Zagadka cmentarza w Orzeszu rozwiązana!

RODZINA SACHSE W ORZESZU I CZERWIONCE

Badając lokalną historię przemysłu w Orzeszu, wraz z grupą pasjonatów przeglądając stare mapy i archiwalne zapiski natrafiliśmy na ślad nieistniejącego cmentarza w Orzeszu. Dzisiaj są tam zarośla i połamane gałęzie. Nagrobki wykorzystano po 1945 r. jako materiał budowlany. W lokalnej, dzisiejszej tradycji to miejsce funkcjonuje jako dawny ”cmentarz żydowski”. Postanowiliśmy uporządkować teren, żeby się mu dokładnie przyjrzeć i przy okazji upodobnić to miejsce do byłego cmentarza. Podczas prac znaleźliśmy metalową tabliczkę z niemieckimi napisami “Anna Sachse geb. Busse. geb. 6 Sept 1849, gest.15 Maerz 1881”. Nie wiedzieliśmy nic o tej pani, później okazało się że to znalezisko było kluczowe dla rozwikłania historii tego dawnego cmentarza. Po długotrwałym przeszukiwaniu archiwów internetowych i tradycyjnych dowiedzieliśmy się, że Anna Sachse to żona jednego z dyrektorów kopalni w Orzeszu, natomiast w Archiwum Państwowym w Pszczynie znaleźliśmy dokumenty, które pokazują że cmentarz w 1883 r założył właśnie Carl Sachse z myślą o ewangelickich pracownikach orzeskiej kopalni, huty i kolei. Zbudował na tym cmentarzu kaplicę, w krypcie której pochował swoją żonę w…1883 r. Ta różnica dat nie dawała nam spokoju. Zgon w 1881 r, pochówek w kaplicy w 1883 r. Dlaczego przeszło rok różnicy??? Około roku snuliśmy w tej sprawie domysły, wertowaliśmy archiwa… i nic. Sprawa się jednak ostatecznie wyjaśniła. Dojdziemy do tego pózniej. Udało mi się nawiązać po wielu trudach kontakt z rodziną potomków dyrektora Carla Sachse i Anny Sachse z domu Busse. To bardzo szacowna i otwarta na współpracę niemiecka rodzina, potomkowie bohaterów naszego śledztwa. Na początku myślałem, że otrzymam od nich w najlepszym wypadku jakieś podstawowe informacje, ale okazało się, że rodzina ta dysponuję wspaniałym archiwum rodzinnym ze zdjęciami, pamiętnikami itp. Bardzo chętnie przekazali mi wiadomości o swoich przodkach. Warto przekazać innym tę wiedzę bo wiąże się ściśle z historią naszego regionu i oddaje ducha tamtej epoki. Pierwszy raz temat opisany w Wachtyrz.eu w 2018 r: https://wachtyrz.eu/orzesze-cmentarz-ktory-skazano-na-zapomnienie/

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Poniżej fotografia tabliczki znalezionej w Orzeszu, na miejscu dawnego cmentarza.

Carl Sachse urodził się 3 kwietnia 1840 r. w Krotoszynie (Wielkopolska, wtedy pod zaborem pruskim).

Jako dziecko był bardzo zdolnym uczniem, czasami jednak płatał niezłe figle. W rodzinnych kronikach można znaleźć zapis, że wraz z kompanem z internatu pewnego dnia z kilkoma monetami w kieszeni i atlasem pod pachą wybrali się na Południe Europy, “tam gdzie jest ciepło”. Po trzech dniach wrócili, gdy skończyły się siły i gotówka. Oczywiście w tym czasie wszyscy gorączkowo ich szukali. Jako młodzieniec był bardzo dowcipny i brawurowy, co nie zawsze się wszystkim podobało.

Podczas egzaminu dojrzałości uporał się błyskawicznie z tematem i ostentacyjnie poprosił o kolejne zadania co  zbulwersowało egzaminatorów. Od młodości znał język niemiecki i polski. Nauczył się jeszcze francuskiego, angielskiego, włoskiego, łaciny i greki… Po ukończeniu szkoły średniej Carl postanowił studiować górnictwo, musiał w tym celu odbyć roczną praktykę jako pracownik fizyczny w kopalni. Jak wspominał w tym okresie nabrał sporo tężyzny fizycznej. Ta siła przydała mu się na pewno podczas studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie rozpoczął naukę w 1859 r. Oprócz przyswajania wiedzy stoczył tam bójkę z innym studentem, w przyszłości znanym jako Emir Pasza. W czasie studiów młody Sachse dostał powołanie do wojska, służył w pułku Grenadierów w Berlinie. Po odbyciu służby zakończył  studia i przygotowywał się do egzaminów na konkretne stanowiska górnicze. W tym czasie rozwijał swoją kolejną pasję – muzykę. Po zdaniu egzaminów podjął pracę jako sztygar w kopalni, z pierwszych własnych pieniędzy kupił małą fisharmonię na której grał aż do śmierci. Następnie już jako urzędnik górniczy i dyrektor kopalni kupił pianino dobrej marki i jako samouk perfekcyjnie grywał utwory Beethovena, Mozarta, Mendehlssona i innych.Carl uczy się, zdaje egzaminy i pracuje jako sztygar, a w 1869 r obejmuje stanowisko Bergassesora w Wyższym Urzędzie Górniczym we Wrocławiu. Ciekawe było jego pierwsze spotkanie z szefem wrocławskiego Wyższego Urzędu Górniczego.

Zacytujmy  relację Carla spisaną przez jednego z synów w rodzinnej kronice…. W KRONICE  RODZINY SACHSE DOPISKI W NAWIASACH – ADAM KOPCZYŃSKI

“…Ojciec chciał odwiedzić szefa Wyższego Urzędu i w tym celu pewnego niedzielnego poranka udał się do prywatnego mieszkania Urzędnika Górniczego, który wydał wielką imprezę poprzedniego wieczoru, podczas której stół bankietowy był oświetlony 24 lampami naftowymi i olejowymi. Po zakończeniu festynu położono lampy na stole w ciemnym korytarzu. Teraz, gdy mój ojciec zapukał do drzwi mieszkania i przekazał wizytówkę służbie, aby zarejestrować wizytę, poproszono go, aby wszedł na korytarz, by poczekać na decyzję gospodarza.W tym samym czasie mój ojciec wszedł do ciemnego korytarza i z wielką gwałtownością wpadł na stół z 24 lampami, wszystkie upadły na podłogę z ogromnym hałasem, z którego od razu otworzyło się sześć drzwi otwierających się na korytarz pod każdym z nich. Pojawiła się jedna z sześciu córek Wyższego Urzędnika Górniczego, który z przerażeniem spytał, co się stało, jaki był ogromny hałas, na co mój ojciec odpowiedział: “Urzędnik Górniczy Sachse pozwoliłby sobie złożyć mu wyrazy szacunku.” Tak poznał swojego przełożonego w Wyższym Urzędzie Górniczym.

Wyższy Urzędnik był osobą towarzyską. Przywitał niefortunnego podwładnego uprzejmie i jakby nic się nie stało, rozmawiając z nim w ożywionej dyskusji. Dwie córki przysłuchiwały się rozmowie z zaciekawieniem…”.

Relacja nt. Anna Busse -Sachse spisana przez jej siostrę.

“…Anna urodziła się 6 września 1849 r. w Eberswalde, jako drugie dziecko wydziału architekta Augusta Ludwiga Busse, który zbudował linię kolejową ze Szczecina do Berlina (ówczesna Berlińska Kolej Północna, później Szczecin Kolej). Niewiele wiadomo o najwcześniejszej młodości Anny, bo była znacznie starsza ode mnie. Urodziłam się w 1861 roku. Dlatego pamiętam tylko, że raz odwiedziliśmy zamężną siostrę mojego ojca, który miał ładny majątek nad Bałtykiem i gdzie codziennie odbywały się kąpiele w morzu. Miałam wtedy prawdopodobnie 3-4 lata i pamiętam, że Anna zawsze mnie tam zabierała i chodziła ze mną nad morze i pozwalała mi się chlapać. Następnym wspomnieniem jej było, kiedy poszła na swój pierwszy balik dziecięcy i stała w białej sukni balowej z wiankiem kwiatów we włosach i była podziwiana przez nas wszystkich. Wkrótce po tym, jak prawdopodobnie zdała egzamin nauczycielski i przejęła – Johanna, jej najmłodszą siostrę i mnie – jako jej pierwszych uczniów. Trzecim uczniem było dziecko było naszych sąsiadów którzy mieszkali po drugiej stronie ulicy od dworca kolejowego w Szczecinie.Wciąż pamiętam jej pierwsze lekcje z nią w naszej jadalni. Potem wybuchła wojna w (francusko-pruska) 1870/71. Anna i nasza matka opiekowały się żołnierzami, którzy przybyli i udali się na stację kolejową w Szczecinie. Anna pomagała również oficerom, którzy pracowali z dokumentami. Podczas letniego wyjazdu Anna poznała Carla, który już wtedy był Bergassesorem górniczym. W tym czasie zaręczyli się.

Kiedy wróciliśmy kiedyś do domu ze szkoły, Anna siedziała w niebiesko-białej sukience w kratę na oknie razem z Karlem, co bardzo nas zaskoczyło. ” Odtąd Karl często nas odwiedzał.Miał wtedy czarną, czarną brodę. Któregoś dnia przyszedł i miał ogoloną brodę, by dokuczać Annie, która nie rozpoznała go, gdy stał przed nią. Oczywiście to była dla niego świetna zabawa.Po zakończeniu wojny moja matka i Anna otrzymały Order Królowej Luizy i Złoty Medal Czerwonego Krzyża. Niestety, z powodu dużego natężenia ruchu wojsk, obie siostry, Anna i Jadwiga oraz nasza matka zostały zarażone; Wszyscy chorowali na tyfus i trwało to ponad 3 miesiące. Dwie katolickie siwe siostry opiekowały się naszymi pacjentami. – Nasz najstarszy brat, Otto, który był wtedy lekarzem w szpitalu wojskowym na stacji Lehrter, dostał tę straszną chorobę później.24 kwietnia 1872 roku odbył się ślub Anny i Karla. Pobrali się w kaplicy Golgoty, która była nam bardzo bliska. – Ponieważ Anna straciła prawie wszystkie włosy z powodu choroby, bardzo trudno było założyć wianek i woalkę, a do tego celu musieli wykonać specjalną ramę….”  .

W  tym czasie Carl dostał propozycję pracy od wiedeńskiego finansisty Wilhelma von Guttmana. Zaproponowano mu stanowisko dyrektora kopalni w Orzeszu.Rodziny młodych małżonków nie były zachwycone tą perspektywą..Wtedy nasz region był dla Niemców odległą, nieznaną wręcz “dziką” krainą. Młodzi Sachse postanowili jednak przenieść się na Górny Śląsk…

Poniżej fotografia młodych małżonków – Anny i Carla Sachse.

W Gliwicach urodziła się ich pierwsza córka Friederike, w 1873 r. Z tym porodem związane były komplikacje. Oddajmy znowu głos rodzinnej kronice: “…W lutym urodziło się pierwsze dziecko Anny Frieda. Przy porodzie ciężko Anna zachorowała, ponieważ położna popełniła błąd po urodzeniu i zaraziła ją, tak że Anna dostała szkarlatyny w połogu. Dlatego chrzest małej Friedy nie mógł się rozpocząć do maja…”

Po przenosinach do Orzesza Carl rozpoczął pracę jako dyrektor kopalni. Oto kolejny fragment rodzinnej kroniki – relacja spisana przez syna Gerharda: “Urodziłem się 15 marca 1880 w Orzeszu. Imiona, które miałem otrzymać, trzymano w  sekrecie aż do mojego chrztu. Między innymi moje dwie babki zostały zaproszone do chrztu.

Moja babcia Othilie Busse(babcia) była ciekawa i chciała znać te imiona, zanim zostałem ochrzczony. Mój ojciec, który lubił psocić, powiedział jej, że powinienem stać się ważnym człowiekiem i musiałem nosić imiona toczących się dźwięków, które dzwonią mi w uszach i dlatego powinienem mieć imię: Hildebrand, Geribert, Romuald, Volkmar.Przerażona babcia Busse udała się do babci Sachse i wezwała ją do wszystkich świętych, aby interweniowała u  jej syna, który był w stanie dać biednemu robaczkowi te okropne imiona, które pozostaną mu na całe życie i za które będą go gnębić szkolni koledzy.Ale ku nieopisanej rozpaczy babci Busse mój ojciec niezłomnie trzymał się swojej woli. Mówi się, że babcia odetchnęła z ulgą, kiedy otrzymałem przy okazji chrztu imiona Gerhard, Wilhelm, August….”

“..Kiedy mój ojciec przejął kierownictwo kopalni Orzesze  w 1871 roku, dom przeznaczony dla niego jako jego oficjalna rezydencja był dopiero w budowie. Rodzice musieli żyć przez pół roku, aż do ukończenia w oberży Grzegorzka. To było więcej niż skromne zakwaterowanie, bo wioska Orzesze była  wcześniej nędznym miejscem, składającym się tylko z kilku gospodarstw rolnych.W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia rozwijało się coraz bardziej, mój ojciec zarządzał długą kolonię domów zbudowanych dla rodzin górników, którzy pracowali w kopalni Orzesze..

W XIX wieku Orzesche stało się o wiele ważniejsze jako skrzyżowanie kilku linii kolejowych.

Ludność składała się z Polaków, którzy byli już tak silnie pod wpływem kultury niemieckiej, że nie chcieli  być nazywani Polakami. Nazywano ich “ Wasserpolacken””. Największą obrazą było, gdy ktoś powiedział do drugiego: “Ty Polaku”! Tak nazwany odbierał to jak pchnięcie nożem.

Ich język nie był już czystą polszczyzną, lecz pomieszaniem słów polskich i niemieckich. Mój ojciec całkowicie opanował język polski. On i jego rodzeństwo nauczyli się tego w dzieciństwie spędzonym w Krotoschin. Mógł więc rozmawiać i dobrze komunikować się z polską ludnością i swoimi górnikami.Nasi polscy pracownicy(w gospodarstwie rodziny Sachse) też mówili po polsku. Reszta rodziny też starała się porozumiewać z nimi po polsku.

“Wasserpolacy” byli z natury przebiegli, ale jednocześnie usłużni i służalczy. Mężczyźni i kobiety, którzy pracowali z nami w ogrodzie, starali się zawsze, by ucałować rąbek  ubrania lub rękę, kiedy mój ojciec lub nasza guwernantka, późniejsza macocha, pozwolili się zobaczyć w ogrodzie.. Poziom kultury, na którym żyli Wasserpolacy był najniższy z możliwych, to że mąż powinien bić żonę, uznawano za pewnik. Pewnego dnia mój ojciec zastał gorzko płaczącą kobietę siedzącą przed jednym z domów górniczych. Zapytał ją, dlaczego rozpacza, na co odpowiedziała szlochając, jej mąż już jej nie kocha, a na pytanie ojca, z czego to wywnioskowała, odpowiedziała, jej mąż już jej od dawna nie bije. Cóż, miłość wyraża się inaczej. Tutaj kobieta słusznie wywnioskowała z faktu, że jej mąż już jej nie bił, stała się wobec niego obojętna. Moi rodzice trzymali dużo drobiu: kurczaki, kaczki i gęsi. Ponieważ polskie gęsi były bardzo małe, rodzice kupili jaja wylęgowe z Pomorza i wyhodowali z nich znacznie większe i cięższe gęsi pomorskie. Teraz, kiedy zbierali jajka, dziwili się, że często jajka ich gęsi i, przypominały mniejsze polskie jaja gęsie, a potem, w gruncie rzeczy, polską gęś. Miejscowe się kobiety z wioski oferowały w ty czasie na sprzedaż duże pomorskie gęsie jaja. Niektórzy z pracujących w gospodarstwie Polaków byli w stanie podmienić jajka. Pewnego dnia pojawiła się żona polskiego rolnika i poprosiła by kupić jej  gęś. Trzy godziny później wróciła do bramy.Kiedy zapytano ją, czego chce, odpowiedziała, że chce tylko sprawdzić, czy gęś żyje.Okazało się że jej drób był chory. Dlatego sprzedała wciąż żyjącą gęś, która rozprzestrzeniła chorobę na farmę drobiu moich rodziców i zabiła cały drób.Mój ojciec otrzymał stanowisko inspektora szkolnego i musiał zwracać uwagę na naukę w swojej dzielnicy. Pewnego razu, gdy przejechał przez wioskę w ciężką zimę, zobaczył dziecko w wieku około dziewięciu lat, całkowicie lub prawie nago, bawiąc się na śniegu, odpowiadając na pytanie, dlaczego nie było go w szkole odpowiedziało- nie musiałem iść do szkoły, ja mam odrę.Służba i personel domu moich rodziców byli oczywiście także Polakami, młode dziewczęta z wioski, które przyjmowano jako pokojówki, pokazały się z pomocą jako użyteczne i przyzwoite, czyste, również uczciwe i czułe. Z drugiej strony pamiętam woźnicę, który był bardzo szorstkim mężczyzną, jego żonę i dwójkę bardzo małych dzieci w wieku może dwa i trzy lata – brutalnie ich  bił skórzanym paskiem od spodni.

W tym czasie ludność polska była całkowicie lojalna i naturalnie uznała nas za warstwę wiodącą i dominującą. Wielu liczebnych synów z polskich rodów arystokratycznych służyło w husarach pruskich jako oficerowie. W tym czasie nie było mowy o nienawiści do Niemców. Zostało to po raz pierwszy wywołane przez Kulturkampf, przez polskie duchowieństwo katolickie.Po wojnie w latach (Prus z Francją) 1870-71 warunki na wsi były niepewne. Wszelka hołota czaiła się dookoła. W rozległych lasach Górnego Śląska powstały wielkie bandy złodziei pod przywództwem dwóch znanych przywódców (Eliasz i Pistulka?), którzy terroryzowali i grabili ludność. Nikt nigdzie nie był bezpieczny przed najazdami.Cotygodniowe wynagrodzenie górników z kopalni w Orzeszu urzędnicy przewozili w każdy piątek z Mikołowa do Orzesza. Musieli jechać powozem na duże odległości przez gęsty las. W pewien  piątkowy wieczór, kiedy jechali przez las, było już ciemno, a kobieta siedząca przy drodze zatrzymała powóz i błagała, że nie może już iść dalej, i  chce by zabrać ją do powozu.Urzędnik miał wielki worek z pieniędzmi z wypłatami obok siebie w powozie i powiedział kobiecie, że powinna wejść na kozioł i usiąść obok stangreta.Kobieta następnie położyła kosz na kożle obok stangreta i zaczęła się wspinać. Nagle stangret zadał jej cios w klatkę piersiową, że spadła z powozu, pogonił konie i odjechał. Aby wytłumaczyć swoje zachowanie, powiedział później urzędnikowi, że kiedy kobieta wspięła się na kozioł stangreta, zobaczył w świetle latarni, że kobieta nosi wysokie męskie buty pod płaszczem i była mężczyzną.W koszu na koźle znaleziono długi nóż. Z powodu tych niepewnych okoliczności, a także ze względu na pilnowanie domu i podwórka, mój ojciec trzymał duże psy, bernardyny, które były znane i których obawiano się w całej okolicy. Wieczorem przychodził się nocny stróż, zostawiając psy na podwórzu. Wokół pozostałych dwóch stron domu,, ojciec zbudował podwójne wysokie ogrodzenie,, a pomiędzy dwoma rzędami płotu psy całymi nocami krążyły wokół domu, aby nikt nie mógł się zakraść. , Szlachetne zwierzęta były wierne i czułe, chętnie słuchały mego ojca i uczył ich różnych sztuczek. My, dzieci, byliśmy dobrymi przyjaciółmi z psów, które były tak dzikie i niesforne ale oswojone i cierpliwe z nami. Moglibyśmy się z nimi bawić, jeździć na nich; nie baliśmy się ich, a psom wszystko się podobało.Pewnego dnia, kiedy mój ojciec pozwolił psom swobodnie poruszać się po podwórku, suka Afra skorzystała z okazji, by zjeść długi sznur na pranie, który ktoś beztrosko zostawił l na podwórzu. Sznur okazał się niestrawny i powodował niestrawność zwierzęcia. Biedne zwierzę próbowało pozbyć się sznura, ale na próżno! Wujek Max Busse, brat mojej matki, który przyjechał do nas na odpoczynek, okazał się zbawiennym aniołem.Pies zaczął w końcu wydalać sznur, mały koniec wyszedł z tyłu psa. Wuj Max Busse chwycił ten sznur , a następnie chwycił drewniany kij,, owijał wolny koniec liny wokół niego i powoli nawijając na kij wydobył cały sznur na światło dzienne. Nie pamiętam już czy matka ponownie używała tego sznura.Z ulicy w Orzeszu, wzdłuż której ciągnęły się długie rzędy domów kolonii górniczej, aleja drzew zasadzona po obu stronach prowadziła do nieruchomości, na której mieszkaliśmy, a która z powodu niepewnych warunków była ogrodzona. Za zawsze zamkniętą bramą było przestronne podwórko. Na nim była psiarnia po prawej stronie, która leżała przed stodołą, za którą rozrastał się ogród. Po lewej stronie była powozownia do którego dołączyły stajnie dla koni, krów, świń i drobiu oraz inna stodoła. Na środku podwórza było rondo obsadzone zielonymi krzewami. Z dziedzińca wychodziły dwa kamienne stopnie prowadzące do domu, do korytarza biegnącego po całym domu, po którym leżały pokoje po obu stronach. Lewe schody prowadziły do kuchni i innych pomieszczeń gospodarczych, a także biura mojego ojca. Prawe schody stanowiły schody dla dżentelmenów, którzy weszli do domu i zostali przyjęci w gościnnych pokojach. Dom był jednopiętrowy, a pokoje mieszkalne rodziny znajdowały się na parterze. Na drugim piętrze pokoje szczytowe zostały przekształcone w pomieszczenia mieszkalne dla personelu usługowego i pokoi gościnnych. Z mojej dziecinnej perspektywy  wszystko mi się wydawało, podwórko, ogród, dom i pokoje w nim, ogromnie duże i pojemne, i żyły, po tym, jak opuściłem Orzesche jako dziecko w wieku 6 lat, w mojej pamięci.Kiedy 35 lat później zobaczyłem swoje miejsce urodzenia, byłem bardzo rozczarowany, że wszystko było znacznie mniejsze, niż to co zostało w mojej pamięci.Do domu przylegał ośmioakrowy sad owocowy, warzywny i kwiatowy, którymi opiekował się mój ojciec i dbał o niego z troską. Zasadził w ogrodzie wiele owoców pestkowych i jagodowych,oraz kraty z winoroślą

Za domem płynął strumyk – Birawka ( Bierawka), która zasilała stawy rybne, z których korzystał mój ojciec.Po lewej stronie domu znajdowało się gospodarstwo z chatami trzody chlewnej i drobiu, które dochodziło do Birawki. Część potoku łączyła się z ogrodzeniem, obejmujący znaczną powierzchnię wody dla gęsi i kaczek.Ten fragment jest szczególnie dla mnie niezapomniany, gdy pojawiło się pierwsze wspomnienie mojego wczesnego dzieciństwa. Nasze dzieci nie mogły przebywać na ranczu bydła ani w “kaczym bajorku” bez wsparcia dorosłych. Kiedyś, gdy mój ojciec i nasz wychowawca wyjechali, my  będąc wtedy pod opieką mojej starszej siostry Olgi, starszej o 4 lata, złamaliśmy ten zakaz i włóczyliśmy się po wybiegu dla bydła, aż dotarliśmy do “kaczego bajorka”. Tutaj znaleźliśmy dwie duże drewniane kadzie, w których przygotowywano jedzenie dla bydła, puste. Moja siostra Olga miała ochotę poprowadzić łódz.Więc zabraliśmy jedną koryto do wody, Olga weszła i usiadła na brzegu koryta. W wyniku tego jednostronnego obciążenia, oczywiście, balia wywróciła się i moja siostra zanurzyła się w płytkiej wodzie, tak że leżała na plecach, ale z głową pod wodą.

W tym momencie nie uciekałem z wrzaskiem, jak zrobiłoby to wiele dzieci, ale przyszło mi do głowy – byłem chłopcem w wieku trzech lub czterech lat z wnikliwością, rozsądkiem i jasnością daleko poza moje lata – wtedy to Myśl: Już wcześniej znalazłeś się w tej sytuacji i wiesz dokładnie, co musisz teraz zrobić.Tak więc wskoczyłem w płytką wodę jedną nogą, chwyciłem moją siostrę za rękę, wyciągnąłem ją z wody. Z poczuciem winy spieszyliśmy we dwoje dzieci do najdalszego zakątka naszego dużego ogrodu i usiedliśmy na słońcu – to było w środku lata – aby wysuszyć nasze mokre ubrania, co zrobiliśmy, zanim nasz ojciec i nasz nauczyciel wrócili do domu, aby żaden z nich nie Zauważył coś nieposłusznego.Wspomnienie mojego dzieciństwa, pozostawiło we mnie trwałe wrażenie podczas mojego obecnego ziemskiego życia…..”

Inna relacja spisana przez Marię Wedekind , siostrę Anny :

“Nasza matka  cieszyła się że Anna swietnie gospodaruje i zgodnie żyje z Karlem. Mieli oni bardzo ładny powóz, piękne konie, kilka krów w stajni, świnie, dużo drobiu, gęsi, kaczki, itp. -. Ogród był bardzo ładny i duży i dobrze utrzymany.Dom był prostym parterowym budynkiem, ale pokoje były dobrej wielkości. Najstraszniejsze ze wszystkich było wiele szczurów i myszy. Często zdarzało się, że Karl strzelał do szczurów w nocy z łóżka w sypialni z pistoletu.Teraz Anna przyjechała, gdy miała już trójkę dzieci (Friederike 1873,1874 Erich, 1876 Olga). Niemal co dwa lata rodziło się dziecko.. Poza tym Hedwiga i moja matka częściej odwiedzały Orzesze. Anna nieraz skarżyła się, że tamtejsi ludzie są tak katoliccy i polscy, że prawie nie mówią po niemiecku.

Karl mówił płynnie po polsku, ale Anna ledwo mogła porozumieć się z dziewczynami(ze służby). Ale częsty i bardzo miły kontakt z otaczającymi ich  gospodarzami, a także z przyjaciółmi Karla, którzy studiowali na uczelni. Bergrat Schubert -(pracował w kopalniach okręgu mikołowsko-łaziskiego) mieszkał bardzo blisko nich. Anna zaprzyjaźniła się z panią Schubert. Ponadto znali sie z właścicielem dworu w Ornontowicach Schnackenbergiem ( zarządca z ramienia zarządu Ornontowitzer Actiengeselchaft fur Kohlen und Eisen Produktion i Górniczej Kasy Brackiej w Tarn.Górach w latach 1864-66)oraz panem Lüttke i ewangelickim pastorem (Lemon) w Mikołowie, gdzie należeli do kościoła.Anna była bardzo uporządkowana, miała łagodny, łagodny charakter, była też bardzo muzykalna i śpiewała bardzo ładnie. Napisała w małym notatniku , który specjalnie kupiła, małe anegdoty i dowcipy oraz wiele powiedzeń o swoich dzieciach, pisała nawet własne drobne wiersze. Po południu i często wieczorem grała z Karlem, grała na cztery ręce na  fortepianie, a Anna też śpiewała.Karl był bardzo namiętną naturą, zabawny i często brawurowy lubił się całować. Był bardzo silny i wysoki i nie było czymś niezwykłym, gdy obejmował swoją żonę i nosił ją dookoła i całował. Kiedyś chciał spróbować, gdyby mogła znieść, gdyby dał jej 100 pocałunków z rzędu.Z powodu błędu przy porodzie pierwszego dziecka Anna miała problemy zdrowotne, którego nie można było wyeliminować poprzez późniejsze leczenie. Została więc kilkakrotnie wysłana do nadmorskiego kurortu na leczenie, ponieważ czasami miała nieprzewidywalne komplikacje sercowe, których nigdy wcześniej nie doznawała. Narodziny innych dzieci były normalne.

Gdy dzieci dorastały i powinny isc do szkoły postanowiono że nie pójdą do szkoły wiejskiej , lecz będzie dla nich zatrudniony domowy nauczyciel… Po rozeznaniu sprawy w Berlinie wybrano polecaną przez koleżankę Anny – Panią Marię Plath…”  

Anna i Carl Sachse mieli 4 dzieci , wszystkie urodziły się na Górnym Śląsku..W Gliwicach i Orzeszu.

Na fotografiach poniżej Carl Sachse jako dyrektor kopalni w Orzeszu oraz  małżonkowie Sachse i ich dzieci..

Postrzeganie Górnego Śląska i Ślązaków jakie widzimy w kronice rodziny Sachse nie było wtedy niczym nowym..Dla Niemców z Prus,Centralnych Niemiec itp Górny Śląsk był krainą daleką, zacofaną i niebezpieczną..Niemcy nie rozumieli śląskiej mowy, kojarzyli ją z językiem polskim, dlatego nazywali nas Ślązaków “ Wasserpolen” co niektórzy tłumaczą jako “ rozwodnieni Polacy”…Nawiasem mówiąc  odrębność Ślązaków do dziś stanowi problem bo np. Polacy nazywają nas Niemcami ,volksdeutschami a gdy krytykujemy ich nieudolne rządy każą nam wyjeżdżać do Niemiec…Opinia o codziennym życiu na Górnym Śląsku też nie była w Niemczech najlepsza.

Pisarz i podróżnik Anton Oscar Klaussmann był na Górnym Śląsku pierwszy raz ok.1860 r, opisuje tę  krainę (książka “Górny Śląsk przed laty”)  często w czarnych barwach pokazując jej mroczne strony z barwnymi opisami nieokrzesanych zachowań jej mieszkańców.. 

Dr.Paul Draschler, dyrektor gimnazjum w Zaborzu , autor wydanej w 1909 r książki “ Górnictwo i życie górników  na Śląsku” tak pisze we wstępie :

“…Gdy dziesięć lat temu przeprowadzałem się na Górny Śląsk, żegnano mnie w Breslau (Wrocław) słowami wielkiego smutku , tak jakbym wyjeżdżał jako skazaniec na Sybir.Radzono mi bym zaopatrzył się w rewolwer i polski słownik.Ponoć bez tych dwóch “ towarzyszy” nie da się przeżyć w tej Industrialnej Krainie.Do dziś nie potrzebowałem żadnego z nich.Jedno jest pewne – dla wielu ludzi położone na południe od Breslau ziemie Śląska są nieokreślonym i nieznanym terenem “ z daleka od wykształconych ludzi , na końcu państwa “ jak w roku 1790. (dopisek mój – słowa które wypowiedział Goethe w Tarnowskich Górach)..Na przekór tym słowom na przemysłowym obszarze Górnego Śląska czuje się ducha pracowitości jak w reszcie Śląska..” 

Wróćmy na razie do Orzesza i rodziny Sachse…Carl jest dyrektorem kopalni stara się jak najlepiej prowadzić powierzony mu zakład, wdraża patenty np. na ulepszenie działania pieców przy kopalnianej koksowni ( 12 pieców koksowniczych ) , poprawę działania systemu zaworów maszyn parowych, wymyśla nowy typ wiertnicy górniczej..W rodzinie wszystko dobrze się układa , aż dochodzi do tragedii.

Do głosu dochodzą też nacjonalistyczne siły religijne w Orzeszu.Oddajmy głos kronice rodziny Sachse. Oto kolejne zapiski sporządzone przez siostrę Anny Sachse : 

“….15 marca na wiosnę urodził się Gerhard. Zostałam zaproszona do chrztu jako chrzestna matka i po raz pierwszy pojechałam do Orzesza. Anna karmiła małego Gerharda, był bardzo silnym dzieckiem.

Dla mnie podróż była wielką przyjemnością. W Gliwicach czekał na mnie powóz. To była długa jazda z Gliwic do Orzesza. Tam cały czas kwitły fiołki, a dzieci codziennie rano je zbierały. Dla mnie była to bardzo szczególna radość; w Berlinie nie miałam czegoś takiego. 25 kwietnia zaproszono na chrzciny Gerda przedstawicieli dużej firmy, także Paul Sachse (później urzędnik we Wrocławiu). Anna i Paul Sachse przez kilka tygodni przebywali w Orzeszu, a Anna i ja wkrótce zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi.

Paul był bardzo wyczerpany praca. Ta wizyta była dla Carla zabawą,  on był bardzo wesoły i zabawny. Anna dużo zajmowała się dziećmi i nie dbała zbytnio o nas, ale była bardzo szczęśliwa, dzieci bardzo szybko dołączyły do nas i spędziłam z nimi dużo czasu.Coś dziwnego wydarzyło się po chrzcie, przy stole: Karl wygłosił wesołą, mowę do żony i chciał z nia wypić, po czym szklanka którą miał w ręku pękła w środku i stuknęła w stół. Zapadła głęboka cisza i wywarła głębokie wrażenie na Annie, chociaż nie była przesądna. Stała się bardzo cicha i pozostała poważna.Zatrzymałem się w Orzeszu około 1/4 roku i Anna często wyrażała życzenie, aby chciała mnie całkowicie zatrzymać; ale wciąż byłam na studiach muzycznych i nie chciałam ich przerwać. Ale ponieważ Anna była zawsze bardzo zajęta opieką nad dziećmi, była szczęśliwa, kiedy bawiłam się z dziećmi wieczorem, kiedy była już zmęczona,ona mogła wtedy z Karlem muzykować.Czesto zwiedzałyśmy okolicę. Na kopalnię Karl czasami zabierał mnie ze sobą. Ale bałam się zjechać na dół i nie zrobiłam tego.Z ciężkim sercem w końcu pożegnałem się, ponieważ mój ojciec  bardzo nalegał, abym wróciła.. To był ostatni raz, kiedy widzieliśmy Annę przy życiu !!!.

15 marca obchodzono roczek Gerda, a zaproszono . gości min  Bergrat Schuberts, który przybył bardzo wcześnie.

Anna powiedziała, że nie czuje się dobrze i było jej zimno. Ale rano grała w chorał i czytała fragmenty Pisma św. W porze obiadowej, gdy jadła, nagle poczuła mdłości, jej rękę sparaliżowało, więc Karl wziął ją w ramiona, zaprowadził do sypialni i położył ją tam na łóżku, i miał właśnie przynieść jej szklankę wody, co powiedziała : “Och, proszę zostań tutaj.” To były jej ostatnie słowa. Była bardzo zmieniona..Karl absolutnie nie chciał uwierzyć, że już się nie obudzi. Lekarz powiedział: “udar lub zawał”. Próbowali wstrząsami elektrycznymi  przywrócić ją do życia, na próżno!

Coś bardzo dziwnego stało się u naszych rodziców w tym czasie. Mój ojciec siedział w swoim gabinecie przy stole i pisał. Nagle krzyknął głośno: “Ktokolwiek jest w moim pokoju zostanie zastrzelony!” Nastąpił głośny huk, wszystko przeszukiwano, ale nic nie znaleziono. Siedział przy starym, ciężkim dębowym stole, który moja matka dostała we wianie. W nocy przyszła wiadomość od Karla “Anna nagle zmarła”. Mój ojciec otworzył telegram, zadzwonił do mnie po krótkim czasie i powiedział mi, że chce jechać ze mną do Orzesza pierwszym pociągiem następnego ranka, nasza matka nie mogła jechać, ponieważ  była wtedy poważnie chora.Na początku nie mogliśmy powiedzieć jej o śmierci Anny. Musiałam spakować swoje rzeczy na podróż w nocy. Kiedy moja matka weszła do pokoju mojego ojca następnego ranka, zobaczyła, że ciężki zielony obrus na stole był przesunięty, a kiedy podniosła go, zobaczyła, że pod obrusem jest położony koc. Stół był połamany na środku. To był huk, który usłyszał mój ojciec i tak go przeraziło.Mój ojciec i ja wyjechaliśmy nast.dnia do Gliwic, skąd zostaliśmy odebrani przez powóz.

Anna wciąż leżała w swoim łóżku, jakby spała, wyglądała zupełnie niezmiennie. Karl wciąż wierzył żę przeżyje , pozwolił na kolejne wstrząsy elektryczne jeszcze kilka razy.Anna i Karl kiedyś złożyli obietnicę, że kto z nich umrze pierwszy, drugi powinien pójść za nim w ciągu trzech dni i Karl teraz chciał obietnicy dotrzymać. Złożył już różnego rodzaju dyspozycje na wypadek swojej śmierci. Kazaliśmy Annie założyć suknię ślubną na jej pogrzeb i kazano ją umieścić w pięknej, dużej jadalni.

W dniu pogrzebu był głęboki śnieg, a długa droga do Laurentis Berg /Górka Wawrzyńca była bardzo trudna, karawan poślizgnął się i kiedy podjechał do góry, trumna również się wyślizgnęła i prawie się rozbiła, gdyby ludzie jej nie zatrzymali.. Dzieci oczywiście nie miały pojęcia w tej chwili o swojej poważnej stracie, a Frieda (wtedy zaledwie 7 lat) powiedziała kiedyś, kiedy płakałam po stracie : “Dlaczego płaczesz – mama ma tak pięknego srebrnego Jezusa na swojej trumnie “. Kiedy po kolacji siedzieliśmy w pokoju z Karlem, dawał nam instrukcje, co mamy robić, gdyby umarł następnego ranka. Przygotował także różne przesyłki do wysłania. Potem prawie każdego dnia chodziliśmy do grobu Anny i często zabieraliśmy ze sobą dzieci. Potem zauważyliśmy, że zawsze koło grobu kręci się pewien człowiek, kiedy przyjeżdżaliśmy. Karl doszedł do sedna sprawy i dowiedział się, że katolicy nie chcieli, aby Anna została pochowana na ich cmentarzu, który zostałby przez to wg.nich  zbezczeszczony; zawsze chcieli ją wykopać.Górnicy z Orzesza dowiedzieli się o tym i dlatego postawili strażnika przed grobem, aby temu zapobiec. W rezultacie Karl kupił kawałek ziemi i poświęcił go na cmentarz ewangelicki i zbudował na nim małą kaplicę, która miała służyć jako dziedziczny pochówek. Po skończeniu, przeszło rok później, ciało Anny zostało tam przeniesione.Karl ponownie otworzył trumnę, aby upewnić się, że Anna naprawdę nie żyje. Prawie niezmieniona leżała w nim spokojnie, tylko oczy były zapadnięte.Ponieważ trumny nie można było już spuścić do krypty w nocy, pozostało ono na szczycie kaplicy do rana. Zanim trumna została zamknięta, zadzwoniliśmy do dziewcząt ze służby i ludzi z domu, aby mogli zobaczyć i rozpowiedzieć, że Anna nie dostała biżuterii i rzeczy w trumnie.

(Groźba rabunku ???) W każdym razie trumna rozpadła się rano podczas  przenosin. Z tego powodu drewniana trumna została zamknięta w solidnej trumnie cynkowej, która została mocno przylutowana.Polscy katolicy kilkakrotnie zbezcześcili kaplicę w najbardziej niegodny sposób i ostatecznie zniszczyli trzy czwarte. …” ( w lokalnej , niepisanej opowieści fakt zniszczenia kaplicy jest opisywany jako wynik niemiecko – polskiej potyczki w pierwszych dniach II wojny światowej..Sprawę trzeba rozstrzygnąć dalszymi poszukiwaniami informacji)

Tak oto wyjaśniła się różnica między zgonem Anny w 1881 r. i jej pochówkiem w 1883 r.w krypcie kaplicy na ewangelickim cmentarzu założonym przez Carla.

Warto odnotować że podobny konflikt miał miejsce w wcześniej sąsiednich Ornontowicach gdzie miejscowi katolicy protestowali przeciw budowie grobowca dla miejscowego protestanckiego handlowca Wilhelma Schneidera – opisuje to L. Musioł w “ Kronice Ornontowic”.Działania aktywistów polsko-katolickich były sprzeczne z ówczesnym prawem które nakazywało pochówek na danym cmentarzu bez względu na wyznanie, o ile cmentarz w danej miejscowości był jedynym.

Na konflikty narodowościowe na Górnym Śląsku nakładał się konflikt religijny..Elitą na Górnym Śląsku byli niemieccy i miejscowi  ewangelicy.

Warto wymienić nazwiska ewangelików ,twórców śląskiego przemysłu – na podst. A. Frużyński

“ Wkład ewangelików w rozwój gospodarczy Górnego Śląska w  XVIII – XX w”.

Wilhelm von Reden, Johann Christian Ruberg, August Holtzhausen, August Borsig, August Hegenscheidt, Heinrich Hochberg, Guido von Donnersmarck, Friedrich Friedlander i inni.

Oprócz tych znanych postaci na Górnym Śląsku osiedliło się wielu niemieckich urzędników,dyrektorów, inżynierów i handlowców.

Propolscy działacze katoliccy wykorzystując fakt że czołowe stanowiska w urzędach i przemyśle zajmują przeważnie niemieckojęzyczni ewangelicy rozpętali agitację propolską , podburzając miejscową ludność przeciw wszystkiemu co niemieckie lub protestanckie… Ten problem trwał bardzo długo , miejmy nadzieję że to już tylko historia..Opisy tych działań można znaleźć w wielu publikacjach, warto kilka zacytować.

J. Delowicz w książce “ Dzieje ewangelików w Żorach” cytuje fragmenty gazety “Katolik” nr 67 z 1922 r w którym czytamy o kulisach odejścia z żorskiej parafii ewangelickiej pastora Jendresie “….obity przez żywioły, które nie zdają sobie sprawy z następstw swoich czynów…” i dalej tamże “…wypadki obijania Niemców powtarzały się bardzo często..”

O tym konflikcie religijnym pisze też polski socjolog Józef Chałacinski w pracy “ Antagonizm polsko-niemiecki” wydanej w 1935 r..Relacja z Murcek na Górnym Śląsku “….Jeden pastuch z pomiędzy nas był ewangelikiem, my go zawsze przezywali lutrem, poskarżył się w domu i na pastwisko przyszła jego uspokoić nas, a my w tym czasie znęcaliśmy się nad nim …Przyskoczyła do nas i pobiła bo miała przeszło 20 lat…..Ciągle ją przezywaliśmy..Poszła na skargę do ewangelickiego nauczyciela w naszej szkole, dostaliśmy za to od niego lanie..Ale od tego czasu zawsze biliśmy ewangelickiego pastucha na pastwisku..” 

Górnik z Dębieńska Edward Jeleń w swoim “Pamiętniku górnika” który napisał w wieku 75 lat w 1930 r  wspomina pewne zdarzenie z młodości- tak zareagował na  obraz w mieszkaniu nowo poznanej w czasie służby wojskowej w Niemczech dziewczyny “….Obejrzałem też sobie bliżej te obrazy .Na jednym z nich był jakby ksiądz ,ale z kokardką pod szyją.Przeczytałem napis – Marcin Luter ! Jakby mnie kto w pysk strzelił ! Zaraz cała miłość mi przeszła….Odprowadziła mnie jeszcze i może byśmy się nawet pocałowali, ale zaraz sobie obraz przypomniałem…”

Te opisy na pewno nie oddają głębi konfliktu, ale pokazują do czego może prowadzić religijny fanatyzm rozgrywany przez politykierów.

Na fotografiach poniżej dom rodziny Sachse w Orzeszu, zdjęcia wykonano już po wyjeździe rodziny do Niemiec.

Wracamy znowu do XIX wiecznego Orzesza…Rodzina przetłumaczyła Karlowi że musi porzucić myśli samobójcze bowiem pozostała mu do wychowania czwórka dzieci…W 1886 r w wyniku nieporozumień ze swoim znajomym Ottomarem Hermannim dyrektor Sachse zrezygnował w pracy w Orzeszu i z całą rodziną wyjechał…Pracował póżniej jako dyrektor w berlińskim koncernie zajmującym się handlem węglem.Ożenił się z dotychczasową opiekunką dzieci Marią Plath, potomkowie nie wspominają dobrze swojej macochy, opisują ją jako osobę chłodną , z zaburzeniami psychicznymi.

Carl od 33 roku życia zmagał się z bardzo bolesną chorobą – dną moczanową która towarzyszyła mu aż do śmierci w 1905 r.

Fotografia – Karl Sachse

Następcą Carla Sachse w orzeskiej kopalni został Ottomar Hermanni.Urodzony w 1838 r. pracował w górnictwie niemieckim , min. w Wyższym Urzędzie Górniczym we Wrocławiu, na kopalniach zabrzańskich ,mikołowskich ..Na Górnym Śląsku urodziły sie 2 jego córki..Zmarł w Orzeszu w 1906 r.

Razem z żoną i jedną córek został pochowany na ewangelickim,zniszczonym cmentarzu który założył Carl Sachse. Za czasów dyrektora Ottomara Hermanni kopalnia w Orzeszu doprowadziła wodociąg do kolonii robotniczych kopalni i “Huty Maria”, szpitala i stacji kolejowej.

Rodzina Sachse jest także związana z Czerwionką. Erich Sachse urodzony 16.07.1874 r w Orzeszu ,syn Carla przez kilka lat był urzędnikiem w dyrekcji kopalni Dębieńsko w Czerwionce..W całej swojej górniczej karierze w niemieckim górnictwie pracował w różnych miejscach min w  Halle, Chorzowie, Teplitz (dzisiejsze Czechy) i w Salzburn.Podobnie jak ojciec pracował tylko w kopalniach prywatnych.Po zakończeniu czynnej pracy w kopalniach został dyrektorem Szkoły Górniczej w Wałbrzychu..Tam pracował do emerytury..Oprócz górnictwa był też dzielnym żołnierzem. Otrzymał Krzyż Żelazny 2 klasy za udział w I Wojnie Swiatowej oraz dwa ordery Schlesische Adler I i II klasy za udział w Śląskiej Wojnie Domowej, bronił Śląska przed polskimi dywersantami. Jako emeryt osiedlił się w Dreźnie, gdzie zginął podczas działań wojennych w 1945 r.

W ostatnim liście do rodziny tak opisywał piekło wojny “….Zbliżamy się do piekła, z którego nie można było sobie wyobrazić w naszych najciemniejszych godzinach. Volksturm jest siłą ubierany w mundury SS i SA, a ci, którzy się im sprzeciwiają, są zastrzeleni. Rosjanie są niedaleko Drezna, Wrocław jest praktycznie odcięty, Lilo z dziećmi w Waldenburgu Wałbrzych) jest więc już za tą linią. Więc można mieć tylko nadzieję, że cierpienie na końcu będzie krótkie. W każdym razie my jako naród niemiecki będziemy stłamszeni przez długi czas, jeśli nie na zawsze.Tak więc, mój drogi bracie, serdecznie pozdrawiam wszystkich twoich bliskich. Być może,, będziemy mogli znowu spotkać się na tym świecie, chociaż wtedy będziemy żebrakami.”

Fotografie Ericha Sachse.

Dzięki pracy niemieckich naukowców, inżynierów, profesorów itp Górny Śląsk się zmieniał. Pruskie szkolnictwo już na początku XX wieku wyeliminowało analfabetyzm..Nasz region był industrialną potęgą, ludzie pracowali w nowoczesnych fabrykach..Nie mieszkali już w chatach ze słomianym dachem. Rosły sieci kolei i dróg. Wspomniany pisarz Anton Oskar Klaussman tak pisał o Górnym Śląsku gdy odwiedził go ponownie ,przeszło  30 lat po ostatniej wizycie “…postęp jaki dokonał sie na Górnym Śląsku w ostatnich 32 latach jest oszałamiający, porażający, niewiarygodny , niesłychanie przypominający wzorce amerykańskie. Ten wspaniały rozkwit ,rokujący sukcesy w przyszłości dokonał się tu w najróżniejszych dziedzinach.Górny Śląsk stał się ośrodkiem cywilizacyjnego postępu i już dziś, bez fałszywego wstydu może stanąć w równym szeregu z innymi centrami kultury Cesarstwa. I jak sądzę w niezbyt odległej przyszłości znajdzie pełne uznanie na całym Zachodzie.

Zupełnie zniknęły typowe cechy ,niestety ,ongiś charakterystyczne dla tej krainy – brud i nieporządek.” Szkoda że nadzieje Klaussmanna względem późniejszego rozwoju Sląska się nie spełniły. Dziś Ślązacy zasługują na prawdziwą historię swojej krainy i jej ludzi, nie jest nam potrzebna narzucona, warszawska, zwulgaryzowana, prymitywna wersja “historii Śląska”- oparta tylko na pamięci o agitatorach, dywersantach, powstańcach czy komunistycznych urzędnikach. Sami musimy pilnować swojej historii, bo inaczej napiszą ją obcy.

Adam Kopczyński

Bardzo dziękuję  potomkom Anny , Carla i Ericha Sachse  opisanym w tekście za przekazane mi cenne informacje….

Oprócz kronik korzystałem z książek:

W.Serlo “Preusissche Bergassesoren” – 1927

Jan Delowicz ” Dzieje ewangelików w Żorach”-2014

Artur Oskar Klaussman “Górny Śląsk przed laty” -Muzeum Historii Katowic

Edward Jeleń – “Pamiętnik górnika”- WAM 2002

Józef Chałasiński -“Antagonizm polsko -niemiecki” 1935

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza