Ôpinije

Bartodziej & Soika: Ja jako najmądrzejszy

Skończył się tradycyjny karnawał w którym nas Ślązaków, najbardziej interesowały Bery i Rosenmontag. W ten ostatni, szalony poniedziałek karnawału, w Kolonii i Dusseldorfie pokazano nam na platformach wielkogabarytowe karykatury najbardziej kontrowersyjnych polityków, na miano których szczególnie zasłużyli sobie Trump i Putin. Gdyby Niemcy więcej uwagi poświęcali Polsce, to może i po raz drugi, za chorobliwą nienawiść do ich kraju, na jednej z platform znalazłoby się miejsce dla prezesa Kaczyńskiego. Skończyły się także Zimowe Igrzyska Olimpijskie na których nasi sportowcy spisali się przyzwoicie. Nadal trwają igrzyska polityczne, gdzie już o żadnej przyzwoitości nie ma mowy. Zaczął się Wielki Post, czas pogłębionej refleksji. Nie zauważyliśmy jednak u polityków nawet cienia przebłysku mądrości. W Środę Popielcową, dzień symbolizujący kruchość życia, politycy Polski 2050, pokazali nam kruchość swojej formacji, dzieląc ją publicznie i to w radosnej atmosferze. Z kolei Trump, rozpoczęcie Wielkiego Postu próbował upamiętnić najważniejszym na kuli ziemskiej, inauguracyjnym posiedzeniem jego Rady Pokoju.

Partyjni szkodnicy

Wśród ludu powszechnie znane jest powiedzenie: „Najmądrzejszy we wsi”. O takim co wszędzie był, wszystko widział i wszystko wie. Początkowo była to postać nieoficjalna, później najczęściej wójt lub sołtys. Dzisiaj rolę najmądrzejszych formalnie przejęli politycy, co widać na przykładzie Trumpa, Putina, Orbana, a w Polsce na przykładzie Nawrockiego, przy czym Orban i Nawrocki, to także dwaj wspaniali łącznicy Trumpa w Europie. Nasz prezydent uznał, że skoro jest pierwszą osobą w państwie, to niewątpliwie jest również osobą najmądrzejszą. Jednak jego wielka mądrość może nam przysporzyć wiele kłopotu. Jemu również, bowiem w Biblii czytamy: „Nie bądź nazbyt sprawiedliwy ani mądry więcej, niż potrzeba, abyś nie zgłupiał”. Żyjemy w państwie, które zamiast być instytucją dla wszystkich obywateli jest państwem partyjniackim, państwem w którym interesy grup politycznych dominują nad dobrem państwa. Znaczna część polityków zapomniała, że zostali wybrani przez ludzi i mają obowiązek im służyć, a nie szkodzić swoją głupotą i pazernością. Z niesmakiem obserwujemy zachowanie Zbigniewa Ziobro i jego aroganckiego otoczenia. Mimo zniszczenia struktur władzy sądowniczej i ucieczki od odpowiedzialności na Węgry, ten rodzimy szeryf z Bożej łaski cieszy się nadal poparciem części społeczeństwa. Obserwując zachowanie Prezydenta i opozycji w sprawie programu SAFE, zastanawiamy się, czemu ich miłość do USA jest większa niż miłość do Polski. Dlaczego nie potrafią zrozumieć, że czas aby Europa stworzyła swój rynek zbrojeniowy w którym będzie również miejsce dla Polski. W obliczu wojny z Rosją, Polska musi się zbroić, ale równocześnie musi się starać zmniejszyć zależność od Ameryki Trumpa, która strategicznie oddala się od Europy. Trudno przewidzieć jak w sprawie programu SAFE zdecyduje Prezydent, bowiem dyskusja w sprawie jego przyjęcia toczy się w  narracji obciążonej niechęcią do Niemiec.

Niemiecki but

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Politycy opozycji, wykorzystując odwieczną nienawiść do naszych sąsiadów, wmawiają sobie i Polakom, że program SAFE to pieniądze dla Niemców. Namawiają Prezydenta, który jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP, do weta w sprawie tego programu. Zdaniem Rządu i większości społeczeństwa, Prezydent powinien tę ustawę podpisać. Nie nam oceniać, czy w tym sporze racja jest po stronie Rządu, czy opozycji. Zastanawiamy się tylko, czy Prezydent w ogóle  potrafi podjąć dobrą dla Polski decyzję, w atmosferze antyniemieckiego zacietrzewienia, panującego w jego obozie politycznym. Sojusznik polityczny Prezydenta, Kaczyński publicznie ogłosił, że proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. Brakowało tylko, aby wzorem Nikity Chruszczowa, miotane z mównicy obelgi wzmocnił trzaskaniem butem w pulpit. Ile trzeba  mieć w sobie jadu, żeby przyjaznemu nam krajowi czynić zarzut, że jest państwem postnazistowskim, które powinno siedzieć w kącie i przepraszać, że żyje. Tę wypowiedź trafnie podsumował minister Sikorski uznając, że potrzebne są egzorcyzmy. Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego mimo wojny w Ukrainie, nadal głównego wroga Polski i polskości upatruje się w Niemcach i dlaczego każda polska partia, z koalicją rządową włącznie, musi deklarować antyniemieckość oraz żądać reparacji. Zgodnie z przysłowiem: „Uderz w stół, a nożyce się odezwą”, polityk AfD, Fabian Keubel w serwisie X wyraził opinię, że Polska dokonała największego zaboru ziem w historii Europy kosztem Niemiec i największego masowego wypędzenia w historii ludzkości’ Teraz ma jeszcze czelność domagać się od Niemiec reparacji. Wzajemne złośliwości i miotanie obelg są drogą donikąd. Warunkiem realizacji celów polskiej państwowości jest roztropna polityka zagraniczna oraz bezpieczeństwo i tego oczekujemy od rządu i prezydenta. Nie powinni udawać troski o jakość prawa, tylko po to by sobie nawzajem utrudniać pracę.

Polski chleb

Prezydentura Karola Nawrockiego charakteryzuje się najwyższą na tle jego poprzedników liczbą zawetowanych ustaw. Jedną z nich jest ustawa o nadaniu mowie śląskiej statusu języka regionalnego. Była to już 9-ta próba legislacyjna w tej sprawie na przestrzeni 19-tu lat. Prezydent uznał, że nie można tworzyć precedensu, w którym większość polityczna rozstrzyga kwestie naukowe. Jego eksperci i językoznawcy wskazali, że mowa śląska jest dialektem języka polskiego. Elementów języka  niemieckiego i czeskiego nie zauważyli. Środowisko Prezydenta uważa Ślązaków za folklor, chociaż w rzeczywistości są największą  mniejszością etniczną w Polsce. Nie demonstrują swojej obywatelskiej obecności, mimo iż stanowią znaczącą siłę polityczną. Być może dlatego „prawdziwi” Polacy i gorole traktują Ślązaków lekceważąco. Nie da się tego zmienić ubliżając Prezydentowi, jak to uczynił europoseł Łukasz Kohut, który określił zachowanie Prezydenta jednym z najbardziej obraźliwych w mowie śląskiej epitetów. Prezydent nie mógł okazać urazy, bo swoją prerogatywą stwierdził, że mowy śląskiej nie ma. Zresztą nas też obrażano i nie chodzi nam o nazywanie nas Hanysami,  Szwabami czy Krzyżakami. O wiele trudniej było nam ścierpieć, kiedy po wojnie przechodząc z języka niemieckiego na śląski, bo polskiego prawie nikt nie znał, musieliśmy ze strony goroli wysłuchiwać: „Jesz polski chleb, to mów po polsku”. Jedliśmy swój chleb, który z naszego zboża piekły nasze matki i babcie. Cywilizacyjnie byliśmy o kilka długości przed gorolami, a oni jako jedynie słuszny naród, nami pomiatali. Oprócz języka, nie znaliśmy też polskiej historii. Kiedy już poznaliśmy losy bitwy pod Grunwaldem, to byliśmy tak skołowani, że nie potrafiliśmy pojąć, kto ją wygrał – my czy oni. Spodobała się nam postać Józefa Piłsudskiego, który „miłośnikom” Śląska mówił, że on ma w d.pie cały ten Śląsk, bo to stara kolonia niemiecka. Pośrednio potwierdził to prezes Kaczyński, mówiąc o Ślązakach, że są zakamuflowaną opcją niemiecką. Jest jednak coś, czego nie chcą dostrzec dzisiejsi nacjonaliści. W tej kolonii niemieckiej do czasów Hitlera, można było oficjalnie używać języka polskiego, a mowa śląska była oczywistością. Jak długo jeszcze Ślązacy, którzy nigdy nie zagrażali integralności polskiego państwa, mają czekać na uznanie swojej ojczystej mowy?

Gerhard Bartodziej                Bernhard Soika

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź