Kim jest Ślązak? Charakter Ślązaka (część II)

Część pierwsza

Wartością samą w sobie była praca. Ślązak się poprzez nią określał, samorealizował. Takie traktowanie pracy jako wartości najwyższej, jej bez mała sakralizacja, określało zasady, którymi Ślązak powinien się kierować: rzetelność, pracowitość, uczciwość, sumienność i solidność, szacunek dla kwalifikacji zawodowych, solidarność i poczucie odpowiedzialności za towarzyszy pracy. Ich respektowanie lub nie stawało się zasadniczym kryterium oceny człowieka. Nieważne, czy ktoś był urzędnikiem, czy chirurgiem. Cytowany już profesor Franciszek Kokot, światowej sławy nefrolog, wyznaje:
„Żeby w dzisiejszym świecie coś osiągnąć, nie wystarczy być inteligentnym. Trzeba jeszcze ciężko, solidnie harować”. Robotny – to na Śląsku największy komplement. Dla mieszkańców innych części Polski było to niezrozumiałe. Dla Gustawa Holoubka po przeniesieniu się z Krakowa do Katowic: „Najbardziej zaskakujące było to, że ich (Ślązaków) ocena ludzi kształtowała się w odniesieniu do ich stosunku do pracy. Właśnie praca była dla nich probierzem moralności: jeśli ktoś wykonywał ją uczciwie i kompetentnie, jeśli był fachowcem w swojej dziedzinie – cieszył się szacunkiem i poważaniem. Natomiast obiboki i nieroby, których zresztą wówczas rzadko można tam było spotkać, byli wyraźnie dyskryminowani i w naturalny sposób z tej społeczności eliminowani.” Tym Ślązak różnił się diametralnie od ludzi „z Polski”, traktujących często pracę własnych rąk jako dopust Boży. O różnicach w tym względzie wiedziano już w okresie luźnych kontaktów z Polską, skoro w 1922 w Piekarach Śląskich niewidomy „Śląski Wernyhora” witał wojsko polskie słowami: „wy nas nauczycie pięknie mówić, a my was nauczymy dobrze pracować.” Pracowitość więc i wszelkie przymioty ducha z nią związane ( jak te wymienione wyżej, lecz także hart ducha i wytrwałość) najszybciej kojarzone są z mieszkańcami Górnego Śląska. Zofia Kossak- Szczucka w Poznaniu w roku 1932 mówiła: „Wytrwałość. Wytrwałość jest może cechą najbardziej charakterystyczną w psychice śląskiej.” Z pracy – najcięższej i najniewdzięczniejszej z możliwych, Ślązacy stworzyli cnotę. W tym miejscu dotknęliśmy istoty czegoś, co umyka większości badaczy, co domaga się osobnego rozpatrzenia: genialnego kreacjonizmu Ślązaków. Praca pod ziemią – to mówiąc prosto – najgorsza z możliwych. Pod każdym względem. Ślązacy w ciągu paru zaledwie pokoleń stworzyli z niej niemalże sacrum, powód do dumy, atrakcję, probierz godności człowieka. Stworzyli wokół niej przebogaty zespół legend, zwyczajów, obrzędów i uwarunkowań. Chciałoby się wręczyć temu najwybitniejszemu, zbiorowemu scenarzyście i reżyserowi, najwyższą nagrodę. Za stworzenie dzieła w tak krótkim czasie, tak barwnego i na taką skalę.

Socjolodzy, obserwatorzy z zewnątrz, dostrzegli w mieszkańcach Górnego Śląska religijność innego typu niż w pozostałych częściach kraju. Ponieważ wywiera ona duży wpływ na duszę Ślązaka, determinuje jego postawy i zachowania, przyjrzyjmy jej się bliżej. Zostawmy na boku sprawy obrzędowości, takie jak mniejsza wystawność (coś takiego jak Licheń, na Górnym Śląsku by raczej nie powstało), żywszy śpiew (brak typowego dla reszty Polski zawodzenia), czy inny rodzaj kontaktów duchownych z wiernymi
( bardziej bliski, konkretny, wypływający z przekonania o konieczności spełniania najprostszych, codziennych obowiązków wobec parafian). Z pewnością te różnice wytworzyły się poprzez bliskość ewangelików. Religijność Ślązaków przez to jest mniej obrzędowa, barwna i widowiskowa, ale za to głębsza i prawdziwsza. Bóg, to nie bizantyjski Pantokrator, lecz Ponboczek, który jest obecny w każdym miejscu i w każdej chwili życia. Znakiem krzyża rozpoczynało się i kończyło pracę, posiłek, napoczynało krojenie chleba. Do niedawna przed progiem zawsze umieszczona była kropielniczka. Nawet śmierć na Górnym Śląsku nie była straszna. Była zwyczajną śmiertką. Często czekało się na nią z utęsknieniem, jak na wieczny, zasłużony urlop w niebie. Wybitny poeta, ksiądz profesor Jerzy Szymik cytuje słowa parafianki z Pszowa, skierowane do jego matki: „Pani Szymikowo, jo się ciesza na śmierć jak na Wilijo…”. Wojciech Kilar tak opisuje śląski katolicyzm: „Na Śląsku, jak w niedzielę idzie się do kościoła, to coś znaczy. Nie ma rozdźwięku między tym, co głosi się w kościele, a robi w życiu”. Prawie 70 lat wcześniej (1937) pisarz lwowski, Zygmunt Haupt, tak relacjonował ze Śląska: „Ślązacy są wspaniałym ludem… Idą na pogrzeb, wesele, chrzciny. W ich ruchach, przeświadczonych o własnej godności, przebija się pewność osiągniętej rzeczywistości. Tak różna od gapiowatej galaretowości niedzielnej obywatela z Siedlec czy Nowego Sącza. Stąpają całą stopą, idą chodnikiem i jezdnią, rytm kroku jest bez fałszu. Nic nie mówią. Ci ludzie celebrują swą rzeczywistość!”.

Gdzie jeszcze, oprócz Górnego Śląska, pozdrawia się pracującego „Boże pomogej” i odpowiada: „Dej Panie Boże” lub żartobliwie: „Boże cie tu dej”? Czy jest jeszcze jakieś miejsce na świecie, gdzie by wracających z kościoła witano tak jak na Śląsku: „Witom wos z kościoła” i odpowiadano: „Jo cie tyż witom tom samom witaczkom”

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Owa triada: śląska rodzina, śląska religijność, śląska pracowitość, to najbardziej wyraziste wyznaczniki śląskiej tożsamości. Powiada się, że w tym zawiera się śląskość, że to idzie wypisać na śląskich sztandarach. Te czynniki najsilniej wpływały na charakter Ślązaka, kształtowały jego duszę. Wracając do Piotra Klera, który swój sukces zbudował przestrzegając tych nadrzędnych wartości. Mówi on: „Rodzina to dla mnie bezpieczna przystań i wsparcie– a moja wiara to kompas, który sprawia, że płynę we właściwym kierunku”.

Jest jeszcze wiele innych wyznaczników śląskości, jak chociażby śląska mowa (Kto godo po ślonsku i się tego niy wstydzi, jest Ślonzokiym), strój, obyczaje, poczucie więzi, jednak nie wpływają one zasadniczo na charakter Ślązaka, co nas w tym tekście wyłącznie interesuje.

Dej pozōr tyż:  Coby bajtle niy godały po ślōnsku

Jakie inne jeszcze cechy charakteru Ślązaka można by wymienić? Czym wyróżniał się (wyróżnia) od mieszkańców sąsiednich ziem? Jedną z cech najbardziej dostrzegalnych jest skromność. Można by ją inaczej określić jako wrodzona niechęć do wystawiania się na pokaz, awersja do karierowiczostwa, rozgłosu. Franciszek Pieczka tak o tym mówi: „Nigdy nie szukałem protekcji. Ja nie lubiłem „bywać”, pokazywać się tylko dlatego, że tak wypada. Ale muszę przyznać, że dzisiaj ta postawa jest trochę anachroniczna. Świat zaczął się „przepychać łokciami”. Krystian Zimerman znany jest z niezmiennie negatywnego stosunku do nagród i wyróżnień, do publicznych wystąpień, choć ma w czym wybierać. Kazimierz Kutz w swych wspomnieniach ukazuje człowieka, który był chodzącą skromnością. W warszawskim hotelu zobaczył w holu siedzącego w kąciku Jerzego Chromika – kolegę z Szopienic. Po przywitaniu zapytał się go, co tak w ogóle robi. Chromik odpowiedział: „Teroz to lotom”. Powiedział to człowiek, który w tamtym momencie był bohaterem narodowym Polski. W słynnym meczu lekkoatletycznym Polska – Stany Zjednoczone na Stadionie Dziesięciolecia pobił po raz kolejny rekord świata na długim dystansie. Ponadto był cenionym fachowcem, absolwentem Politechniki Śląskiej. Przykłady takie można mnożyć. Otacza nas wielu ludzi, o których zasługach, unikatowych zbiorach, rozległych zainteresowaniach, dowiadujemy się często po ich śmierci. Z cechą tą łączy się inna, też charakterystyczna dla Ślązaków: pewna surowość, oschłość, rozwaga w słowach i powolność w ruchach („drapko to robi gupielok abo dioboł” – stara Ślązaczka). Taki zespół cech, naturalnie wynikających i z trudnej historii Górnego Śląska, nieufności wobec obcych, jak i solidnego i surowego wychowania, wiele osób za Kazimierzem Kutzem nauczyło się określać „dupowatością Ślązaków”. Myślę, że nie wiedzą, co mówią lub piszą. Ostrożność, małomówność, rozsądek – raczej zasługują na szacunek niż na porównanie z określoną częścią ciała. Posłuchajmy zresztą autorytetów – wybitnych pisarek i obserwatorek. Zofia Kossak-Szczucka pisała: „Przede wszystkiem rzeczowość istotna, nie dająca się ponieść nierealnym marzeniom. Idealizm w czynach, nigdy w słowach. Słowa są twarde, szorstkie i treściwe. Brak Ślązakom gładkości, wdzięku, umiejętnego prześlizgiwania się po powierzchni życia, ale nie temi zaletami buduje się państwa, jeno tamtą twardzizną, w której czyny dźwięczą lepiej od słów.” Maria Dąbrowska: „U Ślązaków dostrzec można zupełny brak pozy, frazesu i czczej grandilokwencji. Ślązacy zdają sobie sprawę ze swych daleko posuniętych umiejętności zawodowych, ale potrafią także zdrowo kpić ze swoich braków. Mają poczucie humoru i poczucie powagi życia. Są zdolni do entuzjazmu, ale rozważny sceptycyzm chroni ich przed zakłamaną egzaltacją.” I cytowany już Zygmunt Haupt : ” Ślązak zainterpelowany patrzy wprost w oczy z ostrą szpilką źrenicy, myśli, naprawdę myśli i albo mówi bez żenady, że na ten temat nic nie może powiedzieć, albo mówi rozsądnie, treściwie, logicznie.” I jeszcze Wojciech Żukrowski: „ Ślązacy to jest grupa etniczna, która jest zdolna powiedzieć:”nie!” Nie wiem, czy Pan rozumie? Warszawa mówi:”tak” – i to znaczy: „może”. Jeżeli mówi: „może”, to znaczy to: ”nie”. A jeżeli mówi: „nie” , to sama nie widzi w tym żadnego interesu. Ale raczej nie mówi: „nie”. Zdolni do wyartykułowania słowa „nie” od razu są Ślązacy. Jeżeli mówią:”tak”, to od razu zabierają się do pracy”. Skromność i prostoduszność cechują Ślązaka, lecz przecież wszystko, co robi, czyni z honorem, z godnością. Zna swoją wartość. Wykonywana przez niego praca, to dzieło zawsze na najwyższym poziomie. Słabo wykształcony – wielu „po szkołach” zapędziłby w kozi róg swoim doświadczeniem, oczytaniem i obyciem. Nawet w najtrudniejszych czasach, bieda i ubóstwo nie raziło natarczywie oczu, jak to bywało na ziemiach ościennych. Skrywana była za zawsze czystymi firankami i oknami, pod połatanymi, niemniej wypranymi i wyprasowanymi ubrankami dzieci. Skarżenie się na los i szukanie pomocy zdarzało się rzadko i traktowane było na równi z żebraniną. Urodzony w Tarnowskich Górach (w Rybnej) były wiceprezes i sekretarz generalny Towarzystwa Przyjaciół Śląska w Warszawie, pracownik Kancelarii Sejmu i redaktor w Wydawnictwie Sejmowym, autor wielu publikacji i książek: „Ślązacy w Warszawie” (sam mieszka tam od 1970 roku), „Księgi Ślązaków”, „Ślązaczki” – Jan Cofałka, w liście do mnie proponuje, bym mówiąc o stosunku Ślązaków do pracy, cytował strofy Jana Goczoła, którego nazywa „Dziedzicem Śląskości” – jak napisano na koszulce ofiarowanej mu przez przyjaciół. Spełniam chętnie tę propozycję. W wierszu z cyklu: „Stary Ślązak” Jan Goczoł pisze:

„Stary Ślązak w niebie stoi odurzony

Tą wiecznością: tyle czasu, jakby była

Bezustanną zimą bez pilnej roboty.

Żeby chociaż jakiś garnek krzywych gwoździ

Wysupłanych ze starego drewna czasu

Człek by nie marnował, a dla nieba korzyść.”

Skromność i duma, surowość i wrażliwość. Gdyby ktoś zapytał mnie, co w postawie, charakterze Ślązaka jest najistotniejsze, najbardziej specyficzne i wyróżniające, odpowiedziałbym, że: pewnego rodzaju dwoistość natury. Dzieje tej ziemi kazały mu bez przerwy dokonywać wyboru, lub stawać w obliczu takich wyborów, być zawieszonym  m i ę d z y. Silnie zakorzeniony, a zmuszany do oderwania się od ziemi. Wrosły na stałe, a gotowy wiecznie do porzucenia. Pewny siebie i swoich, a przymuszany do opowiedzenia się po stronie obcych. Los – wyrosłemu wśród pól i lasów – kazał mu zejść w mroczne głębie. Realista, pragmatyk, twardo stąpający po ziemi – szybujący po niebie wraz ze swymi gołębiami, tworzący świat fantazji i mitów. Ufny, otwarty, serdeczny i wesoły wobec swoich – nieufny, zamknięty i szorstki wobec obcych. Z natury uczuciowy – nauczony nieuzewnętrzniania swych uczuć. Raz rozśpiewany i rozbawiony, innym razem mrukliwy i małomówny. Uniwersalny, europejski i zaściankowy, prowincjonalny zarazem.  Rubaszny i mądry. Śmieszny i poważny. Wzruszający i surowy. Myślę, że pod tym względem bliżej nam do Czechów niż Polaków. Potrafimy równie dobrze dostrzegać piękno zwyczajnego, codziennego życia, pogodę w smutku, doniosłość w rzeczach drobnych. To życie w dystansie, w pewnym wyciszeniu, patrzenie na świat z przymrużeniem oka, łączy nas z południowymi sąsiadami tak samo jak zamiłowanie do orkiestr dętych i piwa. Mamy podobny dystans do samych siebie i podobną skłonność do autoironii.

Dej pozōr tyż:  "Śląski" prezydent USA. Nieco żartobliwe spojrzenie na rywalizację Joe Biden - Donald Trump

Rodzina, kościół, praca kształtowały charakter Ślązaka. Niemniejszy w tym dziele wpływ, ma jeszcze inny czynnik. Wybitny polski socjolog: Józef Obrębski pisze: „W koncepcjach jakiejś grupy etnicznej wybija się więc na pierwszy plan stale i niezmiennie wizerunek grupy obcej. Wizerunek własny jest tylko refleksem tych kontrastów, na których podstawie jakaś grupa etniczna definiuje odrębność grup innych.” Mówiąc króciej i prościej: dla Ślązaka mniej ważnym jest to, co go łączy z sąsiednimi nacjami, od tego, co go od nich dzieli. Oddalenie od Niemców powiększa się i pogłębia. Mentalność jednak i natura Polaków (a głównie stosunek ich elit politycznych do Górnego Śląska) wcale nie stają się bliższe. Z grzechów polskich: pychy, pieniactwa, słomianego zapału, fanfaronady, Ślązak spowiadał się nie będzie. Andrzej Sapkowski wymienia następujące (najgorsze) wady Polaków: zacofanie, kołtuństwo, obłuda, chorobliwa ambicja, pycha, dzikość, niepohamowana żądza władzy, totalny brak samokrytycyzmu. Tymi „przymiotami” charakteryzują się Polacy, którzy wspomagali husytów w grabieży i w rzezi mieszkańców Śląska. Cechy te im przypisuje, co prawda, w powieści, której akcja dzieje się w XV wieku, niemniej obserwacje zbierał współcześnie, gdyż wiele z nich, jeśli nie wszystkie, są nadal bardzo żywotne. Poczytny pisarz, nie należący raczej do śląskich organizacji autonomicznych, chciał w atrakcyjnej formie ukazać kawał historii, kiedy to Ślązacy poznawali swych najbliższych sąsiadów od strony jak najgorszej. Z tych „kawałków” uskładało się prawie tysiąclecie, gdyż już kronikarz Jan Długosz na czele narodów wrogich Polakom, postawił …Ślązaków! Wracając więc do naszych rozważań. Wizerunek grupy obcej ( w ostatnim półwieczu ograniczający się do Polaków), był odpowiednio silny i ostry. Miał też dużo czasu, by się w sercach i umysłach Ślązaków odcisnąć. Pod jego wpływem, niektóre zalety nabrały u mieszkańców Górnego Śląska wymiaru cnót, a rutynowe zachowania zamieniły się w rzadko spotykane zalety. Ostatnie dziesięciolecia przytępiły ostrość konfliktu: „my” – „gorole”, niemniej w tej sferze zaobserwować można ciekawe zjawisko. Oddajmy zresztą głos fachowcowi – prof. dr Wandzie Mrozek. Pisze ona (na podstawie szerokich badań przeprowadzonych w latach 1986-1990), że u starszych mieszkańców Górnego Śląska stosunek „swój”-„obcy” traci z wolna swój ostry, antagonistyczny wyraz. „Natomiast pewnym zaskoczeniem były dane postawy uczniów starszych klas szkół licealnych i technicznych. Młodzież śląska często wyrażała negatywne opinie o nie-Ślązakach, dodając uwagi w rodzaju: …
(cenzura własna – J.H.). Wypowiedzi te znacznie odbiegały swoim tonem od opinii rodziców. Dodać trzeba, że równocześnie badana młodzież podkreślała swój patriotyzm regionalny, dumę z przynależności do grupy śląskiej, kultywowanie tradycji jako czynnika tożsamości kulturowej. Ową radykalizację postaw najmłodszego pokolenia można by interpretować jako przenoszenie stosunku „swój” – „obcy” z płaszczyzny etniczno-kulturowej na płaszczyznę o charakterze politycznym.”

Stwierdzenie to jest bardzo ważne. Daje odpowiedź tym, którzy twierdzą, że w wyniku zmian gospodarczych i obyczajowych, w Ślązakach zanikły cechy, stanowiące o ich odrębności. Radykalnie wszak został zmieniony model rodziny, stosunek do pracy w dobie restrukturyzacji przemysłu też uległ zmianie, znikły przy familokach podwórka z klopsztangą, na których rządziła ślonsko godka. Problem tożsamości, śląskości, jak widać, jest żywotniejszy, trwalszy niż nam się wydaje. Jego kod został wyryty w świadomości bardzo głęboko. Sami jesteśmy często zdziwieni siłą jego oddziaływania. Coraz częściej  zdarza się też, że tej tradycji wynosimy z domu nie dość dużo, uczymy się jej w innym środowisku, w szkole, musimy się jej sami uczyć, konfrontować się z nią. Wybitny reżyser, pisarz i fotografik – Joanna Helander, kilkadziesiąt lat mieszkająca w Szwecji, tak o tym mówi: „ To nie jest tak, że powraca się na ten swój magiczny, ciepły Śląsk. Najpierw chce się uciec, buntuje się, później wraca się. To naturalne, choć ma to podłoże psychiczne, irracjonalne. Mogłabym sobie „odpuścić”. Czuję jednak, po dwudziestu pięciu latach moralny przymus, by uporać się z tym, czego nie zdołali uporządkować moi rodzice w Rudzie Śląskiej. To mały koszmar, ale nie ma innej drogi.” Horst Eckert (Janosch) w rodzinne strony swego Cholonka powrócił po dłuższej jeszcze nieobecności i został od razu przez nie „porwany”. Jeszcze bardziej irracjonalne „powroty”, wręcz parapsychiczne, odczuwają mieszkańcy Panny Marii – osady w Teksasie zamieszkanej od 1850 roku przez śląskich emigrantów (głównie z Płużnicy, lecz także ze Starych Tarnowic). Sally Schefer z Sekułów („cansto śni mi się po ślonsku”) starka mówiła, kiedy wyjmowała z komody jakiś kapudrok : „ to sam trza szanować, bo to jest ze Śląska”. Potomkowie pierwszych osadników dopiero w 2000 roku pojawili się w Płużnicy (na 750 leciu wsi) i na „Po naszymu, czyli po śląsku” z Marią Pańczyk.
Śląskość bowiem rozmaicie jest nam dana. Jedni wynieśli ją z domu, są nią przeniknięci, inni, z różnych powodów, zerwali z nią więzy i – powtarzając jeden z najstarszych archetypów ludzkości – powracają (do Itaki, do Edenu, do krainy dzieciństwa?). Inni mieszkańcy Śląska muszą ją w sobie budować, nie jest bowiem tak, że jest to „przypadłość” wyłącznie rodowitych. Ksiądz profesor Jerzy Szymik mówi: „Małemu gorolowi trzeba powiedzieć to samo, co hanysowi: nie będziesz żył dwa razy. Innych korzeni już mieć nie będziesz. Więc z faktu, że urodziłeś się w Pszowie, albo wycyckosz wszystkie życiodajne soki albo bydziesz żył jak meduza chopie, jak nadłamana trzcina na wichrze. Z budulca, który masz, zbuduj jak najlepsze życie. Ale twoje bogactwo polega także na tym, że pochodzisz z Radomia. Wszędzie jest to centrum wszechświata … Kochaj i ziemię pszowską i radomską. Pozwól, żeby obie one cię ukształtowały.” Poszukiwanie swojej tożsamości lub jej dalsza budowa, to nie jakaś zabawa w malowanie drzewka genealogicznego. To poszukiwanie, tworzenie swego człowieczeństwa. Coś ważnego o człowieku da się powiedzieć wychodząc od konkretu, od szczegółu, od drobnych życiowych spraw. Jak mawia cytowany już wielokroć Jerzy Szymik: „Tylko przetworzona prowincja daje głęboki i ważny obraz treści uniwersalnych”. Pragermańskie słowo heim
(od którego pochodzi heimat – oznaczenie ziemi rodzinnej) oznaczało także wszechświat. Taki proces budowania tożsamości śląskiej, przebiega dziś na Dolnym Śląsku. Obserwuję go od dawna i opisuję – najpełniej w „Magicznym Śląsku”. Uważam bowiem to zjawisko, ten proces odnajdywania czy też przypisywania sobie śląskich korzeni na Dolnym Śląsku, za sprawę dla nas fundamentalną, najbardziej rzutującą na przyszłość, ważniejszą niż kwestia autonomii czy jakakolwiek inna. Jeśli Dolny Śląsk, Wrocław – dumna i wielka stolica Śląska zamieszkiwany będzie przez ludność nie identyfikującą się ze Śląskiem, to będziemy mogli powoli termin Śląsk rezerwować dla klubów sportowych (jak w Niemczech Borussia) i dla historii. Jeśli zaś na ziemiach tych ludność indyferentna tożsamościowo przekształci się w społeczeństwo dumne ze swej ziemi, ze Śląska, wtedy możemy snuć plany na przyszłość, rozwiązywać najtrudniejsze śląskie problemy.
Na Górnym Śląsku być Ślązakiem zawsze i jedynie znaczyło: być człowiekiem. Ślązok brzmiało i brzmi dumnie, ciężko i żmudnie trzeba jednak na to miano zapracować. Tylko ktoś, kogo nie stać na to, by być człowiekiem, może być faszystą, nacjonalistą, komunistą, anarchistą, wszechpolakiem, skinem, czymkolwiek, bo kimś przecież trzeba być.

Dej pozōr tyż:  Wiek XIII – XIV: wydarzenia, które określiły przyszłość Śląska, cz. 5: Rozdrobnienie Śląska. Kuzyni z Wahlstatt

Powiedziałby ktoś, że gloryfikuję Ślązaków, przypisując im w nadmiarze same wzniosłe cechy. No cóż – solidnie na nie zapracowali. Żyli tak, że miast herbów i nadań szlacheckich mogli się nimi sygnować i być poprzez nie wyróżnianymi. To fakt, że nie istnieją społeczeństwa idealne, bez wad i grzechów. Ślązacy mieli ich także mnóstwo. Ksiądz Ficek w XIX i ksiądz Kapica w XX wieku musieli mocno się napracować i „nakazać”, by wyrwać Ślązaków ze szponów grzechów (głównie pijaństwa). W nagrodzonej statuetką Nike powieści Kuczoka ukazana jest postać ojca, który stosując swoje kryteria posłuszeństwa i dyscypliny zamienił dzieciństwo syna w koszmar. Krąży też wiele opowieści o podwójnym życiu poczciwych farorzy. Brnąc dalej w wysiłku odbrązowiania wizerunku Ślązaka, można by przyjąć za dobrą monetę tezę wielu o „dupowatości” mieszkańców Górnego Śląska, o ich nieuctwie i tak dalej. Można też (jeśli komuś zależy) niewątpliwe zalety przerobić na wady. I tak: obowiązkowość i punktualność – na służalczość, rezerwę i dystans przyjąć jako podstępny charakter, nieuleganie emocjom i brak słomianego zapału wziąć jako wyraz zimnego wyrachowania i tak dalej, i tak dalej. Gdyby jednak zwolennicy takiego rozwiązania chcieli się podeprzeć jakimiś wypowiedziami autorytetów (jak ja to próbowałem uczynić), wtedy znaleźli by się w próżni. U ludzi mądrych nie znaleźli by poparcia.

Próbowałem powyżej określić (ma się rozumieć skrótowo) charakter Ślązaka. Dotknąłem też problemu tożsamości śląskiej, tak ostatnio żywo i ostro dyskutowanego. Gdyby ktoś mnie zapytał, czym jest dla mnie śląskość, powtórzyłbym słowa Janoscha: „Śląsk to moja religia”. Wyznaję ją jak pokolenia moich przodków. Jej istotę i tajemnice przeniknąć można najlepiej sercem, nie umysłem. Nie można jej zdefiniować, choć trzeba jej nauczać i ją zgłębiać. Jest otwarta dla wszystkich, którzy chcą odczuwać z nią więź, bronić jej jednak trzeba przed zakusami wrogów i złośliwców. Mimo że jest domeną prywatności, ma święte prawo, by trwać w powszechnym poszanowaniu.

Jan Hahn – Prezes Przymierza Śląskiego. Autor wydawnictw związanych z historią i kulturą Śląska: “Śląsk magiczny“, „Ilustrowana historia Śląska w zarysie”, „Lux ex Silesia”, „Śląsk w Europie”. Pisze artykuły do prasy lokalnej („Gwarek”, „Montes Tarnoviciensis”) i regionalnej („Nowiny Rybnickie”). Z wykształcenia filolog słowiański (serbskochorwacki na UJ). Tłumacz z tego języka.

 

 

Obraz tytułowy: Arek Socha z Pixabay

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

7 kōmyntŏrzi ô „Kim jest Ślązak? Charakter Ślązaka (część II)

  • Avatar
    31 paździyrnika 2020 ô 11:00
    Permalink

    Ma Pan rację.Pan Hahn także.W podkreślaniu, wyszczególnianiu wybitnych ludzi ze Śląska.Potrzeba nam wszystkim przykładów ,autorytetów i wiedzy na ten temat.Życzę autonomii, przynależności gdzie tam chcecie.I przepraszam za Pana Długosza

    Ôdpowiydz
  • 25 paździyrnika 2020 ô 00:15
    Permalink

    Pycha z nieba spycha.Cóż Ślązacy szacunek do pracy,do wszystkich nadrzędnych wartości .Polacy słowa,nie praca nie wartości.0 jak bardzo jesteście zadufani w sobie.

    Ôdpowiydz
    • 25 paździyrnika 2020 ô 21:15
      Permalink

      A nie o Polakach Artykól, Ale Jak sie wasze polskie ega nie podsmaruje, to od razu sie czyjes oburzone odzywa. Pan Hahn slusznie zrewidowal typowy wyidealizowany Charakter Ślazaka. Przy natretnej polonizaci wszystkimi niedenokratycznymi kanalami, jest to madrym posunieciem. Polecam TVPiS poogladac, Tam Panu nakarmia polskin patosem ego, opowiedzom jacy swietni sa Polacy, tzn. Ci pierwszego sortu!

      Ôdpowiydz
      • 26 paździyrnika 2020 ô 11:04
        Permalink

        Nie miałem tu zamiaru nikogo obrażać.Ten Wachtyrz jest śląski.Z sympatii dla Śląska i ślązaków go czytam.Wielokulturowość – tak.Wywyższanie się -nie.Obojętnie kogo dotyczy.Ta “natrętna” nie z wyboru polonizacja dała wykształcenie nie po to abyśmy myśleli,że jesteśmy lepsi,bardziej wartościowi od innych.już mieliśmy tych lepszych i to wraca widzę,że wszędzie.To niebezpieczne dla wszystkich.Ego nie ma tu nic do rzeczy.

        Ôdpowiydz
        • 28 paździyrnika 2020 ô 08:48
          Permalink

          Ta polonizacja dala wyksztalcenie… Raczej Ślask narzucil standarty Polsce, ktora musiala wpierw wyleczyc sie z powstecznego anaalfabetyzmu. Polonizacja, ktora sprowadza charakteryzacje Ślazaka do Bercika z Św. Wojny za Taka dziekuje. Pan Hahn niewatpliwie Stara sie ten warszawocentryczny obraz Slazaka sprostowac, Bo polska “edukacja” a raczej agitacja nie ma tego w zamysle. Nie zmieni sie To dopoki Autonomie nie zostanie zwrocona, ktora daje zgodnie z SOWŚ kompetencje w ksztaltowaniu szkolnictwa w Woj. Ślaskim. Polska edukacja wiecej zabrala niz dala, zamknela gro Slazako z mozliwosci korzystania z niemieckojezycznej literatury, edukacji skazujac na socjalizacje rownierz Slazakow w systemie warszawocentrycznym. Zamyslem tej polonizacji jest zatracaniem roznic miedzy wiekszoscia polska a mniejszoscia slaskam – Pod szlachetnym plaszczykiem rownoeci, takie dzialanie jest dla mniejszosci wyniszczajace. A stawianie czasem niewygodnych akcentow dla wiekszosci koniecznym, by przeciwdzialac rozplywaniu sie slaskosci, rzecz jasna wolalbym, by szkolnictwo bylo ustalane zgodnie z SOWŚ na Górnym Ślasku a nie w Warszawie, wtedy takie charakterystyki byly by zbyteczne. Niestety RP nie jest państwem prawa, wiec wolna edukacja regionalna jest w rekach instytucji Jak np. Wachtyrz, ktora moze pomarzyc o mozliwosciacg finansowych intytucji subwencjonowanych przez skarb RP. A kogo mielismy z tych “lepszych”?

          Ôdpowiydz
  • 23 paździyrnika 2020 ô 19:26
    Permalink

    Slonzok je czlowiekiym, ftorego do sie latwo zwadzic ze drugim Ślonzokiym, Kuli czego wyśli my na dupowaty lud.

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza