Monika Neumann: Pierōnek

Siedziała naprzeciwko skaczących płomieni. Złociste iskierki strzelały to w jedną, to w drugą stronę, a ona spoglądała nie przez czarne kraty drzwiczek starego kafloka z zielonych kafli. Płomienie ciepłym blaskiem ognia odbijały się w jej okrągłej twarzy, jej jasne oczy pobłyskiwały srebrzyście, jakby w nich tańczyły księżycowe ogniki. Policzki miała czerwone, niepokorne kosmyki wymykały się z grubego warkocza. Po całym dniu beztroskiego gonienia wśród rześkiego powietrza, ciepłych promieni i zapachu świeżo skoszonej zielonej trawy, nastał chłodny wieczór  i ona usadowiła się przed piecem, spoglądając na wszystkich domowników krzątających się to z jednej, to w drugą stronę wielkiej izby. Deski na podłodze skrzypiały, za oknem śpiewał samotny ptak, a ogień huczał i trzaskał, ogrzewając jej zmęczone po całodniowym wesołym pląsaniu. Była zmęczona, czuła, jak w jej ciele rozlewa się przyjemne rozleniwienie. Przysiadła na rydźce, co zŏdnymu nie be zawŏdzać i zaczęła marzyć.

Spoglądała w ten trzaskający ogień i gdy tak te jej srebrne płomyki dwa razy pokryły się zmęczonymi powiekami, za trzecim mrugnięciem ujrzała małego ludka, mniejszego od niej, a ona przecież wielka nie była, jak siedział przy kołkastli i grzebał w niej, wyszukując jakiś gałązek. Obejrzał się wokoło, jakby upewniając, że nikt nie patrzy i gdy zobaczył wielkie dziecięce oczy otwarte jak pięć złoty na wzór okrąglutkiej buźki umieszczonej między dwoma pełnymi, zaczerwienionymi policzkami, mrugnął do niej wesoło i umieszczając palec przed ustami ułożonymi w porozumiewawcze ciiiii… wciągnął ją do swojego spisku. Zeskoczył z skrzyni, jego drewniane laćki głośno trzasnęły o podłogę. Dziewczynka obejrzała się, czy ktoś zauważył, ale nikt w domu ani się nie obejrzał.

Dej pozōr tyż:  Obrazy Górnego Śląska (#5): Toszek

Stworek otworzył drzwiczki, jego dłoń chwyciła gorący metal, ale on ani nie drgnął i wrzucił do środka trochę chrustu. Wtedy na jego głowie zapłonęły małe iskierki, zupełnie podobne do tych, które skakały w piecu. Ludek, rozweselony płomieniami, zaczął podskakiwać, jak one. Podskoczył do dziołski i chwytając ją za rękę, obrócił się wokoło własnej osi. Parę razy przykucnął, wyskoczył, wyrzucił wysoko raz jedną, raz drugą nóżkę. Gdy usłyszał wesoły chichot dziewczynki, powygłupiał się jeszcze trochę, wymachując bioderkami i nagle… chyc… wskoczył do pieca. Dziewczynka przerażona podbiegła, lecz zanim zdążyła chwycić go za rękę lub nóżkę, ten zatrzasnął drzwiczki i mrugnął do niej wesoło.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dziewczynka spoglądała poprzez kraty metalowych drzwiczek, jak stworek tam kontynuował swój szalony taniec. Ogień zaczął huczeć w piecu, komin pociągnął i w moment blacha na piecu zrobiła się gorąca.

Pierōnek szaleje i nasego ôgnia wachuje– skwitowała oma, a dziewczynka podniosła swoje wielkie, śpiące na nią.

Pōdź, cas nynać– dodała po chwili mama i pociągnęła dziecko za rękę. Ona jednak jeszcze raz się obróciła i próbowała w płomykach wypatrzyć wesołego skrzata, jednak nieważne, jak bardzo się wysilała, nie widziała go. Smutno zrobiło jej się na serduszku, choć maleńkim, to obejmującym cały świat dokoła. Odwróciła się i ciężkimi krokami zaczęła tuptać za matką.

Wtedy jednak usłyszała charakterystyczny zgrzyt otwieranych drzwiczek i gdy zerknęła zza pleców, ujrzała stworka, jak z ukontentowaną miną wychodzi z piecyka i zagrzebuje się głęboko w kołkastli, jakby to były najmiększe puchowe pierzyny i zadowolony z siebie zaczyna chrapać, a ogień wraz z nim nieco przygasa i jakby zaczyna drzemać.

Dej pozōr tyż:  Szczepan Twardoch: Nienawidzę tej śmiesznej śląskości!

Dziewczynka, gdy już sama wykąpana, pachnąca na mydło i senne marzenia, leżała zakopana w swoim łóżeczku pod miękką pierzynką, rozmyślała o tym stworku, który odporny na wszelki ogień, który ją przecież parzył w delikatne dłonie, harcował sobie wesoło w jej piecu. Może to on pilnował tego ognia, który zdawał się nigdy nie wygasać, o każdej porze dnia tlić i w nocy grzać cały domek. Obróciła się na drugą stronę i spojrzała przez okno na niebo, na wielką, srebrną tarczę księżyca, na tak bardzo odległe gwiazdy mrugające do niej spoza liści wielkiej gruszy i poczuła się jeszcze bardziej, niż to już zazwyczaj bywało, bezpiecznie i z uśmiechem zasnęła snem pełnym wielkich marzeń dziecka otoczonego prostą, swojską magią.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Mōnika Neumann

„Te ôpolske dziołchy, wielkie paradnice, kŏzały se posyć cerwone spōdnice…” Monika Neumann czerwonej spódnicy jeszcze nie posiada, ale ôpolskōm dziołchōm jest z krwi i kości. Jest absolwentką Instytutu Filologii Germańskiej w Opolu i już za bajtla odkryła w sobie szczególne upodobanie do historii o tym, jak na jej małym skrawku Ślōnska bōło piyrwej.

Śledź autora:

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza