Matka Ewa z Miechowic – kobieta, która nie pasowała do swojej epoki
Urodziła się w pałacu, mogła żyć jak europejska arystokratka, a jednak wybrała sieroty, bezdomnych i ludzi, których inni omijali. 21 czerwca mija 96 lat od śmierci jednej z najbardziej niezwykłych Górnoślązaczek.

21 czerwca mija 96 lat od śmierci Ewy von Tiele-Winckler, znanej na Górnym Śląsku jako Matka Ewa z Miechowic. Jesienią przypadać będzie również 160. rocznica jej urodzin. To dobra okazja, by przypomnieć postać, która paradoksalnie jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych Górnoślązaczek na świecie, a jednocześnie pozostaje zaskakująco mało znana we własnej ojczyźnie. Historia Matki Ewy pełna jest kontrastów.
Urodziła się w pałacu w Miechowicach jako córka jednego z najbogatszych górnośląskich szlachciców. Mogła prowadzić życie, jakie pod koniec XIX wieku było udziałem europejskiej arystokracji – podróżować, bywać na salonach, zarządzać majątkiem i korzystać z przywilejów wynikających z pozycji społecznej.
Wybrała jednak coś zupełnie innego. W świecie końca XIX wieku istniały granice trudniejsze do przekroczenia niż granice państw. Jedną z nich była granica między ludźmi uprzywilejowanymi a tymi, których społeczeństwo wolało nie zauważać. Matka Ewa świadomie stanęła po stronie tych drugich: chorych, samotnych, porzuconych, osieroconych dzieci, kobiet pozbawionych środków do życia, więźniów, ludzi starych i niepełnosprawnych. W czasach, gdy nie istniał jeszcze nowoczesny system pomocy społecznej, Matka Ewa budowała jego zręby. Stworzyła Ostoję Pokoju – rozległy kompleks pomocowy, który w Miechowicach i daleko poza jego granicami wypełniał się domami opieki, szkołami, warsztatami, szpitalami i placówkami wychowawcznymi. Trafiali tam ludzie, dla których nie było miejsca nigdzie indziej.
Najbardziej niezwykłym przedsięwzięciem okazały się jednak Domy dla Bezdomnych. Nazwa może dziś mylić, bo nie chodziło wyłącznie o osoby bezdomne. Był to przede wszystkim system opieki nad dziećmi pozbawionymi rodziny. Zamiast wielkich sierocińców tworzono niewielkie wspólnoty przypominające rodzinne domy. Dzieci mieszkały razem z opiekunką, którą nazywano „matką”, uczyły się, pracowały i wzrastały w atmosferze odpowiedzialności za siebie nawzajem.
Dzisiaj nazwalibyśmy to rodzinną pieczą zastępczą. Ona realizowała tę ideę na długo przed tym, zanim stała się standardem.
Była przy tym postacią wymykającą się prostym kategoriom. Niemiecka arystokratka urodzona na Górnym Śląsku. Ewangelicka diakonisa wspominana dziś również przez katolików. Kobieta żyjąca w czasach, gdy od kobiet oczekiwano przede wszystkim posłuszeństwa, a jednocześnie zarządzająca rozległym dziełem społecznym obejmującym tysiące podopiecznych i dziesiątki placówek. Autorka książek, pieśni i rozważań religijnych, a zarazem praktyczna organizatorka pomocy społecznej.
Po 1945 roku pamięć o niej stopniowo zanikała. Była zbyt niemiecka dla jednych, zbyt protestancka dla innych. Nie pasowała do prostych opowieści o historii regionu. Dopiero w ostatnich dekadach zaczęto odkrywać ją na nowo jako jedną z najciekawszych postaci związanych z dziejami Górnego Śląska.
A jednak być może najbardziej niezwykła jest historia związana z jej odejściem.
Pogrzeb Matki Ewy odbył się 25 czerwca 1930 roku. Przybyli przedstawiciele różnych Kościołów, środowisk społecznych i placówek rozsianych po wielu krajach. Ostoja Pokoju w Miechowicach pogrążyła się w głębokiej ciszy, którą przerwano tylko raz. „Nagle rozległ się ostry dźwięk syreny, narastający, powietrze wypełniło się rykiem. Potężny, srebrnobiały Zeppelin okrążył kościół, skłonił się nisko, jak gdyby zaczął witać się z umarłymi, i zniknął ponownie w niebieskim eterze. (…) Tak, nadszedł czas Zachodu Słońca nad tym burzliwym życiem – a obserwatorzy na ziemi, którzy mieli błogosławiony przywilej służenia jej w ostatnich miesiącach, widzieli tylko chwałę słońca” (Cyt. Za „Matka Ewa z Miechowic. Życie i dzieło” A. Seemann-Majorek, Łódź 2022)

Słynny sterowiec Graf Zeppelin – technologiczny cud swojej epoki – przeleciał nad Bytomiem i Zabrzem dzień po pogrzebie Tiele-Wincklerówny Dla mieszkańców okolicy musiał być symbolem nowoczesności, postępu i przyszłości.
To tylko przypadek. Historia pełna jest przypadków. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ten obraz dobrze podsumowuje życie Matki Ewy z Miechowic.
Minęło niemal sto lat. O Grafie Zeppelinie pamiętają dziś głównie pasjonaci historii techniki. Tymczasem idea, której służyła Matka Ewa, nadal żyje. Można ją odnaleźć w rodzinnych domach dziecka, pieczy zastępczej, pracy socjalnej, wolontariacie i wszędzie tam, gdzie człowiek dostrzega drugiego człowieka. Najtrwalszym śladem okazała się idea, że wartość człowieka mierzy się nie tym, co posiada, lecz tym, co potrafi ofiarować innym.
I właśnie dlatego – niemal sto lat po śmierci Matki Ewy z Miechowic – jej historia nadal nie należy do przeszłości.
MDME
Fotografie: Muzeum Domek Matki Ewy


