Damian Halmer: Silesia Contras, czyli Facebook a sprawa śląska

Ostatnie kilka dekad to okres, który już nawet przez socjologów określany bywa czasem emancypacji Górnoślązaków. Zmiana politycznych uwarunkowań po 1989 roku sprzyjała i sprzyja nadal tej tendencji: kolejno powstające stowarzyszenia i ruchy społeczne, wolne od „obowiązkowej narracji” książki czy w końcu moda na to, co śląskie (gadżety, mowę, dawne zwyczaje) sprawiły, że ów śląski boom jest zjawiskiem, którego nie zauważyć już się nie da, nawet, gdyby bardzo się starać. Owszem, niektórzy starają się bardzo, ale ich próby deprecjonowania czy ośmieszania „mody na śląskość” są tylko kolejnym dowodem na to, że moda ta jest zjawiskiem masowym – a więc w ich mniemaniu groźnym.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Internet, a zwłaszcza platformy dyskusyjne i portale społecznościowe, są świetnym przykładem obecnej masowości tego zjawiska. Grupy dyskusyjne posiadające w swej nazwie odmienianą przez wszystkie przypadki i kilka języków nazwę regionu to nie wąskie grona pasjonatów, ale liczące po kilkanaście tysięcy użytkowników platformy wymiany myśli. I chociażby już z tego powodu uznać je można za swego rodzaju miarodajne wskaźniki nastrojów, strachów i ambicji Górnoślązaków. Niestety…

 

hanys.pl

 Wśród użytkowników wspomnianych wcześniej facebookowych grup dyskusyjnych o Ślŏsku, po śląsku etc. etc. znajdziemy zarówno ludzi młodszych, funkcjonujących w internecie od zawsze, jak i przedstawicieli pokolenia ich rodziców i dziadków. Dla dyskursu, który – wedle regulaminu tych grup – powinien toczyć się wokół istotnych i często niełatwych tematów śląskiej historii i tożsamości, sytuacja ta jest wręcz wymarzona. Można podzielić się doświadczeniem i wiedzą, zarówno tą z najnowszych badań, jak i tą z pierwszej ręki, czyli „byłem, widziałem”.

Facebook czy inne gego typu media to również miejsce dla osób diametralnie różnych pod względem społecznym. Tak jak Twitter uznawany bywa za platformę branżową interesującą najbardziej dla polityków i dziennikarzy, tak Facebook jest pod tym względem interesujący niemal dla każdego. Jednocześnie, jako platforma „niebranżowa”, nie jest nawiedzany tak licznie przez różnej maści politycznych wojowników, powielających przekaz polityczny tylko po to, by jakaś gazeta w oparciu o kilka takich tweetów stworzyła artykuł w stylu „Internauci komentują…”. I to kolejny z powodów, dla których platformy wymiany „śląskiej” myśli obecne akurat na portalu Zuckerberga mają prawo być traktowane jako uniwersalne, a przez to miarodajne. Fakt, że Facebook jest platformą, która jako pierwsza wprowadziła śląską wersję językową, nie ma tu nic do rzeczy. Jest po prostu obecnie najbardziej miarodajną platformą wymiany myśli.
Powtarzam się o tej miarodajności, ale nie bez powodu. Jeśli bowiem ktoś „z zewnątrz” chciałby sobie wyrobić zdanie o współczesnych Górnoślązakach, lub jeśli socjolog chciałby przebadać funkcjonowanie pewnych mitów czy stereotypów, to lektura facebookowych dyskusji może być przydatna. Wydaje mi się jednak, że obraz, jaki wyłania się zza setek postów i wirtualnych kłótni jest dokładnie tym samym, z którym podobno od tak dawna chcemy walczyć.

Dej pozōr tyż:  Bartodziej & Soika: Jakoś to nie będzie

 

Tu nie będzie rewolucji

Klawiatura jest jak nóż, w przypadku wielkiego wzburzenia lepiej odłożyć, by nie doszło do przypadkowej tragedii. Hejt, trolling, wirtualne kłótnie (jak mawia młodzież – gównoburze) i wyzwiska charakterystyczne były zarówno w naiwnych czasach prosperity internetowych kafejek, jak i obecnie w dobie wszechobecnego dostępu do sieci i pisania postów nawet z kibelka. Internet się zmienia, internauci nie bardzo. Zwłaszcza, gdy bronią swych racji.

Ślązacy, którzy tak długo nie mogli otwarcie mówić o swych dziejach i swych tragediach, korzystając z nowych kanałów komunikacji bronią zaciekle. Tyle się słyszało o „dupowatości”, niższości i piętnie „wiecznej ofiary historii”, ale w internecie tego nie widać. Tutaj honoru bronią najlepsi synowie śląskiej ziemi. Prowadzona przez nich obrona jest bohaterska i zawsze do końca, przeciwnik zawsze jest niegodziwy i ma niecne zamiary, w prawda nie bywa pośrodku.

Internet nie ma taboo, a im temat trudniejszy, tym ciekawszy. Można więc podważyć każde kłamstwo i przeinaczenie, jakimi karmią stare podręczniki, prawicowe portale i rządowe media. Można też bronić każdej tezy, zwłaszcza tej niepopularnej. Trwa nie dyskusja, ale wojna – a na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.
Rozumiem, że dla kogoś, kogo zdanie było przez 40 czy 50 lat podważane, zagłuszane i wyśmiewane, obrona tegoż zdania jest czymś w rodzaju świętego obowiązku. Rozumiem, że skoro głos Ślązaków jest wycinany w ogólnopolskich mediach, a nawet już w zapatrzonych na obecne władze wojewódzkie lokalnych środkach przekazu, to obrona tego głosu w internecie musi być stanowcza. To znaczy staram się to zrozumieć, jakoś wytłumaczyć. Bo formy obrony, jakie obserwuje w trakcie różnego rodzaju sporów, budzą coś więcej niż sprzeciw.

Dej pozōr tyż:  Czytanie dawnego Śląska: Ks. Michał Przywara – rozprawa nad śląskimi językowymi sprawami ogólnymi A.D. 1905 / 1906. – część 1

 

Won do Sosnowca

Wystarczy poświęcić nie więcej niż kilka kwadransów na przeczytanie co popularniejszych tematów poruszanych przez członków śląskich facebookowych grup by odnieść wrażenie, że wypowiadający się w przestrzeni internetu Ślązak to ofiara ciągłego zmasowanego ataku podejmowanego przez polskie internetowe bojówki przeznaczone do zwalczania jakichkolwiek oznak myśli śląskiej.
Ślązak w internecie czuje się ciągle atakowany za to, że pisze „niewygodną dla Polaków wersję historii”. Dlatego argumenty w postaci literatury naukowej czy źródeł archiwalnych są dla niego nic nie warte, wymyślone przez Polaków, sfałszowane na polecenie KC albo manipulowane przez PiS. Skoro jego wersja jest „niewygodna”, to zapewne jest prawdzie bliższa – owo założenie logiczne na ogół wystarcza, by podważać profesorskie tytuły, lata badań, a czasami wręcz oczywiste fakty, które można równać z hipotezami i plotkami.

Ślązak w internecie czuje się również atakowany w związku z tym, że jest przedstawicielem nieuznawanej mniejszości. I z tego powodu czuje się w obowiązku, by każdego, kto będzie miał inne zdanie, automatycznie wykluczyć z przynależności do tej mniejszości. Jeśli się z nim nie zgadzasz, to pewnie dlatego, że jesteś Polakiem, wychowanym na kłamliwej polskiej propagandzie, więc nie masz racji, a w ogóle to won do Sosnowca, bo nie jesteś u siebie. I co z tego, że urodziłeś się w Tworogu, tak jak wszyscy Twoi rodzice i dziadkowie? Won do Sosnowca.

Często Ślązak w internecie czuje się atakowany nawet nie za to co pisze, ale jak pisze. Wszak pisze po śląsku, więc jeżeli ktoś się nie zgadza, to na ogół dlatego, że jest Polakiem i nie rozumie po śląsku. A skoro  jesteś Polakiem – Won do Sosnowca.

Dej pozōr tyż:  Zdarzyło się w kwietniu – śląskie kalendarium

Przykładów można by mnożyć, bo już samo wejście w dyskusje często jest powodem do podważenia jej zasadności. Wszak skoro ja mam rację, to ty po prostu racji mieć nie możesz, to nie przypowiastka o dwóch rabinach. Racja może być tylko po jednej stronie, a tak się składa, że jest po mojej. Gówno wiesz, gówno widziałeś, won do Sosnowca.

Przedstawiony tu obraz jest zapewne bardzo niesprawiedliwy. Cóż, każda generalizacja jest niesprawiedliwa. Historia państw, narodów i regionów to w dużej mierze dzieje ludzi wybitnych i reperkusje podjętych przez nich decyzji zapisane na kartach podręczników. Natomiast obraz danych państw, narodów i regionów, to suma przywar, wad i ludzkich błędów – im więcej osób im ulega, tym obraz staje się ostrzejszy.

 

Damian Halmer (ur. 1985) – historyk i muzealnik, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autor i współautor kilkunastu prac naukowych i popularnonaukowych z zakresu historii Górnego Śląska.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza