Zapomniana tragedia nowożytnej Europy

Niedawno, bo 24 października odnotowaliśmy w historycznym kalendarium 371. rocznicę zakończenia wojny trzydziestoletniej, zaś 8 listopada wypada 399. rocznica jednej z najważniejszych bitew owej wojny, która rozegrała się na Białej Górze opodal Pragi. Tematyka ta, dla osób spoza kręgu pasjonatów historii, należy zapewne do opowieści o tak zwanych „żelaznych wilkach”, ale materia nie jest bynajmniej, ani błaha, ani lekka… Po pierwsze dlatego, ponieważ był to jeden z najokrutniejszych rozdziałów w dziejach Europy. Po drugie – ponieważ zarówno bitwa jak i cała wojna zaważyły w sposób ostateczny na dalszych losach Śląska. Opowiedzmy zatem pokrótce o tych tragicznych czasach, snując naszą opowieść wokół kolei losu pewnego śląskiego szlachcica, zwanego czasem „zapomnianym śląskim powstańcem z XVII wieku”.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dla jednych zdrajca, dla drugich bohater

Nie przeciągając zbytnio „sprawy” pora wyjawić, że głównym bohaterem naszej opowieści o czasach trzydziestoletniej wojny będzie hrabia Andrzej Kochcicki (1566-1634). Z rodem Kochcickich wiążą się legendarne przekazy jakoby jego przedstawiciele znani byli już w Państwie Wielkomorawskim, zaś rodowe górnośląskie dobra Kochcickich to okolice Lublińca, Koszęcina i tytularnych Kochcic.

Tam właśnie w wieku XVI rezydował baron Jan Kochcicki, będąc jednocześnie radcą dwóch cesarzy – Rudolfa i Maksymiliana Habsburgów. Bywał też posłańcem na dwór królewski w Warszawie, a w 1575 r. gościł na zamku w Kochcicach znanego litewskiego magnata Jerzego Radziwiłła, zatem był personą znaną całkiem dobrze w świecie ówczesnej polityki.

Jan miał syna Andrzeja, który otrzymał wszechstronne wykształcenie studiując w Wittemberdze, Altdorfie i włoskiej Padwie. Tenże Andrzej Kochcicki 9 lipca 1617 r., już jako pięćdziesięcioletni mężczyzna, zakupił stanowe państwo kozielskie oraz kolejne posiadłości, stając się na początku XVII w. jednym z najbogatszych ludzi na Górnym Śląsku. Miał się on także stać najbardziej znanym ze wszystkich Kochcickich, a przy okazji ściągnąć na swój ród ostateczną klęskę.

Warto dopowiedzieć, że często hrabia Kochcicki przedstawiany jest jako heretyk i zdrajca, ale na przykład kozielski historyk Robert Słota, w jednym z artykułów nazywa go „zapomnianym bohaterem Koźla”. Bywa też Kochcicki zwany „zapomnianym śląskim powstańcem”. Aby rozsądzić kto ma rację, musimy się przyjrzeć tak zwanemu kontekstowi dziejowemu, w którym przyszło żyć górnośląskiemu szlachcicowi.

Kochciccy pieczętowali się herbem Czapla, a oto, co o herbie oraz samych Kochcickich pisał Kasper Niesiecki w Herbarzu Polskim, (wyd. J.N. Bobrowicz, Lipsk 1839-1845):„Jest Czapla czubata, w pysku rybkę trzyma, w lewą tarczy niby idąca, skrzydła do góry trochę wzniesione, właśnie jakby chciała wzlecieć, nad hełmem takaż Czapla. Tym się herbem pieczętują Kochciccy na Śląsku, którzy że wątpię, żeby się w Polsce znajdować mieli, albo któryżkolwiek inny dom, do tegoż herbu należący, dla tego tylko tu o nich namienię i dla tego że się z niektórymi Polskimi domami skoligowali”.

 

Złote lata Śląska w czeskiej Koronie

Zatem jest początek XVII w. i zbliża się jeden z najstraszliwszych konfliktów zbrojnych w historii Europy – wojna trzydziestoletnia. Śląsk już niemal 300 lat wcześniej, bo w roku 1335 staje czeskim lennem, a od roku 1348 – jednym z niezależnych krajów Korony Czeskiej. Można zaryzykować twierdzenie, że ówczesne władztwo czeskie było jednym z najnowocześniej zarządzanych terytoriów. Poszczególne kraje tworzące dziedzictwo św. Wacława – królewskie Czechy, książęcy Śląsk oraz Morawy i Łużyce (w randze marchii), cieszyły się, pod berłem wspólnego władcy, niemal całkowitą niezależnością.

Śląsk miał własny parlament (Stany Śląskie), starostę generalnego, własne ustawodawstwo i armię. Prowadził też w dużej mierze niezależną od Pragi politykę zagraniczną. Był też wówczas Śląsk krajem słynącym z tolerancji wyznaniowej. Na przykład w połowie XVI w., w korespondencji śląskiego starosty generalnego, biskupa Baltazara von Promnitza, z jednym z przywódców reformacji, Melanchtonem, ten ostatni nazwał diecezję wrocławską (zajmowała wówczas ¾ terytorium Śląska) „najspokojniejszym Kościołem Świętego Cesarstwa”. Gdy bowiem w zachodniej Europie płonęły stosy i trwały nieustanne katolicko-protestanckie pogromy, na Śląsku panował względny spokój, a ogromną część sporów rozstrzygano na drodze kompromisu.

Mapa Korony Czeskiej wydana przez firmę kartograficzną „Spadkobiercy Homanna” w 1748 r., która ukazuje stan czeskiego władztwa sprzed wojny trzydziestoletniej. Różowym kolorem zaznaczone jest terytorium Śląska, oprócz którego w skład Korony wchodziły królewskie Czechy oraz marchie Moraw i Łużyc.

Ciekawe są tytuł oraz ozdobny kartusz mapy. W tytule zamieszczonym w języku francuskim czytamy (w tłumaczeniu) „Mapa krajów czeskich wraz z suwerennymi Księstwami Śląskimi, opublikowana przez firmę Spadkobiercy Homanna”. Natomiast w ozdobnym kartuszu mapy widnieją cztery herby niezależnych krajów, tworzących Koronę Czeską (Czechy, Morawy, Śląsk i Łużyce).
Także współczesne godło Czeskiej Republiki zawiera herby Czech, Moraw i Śląska.

 

Początek „czasu apokalipsy”     

Wszystko zmieniło się w 1618 r., gdy zasiadający od roku na czeskim tronie Ferdynand II Habsburg, zapowiada zniesienie swobód religijnych i dąży do całkowitego podporządkowania protestanckich Czech, katolickiemu cesarstwu Habsburgów. W Czechach narasta bunt, a 23 maja 1618 r. na hradczańskim zamku dochodzi do tak zwanej defenestracji praskiej. Mówiąc prościej, dwóch najbardziej znienawidzonych stronników cesarza wyrzucono przez okno (ponoć wypadli z parteru na stertę gnoju, więc ucierpieli jedynie na honorze) i to wydarzenie uważa się za bezpośredni przyczynek do wybuchu wojny trzydziestoletniej.

Zatem Stany Czeskie sprzeniewierzyły się Habsburgom, wybrały na króla, księcia Palatynatu Fryderyka V i tym samym rozpoczęło się antyhabsburskie powstanie. Jednocześnie Czesi rozpoczynają zabiegi o poparcie w krajach Korony, a także w całej Europie. Pomocy dyplomatycznej udziela Anglia, zaś Duńczycy obiecują interwencję zbrojną. Z kolei Morawianie odmawiają udziału w wojnie, opowiadając się za negocjacjami, a Stany Śląskie choć przychylne Czechom, początkowo (w 1618 r.) nie deklarują przystąpienia Śląska do wojny, obstawiając jedynie wojskiem granicę z Rzeczpospolitą (spodziewano się polskiej interwencji zbrojnej w ramach katolickiej solidarności z Habsburgami).

Jednak poparcie dla opcji protestanckiej na Śląsku stale wzrasta i już w 1619 r. Stany Śląskie (parlament) podejmują decyzję o oficjalnym przystąpieniu Śląska do wojny z Cesarstwem. Starostą generalnym Śląska był wówczas książę brzeski Jan Chrystian z dynastii Piastów, zaś na czele wojsk śląskich stanął książę Karniowa (Krnova) Jan Jerzy Hohenzollern. Na dziejowej arenie pojawia się też Andrzej Kochcicki jako jeden z głównych dowódców wojsk powstańczych.

W tym miejscu warto pokusić się o dygresję dotyczącą nazewnictwa, używanego przez wielu komentatorów tej fazy wojny trzydziestoletniej. Otóż często, nawet we współczesnych publikacjach, czesko-śląscy powstańcy nazywani są buntownikami, a ich przywódcy – zdrajcami lub heretykami. Tymczasem bronili oni przecież, także narodowej niezależności oraz tolerancji panującej w wolnych krajach Korony Czeskiej, przed zakusami rodzącego się habsburskiego imperializmu. Ów imperializm w sposób najbardziej dotkliwy materializował się właśnie w osobie zasiadającego na czeskim tronie Ferdynanda II, który w sposobie rządzenia przypominał bardziej azjatyckich satrapów, aniżeli władcę katolickiego cesarstwa w środku Europy.

W niewielkiej wiosce Radoszowy w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim, na wierzchołek zalesionego pagórka prowadzi ścieżka zwana „Drogą do świętych”. To tam miała się dokonać rzeź mieszkańców osady w czasie wojny trzydziestoletniej, a pamięć o tym wydarzeniu przechowywana jest przez lokalną społeczność po dzień dzisiejszy (fot. Piotr Zdanowicz)

 

Jeden rok chwały śląskiego oręża

W każdym razie, wydawać by się mogło, że wojska śląsko-czeskie nie mają żadnych szans w starciu z potężnym imperium Habsburgów wspomaganym jeszcze przez kolejne europejskie katolickie mocarstwa. Wkrótce jednak nieoczekiwanej, choć oczywiście nie bezinteresownej pomocy, udziela armii powstańczej książę Siedmiogrodu Gabor Bethlen i równie nieoczekiwanie wojska węgierskie oraz czesko-śląskie spychają pod Wiedeń armię koalicji katolickiej, rozpoczynając oblężenie stolicy Świętego Cesarstwa.

W tym czasie Andrzej Kochcicki wybiera się z poselstwem na dwór polski Zygmunta III Wazy, prosząc o zachowanie nienaruszalności granicy polsko-śląskiej oraz nieangażowanie Polski w konflikt po stronie katolickiej. Padło sporo zapewnień, ale okazało się wkrótce, że owszem – Rzeczpospolita oficjalnie pozostała neutralna, jednak doborowe oddziały lisowczyków zostały oddane na służbę cesarską (w ten sposób uczestniczyły w wojnie jako oddziały nie polskie).

Kim byli lisowczycy? Otóż te zaciężne oddziały lekkiej jazdy, zwane także „straceńcami”, sformowane w 1614 r., swym kunsztem bojowym, umiejętnościami hippicznymi i straceńczą odwagą wzbudzały tyle zdumienie co przerażenie. Niestety siali lisowczycy popłoch nie tylko w szeregach wrogów na polu walki, ale także wśród ludności cywilnej. Ponieważ zaś utrzymywali się wyłącznie z łupów, więc trasy ich przemarszów znaczone były grabieżami i zbrodniami na niewinnych mieszkańcach miast i wiosek.

Na Śląsku w pierwszych latach wojny zjawili lisowczycy dokładnie wówczas, gdy wojska Śląskie uwikłane były w walki na terenie Czech i Moraw, a opowieści o ich okrucieństwie względem ludności cywilnej powtarzano z pokolenia na pokolenie. Zresztą owi „straceńcy”, także na terenie Rzeczpospolitej zachowywali się podobnie – na przykład „zdarzyło im się” splądrować i spalić miasto Radomsko, co było jednym z przyczynków do tego, że w 1635 r. (po licznych skargach), zostali rozwiązani decyzją polskiego sejmu.

Bitwa na Białej Górze na obrazie Pietera Snayersa (8 listopad 1620 r.) To wówczas zakończył się niemal 300-letni okres suwerenności Śląska w ramach Korony Czeskiej (źródło Wikipedia)

 

Koniec czesko-śląskich marzeń i makabry ciąg dalszy

Zanim to jednak nastąpiło, to właśnie oni (wespół z panującą wówczas zarazą) odepchnęli od Wiednia protestanckie oddziały (tak zwana „pierwsza odsiecz wiedeńska”). Odznaczyli się także rok później, gdy w decydującej bitwie pod Białą Górą, koalicja katolicka rozbiła armię powstańczą, a ostatecznego szturmu na pozycje powstańców mieli dokonać właśnie lisowczycy.

Po klęsce militarnej, Ślązacy opuścili swych niedawnych towarzyszy broni – Czechów i skruszeni prosili cesarza o łaskę oraz łagodne warunki kapitulacji. Stany Śląskie przysięgły cesarstwu wierność oraz zerwanie stosunków z jego wrogami. Ponadto za sumę 300 tys. guldenów uzyskały amnestię dla uczestników powstania (z wyjątkiem wodza naczelnego armii śląskiej księcia Jana Jerzego Hohenzollerna). Dlatego też, nawet wysocy rangą dowódcy i dyplomaci, tacy jak Andrzej Kochcicki, zachowali swoje majątki.

Inaczej rzecz miała się w Czechach, gdzie terror szerzył się przez wiele następnych lat, a oprawcy cesarscy wymordowali niemal całą protestancką szlachtę oraz czeskie elity intelektualne. Zaowocowało to, nie tylko faktycznym upadkiem potężnego niegdyś czeskiego królestwa, ale też upadkiem czeskiej kultury, a nawet pierwotnego czeskiego języka na kilka następnych stuleci.

W ten sposób, w 1620 r. skończyła się faktycznie historia niezależnej Korony Czeskiej. Wprawdzie w sensie formalnym nic się nie zmieniło, nadal bowiem istniały parlamenty poszczególnych krajów (także Stany Śląskie oraz śląscy starostowie). Jednak dominacja Habsburgów była coraz większa i zakończyła się na Śląsku dopiero po 100 latach, gdy po austriacko-pruskich wojnach śląskich, niemal całe terytorium Śląska przypadło Prusom. Wtedy jednak bynajmniej nie odzyskali Ślązacy swej niezależności, ale utracił ją jeszcze bardziej, bowiem struktury administracyjno-prawne dawnej Korony św. Wacława zostały zniesione ostatecznie, a Śląsk stał się po prostu częścią pruskiego państwa.

Tymczasem wojna trzydziestoletnia trwała nadal i zataczała w Europie coraz szersze kręgi. W 1626 r. na Śląsk wkracza protestancka armia duńsko-saska. To właśnie wojskom Ernsta von Manswelda poddał Koźle Andrzej Kochcicki, licząc na to, że protestanci ostatecznie zwyciężą. Jednak Duńczycy potraktowali nadodrzański gród jak miasto zdobyte, niszcząc je i plądrując, a na domiar złego, rok później, cesarskie wojska katolickiego Czecha Albrechta Wallensteina odbijając Koźle z rąk duńskich, po raz kolejny puściły je z dymem.

Tym razem nie było też litości dla magnatów sprzyjających protestantom. Kochcickiemu udało się wprawdzie ujść z Koźla na czele oddziału zbrojnych, ale w 1628 r. sąd w Wiedniu uznał go zaocznie za winnego zdrady stanu. Skonfiskowano dobra ziemskie całego rodu, z wyjątkiem dwóch katolików, z których jeden – Mikołaj, pan na pobliskim Ujeździe, właśnie wówczas (być może „na wszelki wypadek”), ufundował znany do dzisiaj relikwiarz św. Anny Samotrzeciej na Górze św. Jerzego, która od tego właśnie momentu stała się Górą św. Anny.

Pełna przejmującej grozy i okrucieństwa grafika Jakuba Calotta – naocznego świadka wydarzeń wojny 30-letniej, daje wyobrażenie o rozmiarze tragedii jaka spotkała XVII-wieczną Europę (źródło Wikipedia)

 

Warto pamiętać o śląskim mecenasie i powstańcu

W 1630 r. na Śląsk po raz pierwszy wkraczają Szwedzi i Kochcicki znowu jest wśród dowódców protestanckich. Jednak w 1633 r. zostaje schwytany, osadzony w twierdzy i po roku umiera (niektóre źródła twierdzą, że został publicznie ścięty). Trzy lata później dotarła do Koźla trumna z jego zwłokami, ale nawet wówczas odmówiono pochówku. Dopiero sto lat później, w protestanckich Prusach, hrabia Kochcicki doczekał się bardzo spóźnionego pogrzebu.

Warto też pamiętać o Andrzeju Kochcickim jako mecenasie sztuki. W swej posiadłości w Koszęcinie założył on przecież jedną z najwspanialszych na Śląsku bibliotek i czynnie wspierał twórczość literacką. To pod jego kuratelą pozostawał też, urodzony w osadzie Roździeń nad Roździanką (obecnie tereny Katowic nad rzeką Rawą) kuźnik i poeta, a później także szlachcic, znany jako Walenty Roździeński.

Ten wszechstronnie wykształcony Górnoślązak (jak na swe pochodzenie społeczne), mający swe rodzinne korzenie we wsi Brusiek koło Koszęcina, był zarządcą należących do Andrzeja Kochcickiego kuźnic żelaza nad Małą Panwią, a jednocześnie pisał utwory literackie, z których najbardziej znana jest rozprawa „Officina Ferraria abo huta y warstat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego”, uważana za pierwszy utwór literacki w języku polskim będący apoteozą przemysłu i pracy fizycznej.

Zatem, to prawda, że Andrzej Kochcicki zdradził formalnie ówczesny porządek prawny i bratał się z wkraczającymi na tereny cesarstwa obcymi wojskami, ale przecież czescy i śląscy powstańcy z 1618 roku, walczyli nie tylko o zwycięstwo protestantyzmu, ale także o wolny kraj, w którym respektowane byłyby prawa mniejszości wyznaniowych i etnicznych.

Tak wyglądało Koźle, gdy przejmował je we władanie hrabia Andrzej Kochcicki, natomiast w 1655 r. siedem lat po zakończeniu wojny trzydziestoletniej, gdy do nadodrzańskiego grodu przybyła wraz z dworem królowa Maria Ludwika Gonzaga (żona Jana Kazimierza), pisarze odnotowali, że miasto nie nadawało się do zamieszkania, bowiem większość budynków była wciąż w ruinie. Widoczna weduta powstała sto lat wcześniej, podczas podróży po Europie hrabiego Ottheinricha von Wittelsbach, w której towarzyszył mu nadworny malarz (artysta odznaczać się musiał sporą dozą wyobraźni o czym świadczy wysokość wzgórz poza Koźlem, które mają być… odległym o 18 km pasmem Chełma z Górą św. Anny).

 

Okrucieństwo wojen jest zawsze takie samo

Zatem trwająca od 1618 do 1648 r. wojna trzydziestoletnia była obok wojen śląskich najokrutniejszym europejskim konfliktem zbrojnym do czasów światowych wojen w XX wieku. Pomimo, że nie było środków masowego rażenia zmarła wówczas trzecia część ludności Europy (także w wyniku towarzyszących wojnie klęsk głodu oraz epidemii). Na Śląsku w latach wojny zginęło przeszło 30 procent ludności, ale najstraszliwszą cenę zapłacili Czesi, bowiem według niektórych szacunków w czasie wojny oraz powojennych habsburskich pogromów, zginąć miało nawet 70 procent mieszkańców czeskiego państwa (populacja miała się zmniejszyć z kilku milionów do kilkuset tysięcy).

Dzisiaj wojnę trzydziestoletnią traktujemy jako niemal legendarną, pradawną opowieść. Nie wzbudza ona takich emocji jak I. czy II wojna światowa, kiedy to ginęli nasi przodkowie, których znamy z opowieści i fotografii, a czasem znaliśmy nawet osobiście. Warto jednak i o tej wojnie pamiętać, nie tyle z powodu jej „atrakcyjności historycznej”, ale przede wszystkim dlatego, że każda okoliczność, gdy jedni ludzie zabijają lub w jakikolwiek sposób krzywdzą innych ludzi, jest największą tragedią tego świata i nie ważne czy rzecz dzieje się w dziesiątym, siedemnastym czy dwudziestym pierwszym wieku.

Warto też pamiętać o okolicznościach towarzyszących okrutnej trzydziestoletniej wojnie, bowiem to właśnie wtedy skończył się złoty okres w dziejach Śląska. Już nigdy później śląska kraina nie cieszyła się taką niezależnością i podmiotowością w kontekście własnej państwowości (władztwa). Już nigdy także, nie zaistnieli Ślązacy tak wyraziście na arenie europejskiej, walcząc nie o cudze, ale o własne cele oraz o własną rację stanu.

Pomiędzy Koźlem i Głogówkiem znajduje się wieś Dobieszowice, a tam tak zwana „szwedzka górka” z kapliczką, gdzie pochowani są ponoć szwedzcy wojacy z czasów wojny trzydziestoletniej. Kilkanaście lat temu u podnóża pagórka pojawiło się także miejsce upamiętnienia wraz z tabliczką i pamiątkowym napisem. Jest to dobitny przykład ukazujący, w jaki sposób upływ czas sprawia, że historia staje się „bezduszną i odczłowieczoną księgą” wyzutą z emocji. Oczywiście dzisiaj Szwedzi są jedną z najbardziej pokojowo nastawionych nacji, ale tabliczka upamiętnia żołnierzy szwedzkich sprzed 400. lat, którzy w czasie wojny trzydziestoletniej dwukrotnie spalili Koźle oraz okoliczne osady. Upamiętnia także ich wodza Torstensona, który był jedną z najbardziej bezwzględnych postaci, jednej z najokrutniejszych wojen (fot. Piotr Zdanowicz)

 

Piotr Zdanowicz – pasjonat oraz badacz historii, kultury i przyrody Górnego Śląska. Dziennikarz, autor lub współautor książek i reportaży, a także kilkunastu prelekcji, kilkudziesięciu artykułów prasowych oraz kilkuset tysięcy fotografii o tematyce śląskiej. Pomysłodawca rowerowych i pieszych szlaków krajoznawczych na terenie Katowic, Mysłowic i Tychów oraz powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego. Poeta, muzyk i plastyk-amator. Z zawodu elektronik, budowlaniec oraz magister teologii.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza