82
Profesor Ewald Mokrski‑Strahl zatrzymał się nagle na przejściu dla pieszych w centrum Katowic na Mickiewicza przy zmianie świateł. Samochody już chciały ruszać z piskiem opon, kierowcy rzucali komentarzami, ale profesor zdawał się tego nie słyszeć.Odwrócił głowę do doktor Wichty Sandmann i powiedział głosem niskim, przeciągłym, jak Jim Morrison śpiewający Texas Radio and the Big Beat:
— Wichta… dziś opowiem ci o Nikiszu.
Wichta stanęła w pierwszej chwili jak wryta, ale następnie przeciągnęła go w kierunku Stawowej. Jej twarz była absolutnie nieruchoma, ale w środku czuła, jak logika zaczyna jej się rozjeżdżać, jakby uczyła się jeździć na łyżwach.
— Profesorze, staliśmy na środku ruchliwej drogi — zauważyła tonem człowieka, który już wie, że to nic nie da.
— Droga jest tylko drogą — odparł Ewald tym samym hipnotycznym tonem. — Ale Nikisz… Nikisz jest czymś więcej. Nikisz to konstrukcja wyobraźni zbiorowej: miejsce, w którym cegłę nie tylko widać, ale ona aktywnie uczestniczy w życiu społecznym
Wichta spojrzała w niebo i westchnęła błagalnie, jakby liczyła, że jakaś wyższa instancja ją stąd zabierze.
Sandmann myślała, iż za chwilę udadzą się na Nikisz, ale profesor kierował się do Akademii Muzycznej. Jego kroki były powolne, jakby je celebrował, jakby każdy miał własny przypis bibliograficzny. Wichta szła obok, coraz bardziej spięta, nierozumiejąca, co ma piernik do wiatraka.
— Profesorze… czy my idziemy w jakimś konkretnym celu, czy to jest pańska kolejna katowicka interpretacja przestrzeni? — zapytała głosem człowieka idącego niewątpliwie pod górkę.
Ewald uniósł tylko głowę, jakby już wsłuchiwał się w muzykę sfer.
— Wichta, Katowice nie są interpretacją. Katowice są faktem. Twardym jak beton dworca z lat siedemdziesiątych
— Ten dworzec już nie istnieje — zauważyła chłodno.
— Ale jego duch trwa — odparł tonem przeciągłym i pełnym patosu. — Słyszysz? To echo brutalizmu odbija się od fasady Akademii, z cegły lepszej niż ta na Nikiszu. A te dobudowane nowe czerwone budynki? Tak jak Nowy Nikisz, wkomponowane w tradycję
W Rudzie Śląskiej profesor zatrzymał się przed familokiem na Frynie i pochylił się, jakby słuchał, czy budynek oddycha.
— Cegła mówi, Wichta. Słyszysz?Nikisz też do nas przemawia
Wichta nie słyszała nic poza odgłosami miasta i własnym rosnącym zmęczeniem. Profesor natomiast wyglądał, jakby właśnie dalej prowadził dialog z tkanką miejską.
W Bytomiu zatrzymał się przy zabytkowym tramwajem linii 38. Położył dłoń na jego burcie, jakby to był instrument, który zaraz zacznie grać.
— Ten tramwaj ma bluesa w kołach. A Nikisz też ma bluesa. Czujesz go, Wichta. Ten sam rytm
Wichta spojrzała na tramwaj. Tramwaj wyglądał, jakby chciał odjechać jak najszybciej, byle dalej od tej rozmowy. Sama też by najchętniej poszła do domu, bo tu mieszkała, ale wiedziała z doświadczenia, że przy pomysłach w szopienickiej głowie Ewalda, było to niemożliwe.
W Chorzowie koło Poczty Głównej profesor kupił dwie zapiekanki, jedną wręczył Wichcie z miną dżentelmena, który właśnie wręcza damie jej ulubiony przysmak.
— Spróbuj. Na Nikiszu też by tak smakowała. Zbliżony klimat architektoniczny
— Profesorze, to w takim razie, po co musimy jeść je akurat tu — przerwała Wichta, już nie siląc się na dyplomację.
Ewald spojrzał na nią z wyrzutem, jakby właśnie zniszczyła mu mistyczną wizję, a przy okazji pół dorobku naukowego.
— Pani doktor, chodzi o wyobrażenie poczty
— Ewald, na Nikiszu też przecież jest poczta, nawet z takim różanym motywem, jeśli ta imaginacja jest tak nieodzownym składnikiem przy jedzeniu
— Wichta, zapiekanka po to, byś mogła iść dalej, a poczta wiemy o tym, że jest, ale ta tam, to jest tylko budynek osiedla patronackiego, a tu masz budowlę, której szczegóły architektoniczne mogą ci się przewijać i utrwalać w głowie jak sekwencje kadrów filmowych.
Wrócili do Katowic i zatrzymali się na Placu Miarki. Spodziewając się niewątpliwie następnego wtrętu o Nikiszu, doktor Wichta Sandmann usiadła na ławce, poprawiła włosy oraz ubranie i powiedziała powoli, bardzo dobitnie, zmęczonym głosem człowieka, który nieoczekiwanie przeszedł więcej, niż mu się to w głowie mieściło i któremu niewiele brakuje do doprowadzenia go do skraju rozpaczy.
— Dlaczego opowiada mi pan o Nikiszu w tych wszystkich miejscach? Ja jestem tylko prosta pani doktor, nie sposób przeniknąć mi przepastnych toków myślenia profesorskiego umysłu. Nie prościej byłoby zrobić to na Nikiszu? Nie musiałabym leczyć odcisków na stopach.
Profesor popatrzył na nią filuternie, znał doskonale jej sposoby życzliwego dworowania sobie z jego osoby. Rozumiał ją doskonale, ten temat zajmował ich od dwóch tygodni. Westchnął niby ciężko i ciągnąć dalej tę grę, odpowiedział jakby musiał tłumaczyć oczywistą oczywistość.
— Burowiec też stoi. I co z tego?Jest zbyt banalny.
dr Stefan Pioskowik – socjolog, politolog, autor szkicōw ô geszichcie Gōrnego Ślōsnka, wierszy a humoresek. Narodzōny w roku 1962 w Katowicach-Janowie, miyszkŏ we Mysłowicach.

