Polska irredenta od środka. Górny Śląsk 1920-1921 we wspomnieniach Tadeusza Puszczyńskiego

W ubiegłym roku (2019) ukazała się na górnośląskim rynku wydawniczym niezwykle wartościowa i ciekawa pozycja historyczna: Polskie działania destrukcyjne na Górnym Śląsku w latach 1920-1921. Są to wspomnienia Tadeusza Puszczyńskiego – kierownika polskich konspiracyjnych oddziałów dywersyjnych na Górnym Śląsku. Wydany materiał został fachowo opracowany przez jednego z czołowych polskich badaczy tematyki tzw. powstań śląskich – profesora historii Edwarda Długajczyka (nota bene autora m.in. takich świetnych pozycji, jak: Pechowcy: księga afer szpiegowskich na Górnym Śląsku w okresie międzywojennym czy Polska konspiracja wojskowa na Śląsku Cieszyńskim w latach 1919–1920). Publikacja nie doczekała się zbytnio echa w regionalnych mediach, a szkoda, gdyż zawiera sporo niezwykle ciekawych czy wręcz rewelacyjnych informacji z burzliwych dla naszego regionu lat 1920-1921.

Wspomnienia Puszczyńskiego (spoglądając oczywiście krytycznym okiem na specyfikę tego źródła historycznego) dostarczają nam wielu informacji na temat ludzi i wydarzeń z czasu około tzw. III. powstania śląskiego, a szczególnie z zaplecza polskiej działalności plebiscytowej i konspiracyjnej (głównie z kierowanych przez niego oddziałów destrukcji). Autor nie omija opisów afer i nadużyć oraz konfliktów wewnętrznych, do jakich dochodziło po stronie polskiej. Z racji sprawowanych funkcji Autor utrzymywał kontakty i miał styczność z wieloma działaczami polskimi na Górnym Śląsku, szczególnie w Polskim Komisariacie Plebiscytowym. Wiedział więc sporo o ludziach i stosunkach panujących w polskich organizacjach w regionie. Puszczyński w swoich wspomnieniach nie słodzi i nie przedstawia przeprowadzanych działań zbrojnych przez różowe okulary, jako „nieskalanego” zrywu, jak to zazwyczaj próbują przedstawiać polscy politycy i publicyści od prawie 100. lat. Osądy i spostrzeżenia autora, jawiącego się jako wysoce zaangażowanego i ideowego, a wręcz fanatycznego polskiego patrioty, owładniętego myślą zbrojnej służby Polsce, są niezwykle ciekawe oraz szczere i niezależne, warte poznania przez szersze grono zainteresowanych historią Śląska. Niejako w ramach krótkiej, pozaszkolnej lekcji historii regionalnej warto przytoczyć najciekawsze kwestie, które znajdziemy we wspomnieniach Puszczyńskiego.

Na początek jednak kilka słów o autorze wspomnień, znanej też pod pseudonimem „Konrad Wawelberg”. Był on zawodowym wojskowym, pochodził spoza Górnego Śląska, a z regionem zetknął się jako kierownik jednego z wydziałów w sztabie polskiego Ministerstwa Spraw Wojskowych. Kontaktował się służbowo z działającą na miejscu Polską Organizacją Wojskową i wziął udział w tzw. II. powstaniu śląskim. Następnie walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, by wrócić na Górny Śląsk już jako kierownik w CWF, czyli w Centrali Wychowania Fizycznego (de facto była to ówczesna polska konspiracja wojskowa w regionie). Po likwidacji CWF został kierownikiem referatu destrukcji w Dowództwie Obrony Plebiscytu. Tam, swoją skuteczną i błyskotliwą działalnością zapewnił sobie trwałe miejsce w historii tzw. powstań śląskich. Kierował „Akcją Mosty”, która dała początek tzw. III powstaniu śląskiemu. Wskutek tej akcji terrorystycznej wysadzono szereg mostów i uszkodzono linie komunikacyjne w regionie, by znacznie utrudnić reakcję zbrojną strony niemieckiej na polską irredentę, a także by udzielić Niemcom propagandowego i zastraszającego pokazu siły. Po powstaniu służył poza Śląskiem na różnych stanowiskach w polskim wojsku, gdzie cieszył się bardzo dobrą opinią. Zmarł w lutym 1939 r.

Przejdźmy do samych wspomnień Puszczyńskiego. Dostarczają nam wielu argumentów za tym, by za miejscowość, która odegrała największą rolę w polskich staraniach o Górny Śląsk, uznać… Sosnowiec. Dziś niewielu pamięta, że właśnie to małopolskie miasto było jednym z głównych centrów, z których strona polska koordynowała działania mające na celu zdobycie Górnego Śląska w latach 1919-1921. W tym okresie, dziennie miało gościć w Sosnowcu od kilkudziesięciu do kilkuset ludzi związanych z polskimi działaniami na Górnym Śląsku – tysiące Górnoślązaków miało się przewinąć przez to miasto i były okresy, że w miejscowych kawiarniach i restauracjach oraz na ulicach słyszało się głównie śląską mowę. Według Puszczyńskiego „miasto żyło podówczas ze Śląska”. Przepływali tamtędy polscy działacze i wojskowi kierowani do naszego regionu, a także transporty broni, amunicji i sprzętu wojskowego, materiały propagandowe czy też deputaty żywnościowe. Materiały te wwożono zresztą na Górny Śląsk tylko po części legalnie. W Sosnowcu urządzano najróżniejsze kursy wojskowe i oświatowe. Na miejscu działały ekspozytury polskiego Ministerstwa Spraw Wojskowych (wraz z bazą oddziałów destrukcyjnych) a także Sztabu Generalnego, których działalność nastawiona była na kwestie śląskie. Nic dziwnego, że to miasto i jego okolica skupiało uwagę wywiadu niemieckiego i „było przeładowane szpiegami niemieckimi”, których niemało złapano i zlikwidowano.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dla Puszczyńskiego oczywistością było to, że międzynarodowe zainteresowanie Górnym Śląskiem to nie kwestia, jak to określił „względów prestiżowych czy też emocjonalnych, jak mogło się wydawać entuzjastom i patriotom”. Uważał, że chodziło tu przede wszystkim o opanowanie regionu bogatego w złoża naturalne i przemysł. Przyznawał, że w regionie liczono się z tym, że o przyszłości Górnego Śląska nie zadecydują pokojowe rozmowy i wyniki plebiscytu, ale, że rozstrzygnie walka zbrojna pomiędzy Niemcami a Polakami. Puszczyński wspominał, że przygotowując się do zbrojnego rozstrzygnięcia, Niemcy i Polacy robili to nieoficjalnie, deklarując swoją neutralność i brak zaangażowania, przy czym jedni przypatrywali się uważnie drugim, próbując zdobywać dowody na wspieranie swoich nieoficjalnych struktur uzbrojeniem i ludźmi. Puszczyński kładł nacisk na niezbędność zbrojnego opanowania i podminowania okręgu przemysłowego. Uważał, że warunki w przyszłych negocjacjach będzie dyktował ten kto opanuje najwartościowsze tereny i będzie mógł zagrozić ich zniszczeniem. Nim można było przejść do zaminowania terenu, należało go zająć. Z umożliwieniem tego były związane główne zadania Puszczyńskiego: opracowanie i wykonanie „Akcji mosty”, w której chodziło o przerwanie dróg komunikacyjnych, łączących teren plebiscytowy z pozostałą częścią Śląska, by utrudnić i opóźnić ściągnięcie w region sił niemieckich. Na rozpoczęcie III. powstania śląskiego, dowodzone przez niego oddziały destrukcji, wysadzały w powietrze mosty, leżące głównie na liniach kolejowych prowadzących w stronę Wrocławia i Nysy. Pozwoliło to na szybkie zajęcie przez stronę polską znacznego terenu plebiscytowego po prawej stronie Odry. Przygotowania do tej akcji charakteryzowały się najściślejszą konspiracja, nikt nie mógł dowiedzieć się, że destrukcja linii komunikacyjnych „jest przygotowaną planowo przez wojskowe czynniki polskie akcją, w której udział biorą Polacy spoza Śląska”. Puszczyński otwarcie przyznawał, że werbowanie polskich oficerów i podoficerów miało wsparcie Ministerstwa Spraw Wojskowych – na żądanie działającego w nim Wydziału Plebiscytowego, wskazane osoby miały być oddawane do jego dyspozycji. Ściąganie wojskowych do oddziałów destrukcji miało miejsce głównie po wojnie polsko-bolszewickiej, kiedy ściągano szczególnie osoby z doświadczeniem partyzanckim.

Dej pozōr tyż:  Maria Szmeja: Jaką narodowość zadeklarują Ślązacy? Podsumowanie ankiet Wachtyrza

W oddziałach destrukcyjnych znaleźli się także Ślązacy. Puszczyński wystawił im m.in. taką opinię: „Ślązacy rodowici mało nadawali się do tej pracy, mimo że znałem ich całą masę jako odważnych żołnierzy, jako konspiratorzy i to na dłuższy czas nie dawali gwarancji pewności”. Przygotowując akcję zniszczenia mostu poza obszarem plebiscytowym, w Lewinie Brzeskim, Puszczyński zrezygnował z udziału w niej Ślązaków, ponieważ podejrzewał, iż w razie ich aresztowania, mogli by oni wyjawić tajne informacje. Ostatecznie, w ścisłej organizacji dywersyjnej znalazło się niewielu miejscowych, kilkudziesięciu Ślązaków pełniło za to funkcje pomocnicze i zostało przeznaczonych na rezerwę. Ostrożność ta nie przyniosła jednak całkowitego skutku, gdyż przed rozpoczęciem akcji dywersyjnej strona niemiecka liczyła się z akcjami terrorystycznymi skierowanymi w infrastrukturę mostową. Niemieckie gazety rozpowszechniały w związku z tym informacje o wyznaczeniu przez Niemców nagród (m.in. 10,000 Mk), za wskazanie członków polskich bojówek i osób odpowiedzialnych za „zamachy wybuchowe”. „Wawelberg” uważał to działanie strony niemieckiej, w połączeniu z nieugruntowanym patriotyzmem Górnoślązaków za niezwykle niebezpieczne: „wysokość obiecanej nagrody stawiała uczucia patriotyczne pod dużym znakiem zapytania, gdyż była to suma, za którą przeciętny Ślązak gotów byłby sprzedać ojca, a nie tylko wydać obcego sobie człowieka, pracującego dla sprawy abstrakcyjnej”. W materiałach po Puszczyńskim znajdujemy także niezwykle ciekawą charakterystykę członków jednej z jego grup dywersyjnych. O wchodzących w ich skład Górnoślązakach napisano: „Ludzie bezsprzecznie wykolejeni, żądni przede wszystkim łatwiejszego i większego zarobu niż mogła im dać żmudna praca w swoim zawodzie. Dwóch byłych górników przykro wspominających ciężką pracę w podziemiach, jeden rzeźnik, który nigdy nie miał własnego warsztatu pracy, jeden stolarz, którego jedynym pomnikiem pracy był stół zrobiony żonie w dniu jej imienin. Czuli się Górnoślązakami, a później dopiero Polakami, z którymi mieli wspólną mowę wyniesioną z domu. Nienawidzili Niemców, którzy okazywali im swą wyższość. Hasłem ich było „Śląsk dla Ślązaków – pod opieką Polski. W pracy oddziału bojowo-terrorystycznego, a następnie grupy destrukcyjnej okazali się materiałem bardzo dobrym”. To rzadko spotykane, iż polscy autorzy, w swych wspomnieniach z okresu powstań i plebiscytu, zaznaczają górnośląską samoidentyfikację i odrębność, dostrzegając także to, że bynajmniej nie z czystego polskiego patriotyzmu wynikały propolskie dążenia przynajmniej części Górnoślązaków.

Puszczyński zauważał też, iż w skład sił niemieckich walczących z powstańcami wchodzili niemieccy Górnoślązacy. Podważając przyjmowaną na 30.-50. tysięcy osób ilość sił niemieckich walczących w III. powstaniu śląskim, uznał ją za zdecydowanie przesadzoną i ewentualnie prawdziwą tylko na papierze, gdyż „zwerbowani bezrobotni brali żołd i inne świadczenia skrupulatnie”, jednak gdy następowała potrzeba mobilizacji i walki, to wówczas „w olbrzymiej większości zostali w domu”. Co więcej, Niemcy mieli przyznawać, że siły formowane z niemieckich Górnoślązaków od drugiej połowy maja 1921 r. ”nie tylko nie chciały iść na front (…)”, ale „wstrzymywały się, wysuwając żądania polepszenia strawy i podniesienia żołdu”.

„Wawelberg” wskazuje w swoich wspomnieniach na znaczny napływ na Górny Śląsk działaczy i agitatorów z Polski. Mieli oni wzmacniać polską działalność plebiscytową oraz „uświadamiać” narodowo w duchu polskim. Byli to głównie sprawdzeni działacze i bojówkarze socjalistyczni, związani z Polską Partią Socjalistyczną oraz tzw. Pogotowiem Bojowym, a także młodsi działacze, studenci. Organizowali odczyty, zebrania i pogadanki. Łączyli radykalne hasła socjalne, robotnicze z postulatami narodowymi i walki zbrojnej o Polskę. Z obawy o wpływy wśród górnośląskich robotników dochodziło do scysji pomiędzy starszymi górnośląskimi socjalistami a napływowymi działaczami, pod których wpływem znajdowali się zazwyczaj młodsi socjaliści i robotnicy górnośląscy. Puszczyński tak charakteryzował regionalny ruch socjalistyczny: „nadzwyczaj karni, dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani (…) systematycznie uczęszczali na zebrania socjalistyczne, równie zresztą pilnie, jak i do kościoła na nabożeństwa. Przy tym wszystkim trudno było tych ludzi posądzać o istotną rewolucyjność i  radykalizm społeczny”.

Dej pozōr tyż:  Lekcyjo: Ślōnskie straszki

Konflikty wewnątrz ruchu polskiego na Górnym Śląsku miały miejsce również na polu działalności konspiracji wojskowej w regionie. Z opisu „Wawelberga” wynika, że Korfanty trzymał głównie z wojskowymi pochodzącymi z Wielkopolski, którzy byli nastawieni raczej konserwatywnie-narodowo. Poza nimi działało w regionie wielu wojskowych z „Kongresówki”, piłsudczyków, o socjalistycznym, czy wręcz komunistycznym nastawieniu. Według Puszczyńskiego, Wielkopolanie mieli wykazywać „kompletną ignorancję w najprostszych zasadach konspiracji”, mieli też problemy w zjednywaniu sobie Ślązaków i zrażali do siebie członków miejscowych, polskich organizacji militarnych. Poza tym, „poznańczycy” mieli podejmować działania, na rzecz wyeliminowania z tych organizacji lewicowych wpływów – szczególnie oddziały dywersji były uważane za „siedlisko komunizmu” i piłsudczyków. Z organizacji wojskowej usuwano doświadczonych i wpasowanych w miejscowe robotnicze środowisko wojskowych, których zastępowali przybysze z Wielkopolski, nie znający miejscowych uwarunkowań. Doszło nawet do tego, że 17. stycznia 1921, w obozie w Sosnowcu, przeciwko przysłanej z Wielkopolski kadrze dowódczej zbuntowali się górnośląscy uchodźcy. Rozbito magazyn broni, by wystrzelać (!) oficerów i podoficerów, którzy to musieli się stamtąd oddalić. Pochodzący z „Kongresówki” Puszczyński zarzucał wojskowym z poznańskiego, że: „podkopują powagę Państwa Polskiego, wskazując na nieporządki w byłym Królestwie i jego bierności w sprawach śląskich, przeciwstawiając mu Poznańskie”. Autor wspomnień, nie kryjący się z socjalistycznymi poglądami, zauważył też dystans, który dzielił rekrutujących się głównie z robotników zwykłych żołnierzy-powstańców a najwyższe dowództwo powstania. Naczelnym Wodzem wojsk powstańczych był hrabia Mielżyński, naczelnym szefem sztabu był hrabia Rostworowski, szefem Wydziału Operacyjnego był hrabia Ostrowski, a poza tym w sztabie było jeszcze kilku hrabiów jako adiutanci. Przechodzący pod ich oknami powstańcy intonowali nieraz z ironią pieśń „cześć wam, panowie magnaci”. Kończąc wątek konfliktów, uwagę zwracają jeszcze spory wokół kapitana Bańczyka, Górnoślązaka, kierownika miejscowego Związku byłych Hallerczyków. Miał on wysunąć wewnątrz obozu polskiego w regionie hasło „Śląsk dla Ślązaków”. Zaczął w związku z tym zwalczać Centralę Wychowania Fizycznego, widząc w niej przeszkodę do realizacji swego hasła. Bańczyk miał też twierdzić, że Centralą kierują „Żydzi i złodzieje”. Puszczyński, pracujący w Centrali, starał się o pozbawienie Bańczyka stanowiska.

W środowisku ruchu polskiego na Górnym Śląsku, w dobie powstań i plebiscytu nie brakowało afer. Jedną z nich była „afera cukrowa”. By powiększyć fundusze przeznaczone na walkę o region postanowiono, by nielegalnie, bez podatków i ceł sprowadzać z Polski na Śląsk cukier. Skończyło się jednak na tym, że, według Puszczyńskiego, powiększyły się głównie majątki osób powiązanych z tym procederem. W kradzieże cukru z magazynów podlegających Polskiemu Komisariatowi Plebiscytowemu uwikłany był nawet ich kierownik… Zdaniem Puszczyńskiego, część stanowisk w organizacjach polskich doby plebiscytu i powstań zajmowali hochsztaplerzy, żerujący na ofiarnej działalności zwykłych aktywistów i działaczy. Na przykład, pewien nie biorący udziału w walce, ale zajmujący się aprowizacją w czasie III. powstania śląskiego „dygnitarz, stojący na świeczniku narodowym, który w okresie przedplebiscytowym szmuglował samochody z trzystuprocentowym zyskiem, (…) a po powstaniu on i jemu podobni podostawali odznaczenia w pierwszej kolejności”. Co do procederu szmuglu, to przez granicę przemycano również kokainę i medykamenty uzależniające, by pokryć koszty rozrywek niektórych oficerów (sami też zażywali tego narkotyku). Szmuglowała sama kadra wojskowa, a Puszczyński musiał w związku z tym, krótko przed powstaniem, wyciągać z aresztu swojego podwładnego. Bardzo głośną aferą było także zdefraudowanie przez skarbnika Centrali Wychowania Fizycznego kilkudziesięciu tysięcy marek. Co więcej, defraudant uciekł następnie do Niemiec, zabierając dodatkowe pół miliona marek Niemieckich i szantażował Polski Komisariat Plebiscytowy. Żądał wysokich sum, grożąc ujawnieniem Niemcom tajemnic konspiracji wojskowej. Szantażowi ulegano przynajmniej przez kilka miesięcy, wypłacając żądane sumy. Co do defraudacji środków, to Puszczyński przytacza też inną, zasłyszaną historię, w której sam Korfanty „bił po twarzy jednego z wyższych pracowników organizacji wojskowej, który sprzedał samochód rządowy, a pieniądze przepił”.

Kolejnym kontrowersyjnym zachowaniem przytaczanym przez Puszczyńskiego były nadużycia sił powstańczych. Przykładowo, mimo, iż kawaleria powstańcza nie stanowiła znacznej siły, była nieliczna, to rekwizycje koni i paszy miały przybierać przesadny wymiar. Rekwirowano często po majątkach ziemskich, a bywało nieraz, że to co zabrano, sprzedawano od razu w sąsiedniej miejscowości. Takie zachowania miały być związane z tym, że w oddziałach jazdy powstańczej było wielu byłych bałachowców, czyli rekrutujących się ze wschodu, członków dawnych oddziałów generała Bałachowicza, walczących z bolszewikami. Z walk na wschodzie ciągnęły się za nimi oskarżenia o bandytyzm i morderstwa na Żydach. Według „Wawelberga” ich obecność w oddziałach była problematyczna, co skomentował ironicznie: „zważywszy że nie będzie to wojna ani z żydami, ani w najlepszym razie z bolszewikami”. O niejednokrotnie bardzo kiepskiej dyscyplinie w oddziałach powstańczych świadczy przywoływany we wspomnieniach dokument, z końcowego okresu powstania. Przyznawano w nim, po aresztowaniu 7. powstańców, że codziennością były kradzieże i rabunki, a także nieuzasadnione rekwizycje.

Dej pozōr tyż:  Smolorz, Kaczmarek… Zalega?

Puszczyński rzuca też światło na działalność polskich bojówek w okresie plebiscytowym. Po tzw. drugim powstaniu śląskim w skład Centrali Wychowania Fizycznego wchodziła konspiracyjna grupa przynajmniej kilkudziesięciu ludzi, tworzących oddziały bojowe do zadań specjalnych. Pod dowództwem oficerów i podoficerów, wywodzących się z polskiej armii, służyli w nich zazwyczaj Ślązacy. „Wawelberg” przyznaje, że grupa ta zostawiła po sobie „nieprzyjemny osad i szereg spraw, które stały się przedmiotem dochodzenia sądów wojskowych”. Bojówki te miały otrzymywać bezwzględne polecenia likwidacji przeciwników politycznych, głównie „zdrajców sprawy polskiej”, a, przy okazji i innych osób, niewygodnych dla regionalnych polskich polityków. Wspominana jest sprawa podejrzewanego o szpiegostwo urzędnika Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, którego zastrzelono w jego mieszkaniu, podczas gdy w sąsiednim pokoju miała rodzić jego żona. Puszczyński wspomina po czasie: „podobno okazało się później, że nie był to szpieg, tylko typowy warchoł śląski”. Prof. Długajczyk wiąże opisaną sprawę z morderstwem na Teofilu Kupce (były działacz Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, który przeszedł na pozycje separatystyczno-proniemieckie), wątpiąc jednak, że odbyło się to przy rodzącej żonie, gdyż taki fakt podchwyciła by pewnie i wykorzystała gazeta Kupki „Wola Ludu”. Co ciekawe, Korfanty miał też chcieć, by pozbyć się czołowego śląskiego endeka, właściciela Gazety Ludowej – księdza Pośpiecha. W środowisku działaczy polskich znane było, iż ksiądz znajdował się pod wpływem swojej kochanki (!) i miał negocjować ze stroną niemiecką sprzedanie im swojej gazety, co stanowić by mogło odczuwalny cios dla strony polskiej w kampanii plebiscytowej. Ostatecznie, likwidacja księdza nie doszła do skutku, gdyż sprzedał swoją gazetę polskiemu koncernowi Napieralskiego. Wkrótce, morderstwa polityczne na tyle spowszedniały, że członkowie bojówek zaczęli urządzać też zwykłe napady rabunkowe. Puszczyński uważał, że organizacja ta wymknęła się jej kierownictwu z rąk, nie panowano nad nią, a do tego, coraz bardziej przenikał do tak niezdyscyplinowanej formacji wywiad niemiecki. „Wawelberg” zostawił też w swoich wspomnieniach przykład, jak wyglądało takie pozbywanie się przeciwników politycznych. Mianowicie, wywodzącego się z Kongresówki podchorążego, mającego doświadczenie z działalności w „pogotowiu bojowym” PPS-u, skierowano do przeprowadzenia akcji zlikwidowania działacza niemieckiego w powiecie katowickim. W instrukcji podano podchorążemu trzy nazwiska, z których miał dopiero wybrać, kogo zechce zlikwidować. Do wykonania zadania przydzielono mu czteroosobową bojówkę. Lider tej bojówki zgodził się na wykonanie wyroku, ale chciał działać  bardziej samodzielnie, miał powiedzieć: „sam to zrobię (…) ale portfel i zegarek mój”… Przytoczony opis może świadczyć o tym, że bojówki, szczególnie, te od wykonywania „najbrudniejszych zadań” składały się z najbardziej zdegenerowanych elementów, za nic mających życie ludzkie, skłonnych do rabunków. Nasuwa się w tym miejscu refleksja, iż właśnie tacy ludzie brali też najprawdopodobniej udział w tzw. powstaniach śląskich, a więc między innymi z nich polska publicystyka i politycy chcą robić bohaterów, których zasługą ma być zbrojna walka po stronie polskiej. Nic dziwnego, że w praktyce kult powstańców i „oficjalny” mit powstań śląskich jest przez wielu Górnoślązaków odrzucany…

Gwoli podsumowania. W publikacji opracowanej przez prof. Długajczyka znajdujemy obraz tzw. powstań śląskich niewątpliwie odbiegający od tego popularnego wciąż na Śląsku „oficjalnego”, propolskiego, wyidealizowanego obrazu. Dla czytelników przyzwyczajonych do obrazu powstań rodem z większości polskich mediów oraz z narracji polityków polskich, może to być lektura otwierająca oczy na polskie działania na Górnym Śląsku w okresie powstań i plebiscytu. Środowisko górnośląskich regionalistów, znajdzie tu z kolei, m.in. potwierdzenie noszonego w sobie od dawna obrazu tzw. powstań widzianych jako pełnego brutalności i bezwzględności czasu oraz konfliktu o destrukcyjnych dla regionu skutkach. Publikację tą warto przeczytać też chociażby jako wartościowe uzupełnienie ostatniej książki prof. R. Kaczmarka o powstaniach śląskich 1919-1921.

 

Pogrubień w tekście dokonał K. Kotas. Wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki: Tadeusz Puszczyński „Konrad Wawelberg”. Polskie działania destrukcyjne na Górnym Śląsku w latach 1920-1921, oprac. Edward Dlugajczyk, wyd. Śląsk & Thesaurus Silesiae – Skarb Śląski, Katowice 2019, ss. 495.

Kamil Kotas – historyk, regionalista, autonomista związany z Chałupkami w powiecie raciborskim. Prowadzi na Facebook-u stronę @ChalupkiAnnaberg. Jego praca magisterska „Dzieje Chałupek 1742-1918”, obroniona na Uniwersytecie Wrocławskim, zdobyła Nagrodę im. Jana i Wojciecha Wawrzynków za najlepszą pracę magisterską poświęconą problematyce śląskiej za rok 2013. Obecnie w wolnych chwilach pracuje nad historią Chałupek od 1918 r. oraz nad innymi lokalno-historycznymi tematami.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jedyn kōmyntŏrz ô „Polska irredenta od środka. Górny Śląsk 1920-1921 we wspomnieniach Tadeusza Puszczyńskiego

  • Avatar
    5 grudnia 2020 ô 14:36
    Permalink

    Ogladajac Serie dokumentu na YT muzeun tzw. Powstan Slanskich nie trudno zauwazyc, ze osoby dbajacy o Kult powstanczy sa potonkami dzialaczy powstanczych, ktorzy wyszli na swoim I zyskali na powstaniach. Potomkowie szeregowych powstancow czesto milcza, mowia krytycznie, bronia ze nie Take sobie to wyobrazali ich ojcowie, ze zalowali, ze im stego kupa ostudy przyszlo etc… Mit powstanczy wsrod Gra Gornoslazakow lezy w gruzach od lat 20tych. Procz tych paru wyjatkow, ktorzy na tej wojnie pol-niem zyskali. Czasami Jak konjunktura dyskusji obiecuje zyski to sie wrzuca, ze ktos z rodzimy byl powstancem…. Wkoncu to byl tylko ulamek calego ludu G/Ś, mit niemiecki nawet na wschodnim GŚ jest wiekszy od powstanczego. A calosc powstan to budka glownie dla przyjezdnych I polityki. Świetny recenzja! Ksiazka Pana Kaczmarka rowniez rewelacyjna, polecam. W ktorej tez pokazuje ze powstanczy nazywali Slask Krajem a nie jakas Karaina.. (mityczna, Basniowom?) A chocby wolnopanstwowcow, sprawe Kupki etc. Nie zostaly przemilczane. No I swietnie sortuje ten okres w strawnej dla Nas narracji, pewnie sie powtarzam: Polecam.

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza