Odbicie lustrzane

Na dworze silny podmuch wiatru poruszył gałązką gruszy, która niespokojnie zapukała w okno, jakby próbowała uciec przed ciemnością targaną przez ulewny deszcz do bezpiecznego i ciepłego wnętrza ukrytego za szybą i koronkową firanką. Wszystkie siły tych przesiąkniętych chłodem, mgłą i wilgocią nocy parły do wnętrza, ale ona leżała pod ciepłą pierzyną w przyjemnym cieple i powinna teraz smacznie spać. Zazwyczaj w takie noce błogość jej własnego ciepłego domu spowijała ją momentalnie i sen przychodził w przyjemnych krokach, utulając jak małe dziecko.

Tej nocy jednak leżała, nie do końca na plecach, bo tak już leżeć nie potrafiła, ale też nie całkiem na boku. Obok niej pierzyna przykrywająca jej męża podnosiła się miarowo w takt oddechu śpiącego mężczyzny. Leżał obrócony do niej i poprzez ciemność widziała zarys jego zazwyczaj męskiej, teraz jednak niemal chłopięco niewinnej twarzy i z uśmiechem utkwiła wzrok w gęstwinie ciemnych loków opadających mu na nos i poduszkę. W izbie obok powoli tykał zegar. Za chwilę miał zabić północ. Ogień w piecu dogasał i w cichej symfonii spokojnego oddechu męża, odległej wichury za oknem i regularnego zegarowego rytmu dogorywające trzaskanie ognia przejmował główny głos. Raz po raz coś w domu trzaskało, drewniana podłoga, bele podpierające dach szeptały po cichu swoje tajemnice.

Z niemałym wysiłkiem obróciła się na bok i ujęła między swoje palce ciemny kosmyk włosów męża, uważając, by go nie obudzić. Z uśmiechem obróciła się po chwili w stronę okna, a dłoń oparła na pięknie okrągłym brzuchu, w którym dziecko znudzone już odpoczynkiem swojej matki, rozpoczynało własne harce, rozpychając się to w jedną, to drugą stronę, wyciągając maleńkie dłonie tam, gdzie czuło ciepło matczynej dłoni.

Dej pozōr tyż:  Soika & Bartodziej: Powrót panów

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dziwny bōł tyn dziyń… myślała kobieta, która nie potrafiła za żadne skarby świata zasnąć. Bezwiednie krążąc dłonią po brzuchu myślała o wszystkich tych czarach, jakie dzisiaj od rana usłyszała, a które bez wyjątku dotyczyły maleńkiej istotki rosnącej pod jej sercem.

Była niedziela i wybierając się do kościoła, kobieta w lustrze ujrzała swe własne zmęczone oblicze, odrobiną czerwonej pomadki próbowała odzyskać nieco koloru. Wtedy jednak teściowa prędko wyjęła jej z dłoni wszelkie malowidła.

Przeca ty sie nie mozes terŏski sztiglować, bo dziejcie bandzie szpetne, a tego zŏdyn z nŏs nie chce.

Szwagierka wyjęła jej z dłoni korale i chustkę, które kolejno chciała zawiązać wokoło szyi.

Co ty chces, żeby bajtlowi pampowina sie wokoło szyje zawinōła? To samo mówiła jej zresztą, gdy chciała wieszać pranie czy śtrikować.

Pod kościołem sąsiadka z pobłażliwym uśmiechem zawołała za nią:

Ty tak gryfnie wyglōndŏs, to musi być synek. Przi dziołsce byś tak dobrze nie wyglōndała, oj ni…

Przy kafeju kołŏc zasmakował jej wyjątkowo i po trzeciej dokładce, jej matka z uśmiechem stwierdziła:

-Tejla słodkiego, to musi być dziołska- i serdecznie się zaśmiała. Po chwili jednak, gdy wspominała, że chciałaby w przyszłym tygodniu podciąć włosy, stanowczo zaprotestowała. Przecież wtedy maleństwo urodzi się łyse. Nie pozwoliła jej także iść do krawcowej po większy mantel na zima, bo jej obecny nie był w stanie objąć jej brzuszka. Krawcowa może nieopatrznie przyszyć łożysko i wtedy nie będzie w stanie go urodzić.

Dej pozōr tyż:  Na szpicy

Już od jakiegoś czasu nie mogła robić nic przy jej ukochanych królikach, bo sąsiad z powagą powiedział, że małe urodzi się nie daj Boże z zajęczą wargą. Nie mogła głaskać ani kota ani psa, bo dziecko wtedy mogłoby być kudłate. Po żartobliwym założeniu na nos wielkich brilōw opy, by rozśmieszyć swoją maleńką siostrzenicę, otrzymała naganę, że przysporzy dziecku zeza. Przy zmywaniu naczyń musiała uważać jeszcze bardziej, bo pochlapanie brzucha groziło alkoholizmem dla maleństwa. Nie była pewna, jak wiele podobnych niebezpieczeństw na nią czekało, ale spoglądając przez okno, za którym w końcu spośród ciemnych chmur i ustającego deszczu zaczął wynurzać się księżyc, powoli zaczęła dopadać ją senność. Przypomniało jej się wtedy, że nie może wpatrywać się w tą srebrzystą tarczę, bo i ona może pozbawić jej dziecka włosów na głowie. Ostatkiem sił obraca się na drugi bok i wpatrzona w grę srebrnej poświaty na opadłym na nos męża ciemnym loku, w końcu zasypia.

Wiele nocy później, spocona i wyczerpana, z posklejanymi włosami, w parnym pomieszczeniu będzie leżeć na przemoczonym łóżku, o swoją pierś opierając równie lepkie i mokre maleństwo, którego idealna twarz wykrzywiona będzie w pierwszym krzyku wydobywającym się z gardła. Wzrokiem zamglonym łzami będzie spoglądać na zapowiedź ciemnych loków w postaci meszku pokrywających główkę dziecka. Tysiącami słów i pocałunków uspokoi przystawianą do piersi córkę, która w końcu otworzy oczy, które niczym lustro odbijać będą te matczyne, wpatrzone w ten cud, który oparł się wszystkim czarom i wielu niebezpieczeństwom czyhającym na każdym kroku kobiety przez ostatnie długie dziewięć miesięcy.

Dej pozōr tyż:  Obrazy Górnego Śląska (#6): Górki

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Mōnika Neumann

„Te ôpolske dziołchy, wielkie paradnice, kŏzały se posyć cerwone spōdnice…” Monika Neumann czerwonej spódnicy jeszcze nie posiada, ale ôpolskōm dziołchōm jest z krwi i kości. Jest absolwentką Instytutu Filologii Germańskiej w Opolu i już za bajtla odkryła w sobie szczególne upodobanie do historii o tym, jak na jej małym skrawku Ślōnska bōło piyrwej.

Śledź autora:

Jedyn kōmyntŏrz ô „Odbicie lustrzane

  • 27 września 2020 ô 17:25
    Permalink

    Piękne opowiadanie i zbiór wielu przesądów związanych ze stanem błogosławionym.
    Czy jest jakieś śląskie słowo określające ciążę?

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza