Tauron Nowa Muzyka 2026 – wyrzuć telefon i tańcz!
Wspólne śpiewanie z Bokka „Town Of Strangers”, orzeźwiający i niespodziewany prysznic ze sceny Modeselector, emocjonująca i zaskakująca próba wskoczenia na scenę fanki podczas występu SBTRKT oraz wspólne odśpiewanie Happy Birthday dla Monolinka – to tylko część chwil, które na długo pozostaną w naszej pamięci. Wyjątkowe emocje, niezapomniane momenty, niezliczone godziny spędzone na parkiecie i tysiące wytańczonych i wydeptanych kroków stworzyły atmosferę, do której będziemy wracać jeszcze wiele razy.
Tauron Nowa Muzyka pozostaje jednym z nielicznych festiwali w Polsce, który potrafi tak naturalnie połączyć awangardową elektronikę z wyjątkową architekturą i akustyką sal koncertowych NOSPR, MCK i industrialnej przestrzeni wokół Muzeum Śląskiego. To właśnie te przestrzenie stały się sceną dla najbardziej kontemplacyjnych i eksperymentalnych wydarzeń programu. Wszystko rozpoczęło się od koncertu otwarcia, którego gwiazdą była Hania Rani. Artystka po raz kolejny udowodniła, że należy do grona najciekawszych twórczyń współczesnej muzyki, płynnie łącząc minimalistyczne kompozycje fortepianowe z subtelną elektroniką.
W następnych dniach publiczność mogła zanurzyć się w zupełnie różnych odsłonach współczesnej muzyki: od hipnotycznego spotkania Aho Ssan z Resiną, gdzie monumentalna elektronika ścierała się z przejmującym brzmieniem wiolonczeli, przez subtelną i pełną napięcia współpracę Hinode Tapes z japońskim kontrabasistą Hirokim Chibą, aż po występ Matthew Herbert z Momoko Gill, którzy pokazali, jak muzyka elektroniczna może jednocześnie zachęcać do tańca i skłaniać do refleksji. Każdy z tych koncertów wykorzystywał potencjał sal NOSPR-u w odmienny sposób, podkreślając, że festiwal nie jest jedynie przeglądem najciekawszych zjawisk muzycznych, lecz także starannie zaprojektowanym doświadczeniem przestrzeni, dźwięku i emocji. Dzięki temu Tauron Nowa Muzyka po raz kolejny udowodnił, że jego największą siłą pozostaje umiejętność tworzenia wyjątkowych muzycznych spotkań w miejscach, które same w sobie stają się integralną częścią artystycznego przekazu.
Z Hanią Rani, ponownie spotkaliśmy się w piątkowy wieczór, tym razem w ramach projektu Chilling Bambino. To jej znacznie mroczniejsze i bardziej elektroniczne alter ego, dalekie od nastrojowych kompozycji fortepianowych, z którymi najczęściej jest kojarzona. W tej odsłonie artystka sięga po cięższe brzmienia, gęste struktury syntezatorowe i klubową pulsację, nie rezygnując jednak z charakterystycznej dla swojej twórczości dbałości o atmosferę i emocjonalną głębię. Był to występ pokazujący zupełnie inne oblicze Hani Rani – bardziej surowe, odważne i skierowane ku tanecznej elektronice, a jednocześnie zachowujące autorski charakter i wrażliwość, które od lat wyróżniają jej twórczość.
Kolejnym mocnym polskim akcentem podczas festiwalu był występ Bokka. Grupa, która od początku swojej działalności konsekwentnie budowała aurę tajemnicy wokół własnej tożsamości, udowodniła, że jej siła nie opiera się wyłącznie na wizerunku, lecz przede wszystkim na jakości muzyki i koncertowej energii. Na scenie Bokka zaprezentowała materiał łączący charakterystyczną dla zespołu alternatywną elektronikę, synth-popowe melodie i wyraziste wokale z bardziej surowym, momentami wręcz klubowym brzmieniem. Był to jeden z tych koncertów, które potwierdziły, że rodzimi wykonawcy nie tylko nie odstają od międzynarodowej konkurencji, ale często z powodzeniem mogą stanowić jeden z najmocniejszych punktów programu.
Najmocniejszą pod względem technicznym i produkcyjnym przestrzenią festiwalu okazała się scena klubowa. To właśnie tutaj organizatorzy stworzyli warunki, które pozwalały w pełni docenić siłę elektronicznego brzmienia – potężne nagłośnienie, dopracowana oprawa świetlna oraz odpowiednio zaprojektowana przestrzeń sprawiały, że każdy set stawał się wielowymiarowym doświadczeniem. Nic więc dziwnego, że to właśnie ta scena przyciągała najwierniejszych fanów muzyki klubowej, którzy od późnego popołudnia aż do wczesnych godzin porannych szczelnie wypełniali parkiet.
Program sceny klubowej był imponującym przeglądem różnych odsłon współczesnej elektroniki. Występ Manoid pokazał siłę rodzimej sceny techno i electro, łącząc futurystyczne brzmienia z precyzyjnie budowaną narracją setu. Blawan postawił na bezkompromisową energię, ciężkie rytmy i industrialne inspiracje, a Dave Clarke po raz kolejny udowodnił, dlaczego od dekad pozostaje jedną z najważniejszych postaci światowego techno.
“Monolink, will you marry me?” – niespodziewany okrzyk jednej z fanek wywołał salwę śmiechu, niedowierzanie, ale i entuzjastyczne reakcje publiczności. Trudno się jednak dziwić. Po ponad półtoragodzinnym, pełnym emocji występie artysta zdążył całkowicie oczarować zgromadzony tłum. A gdy po raz kolejny zapowiadał „już naprawdę ostatni utwór”, by chwilę później dorzucić jeszcze jeden, a następnie kolejny, wielu obecnych miało nadzieję, że ten koncert nigdy się nie skończy.
Charyzma, hipnotyzujący wokal, uśmiech, umiejętność płynnego łączenia elektroniki z instrumentami na żywo, sprawiły, że publiczność była z nim od pierwszej do ostatniej minuty, a sala MCK była wypełniona po brzegi. Monolink po raz kolejny udowodnił, że jego koncerty to prawdziwe doświadczenia, które na żywo pozostawiają na długo gęsią skórkę oraz uczucie euforii.
Jego kontakt z publiką był równie porywający, jak sama muzyka. Między kolejnymi utworami nie brakowało zabawnych komentarzy, spontanicznych momentów, które wywoływały uśmiech na twarzach zgromadzonych pod sceną. Monolink z łatwością skracał dystans, tworząc atmosferę przypominającą bardziej spotkanie ze znajomymi, niż występ światowej klasy artysty. Nie zabrakło wyznania, że tego wieczoru występuje pomiędzy artystami, którzy przez lata kształtowali jego muzyczną wrażliwość i mieli ogromny wpływ na jego twórczość. Wspominając Apparat i Modeselector, nie krył wdzięczności, podkreślając, jak wielkim zaszczytem jest dla niego dzielenie z nimi festiwalowej przestrzeni.
Wielu z nas przyznało mu rację – nasze muzyczne gusta kształtowali właśnie ci artyści. Trudno przecenić wpływ, jaki Apparat i Modeselector wywarli na współczesną elektronikę oraz na całe pokolenie słuchaczy, którzy przez lata dojrzewali przy ich dźwiękach. Tym większym przeżyciem było usłyszenie na żywo materiału z najnowszego albumu Apparata „A Hum Of Maybe”. Szósty album studyjny Saschy Ringa to odważna i niezwykle poruszająca podróż przez emocje, relacje oraz nieustannie zmieniającą się naturę życia.
Album powstał we współpracy z wieloletnimi muzycznymi partnerami Apparata, którzy od lat współtworzą charakterystyczne brzmienie jego projektów. Kluczową rolę odegrał Philipp Johann Thimm, odpowiedzialny za partie wiolonczeli, fortepianu i gitary, a także współautorstwo i współprodukcję płyty. Towarzyszyli mu również Christoph „Mäckie” Hamann, którego skrzypce, instrumenty klawiszowe i bas nadają kompozycjom wyjątkową głębię, Jörg Wähner na perkusji oraz Christian Kohlhaas, którego puzon wzbogacił aranżacje o kolejne warstwy emocjonalnej ekspresji.
Właśnie ta organiczna współpraca i umiejętne połączenie elektroniki z żywymi instrumentami sprawiają, że „A Hum Of Maybe” wybrzmiewa tak autentycznie. Na scenie było to odczuwalne jeszcze mocniej. Kulminacyjnym momentem koncertu pozostawało jednak wykonanie kultowego „You Don’t Know Me”. Już pierwsze dźwięki wywołały natychmiastową reakcję publiczności, a charakterystyczna partia smyczkowa, w której splatają się brzmienia wiolonczeli i skrzypiec, po raz kolejny przypomniała, dlaczego twórczość Apparata od lat zajmuje szczególne miejsce w historii nowoczesnej elektroniki.
Dla wielu uczestników festiwalu najważniejszym punktem programu był występ Modeselektor. Duet przyciągnął pod scenę prawdziwe tłumy, a zainteresowanie koncertem było tak duże, że wśród obserwujących można było dostrzec również Saschę Ringa oraz muzyków związanych z jego zespołem. Jednym z najbardziej pamiętnych momentów wieczoru było wykonanie „Hyper Hyper”. Już pierwsze dźwięki wywołały eksplozję entuzjazmu, a chwilę później cała publiczność skakała w rytm utworu. Trudno było znaleźć choć jedną osobę stojącą bez ruchu. Był to występ, w którym wszystko zagrało perfekcyjnie – doświadczenie, charyzma, muzyka i bezpośredni kontakt z publicznością. Modeselektor po raz kolejny udowodnili, dlaczego od ponad dwóch dekad pozostają jedną z najbardziej żywiołowych i cenionych formacji na elektronicznej scenie.
Gdy w niedzielę w Jazbarze Muchowiec wybrzmiały ostatnie dźwięki festiwalowego programu, trudno było pogodzić się z myślą, że kolejna edycja Tauron Nowa Muzyka właśnie dobiegła końca. Cztery dni wypełnione koncertami, klubowymi setami i muzycznymi odkryciami minęły zaskakująco szybko, pozostawiając po sobie mnóstwo wspomnień i poczucie niedosytu, które towarzyszy każdemu udanemu festiwalowi. Dla wielu uczestników festiwal ten to jednak coś więcej niż tylko coroczne wydarzenie muzyczne. To sentymentalna podróż przez lata odkrywania artystów, gatunków i dźwięków, które kształtowały naszą muzyczną wrażliwość oraz wpływały na kolejne muzyczne wybory. To miejsce, w którym obok nowych fascynacji odnajdujemy również twórców towarzyszących nam od lat, dzięki czemu każda edycja staje się nie tylko okazją do poznawania tego, co nowe, ale także do powrotu do ważnych muzycznych wspomnień.
Pozostaje nam więc cierpliwie wypatrywać pierwszych informacji dotyczących przyszłorocznej odsłony wydarzenia – zarówno daty kolejnej edycji, jak i nazwisk artystów, którzy za rok ponownie przyciągną do Katowic miłośników ambitnej elektroniki, alternatywy i muzycznych eksperymentów.
Tekst: Magdalena Anna Duda
Zdjęcia: Radosław Kaźmierczak












