Biblioteka nocą: Herzig, Ruchniewiczowie. Z oddechem

Moja Biblioteka, choć w formie raczej ascetyczna, na modłę nieodległej wieży przypominającej średniowieczna basztę, rysuje przestrzeń, w której dwa pylony tworzą portal niczym wejście do mitycznego miata Ur. Czy też Er. Kiedy w nocy samotny spoglądam z wysokiego piętra Biblioteki w ciemność, nicowaną pulsującym światłem miasta, czuję, iż kontekst zdarzeń byłby z pewnością całkowicie inny, gdyby nie te dwie wieże. Dlatego staram się być czujny, acz przyznać muszę, że pomimo należytej staranności w wykonywaniu pracy strażnika, niejednokrotnie jestem zaskakiwany nieoczekiwaną konstelacją z pozoru zupełnie nic nie znaczących zdarzeń, które same w sobie mogłyby być spokojnie ignorowane ze względu na zasadę istotności. Jednak w konkretnym momencie, dzięki istniejącej bramie, powstaje efekt synergiczny, w efekcie czego kumulacja zdarzeń dramatycznie odbiega od zasad rachunku prawdopodobieństwa. A najzabawniejsze jest to, że nikt tego nie dostrzega. Jakkolwiek efekt jest taki, że rano inaczej spoglądamy do lustra.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Niektórzy złośliwcy rozgłaszają tezę, że jestem tak stary jak sama Biblioteka i miesza mi się wszystko w głowie. Dlatego nie należy przywiązywać wagi do tego co wygaduję. Ale nie jest to prawda. Bo nikt nie jest tak stary jak Biblioteka. To oczywiste. Aczkolwiek muszę przyznać, iż stary strażnik biblioteczny komponuje się nieźle. (Kto zresztą widział młodego strażnika w bibliotece? Czy to warzywniak, czy supermarket?). Co do pomieszania w głowie to przypomina mi się wywód opisany w „Paragrafie 22”, ale nie o tym przecież.
Siedzę sobie na jednej z górnych galerii Biblioteki. Przeglądam pięknie wydaną książkę, popijając gorącą herbatę, która przyjemnie rozgrzewa całe ciało, rozkosznie odgradzając od wilgotnego chłodu nocy, rozlewającego się za murami. I choć bezpośrednio nie atakuje, sama świadomość jego obecności rodzi wrażenie zimna. Tak. Należy przyznać, że młody już nie jestem. Co ma swoje złe strony. Lecz ma i dobre. Pamiętam bowiem te dawne czasy, które zdają się być wczorajsze, że prawdziwie dobre opracowanie z zakresu sztuki, bądź historii powinno być wydane na poślednim papierze z niewyraźnymi biało-czarnymi ilustracjami, których ilość zaświadczała o merytorycznym poziomie opracowania. Ideałem zdawała się być książka nie zawierająca ich w ogóle. Taka czista forma, jak powiedziałby Witkacy. Same słowa przeplecione od czasu do czasu wzorem, wykresem bądź tabelą, ale nie za dużo, aby nie rozpraszać uwagi czytelnika śledzącego precyzję wywodu autora – im bardziej abstrakcyjnego tym lepiej. Wiadomo przecież, że książek nie pisze się dla czytników. Tylko dla autorów. Oczywiście. Ale dla tak pojmowanej maestrii niestety przyszły złe czasy. Obecne monografie wydawane są starannie. Pod względem treści. Ale i formy.
Leży przede mną książka autorstwa trzech osób. Jedna urodziła się w Wambierzycach, czy raczej w Albendorfie, druga w Bystrzycy Kłodzkiej, a trzecia we Wrocławiu. Zdawałoby się iż współpraca takich osób jest niemożliwa, gdyż jako przedstawiciele zantagonizowanych szkół, nie mogliby oni ukończyć spójnego projektu związanego z historią Śląska. Są przecież reprezentantami dwóch odmiennych obozów, w którym jeden głosi tezę o powrocie zawsze piastowskiego Śląska spod niemieckiego zaboru, a drugi mówi, że tylko niemiecka misja cywilizacyjna była w stanie uczynić ze Śląska region wchodzący w skład Europy. Pyszniący się piękną szatą graficzną wolumin zaświadcza, że historycy z różnych pokoleń, wychowani w odmiennych warunkach historycznych, dogadują się po prostu jak Ślązak ze Ślązakiem. Przewracając karty książki umacniam się w przekonaniu, że zamysł spisania koherentnej historii tysiącletnich dziejów Śląska z pozycji naukowców z Niemiec i Polski jest możliwy tylko dlatego, że autorzy ukazują historie Śląska nie z perspektywy sprzecznych interesów walczących o tenże region państw, ale raczej z punktu wewnętrznego rozwoju Śląska, z perspektywy postaw i dążeń jego mieszkańców. Arno Herzig, Małgorzata i Krzysztof Ruchniewiczowie autorzy książki „Śląsk i jego dzieje” ukazują historię regionu z oddechem. Głębokim. Historię regionu nie ograniczają tylko do Śląska Dolnego. Prowadzą opowieść do czasów współczesnych. Opowieść o tworzeniu się kultury Śląskiej i tożsamości jej mieszkańców autorzy opowiadają nie stroniąc od przedstawienia wielowiekowej, trudnej historii Śląska, obfitującej w momenty niezwykle dramatyczne – reorientacje religijne, wojny i zmiany przynależności państwowej, bądź też w konflikty o podłożu społecznym. Temat jednak przedstawiają na tyle czytelnie, iż obecne procesy zachodzące na Śląsku Dolnym i Górnym są klarowne i zrozumiałe. Autorzy ukazują historię Śląska, która w naturalny sposób jest komplementarna. Rok 1945 tragiczny w kontekście losów ludzkich, będący symbolem największym w dziejach regionu wymuszoną wymianą ludności, nie jest w ujęciu autorów rokiem krańcowym. Nowi Ślązacy przybyli z różnych stron Polski, dołączając do ludności autochtonicznej w długim procesie adaptacyjnym, akceptują i rozumieją dramatyczną przeszłość regionu. O dziwo bardziej na Śląsku Dolnym aniżeli Śląsku Górnym. Może dlatego wydawcami książki są Elżbieta i Stanisław Klimkowie – właściciele oficyny Via Nova. Wydawnictwo z Wrocławia (acz założone w Toruniu) o olbrzymich zasługach w konsekwentnym promowaniu i budowaniu śląskiej tożsamości, słynie także z doskonałej formy edytorskiej wydawanych przez siebie publikacji. Nie inaczej mamy do czynienia z omawianą pozycją „Śląsk i jego dzieje” wydaną w roku 2012 (niemieckie wydanie „Schlesien: Das Land und seine Geschichte in Bildern, Texten und Dokumenten” ukazało sie w roku 2007). Gdyż to opracowanie historyczne nie tylko się czyta ale i ogląda. Tekst wzbogacony jest niezwykle obfitym materiałem ilustracyjnym, podanym w sposób przemyślany i atrakcyjny. Wymagający czytelnik może zatem smakować książkę na różne sposoby, gdyż merytoryczny poziom opracowania jak i wyważona i wysmakowana forma edytorska powodują, że wrocławska propozycja jest w stanie zaspokoić wybredne gusta czytelnicze.

Krystian Gałuszka

Krystian Gałuszka – śląski poeta i prozaik, a także bibliotekarz, redaktor, edytor, animator kultury. Autor 18 książek w tym m.in. powieści Księgi  Raziela i tomiku poezji po ślonsku Modre ajnfarty.

Cykl Biblioteka nocą był początkowo publikowany w miesięczniku Śląsk.

 

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza

Cyntrum Preferyncyji Prywatności

Potrzebne

Zbiory cookies potrzebne do nojbarzij podstawowych funkcyji serwisu: zgoda na politykã prywatności (gdpr) i informacyjŏ ô blokowaniu reklam (anCookie), testowy zbiōr ôd platformy (wordpress_test_cookie)

gdpr, anCookie, wordpress_test_cookie

Ino po zalogowaniu

Zbiory cookies potrzebne do byciŏ zalogowanym w serwisie.

wordpress_logged_in_, wordpress_sec_, wp-settings-time-