Leszek Drong: Kaj brexit, kaj Ślōnsk?

To chyba nie przypadek, że Brytyjczycy zagłosowali w swoim referendum za wyjściem z Unii Europejskiej niecały rok po wyborach parlamentarnych w Polsce – jak już przekonali się, kto u nas będzie rządził i jakie mogą być tego konsekwencje dla polskiego społeczeństwa,  ale też dla całej wspólnoty europejskiej… Wiem, śmiała to teza i może trochę na wyrost, jednak to, co wyszło na jaw po referendum brexitowym w 2016 roku (np. manipulacje opiniami wyborców za pomocą firmy Cambridge Analytica, a szczególnie tajemnicza rola jej założyciela Stevena Bannona, szefa kampanii Donalda Trumpa), pokazuje dobitnie, że wiele pozornie niepowiązanych ze sobą zjawisk przenika się i decyduje o ostatecznym kształcie rzeczywistości społeczno-politycznej.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

W tym samym 2016 roku kupiłem sobie dosyć przypadkowo niepozorną książeczkę zaintrygowany śląskimi przekładami znanego mi Roberta Burnsa, wybitnego osiemnastowiecznego szkockiego poety, który pisał nie tylko po angielsku ale też po szkocku czy też – jak utrzymują Brytyjczycy – w szkockim dialekcie. Różnica o tyle istotna, że język szkocki sprzed dwustu lat byłby trudny w odbiorze, a dialekt, o którym mowa, jest gdzieś w pół drogi i stanowił kompromis między dwoma językami na potrzeby szerszego grona odbiorców anglojęzycznych. Dzięki temu każdy był w stanie z grubsza zrozumieć poezję Burnsa, mimo że brzmiała dosyć specyficznie i trochę jakby „po ślōnsku”. W serii Canon Silesia ukazały się wspaniałe tłumaczenia pana Mirosława Syniawy, nie pierwsze i nie ostatnie mistrzowskie jego przekłady na język śląski.

Długo ten tomik nosiłem ze sobą i zaglądałem do niego, cytując przyjaciołom co barwniejsze passusy, potem jednak dałem go w prezencie bliskiej osobie. I wrócił niedawno do mnie – ponownie jako prezent od kamrata mojego, Aleksandra Lubiny, z napomnieniem: może byś napisał coś o przekładzie, o samej książce, o sprawach ważnych, śląskich, a nie tylko o tej Irlandii twojej bez przerwy? Zaiste, nie ma spraw ważniejszych, jednak nie potrafię myśleć o nich inaczej niż przez pryzmat kulturowy i społeczno-polityczny nieco szerszy, a tu Robert Burns – jako Szkot – przydaje się w sam raz. Jest taki wiersz, w którym poeta opisuje małżeństwo młodej dziewczyny z dużo starszym mężczyzną (w oryginale tytuł brzmi: What can a young lassie do wi’ an auld man – pan Mirek Syniawa przełożył to jako: Cóż mo robić dzioucha). Po łacinie (i po angielsku też!) Śląsk to Silesia, czyli rzeczownik rodzaju żeńskiego, podobnie jak Szkocja oraz Irlandia – kraje lub regiony kolonizowane w przeszłości i często do dzisiaj uznające władzę obcego monarchy (jak w przypadku Szkocji i Irlandii Północnej). Jeśli odczytać ten wiersz jako skargę uciskanego regionu, okolicznościami ekonomicznymi, przemocą lub podstępem zmuszonego do mariażu z mało atrakcyjnym ale zamożnym, silniejszym panem i władcą, to łatwo sobie wyobrazić, który polski polityk mógłby spełniać kryteria poniższego opisu (pozostawiam wpisanie wybranego nazwiska każdemu czytelnikowi) z wiersza Burnsa:

Zmierzły ôd jasnŏka wajŏ aż do ćmŏka,
Kucŏ i szkuldukŏ niymrawy jak kloc;
Gupie mŏ wejzdrzynie, w żyłach lōd mu płynie,
Z takim chopym styskŏ mi sie kożdõ noc. (s. 117)

Tak „młodo dzioucha” skarży się na swego „starego chopa”. No dobrze, ale co to ma wspólnego ze Szkocją, czy z Irlandią? A tym bardziej z brexitem? A ma, ponieważ brexit to między innymi konsekwencja odradzającego się na Wyspach Brytyjskich nacjonalizmu angielskiego (angielskiego! nie brytyjskiego!), którego ofiarą padli właśnie Szkoci i normalni obywatele w Irlandii Północnej. Celowo piszę „normalni obywatele”, a nie np. katolicy, bo za pozostaniem w Unii Europejskiej głosowali tam zarówno katolicy, jak i protestanci (prezbiterianie, metodyści oraz anglikanie) – w sumie ok. 56 procent biorących udział w referendum. W Szkocji za pozostaniem w Unii głosowało 62 procent. Te „młode dziouchy” nie miały jednak nic do gadania, bo „stary chop” zdecydował – niewielką większością głosów w całym Zjednoczonym Królestwie (51,9 do 48,1 procent) – że z resztą cywilizowanej Europy temu małżeństwu jest nie po drodze. I w tej analogii nie ma zbyt wiele przesady: to właśnie najstarsi mieszkańcy Anglii i Walii byli języczkiem u wagi; ich głosy okazały się decydujące. Najwyraźniej nie miało dla nich znaczenia, że decyzja podjęta w referendum brexitowym 23 czerwca 2016 roku dotyczy przyszłości i zaważy na losie najmłodszych pokoleń.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Słucham wystąpień Iana Blackforda, przewodniczącego koła parlamentarnego Szkockiej Patrii Narodowej w brytyjskiej Izbie Gmin, i dochodzę do wniosku, że to być może jedyny trzeźwo myślący polityk na Titaniku, jakim jest w tej chwili parlament Zjednoczonego Królestwa. Obywateli Irlandii Północnej, którzy głosowali przeciwko brexitowi, w Izbie Gmin nie reprezentuje nikt – Sinn Fein, partia republikańska mająca w swą tradycję wpisane dążenie do zjednoczenia obu Irlandii, odmawia wysyłania przedstawicieli do Londynu. Z kolei DUP, Demokratyczna Partia Unionistów, to poplecznicy Torysów, tj. Partii Konserwatywnej – partia, która reprezentuje Brytyjczyków mieszkających w Irlandii Północnej, ale lojalnych wobec monarchii i pragnących jak najściślejszych związków dwóch głównych Wysp Brytyjskich, nawet kosztem izolacji międzynarodowej. Oni nigdy nie bronili interesów Irlandii Północnej jako autonomicznego regionu i hipokryzją jest z ich strony twierdzenie, że zależy im na optymalnym rozwiązaniu problemu granicy na wyspie Irlandii. Małżeństwa, szczególnie cudze, są pouczające…

Dlatego mają rację wysoko postawieni dyplomaci ze strony Unii Europejskiej, kiedy powtarzają, że brexit ma być nauczką dla innych państw członkowskich. A czy dla Śląska nie jest nauczką małżeństwo Szkocji (i Irlandii Północnej) z Anglią? Wiem, to wygląda na bigamię (a nawet poligamię, jeśli weźmiemy pod uwagę Walię, tylko że Walijczycy głosowali w większości za opuszczeniem Unii Europejskiej…), jednak chodzi tu głównie o prawo do decydowania o najważniejszych kwestiach w ramach Unii Europejskiej z poszanowaniem przynajmniej pewnej dozy autonomii. Ile tej autonomii miałoby być w takim małżeństwie? Bo kiedy przychodzi do podejmowania kluczowych dla Brytyjczyków decyzji, to liczy się interes skupionej wokół Londynu (chociaż sami Londyńczycy przed brexitem bronią się rękami i nogami) większości, która zapomina, że przymusza do Unii całą resztę – Unii z koroną tym razem. Jeśli to politycznie korzystne, to można, jak się okazuje, być przeciwko jednej Unii, a z całych sił bronić się przed rozpadem kolejnej, tej bliższej ciału… A mnie jako Ślązakowi żal tych „młodych dziouch”.

Leszek Drong jest anglistą; na co dzień zajmuje się kulturą, historią i literaturą Irlandii, a także retoryką, komunikacją językową i dydaktyką języka angielskiego, bo oprócz pisania artykułów i książek po angielsku (a czasem też po polsku) pozostaje przede wszystkim nauczycielem. W wolnych chwilach organizuje działalność zespołu naukowego (Centrum Badań nad Kulturami Mniejszymi), który na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego powstał między innymi po to, by zajmować się językiem i kulturą śląską. W trakcie służbowych wyjazdów zagranicznych, odwiedzając z wykładami uczelnie w różnych miejscach na świecie (m.in. w Paryżu na Sorbonie czy w Belfaście), chętnie opowiada po angielsku o historii, kulturze i współczesnym życiu na Górnym Śląsku. Póki co chcą go słuchać, bo porusza problemy, z jakimi borykają się wspólnoty narodowe i etniczne w wielu innych zakątkach globu. Od dziecka związany z Tychami, urodził się zaraz po założeniu klubu sportowego GKS Tychy. Do dzisiaj trzymają się razem na dobre i na złe. W Tychach jest ordnung i osiedla mają swojej litery – jako dziecko mieszkał na C, potem na D, a teraz dobrze mu na E. Ale trudno powiedzieć, czy to postęp (C-D-E) czy wręcz przeciwnie, bo jednak człowiek zbliża się do nieuchronnego końca. Członek KTG Karasol.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza