KulturaPolecane

Czarci dąb w pobliżu Dobrodzienia

Czy znasz może, drogi Czytelniku, czarci dąb, co rośnie w dobrodzieńskich lasach, na lewym brzegu rzeki Myślinki? To pradawne, potężne drzewo. Jego południową stronę ogołociły z kory błyskawice. Tam właśnie, na nagim pniu, tuż nad linią korzeni, widnieje prawa noga Księcia Ciemności, odciśnięta wiernie od biodra aż po czubek kopyta. Posłuchaj, co opowiada się o tym czcigodnym pomniku przyrody!

Około roku 1000 po Chrystusie mieszkał w Gnieźnie książę Mieszko. Górny Śląsk był wtedy dziką, pradawną knieją. Na Górze św. Anny, w prastarych puszczach, płonęły ofiarne ognie dla Białoboga i Czarnoboga. Przy piaszczystych i bagnistych ścieżkach stały posągi bogów, wyciosane w prymitywny sposób w kamieniu lub wyrzeźbione w drewnie. W bagnistych rozlewiskach Myślinki brodził łoś, grasował odyniec, pluskały się dzikie gęsi i kaczki. Szare smugi mgły spowijały chram Czarnoboga, dębowy gaj, co rozciągał się na lewym, stromym brzegu potoku. Pod potężnym dębem stał ofiarny ołtarz – ogromny głaz narzutowy, splamiony skrzepłą krwią i pociemniały z wierzchu od dymu. Przybysław, sędziwy kapłan, mieszkał samotnie w zrębowej chacie, tam, gdzie dziś rozciąga się sad dworski. Czasami zaglądali do niego węglarze i myśliwi, błagając o uwolnienie od choroby lub przynosząc zwierzynę na ofiarę. W czasie przesilenia słonecznego i w święte noce, gdy potężne ognie ofiarne radowały bogów, w świętym gaju panował ożywiony ruch.

Pewnego razu do uszu Przybysława dotarła złowieszcza nowina. Dąbrówka, córka czeskiego księcia, oddała w Gnieźnie swą rękę Mieszkowi, a ten został chrześcijaninem. Chrześcijańscy misjonarze w czarnych i szarych habitach oraz z krzyżem na piersi poczęli przemierzać Polskę, Śląsk i ziemie Prusów. Ofiarne ognie wygasły, posągi bogów zniknęły w bagnach, a w miejscu świętych gajów zaczęły powstawać chrześcijańskie świątynie. W Opolu i Oleśnie widziano już posłańców nowego boga. Przybysław pogrążył się w ponurych rozmyślaniach. W noc przesilenia, podczas obrzędu ku czci Czarnoboga, gdy ostatnia ofiara całopalna została już strawiona przez płomienie, stanął wysoko na cokole ołtarza i z płonącym od fanatycznej nienawiści wzrokiem skierował do trwających przy nim ludzi słowa pożegnania. Po czym wbił sobie w serce zakrwawiony nóż, ofiarowując samego siebie Czarnobogowi. Wstrząśnięci mieszkańcy leśnych osad wrócili do swoich domów.

Dąb w marcowym słońcu. Autor: Alfred Frank – 1914 – Museum of City History Leipzig, Germany – CC BY-NC-SA.

Na próżno była ta ofiara. Gdy w rok potem stopniały śniegi, w okolicach Dobrodzienia pojawili się chrześcijańscy misjonarze. Ku przerażeniu pogan dąbrowa Czarnoboga runęła na ziemię, powalona toporami. Czarnobóg milczał. Ani jeden piorun nie ugodził chrześcijańskich bluźnierców. Z drewna powalonych dębów wzniesiono chrześcijańską kaplicę. Lecz jeden z dębów – potomek olbrzymiego dębu Czarnoboga – wykiełkował i wyrósł na potężne drzewo. Czarnobóg, władca ciemności, patrzył z bezsilną furią, jak jego potęga na Śląsku słabnie. Pognał więc na Śląsk mongolskie hordy. Podsycał i rozniecał płomień wojny trzydziestoletniej, tchnął zarazę na ziemię – na próżno: nowy, chrześcijański Bóg okazał się silniejszy, to on przetrwał. Gdy zaraza po raz ostatni szalała w okolicach Dobrodzienia, pewien pobożny chrześcijanin, szukając pomocy u Matki Boskiej, zawiesił na dębie Czarnoboga jej obraz. A wtedy rozwścieczony Czarnobóg runął z nieba pod postacią błyskawicy, by roztrzaskać znienawidzone oblicze matki swego przeciwnika. Lecz jego moc rozbiła się o święty obraz. Zdołał jedynie zedrzeć korę z południowej strony drzewa. Obraz Maryi pozostał zaś nienaruszony. Tam, gdzie pień styka się z ziemią, tkwi teraz Czarnobóg, uwięziony w głębi dębu. I żadna wichura, żadna nawałnica ani żadna inna pożoga nie zdoła już tknąć owego czarciego drzewa.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

 

źródło: Die Teufelseiche bei Guttentag. Von Rektor Roczen, Dt. Neukirch. w: „Heimatklänge. Jugendzeitschrift für Schule und Haus“. April 1932, 8. Jg., s. 51–52.

 

Przełożyła Nina Nowara-Matusik – literaturoznawczyni, germanistka i tłumaczka. Profesorka Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W pracy naukowej zajmuje się literaturą niemiecką na Górnym Śląsku, kreacjami fantastycznych światów i problematyką płci. Jej teksty ukazały się m. in. na łamach „Oxford German Studies” oraz „Orbis Litterarum”. Niedawno wydała monografię Josef Wiessalla: Na dole. Opowiadanie bytomskie oraz antologię tłumaczeń Po drugiej stronie studni. Górny Śląsk w przekładach. Stypendystka miasta Bytomia w dziedzinie literatury oraz europejskiego programu stypendialnego KPO dla kultury, związana z Śląskim Centrum Pamięci Regionalnej oraz Transgranicznej. Mieszka w Bytomiu.

 

 

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź