bereska” Wojciecha Sarnowicza i Michała Smolorza liczy osiem godzin – sam film 40 minut.

Po powrocie do Szopienic ojciec Bereski chciał – jak to na Górnym Śląsku było przekazywane pokoleniami – aby syn nauczył się jakiego fachu. Został posłany do elektryka, ale ten szybko ocenił, iż z tej mąki chleba nie będzie.

Bereska dostał się za ucznia do biura Pruskiej Kasy Rządowej (Preußische Regierunskasse) w Katowicach i absolwował ją po trzech latach. Ta praca podobała mu się gdyż mógł wiele czytać. Jeszcze po latach przypominał sobie twarze i głosy współpracowników.

W tym czasie od roku 1943 rozpoczęła się jego przygoda z szybownictwem na katowickim lotnisku Muchowiec. Robił też kurs mechanika samolotowego. Na szybowcach latał w Radzionkowie i na Górze Św. Anny. W maju 1944 został powołany do Luftwaffe aby zostać pilotem i skierowany do szkoły lotniczej w bawarskim Fürstenfeldbruck. Bereska latał na szkolnych maszynach.

Szkolenie zakończyło się z powodu braku benzyny lotniczej w lutym 1945, Bereska i pozostali kursanci zostali spieszonymi spadochroniarzami, których wożono wagonami towarowymi w rejonach alpejskich.

Do amerykańskiej niewoli Bereska trafił w austriackim Braunau am Inn. W obozie jenieckim przybywał kilka tygodni, po których wychudzony został zwolniony i pracował jako robotnik rolny w wiosce o której słyszał, iż miało tam być parę ludzi z Szopienic.

Od jednej dziewczyny dowiedział się o piastowaniu przez jednego z jego wujków funkcji burmistrza w północnoniemieckim miasteczku Brake, ale Bereska postanowił powrócić na Górny Śląski do domu.

Po krótkim pobycie w stronach rodzinnych i nacieszeniu się rodziną – bratu Alfredowi udało się zbiec z rosyjskiej niewoli, ojciec pracował, matka miała na głowie dom, ogródek warzywny i gadzinę w chlewiku – Bereska, wyposażony już w adres tego burmistrza, będącego członkiem SPD, udał w ponownie do Brake. Być może w ten sposób został pracownikiem pomocniczym w stoczni w pobliskiej miejscowości Elsfleth.

Nie pracował tam długo i postanowił powtórnie wrócić do Szopienic. Tym razem wybrał drogę oficjalną poprzez obóz dla repatriantów w Sande koło Wilhelmshaven. Po powrocie do Polski zamierzał podjąć studia, do tego niezbędna była matura.

W Katowicach podjął w tym celu w naukę w trzyletnim Studium Przygotowawczym, dla tych, którym wojna przeszkodziła w zakończeniu edukacji egzaminem dojrzałości. Wszystko układało się dobrze, ale po dwóch miesiącach został przez odpowiednie czynniki poproszony – z uwagi na jego przeszłość – o pełnienie roli informatora.

Bereska po raz kolejny opuścił Szopienice i nielegalnie przekroczył granicę. Początkowo przybywał w Spreewaldzie na Łużycach, następnie w Schleswigu – Holsztynie. Ale jego stacją docelową okazał się późniejszy Berlin Wschodni.

Latem 1948 roku po półtorarocznym kursie przygotowawczym zdał tu maturę. Następnie studiował na Uniwersytecie im. Humboldta germanistykę, slawistykę i polonistykę. Studia zakończył w roku 1952 złożeniem egzaminu państwowego.

Jeszcze w czasie studiów poznał pisarza i publicystę Tadeusza Borowskiego, pracującego w Polskim Biurze Informacji Prasowej. Bereska tłumaczył dla Biura różne teksty z polskiego na niemiecki. Był to dla niego jak to sam określił „pierwszy flirt z tłumaczeniami

Również sama znajomość z Borowskim wywarła na nim duże wrażenie, gdyż zrozumiał : „co to znaczy jednoczesność pokolenia: jego polskie doświadczenie i moje takie dziwaczne doświadczenia”.

Koniec części pierwszej, cdn.

dr Stefan Pioskowik – socjolog, politolog, autor szkicōw ô geszichcie Gōrnego Ślōsnka, wierszy a humoresek. Narodzōny w roku 1962 w Katowicach-Janowie, miyszkŏ we Mysłowicach.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź