Biblioteka nocą: Pogodalla. Prinzstrasse

Moja Biblioteka – tak mi się wydaje – unosi się parę centymetrów nad ziemią, jak wieża górnicza nieopodal. Dwa pylony przygotowane do startu wydają się czekać na hasło. Trwa to jednak już dość długi czas. I wydaje się, że ta petryfikacja chwili nie minie. Zdaje się, że przez wieczność będziemy lewitować nad planetą. Samoświadomość może jednak dużo, gdyż niejeden raz, kiedy wstępujemy do biblioteki, czujemy że okrążamy galaktykę. Często mam takie wrażenie. Szczególnie gdy wchodzę na górne piętra, wtedy wydaje mi się, że pruję w kierunku gwiazd z szybkością podświetlną. Bywa jednak, że dopada mnie też uczucie odwrotne, wtedy zanurzam się w niższe pokłady. Być może to siła imaginacji, gdyż dolne rejony, te mniej uczęszczane, kojarzą się z maszynownią statku. I choć zdaje się, że nic się nie dzieje, czuję drżenie regałów, kiedy wyciągam dłoń i niespiesznie dotykam kodeksów, które zakurzone tkwią tu – zdawałoby się od wieków.
I nie wiadomo czemu chwila nadeszła. Zapuszczam się dzisiaj na dolne korytarze biblioteki, gdzie tkwią książki zapomniane, albo, jak chcą niektórzy, niechciane. I choć nie czuję drżenia regałów, ani wibrowania podłogi, kiedy wyciągam książkę z regału, oczami wyobraźni widzę, jak kołysze się pylon biblioteki, zasłaniając i odsłaniając migoczące gwiazdy na niebie, zdziwionym zakochanym, siedzącym na ławeczce w parku przed książnicą.

Ważę w ręce opasły kodeks z kolorowym zdjęciem świątyni pw. św. Pawła na okładce. Przepiękny kościół autorstwa dortmundzkiego architekta, swoją bizantyjską urodą, rysuje kopułą jaskrawy błękit, na którym gotykiem autor okładki wymalował tytuł: Potępieni i wierni. I jeszcze ten podtytuł: Niemcom i psom wstęp wzbroniony. Z dopiskiem: Moje wspomnienia z Chebzia.

Dej pozōr tyż:  Śląski rodowód kartofla

Zaiste coś musi być magicznego w Kronprinz Strasse, która wybudowano w latach 1819-1830 (nazwa Droga Następcy Tronu powstała na pamiątkę podróży lustracyjnej dziedzicu tronu pruskiego, potem króla Fryderyka Wilhelma IV). Może to, że połączyła ówczesną miejscowość Gleiwitz z Zaborzem, Morgenroth, Lipine i Königshütte, (czyli Gliwice z dzisiejszą dzielnicą Zabrza Zabrzem, obecną dzielnicą Rudy Śląskiej Chebziem, Lipinami wchodzącymi w skład Świętochłowic i Królewską Hutą nazywaną obecnie Chorzowem), miejscowości, które w XIX wieku dopiero co wystartowały w industrialnym biegu ku niezwykłej przyszłości. Której dzisiaj jesteśmy często oniemiałymi świadkami. A może dlatego, że przenikała się ona w ciągu komunikacyjnym z podziemną, niemalże mityczną trasą Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej? Która przecież miała przemożny wpływ na wyobraźnię literacką. Bo gdyby z synkretycznej perspektywy popatrzeć, powiedzmy splątania literackiego, można na tym szlaku wymienić także autorów, którzy z różną temperaturą i wrażliwością literacką pochylili się nad duchem miejsca: Bienek, Bieniasz, Janosh, Urbas, Pogodalla, Kassner, Waszut. Ho, ho!
Właśnie Paul Pogodalla. Międzynarodowy ekspert w dziedzinie hodowli kanarków – przez wiele lat Prezes Związku Hodowli Kanarków i Ptaków Egzotycznych w Polsce, autor cenionej książki Ptaki egzotyczne. Urodzony w roku 1930 w Goduli (obecna Ruda Śląska), spędził lata dzieciństwa i młodości w sąsiednim Chebziu.

Książka, którą autor napisał w Niemczech, do których wyjechał na stałe w 1988 roku, wraz z króciutkim wstępem Bernarda Kopca liczy 421 stron formatu B5. Zatem ponad 500 stron formatu A5. Pisana maczkiem. Robiąca wrażenie jakby niecierpliwy wydawca wyrwał ostatnie strony maszynopisu z maszyny do pisania i nie patrząc na konsekwencje oddał jeszcze surową całość drukarzowi. Któryż to mistrz szlachetnej czarnej sztuki, widać ulegając ogólnemu rozgorączkowaniu, uruchomił maszyny, w efekcie czego powstał kodeks pisany gęsto, justowany tylko z lewej strony z licznymi błędami i brudami stylistycznymi. Ale może przez to powstał kodeks niezwykły. Tchnący niebywałą autentycznością. Ciąg narracyjny to przyspiesza, to wije się, to spiętrza. I zapiera dech. Autor snuje opowieść widzianą oczami małego chłopca, młodzieńca, młodego mężczyzny – momentami z dokładnością i precyzją niemalże techniczną. Może to poprzez konstrukcję zdań, trochę dziwnych (w końcu autor na co dzień mówi i myśli po niemiecku), a może dlatego, że autor był tokarzem, w którym to zawodzie liczy się precyzja i nie ma w nim miejsca dla improwizacji.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dej pozōr tyż:  Wiek XIII – XIV: wydarzenia, które określiły przyszłość Śląska, cz. 2: Bitwa pod Legnicą

Opowieść o świecie, którego epicentrum nazywa się Chebzie i któreż to epicentrum raz się rozszerza, a raz niknie, głównie za sprawą historii bezceremonialnie przewalającej się przez Śląsk w poprzek rodzin, w poprzek najbliższych sąsiadów, w poprzek lokalnej społeczności, gdzie często władzę przejmuje karłowatość pokolorowaną na wszystkie możliwe podłe barwy. Gdzie dantejskie sceny momentami uzyskują taki poziom absurdu, że zaczynają śmieszyć. Przedstawiony świat społeczności chebziańskiej pomieszkującej w zielonych domkach, czyli osiedlu dla biedoty, zachwyca opisem zwyczajów, postaw, ale także i opisem miejsc, które bezpowrotnie znikły, a które obecnych mieszkańców opisanej okolicy, popycha pięknie w świat melancholii, gdzie namacalnie czuć smutek niespełnionych baśni. Nie wpada jednak w pustkę łzawej opowieści, ani sztuczność świata opisanego przez specjalistów od tak zwanej polityki historycznej. Być może wpływ na to miała optyka śląska o zabarwieniu niemieckim, której autor przecież jest wyrazicielem. Ale trochę naciąganym, bo pomimo podtytułu, brak w opowieściach nienawiści narodowej. Być może to specyficzny talent, albo naturalne postrzeganie rzeczywistości przez Pawła z Chebzia. No nie wiem.
Zatem w trakcie czytania pojawia się tęsknota. Za minionym światem i ludźmi. Ale także i radość, że szaleństwo XX wieku minęło.

Daj Boże.

Krystian Gałuszka

KRYSTIAN GAŁUSZKA – śląski poeta i prozaik, a także bibliotekarz, redaktor, edytor, animator kultury. Autor 18 książek w tym m.in. powieści Księgi  Raziela i tomiku poezji po ślonsku Modre ajnfarty.

Cykl Biblioteka nocą był początkowo publikowany w miesięczniku Śląsk.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza