Millennium Docs Against Gravity. Grand Prix Śląska dla „Krainy miodu”

Kraina miodu (ang. Honeyland, mac. Медена земja)
Reżyseria: Lubomir Stefanow i Tamara Kotewska
Zdjęcia: Fejmi Daut, Samir Ljuma
Produkcja: Ananas Georgiew
Macedonia 2018

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

W maju bieżącego roku odbyła się pierwsza śląska edycja Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, podczas której nagrodę Grand Prix Śląska (Nagrodę Marszałka Województwa Śląskiego) przyznano macedońskim twórcom – Tamarze Kotewskiej i Lubomirowi Stefanowowi za film „Kraina miodu”.

Stworzony z wielką pieczołowitością niezwykły dokument został zauważony na długo wcześniej, zyskał bowiem uznanie już w trakcie powstawania, zanim jeszcze go ukończono. W sierpniu 2017 roku zdobył najbardziej prestiżową nagrodę podczas Festiwalu Filmowego w Sarajewie – Nagrodę Tureckiej Telewizji Państwowej w wysokości 30000 euro, przeznaczonych na dokończenie produkcji. To jednak zaledwie zapowiedź wielkiego sukcesu, jaki film odniósł podczas tegorocznego najważniejszego festiwalu filmowego w Stanach Zjednoczonych, nazywanego mekką amerykańskiego kina niezależnego – Sundance Film Festival, gdzie doceniono go Główną Nagrodą Jury oraz dwoma nagrodami specjalnymi jury za najlepsze zdjęcia do filmu i za pozytywny wpływ na zmianę świata (Impact for Change). Ta niebanalna realizacja filmowa pociąga za sobą długą listę nagród, a w tym także pierwszą nagrodę w Konkursie Głównym 16. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity. W końcu film ujął za serce także tutaj, zdobywając Grand Prix Śląska. Kiedy wreszcie go obejrzałam, pomyślałam z perspektywy „śląskiego podwórka”, że przecież nie mogło być inaczej.

Realizacja filmu rozpoczęła się w 2015 roku w ramach Programu Ochrony Przyrody w Macedonii, kierowanego przez Szwajcarską Agencję ds. Rozwoju i Współpracy. Kiedy czteroosobowy zespół dwu reżyserów i dwu kamerzystów (w różnych konstelacjach) spędza wiele miesięcy w opustoszałej tureckiej wiosce Berkilija w Macedonii Północnej, nie przychodzi im do głowy, że to, co robią, wkrótce przybierze zupełnie nieoczekiwany wymiar. Zdobywają zaufanie głównej bohaterki Hatidże, z nieco większą trudnością zdobywają też przyzwolenie rodziny Sam na obecność ich i kamery. Bohaterowie filmu, przedstawiciele macedońskiej mniejszości tureckiej posługują się językiem serca, zatem reżyserzy filmu nie rozumieją ich rozmów. Te są zapisywane, transkrybowane i tłumaczone. Język turecki zna tylko jeden z kamerzystów. Zespół filmowy niejednokrotnie jest zadziwiony przebiegiem dialogów. Scenariusz pisze się sam.

Choć mamy do czynienia z filmem dokumentalnym, należy podkreślić, że jest to historia opowiedziana niezwykle subtelnie, bez narzucającej się narracji. Można wręcz odnieść wrażenie, że to raczej baśniowa opowieść nie na te czasy. Przed naszymi oczyma toczy się zwyczajne życie obu rodzin. Ze sfilmowanych scen twórcom filmu udaje się utkać opowieść z początkiem, rozwinięciem, kulminacją akcji oraz zakończeniem. Niebywałe?

Film otwiera piękny, nasycony wyraźnymi, naturalnymi kolorami obraz – pszczelarka Hatidże przechadza się po zboczach gór i dogląda pszczół w ich naturalnych siedliskach, w przesmykach skał. Znosi rój do wioski. Czaruje pszczoły swoim śpiewem. W tej scenie sama wydaje się być jedną z nich, wrażenie to potęguje jej śniada skóra, ciemne oczy i włosy, które kontrastują z żółcią bluzki. Przestrzeń, w której jawi się nam główna bohaterka dokumentu stwarza złudzenie bycia w niebycie, czasu poza czasem. Trudno nawet ocenić, ile Hatidże może mieć lat. Kobieta zamieszkuje wraz ze starą, schorowaną matką zupełnie opuszczoną wioskę. Żyją naturalnie, bez bieżącej wody, elektryczności, ogrzewają się żywym ogniem w piecyku. Hatidże jest jakby ucieleśnieniem kobiecego ciepła, opiekuńczości, troskliwości, które przejawia w sposób niezwykle prosty, bezrefleksyjny, intuicyjny, bezpretensjonalny wobec niedołężnej matki, ale i wobec pszczół, żywicielek rodziny. Podczas zbioru miodu powtarza „pół dla mnie, pół dla was”. Nosi w sobie tę prostą mądrość człowieka blisko przyrody, polegającą na rozumieniu najbardziej elementarnej zasady, że dobre życie może toczyć się tylko wtedy, gdy będzie zachowana równowaga. Zbytek miodu przelewa starannie do słoi, wiezie cztery godziny pociągiem na targ do Skopje, tam sprzedaje i kupuje w zamian kiść bananów, tak bardzo lubianych przez matkę.

Kiedy w wiosce zatrzymuje się wraz ze swoją karawaną wielodzietna rodzina, Hatidże przygląda się im z ciekawością. Choć ich hałaśliwy, bezpardonowy sposób bycia zapewne budzi w niej pewien niepokój, to jednak w którymś momencie zupełnie gładko wchodzi ze swoją otwartością między nich. Z dziecięcym zainteresowaniem i entuzjazmem reaguje na nowinki techniczne jak choćby radio. Z dziećmi, zwłaszcza z jednym z chłopców, nawiązuje bliską więź. Gdy w pewnym momencie chłopiec zada jej pytanie: „Dlaczego nigdy nie opuściłaś tego miejsca?”, usłyszymy poruszającą odpowiedź Hatidże, w silny sposób ukazującą jej pragnienia, ale i umiejętność godzenia się z losem: „Gdybym miała syna jak Ty, wszystko potoczyłoby się inaczej”.

 

Podczas gdy relacje Hatidże z matką wypełnione są czułością, rodzina Sam funkcjonuje zupełnie inaczej. Tu wyczuwamy kłębowisko emocji i impulsów, chaos i hałas. Ojciec rodziny, choć nie bez oporów, w końcu ulega handlarzowi miodu i zgadza się na pozyskanie większej ilości niż roje są w stanie mu dać. W rezultacie jego wygłodniałe owady zjadają pszczoły Hatidże. A potem już wszystko idzie nie tak.

Czy zestawienie harmonijnego, łagodnego świata Hatidże z bardziej instynktowną, a tym samym drapieżną formą egzystencji rodziny Sam ukazuje zderzenie dwu światów? W tej opowieści dostrzegam człowieka. Człowieka, który z jednej strony pozostaje w głęboko podświadomym, ale bliskim kontakcie z samym sobą i otaczającą go przyrodą oraz człowieka, doświadczonego ubóstwem, do którego dociera silny zewnętrzny bodziec w postaci obietnicy łatwiejszego i wygodniejszego życia. Oba typy interakcji z przyrodą – zarówno poczucie bycia jej częścią, jak i chęć czynienia jej sobie poddaną – wpisane są w ludzką naturę. Ale przekroczenie pewnych nienaruszalnych granic zawsze skutkuje nieodwracalną zmianą. Chciwość sieje spustoszenie.

Choć w filmie udaje się osiągnąć efekt bliski filmowi fabularnemu, naszą uwagę zatrzymują jak stop klatki piękne, bardzo intymne obrazy bohaterów. Hatidże bez chustki, farbująca włosy. Hatidże myje włosy matce. Hatidże patrzy przez okno glinianej chaty na nowych sąsiadów. Umorusana twarz dziecka spogląda smutnymi oczyma na Hatidże przez prowizoryczne ogrodzenie. Hatidże z kotem na kolanach przy piecyku. Hatidże spogląda przed siebie w zimowy krajobraz, z twarzą osłoniętą szalem…A może sam film jest dla nas, ludzi współczesnych stop klatką?

„Kraina miodu” to bardzo niecodzienny dokument, bliski doskonałości gatunku. Ingerencja ekipy filmowej jest zupełnie niezauważalna. Film kipi emocjami, całą paletą emocji: pogodą ducha, spokojem, czułością, łagodnością, ale i smutkiem, wybuchami złości, impulsywnej agresji. Pojawia się chciwość. Jednak w życiu bohaterów nie ma żółci, tych tak bardzo miotających człowiekiem – zazdrości, chęci odegrania się, nienawiści i żalu.

Film, a zwłaszcza przesłanie, jakie ze sobą niesie, zyskuje szczególny wydźwięk w kontekście Śląska – czarnego ogrodu, którym od dziesięcioleci rządzi twardy biznes, od wieków wystawianego na maksymalną eksploatację. Rzeczywistość industrialnego krajobrazu pisanego przez hołdy, gruby, wieże szybowe i „gęste” familoki jawi się trochę jak fatalny obraz – rezultat niczym nie powściągniętej ludzkiej łapczywości, który być może oczami wyobraźni widzi Hatidże, gdy po śmierci swojej matki spogląda pustym wzrokiem w dal. Może ten aspekt Górnego Śląska stanowi swego rodzaju konkretyzację towarzyszącej filmowi przepowiedni-ostrzeżenia? Być może dobre życie Hatidże budzi tutaj nieutuloną tęsknotę za rajem utraconym?


P.S. W Macedonii pokazom filmu towarzyszy kampania wspierania ośmiorga dzieci z rodziny Sam. Po każdym z seansów widzowie mogą zakupić słoiczek miodu, z którego zysk jest przekazywany rodzinie i przeznaczany na kształcenie dzieci. Dzięki pomocy rodzina posiada już skromny dom w sąsiedniej wiosce, podarowano im także samochód wykorzystywany przez zespół filmowy podczas produkcji.

 

Źródła informacji o filmie:

На затворени проекции прикажан најуспешниот македонски документарец: “Медена земја“ – приказна која никого не остава рамнодушен, https://vecer.press/на-затворени-проекциприкажан-наjус/, odczyt 10.06.2019

Македонскиот филм победи во три категории: „Медена земја“ – најдобар документарец на „Санденс“, https://vecer.press/македонскиот-филм-победи-во-три-катег/, odczyt 10.06.2019

Tamara Kotevska and Ljubomir Stefanov on Honeyland, Family & Capturing Macedonia, https://www.youtube.com/watch?v=_ES4mfYYsII, odczyt 10.06.2019

 

dr hab. Natalia Długosz – ur. 1978 r. w Grodzisku Wlkp. Z przekonania językoznawczyni,  z zamiłowania slawistka, a zwłaszcza bułgarystka. Pracuję w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM w Poznaniu. Turystycznie pociągają mnie zwłaszcza regiony pogranicza. Prywatnie uwielbiam spotkania z ludźmi o podobnej wrażliwości, nade wszystko jednak cenię towarzystwo swoich dzieci oraz męża Piotra.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza