Helena Buchner a  Herta Müller i Marta Hiller

Hanyska i Dzieci Hanyski wyprzedane. Nie ma ich już w wydawnictwie Silesia Progress, nie ma… a jednak napiszę o nich, bo może warto i  ktoś kupi na allegro lub w antykwariacie.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Warto, tak, warto. To książki nadal oczekujące uznania przez czytelników, to książki wymagające przeczytania, a po przeczytaniu rozmowy – żeby nie zamilczeć na śmierć. Milczenie i rzeczywistość, to smutna, szara, przytłaczająca para. Podobno nie zawsze wystarczy pogadać z samym sobą i z książką.

„Strach przed śmiercią powoduje głód życia, a tym samym głód słowa.” – mówi  Herta Müller (*1953), noblistka 2009, banacka Szwabka (Banater Schwäbin). Banat leży między Dunajem, Cisą i Maruszą, kawałeczek w państwie węgierskim, przeszło 30% w państwie serbskim, większość w państwie rumuńskim – całość wielkości Belgii.

Literatura Herty Müller to literatura milczenia, to nie estetyczny opis chronologiczny ponurego życia kobiety, rocznik 1953, pod rumuńskim dyktatem. Niemki z mniejszość niemieckiej, z wioskowych szwabów banackich, córki ojca rozpitego po rumuńsku, po niemiecku wyśpiewującego nazistowskie marsze – byłego żołnierza SS, córki matki wywleczonej do powojennego łagru… Milczenie w  ojczystym/matczynym języku Herty Müller oddają zdania krótkie, intensywne obrazy i metafory. Tymi środkami, upraszczając, noblistka oddaje milczenie wszechobecne pod rządami komunistów – nacjonalistów. Tak przybliża milczenie kobiet zniewolonych po II wojnie światowej.

Pisanie Buchnerowej, jakby literacko autobiograficzne, ukazuje istotę rzeczy – rzeczy w istocie – wycinek rzeczywistości oczyma Heleny Buchnerwej. Pisanie Buchnerowej ociera się – odziera się –  o wszechobecne milczenie kobiet. Milczenie kobiet zamilczane przez mężczyzn, przez rządy, przez państwa, przez religie potężniejsze niż wiara.

Tego, co mówi się w domu, tego po zakończeniu  2. wojny nie można powiedzieć poza domem – o tym wie każde dziecko. Na Górnym Śląsku i w Banacie. Należy milczeć w przedszkolu, szkole, w pracy.

Müller  i Buchner piszą o gwałcie! Piszą, nie zapominają. Czy wybaczają?

Herta Müller mówi zdecydowanie: Nie! Nie można się pojednać z państwem, z przestępczą machiną, z instytucjami, z Securitate. Oni byli władzą. Nikt z nich do dziś nie powiedział nawet: Przykro mi. Ani jeden. Niektórzy prześmiewczo twierdza, że gdyby nie rumuńska bezpieka, to Müller nie dostałaby literackiego nobla, bo nie miałaby o czym pisać.

Buchnerowa wyraża siebie tak:

Wszystkie zdarzenia się wydarzyły albo mogły się wydarzyć, bo taki był czas. Wszystkie postacie są prawdziwe, albo prawdziwe być mogły. Jest to jednak fikcja literacka, oparta na opowieściach starych ludzi, którzy te czasy przeżyli.

Urodziłam się i wychowałam na śląskiej wsi jako autochtonka. Wiele lat mieszkałam w wielkim mieście, ale ciągnęło mnie do tej mojej wiochy i teraz na emeryturze siedzę tu, w tej mojej wsi.

Książkę dawno napisałam, ale nie miałam odwagi jej publikować. I dziś jeszcze tkwi we mnie ten strach autochtoński czy raczej kompleks autochtonki: nie chcę być rozpoznana.

Helena Buchner (1949-2015), udowadniała, że jest „człowiekiem dialogu”. W jej twórczości jest prostota i swoboda wypowiedzi. (…) Rozmawiała, dyskutowała, tłumaczyła. Zawsze szczerze, drobiazgowo i cierpliwie tłumaczyła, że historia Śląska nie może być traktowana jednoznacznie, że trzeba zawsze patrzeć z punktu widzenia człowieka i tego, kim się czuje w swoim sercu.

Nie należy wykluczyć, że Buchnerowa łatwiej wybaczała niż Müllerowa, ale nie należy też wykluczać, że krzywdy górnośląskie, choć olbrzymie, to nie są porównywalne z krzywdami Polaków, Ukraińców, Łemków, Niemców.

Wybaczyć krzywdy doznane, a zapomnieć o nich to dwie różne sprawy. Nie widzę powodu, żeby nie szukać prawdy. Nie widzę powodu, żeby nie mówić prawdy. Kto prawdy nie mówi, ten kłamie, ten dom swój stawią na wodzie lub na piasku, ten gówno kocha i smród wąchać każe, mówiąc, że spoglądać należy przed siebie – w przyszłość! Żeby wybaczyć, trzeba wiedzieć, co się wybacza. Zamilczeć prawdę na zawsze, zapomnieć na śmierć, zniekształcić fakty, to się nie powiedzie, to się nie da.

Prawdy o krzywdach wyłażą po latach w kobiecych książkach o życiu strasznym w Kraiku Hulczyńskim, w mieście, nazwijmy miastem, te Świętochłowice i okolice, we wsi górnośląskiej, bo Opole to też Śląsk Górny. Też, a może przede wszystkim, bo na zawsze stolica Górnego Śląska. Pisze Eva Tvrda, pisze Dominika Bara, pisze śp. Helena Buchner o krzywdach Górnoślązaczek. Pisze Müller i Hiller.

„Kto im dał prawo? Nikt im nie dał prawa do oszukiwania – mówi znajoma Polka po sześćdziesiątce. Wychowałam się tu. Tu wychowałam dzieci. Jestem stąd. Mieszkałam i chodziłam do szkoły na Śląsku, a czytając Hanyskę, dowiadywałam się, że nic nie wiedziałam o Śląsku, o sąsiadkach i ich matkach.”

„Qrwa, mówi moja koleżanka z klasy. Qrwa, nic nie wiedziałam. Chodziłam do szkoły, studiowałam, a teraz się okazuje, że mnie oszukiwali. Próbowali mi wmówić, że jestem gorsza, że moi ojcowie byli zbrodniarzami.”

Sąsiadka po 80. mówi: „Miałam dwanaście lat. Przyszedł taki z opaską na ramieniu i pistoletem. Zabrał ojca. Pobiegłam za nimi. Zapędzili ich w kolumnie na Zamkową w Katowicach, potem do hali targowej w Chorzowie, potem do lagru w Świętochłowicach. Przyszedł ktoś i powiedział nam, że widział gołego tatę w dole przysypanego wapnem.”

Przeczytajcie Dziedzictwo Tvyrdej, Hanyskę i Dzieci Hanyski Buchnerowej (wydawnictwo Silesia Progress), Afy Bary (wydawnictwo: Narodowa Oficyna Śląska). Żeby o Górnym Śląsku dyskutować, to trzeba czytać i czytać i czytać. Przeczytajcie chociażby tylko Huśtawkę oddechu Herty Müller…

Rzeczywistość Niemek w ostatnich dniach wojny i pierwszych miesiącach okupacji aliantów i Sowietów także opisała anonimowa autorka W „Kobiecie w Berlinie”. Opisała to, czego doświadczyła podczas pierwszych ośmiu tygodni okupacji sowieckiej, i jak dobrowolnie nawiązując stosunek seksualny z oficerem, uchroniła się przed atakami szeregowych żołnierzy. Książkę w Republice Federalnej Niemiec odebrano jako naruszenie zmowy milczenia i przełamanie tabu. Nie wątpiono w to, co zostało w niej opisane, ale autorkę przeklęto brukanie honoru Niemki. Z powodu takiej reakcji autorka książki odmówiła ujawnienia swojej tożsamości. Dwa lata po jej śmierci w 2001 roku okazało się, że książka była rozbudowaną wersją notatek Marty Hillers. Urodzona w 1911 zmarła w 2001. Książka została sfilmowana w 2008 roku pod tytułem „Anonyma – kobieta w Berlinie”.

Herta Müller wyjaśnia: „… to, czego się nie pisze, przeczuwa się w tym, co się pisze. To, co zostaje powiedziane, współbrzmi z tym, co nie zostało wywiedziane. Horyzont doświadczenia można określić za pomocą pominięcia tegoż zarówno przez autora, jak i czytelnika – autobiograficzne granice tekstu zostały przekroczone po obu stronach. „Język jest dla mnie czymś zewnętrznym. On może wszystko, ja też mu nie ufam. Nie istnieje sam z siebie, po prostu biegnie równolegle do tego, co się dzieje. ”„ Chcę powiedzieć w moich książkach, co dzieje się w życiu. Język to tylko narzędzie.”

Buchnerowa celowo lub bezwiednie używa składni górnośląskiej, męczy się w leksyce, bo ta nie przystaje, bo to w pisanie po polsku, to w obcym języku. Języku dyktatora. Mimo wszystko dyktatora. Bo zamilczanie i zakłamywanie, to dyktat.

W roku 2009, roku literackiego Nobla dla Herty Müller powieść  Atemschaukel (Huśtawka oddechu) śledzi zsyłkę młodego mężczyzny do sowiecko-ukraińskiego obozu pracy. Opisuje tu doświadczenia poety i zdobywcy nagrody Georga Büchnera, Oskara Pastiora, który zmarł w 2006 roku.

Helena Buchner Nobla nie dostanie, bo to nagroda dla pisarzy żyjących. Za życia chyba też by nie dostała, bo nie pisała w języku serca lub języku świata, bo wydawców nie było stać na redaktorów jej książek – a dobry redaktor jest istotny – o czym świadczą przykłady Tomasza Manna i Gerharta Hauptmanna, Petera Handke.

No i brak Buchnerowej jakiegokolwiek lobby, szczególnie tego najważniejszego – brak czytelników, bo kto pamięta i rozmawia o Hanysce?

Literatura zamilczona na śmierć – Müller, Hiller, Buchner… Tokarczuk!

Na liście lektur szkolnych ich nie znajdziecie, w TVP ich nie znajdziecie, bo tam… Ach szkoda gadać, lepiej czytać.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Aleksander Lubina

Górnoślązak/Oberschlesier, germanista, andragog, tłumacz przysięgły; edukator MEN, ekspert MEN, egzaminator MEN, doradca i konsultant oraz dyrektor w państwowych, samorządowych i prywatnych placówkach oświatowych; pracował w szkołach wyższych, średnich, w gimnazjach i w szkołach podstawowych. Współzałożyciel KTG Karasol.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza