Monika Neumann: Opolska cholera

Rok 1831 odbije się na historii Śląska jako żniwa cholery. Niebezpieczna choroba zakaźna przedostaje się z dalekiej Rosji do regionu, który niecałe sto lat wcześniej opłakiwała  Maria Teresa Habsburg. Pierwszy wypadek zachorowania odnotowano w lipcu 1831 roku w powiecie bytomskim, choroba zatacza coraz szersze kręgi, aż 13 października jasnym staje się, że choroba dotarła już także do Opola, gdy pierwszy lekarz stawia diagnozę – cholera.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

W pomieszczeniu słychać miarowe uderzanie w klawisze maszyny do pisania, raz po raz nerwowe pocieranie rąk i pukanie kropli deszczu w szybę nie do końca szczelnego okna. Na zewnątrz już dawno zapadł zmrok, pomieszczenie oświetla niewielka świeczka, która musi wystarczyć do rana. Mężczyzna nagle wstaje, z frustracją odrzuca krzesło do tyłu i odchodzi od sfatygowanego biurka. Oni tego nie czytają myśli, gdy spogląda znów na swój projekt tekstu do kolejnego, już szóstego numeru Schlesische Cholera- Zeitung. Od tygodni pisze artykuły, które mają pomóc w zatrzymaniu epidemii, tłumaczy w nich, jak mają się zachowywać ludzie, napisał już nawet o tym, że mają starać się pić wodę z spirytusem, by zminimalizować ryzyko zarażenia się skażoną wodą, ale za każdym razem, gdy wzywany jest do tych ludzi, widzi tą samą bezradność i za każdym razem musi łamać nadzieje, ale dzisiaj, to już było za dużo. Przed oczami ma tą zmęczoną kobietę, twarz miała o wiele za młodą na te siwe włosy i zniszczone dłonie.

Jŏ wŏs przeprŏsōm, ze tak nieskoro posłałach, ale z Karlikiym niy ma za dobrze. Haftuje jus ôd połednia, a słaby jes jak beda. Poradzi sie ôn? Ja? Pomogecie nōm?

-Gnädige Frau, ich… – chciał odpowiedzieć, ale głos utkwił mu w gardle, gdy zobaczył bladego chłopca z oczami zapadniętymi głęboko w twarz, leżącego w zbyt wielkim, chyba matczynym łóżku, zajmującym większe pół izby, razem z rozpadającym się piecem, stołem, ławą i drewnianą skrzynią. Musiał jechać kawałek, może 2 kilometry za obrzeża miasta, do Nowej Wsi Królewskiej, by trafić do tego domu. W oddali widział srebrzystą wstęgę Odry, nieporuszoną całą tą ludzką tragedią. Po drodze minął nowo założony Notfriedhof, któremu zbyt szybko przybywało mieszkańców poległych w walce z chorobą.

Teraz spoglądał na twarz dziecka i słyszał ciche błaganie matki, nie miał jednak wątpliwości, że zanim wygaśnie płomień świeczki stojącej przy jego posłaniu, chłopiec odejdzie. Już ponad 14 lat minęło od kiedy zdał egzamin na lekarza, już od dłuższego czasu zajmował się leczeniem cholery i doświadczeniem dzielił się listownie z wieloma lekarzami na terenie pozostałych Prus, przerażonymi wizją tego, że choroba dotrze także do ich miast, teraz jednak czuł się, jakby niczego w życiu się jeszcze nie nauczył. Usiadł, wytłumaczył matce jak ma się zachować i pojechał do szpitala, w którym czekały go kolejne rodziny, jedyną nadzieją były nieliczne wypadki wyzdrowienia, które udało mu się odnotować i tylko one powstrzymywały go przed straceniem rozumu.

Zebrał się w sobie, usiadł znów przy biurku i dokończył pisać swój artykuł. Tekst zaadresował do wydawnictwa w Wrocławiu i podpisał Arzt und Oppelner Kreisphysikus Dr. Joseph Zedler.

Drzwi nieśmiało zaczęły się otwierać, wydając skrzypiące ostrzeżenie i do pokoju weszła jego żona. Z Augustą pobrali się 4 lata temu. Była 15 lat od niego młodsza i wszystkim, czego wówczas mógł pragnąć. Młoda, pochodząca z szanowanej kupieckiej rodziny Galle, inteligentna i powabna, urodzona w mieście, w którym miał odtąd wieść swoje życie. W rękach trzymała tacę z parującą herbatą, w pomieszczeniu rozniósł się aromatyczny zapach mięty i mężczyzna na chwilę pozwolił swoim mięśniom się rozluźnić. Miał niewiele czasu, zanim ponownie wezwą go do szpitala i doceniał to, że ona nie śpi, by pokrzepić go gorącym napojem i swoją obecnością. Zbyt wiele wiedziała o tej chorobie, a może właśnie dostatecznie wiele, bo zmęczony, opowiadał jej  o swojej pracy.

Kobieta z lekko drżącymi rękami odłożyła tacę na biurko i nerwowo uśmiechnęła się do swojego małżonka. Ten spojrzał na jej twarz, obok dziwnie wymuszonego uśmiechu, tak odmiennego od tych wszystkich, którymi obdarzała go co wieczór, by pomóc odpocząć w przerwach w natężonej pracy, dostrzegł także dziwnie szklane oczy i nietypową dla niej bladość.

W samym Opolu w 1831 roku na cholerę zmarło 55 osób, w całej rejencji opolskiej jednak w latach 1831-33 zachorowały 3649 osoby, z czego 2571 osób nie wygrało walki z chorobą. Na cmentarzu pomocniczym w Opolu spoczęły 83 ofiary cholery, wśród nich Augusta Zedler, żona lekarza czynnego wówczas w zwalczaniu choroby, której nagrobek zachował się do dziś. Zmarłych chowano według specjalnej procedury, mającej zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się choroby. Podczas kolejnych fal epidemii i powodzi korzystano z Not- albo Hilfsfriedhof, aż w 1931 roku ostatecznie zamknięto cmentarz.

Po dziś dzień miejsce ostatniego pochówku otoczone jest z wszystkich stron murem. Niektórzy donoszą, że zarodki cholery utrzymują się w ziemi od 150 do 200 lat, dlatego miejsce to jakby zatrzymało się w czasie, zapomniane, milczy wraz z tymi, którzy w nim zasnęli. Nagrobki powoli pochłania ziemia i bluszcz. Jedynie św. Jan Nepomucen stoi przed murem, niewzruszony od lat i zdziwionym wzrokiem spogląda na świat, który pędzi i pędzi, a przecież i tak nigdzie dalej, jak ci, co zasnęli tuż za murem za nim, nie zajdzie.

Zdjęcia nagrobku Augusty Zedler z portalu Stary Cmentarz Opole.

Zdjęcia cmentarza cholerycznego z portalu Cmentarz Opole.

Zdjęcia Schlesische Cholera-Zeitung z Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.

 

Monika Neumann – Te ôpolske dziołchy, wielkie paradnice, kŏzały se posyć cerwone spōdnice… Monika Neumann czerwonej spódnicy jeszcze nie posiada, ale ôpolskōm dziołchōm jest z krwi i kości. Jest studentką Instytutu Filologii Germańskiej w Opolu i już za bajtla odkryła w sobie szczególne upodobanie do historii o tym, jak na jej małym skrawku Ślōnska bōło piyrwej

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza

Cyntrum Preferyncyji Prywatności

Potrzebne

Zbiory cookies potrzebne do nojbarzij podstawowych funkcyji serwisu: zgoda na politykã prywatności (gdpr) i informacyjŏ ô blokowaniu reklam (anCookie), testowy zbiōr ôd platformy (wordpress_test_cookie)

gdpr, anCookie, wordpress_test_cookie

Ino po zalogowaniu

Zbiory cookies potrzebne do byciŏ zalogowanym w serwisie.

wordpress_logged_in_, wordpress_sec_, wp-settings-time-