Z chińskiego na nasze na długo przed Syniawą – cz. 1

Kto trafił w wydanym dziesięć lat temu „Gōrnoślōnskim ślabikŏrzu” na przełożony przeze mnie z chińskiego wiersz „Papagaj” (Yīngwǔ 鸚鵡) poety Du Fu (杜甫, 712-770), ten pomyślał być może, że jest to pierwszy chiński wiersz przetłumaczony na język śląski. Można jednak znaleźć przekłady dużo starsze nie tylko od ślabikŏrza, ale i ode mnie, przekłady liczące sobie ponad osiemdziesiąt lat. Oto jeden z nich:

CKLIWOŚĆ ŻONY ZMYŚLNEGO CHŁOPA

Cołki dzień wiater wyje straszliwie,
Chłop zglądo krzywo i śmieje się zemnie,
Zanic mie mo, dogryzo zjadliwie,
Jankor mie dręczy, i zawsze daremnie.

Cołki dzień wiater wieje w kurzawie,
Może mie dzisiok łon w doma odwiydzi,
Żodyn niy idzie, głucho wszędzie prawie,
Darmo sie smutne serce moje biydzi.

Cołki dzień wiater przewolo chmurami,
Dnia jeszcze niyma – bo chmury go plotom,
Och, spać niy moga z mojymi myślami
Głęboko wzdychom, i… żyja tynsknotom.

Wiater z obłokôw zbiôł czorne chmury,
Groźnie się toczy i wali już grzmot! –
Czuwôm, bo niy śpia i … zglondôm do gôry,
Toć myśla o nim, by tukej mie znod!

Oryginalny tekst tego wiersza pochodzi z najstarszego zabytku poezji chińskiej, jakim jest „Księga pieśni” (Shījīng 詩經), antologia 305 anonimowych utworów pochodzących z okresu od XI do VII w. p.n.e. Przetłumaczony wyżej utwór to jedna z pieśni z księstwa Bei zamieszczonych w rozdziale „Obyczaje państw” (Guófēng 國風). Oto oryginał:
終風

終風且暴,
顧我則笑;
謔浪笑敖,
中心是悼。

終風且霾,
惠然肯來;
莫往莫來,
悠悠我思。

終風且曀,
不日有曀;
寤言不寐,
願言則嚏。

曀曀其陰,
虺虺其靁;
寤言不寐,
願言則懷。


Śląskie tłumaczenie tej pieśni zamieszczone zostało w drugiej połowie lat 30. minionego stulecia w zbiorku „Urok wdzięku kobiecego”, który własnym nakładem wydał Jan Wypler, profesor mysłowickiego gimnazjum. Wypler urodził się 14 maja 1890 roku w Kochłowicach w rodzinie chałupnika Piotra Wyplera i jego żony Franciszki z domu Painta. Uzyskawszy świadectwo dojrzałości w Królewskim Gimnazjum w Bytomiu, kontynuował naukę we Wrocławiu, gdzie studiował romanistykę, germanistykę i slawistykę. Interesował się też sanskrytem, jednak wrocławska indologia po śmierci Adolfa Friedricha Stenzlera (1807-1887), autora wielokrotnie wznawianego podręcznika „Elementarbuch der Sanskrit-Sprache”, nigdy już nie osiągnęła poziomu z jego czasów, a bywały też okresy, że żadne zajęcia z tej dziedziny niy były prowadzone. By w tej sytuacji nauczyć się sanskrytu, Wypler musiał wybrać się w roku 1912 do Kilonii, gdzie zajęcia prowadzili wówczas trzej indolodzy: Paul Jakob Deussen (1845-1919), Emil Sieg (1866-1951) i Otto Strauss (1881-1940).

Jan Wypler – rys. autora

Po powrocie z Kilonii Wypler kontynuował naukę we Wrocławiu. Zdawszy w roku 1916 egzamin pro facultate docendi, pracował we wrocławskim Matthiasgymnasium, a następnie w gimnazjum w Zabrzu. Zaczął w tym czasie tłumaczyć literaturę polską na język niemiecki. W okresie plebiscytu zaangażował się w propolską działalność propagandową, później zaś wrócił do pracy w szkolnictwie – w latach 1922-1930 był profesorem Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Katowicach, później aż do roku 1939 – profesorem Gimnazjum Państwowego w Mysłowicach. Kontynuował poza tym swoją działalność translatorską, tłumacząc m. in. literaturę sanskrycką. Językiem i literaturą chińską zainteresował się na początku lat 30., gdy zawarł znajomość z inżynierem-chemikiem Domanem Wieluchem.

Dej pozōr tyż:  Wojciech Szwiec: Natalia ma plan!
Doman Wieluch – rys. autora

Wieluch, w przeciwieństwie do Wyplera, pochodził z rodziny inteligenckiej. Jego ojciec Jan (1852-1903) pochodził z leżącej dziś w obrębie Czeskiego Cieszyna Sibicy. Uzyskawszy w roku 1879 na Uniwersytecie Jagiellońskim stopień doktora medycyny, pracował jako lekarz okręgowy w Jabłonkowie. W lutym 1887 roku ożenił się Jadwigą Julianną, córką warszawskiego urzędnika Juliana Chmielewskiego. 28 grudnia tego samego roku urodził im się syn, który miesiąc później na chrzcie w katolickim kościele parafialnym w Jabłonkowie otrzymał imiona Doman Jan Ewangelista.

Doman Wieluch uczył się w Polskim Gimnazjum Prywatnym Macierzy Szkolnej w Cieszynie, a następnie w Gimnazjum św. Anny w Krakowie, gdzie w roku 1907 uzyskał świadectwo dojrzałości (razem z nim do egzaminów przystąpił późniejszy wybitny geolog Walery Goetel, 1889-1972). W latach 1907-1911 był studentem Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. 29 sierpnia 1911 roku, jeszcze jako student, wziął w Żychlinie w powiecie kutnowskim ślub z cztery lata młodszą od niego Marią Adelą, córką Stanisława Brandta z pobliskiego Dobrzelina. Gdy wybuchła I wojna światowa, chcąc uniknąć powołania do służby wojskowej, wyjechał z żoną do Danii, gdzie w Bibliotece Królewskiej w Kopenhadze po raz pierwszy zetknął się z tekstami chińskimi. Od tamtej pory język chiński nigdy już nie przestał go fascynować. Po wojnie, gdy Polska odzyskała niepodległość i rząd zaczął nawiązywać stosunki dyplomatyczne, rozpoczął pracę w polskiej ambasadzie w Kopenhadze, początkowo jako referent prasowy z tytułem attaché, a następnie jako wicekonsul. Ze służby dyplomatycznej odszedł na własną prośbę z dniem 31 października 1925 roku.

Do Katowic przyjechał z nową żoną, urodzoną w roku 1904 w Naestved Dunką Agnes Zélie Mourier (na temat losów jego pierwszej żony brak wieści). Podjął pracę w katowickiej Unii Górniczo-Hutniczej, w której zajmował się chemią węgla, o czym świadczą jego publikacje z „Zeitschrift des Oberschlesischen Berg- und Hüttenmännischen Vereins” (Molekulartheoretische Behandlung der Kohlungsprobleme, Stereochemische Kohlungstheorie). Pracował też jako tłumacz przysięgły języka francuskiego i duńskiego, a w wolnych chwilach zajmował się chińskim. Owocem jego pasji był wydany w roku 1936 wydał w Katowicach pierwszy w dziejach słownik chińsko-polski, choć o maszynopisie powielonym w ilości 200 numerowanych egzemplarzy lepiej byłoby chyba napisać „wydany”.

Osobliwością „Słownika chińsko-polskiego do czytania tekstów chińskich bez przygotowania” Domana Wielucha było to, że obywał się on bez chińskich czcionek. Do problemu systematyzacji znaków pisma chińskiego (sinogramów) Wieluch podszedł tak, jak przystało chemikowi: z tworzącej je materii wyodrębnił 296 „pierwiastków”, tj. elementów graficznych będących ich budulcem. Elementom tym przypisał arbitralnie nazwy wzięte (na ogół, ale nie zawsze) z języka angielskiego. Przykładowo elementy 大,  隹, 田, 示, 土 otrzymały nazwy big, hen, ac, St, Te. Ich kombinacje z kolei otrzymały następujące nazwy: 奮 big hen ac, 奈 big St, 奎 big Te Te. Dzięki tej metodzie wszystkie sinogramy w słowniku Wielucha – a jest ich tam 17 tysięcy –  można było uporządkować wg alfabetu łacińskiego.

Nie wszystko w tym słowniku jest do końca przemyślane. Zastosowany zapis sprawdza się dobrze, gdy poszczególne elementy następują po sobie z góry do dołu, tak jak w przykładach podanych wyżej. W przypadku innych struktur może być różnie interpretowany. Dla przykładu zawierający elementy 大 人 人 zapis big l l niekoniecznie musi kojarzyć się z sinogramem 夾, który być może lepiej byłoby zapisać jako l/big/l. Do tego mamy tu czynienia ze stosunkowo prostym sinogramem, a stopień komplikacji ich struktury bywa różny – najprostszy składa się z pojedynczej kreski, zaś najbardziej złożony z 64 kresek.

Dej pozōr tyż:  Grzegorz Kopaczewski: Polskość wyśniona, czyli bajka dla dorosłych w zerach i jedynkach

Być może Wieluch i tutaj, będąc chemikiem, powinien szukać analogii we wzorach chemicznych. Wzory sumaryczne są dobre w chemii tam, gdzie struktura związku jest stosunkowo prosta (np. dla butanu C4H10), niewiele nam jednak powiedzą o bardziej złożonych strukturach (np. o benzenie C6H6).

Wiele wątpliwości budzą też arbitralnie przyjęte przez Wielucha nazwy elementów graficznych. Dla przykładu: w sytuacji gdy element 日 otrzymał nazwę sun, nie sposób zrozumieć, czemu element 月 zamiast nazwy moon otrzymał nazwę bit, a jest to tylko jeden z wielu przykładów niekonsekwencji. Prócz tego, nazywając dwa elementy polskimi literami ł i  Ł, Wieluch zaprzeczył temu, co napisał we wstępie do swego słownika: „ze względu na doniosłość tego przedsięwzięcia, trzeba było dać nazwy międzynarodowe; musiałem więc zaczerpnąć ich z języka angielskiego”. Mógł też Wieluch wybrać inny element graficzny dla zamanifestowania swojego patriotyzmu. Nadając nazwę Poland elementowi 齊, pisał: „wyobraża łan zboża, oznacza żyzną równinę, a także pewne starożytne państwo – za ten gest patrjotyczny będę miał trudności z moim systemem w nauce międzynarodowej, a polska sinologja mnie nie poprze”. Faktycznie spotkał się za to po latach z krytyką, ale dotyczyła ona nie tyle patriotyzmu Wielucha, co faktu, że 齊 to nazwa własna chińskiego państewka Qi istniejącego w Okresie Wiosen i Jesieni (ok. 771 – 476 r. p.n.e.).

Wymienione wyżej niedociągniecia nie przekreślają w żadnej mierze całego projektu, który pod wieloma względami był genialny. Tym bardziej musi dziwić niemal całkowity brak reakcji ze strony fachowców. Rozesłany do wielu czołowych orientalistów okresu międzywojennego, słownik Wielucha doczekał się w sumie tylko jednej recenzji. Jej autor, indolog Stanisław Schayer, nie odmawiał Wieluchowi pomysłowości, wątpił jednak, by sinolodzy zechcieli stosować jego metodę („Whether such great pains are paying, will depend on the question if really all Sinologists would like to make use of Mr. Wieluch’s invention. On this point I am rather sceptical”, zob. Polski Biuletyn Orientalistyczny / The Polish Bulletin of Oriental Studies, Warszawa, Instytut Orientalistyczny Uniwersytetu J. Piłsudskiego, vol. I, 1937 s. 108-109).

Zachwycony słownikiem Wielucha był natomiast Wypler, który poświęcił mu opublikowany w marcu 1939 roku artykuł „Nad słownikiem Domana Wielucha” (Fantana, miesięcznik literacko-artystyczny, Katowice, rok II, nr. 3 (5), s. 9-12). Artykuł ten wydany został następnie jako dwujęzyczna, polsko-niemiecka broszurka „Jak można łatwo nauczyć się po chińsku / Chinesische Schrift leichtfasslich gemacht” (Katowice 1939). Choć na poświęcone chińskiemu spotkania u Wielucha przychodzili m. in. Józef Mayer (1902-1996), Wilhelm Szewczyk (1916-1991) i Aleksander Widera (1917-2002), to właśnie Wieluch najwięcej z nich skorzystał. W latach 1936-39 wydał kilkanaście tomików przetłumaczonych przez siebie na polski i niemiecki wierszy klasycznych poetów chińskich, przekład dramatu „Kredowe koło” Li Qianfu z czasów dynastii Yuan, „Myśli wybrane” taoistycznego filozofa Zhuangzi, krótką biografię poety Li Bai, książeczkę zawierającą tłumaczenia przysłów chińskich oraz broszurkę „Cichej nocy myśli – jak czytać i tłumaczyć wiersze chińskie”. Żałować należy jedynie, że nie udało mu się zainteresować tym wszystkim żadnego wydawcy, w związku z czym wymienione książeczki (poza „Myślami wybranymi” Zhuangzi wydanymi przez tygodnik „Kuźnica”) były powielane metodą światłodruku i ręcznie oprawiane na chińską modłę przez pochodzącego z leżących dziś w granicach Chorzowa Maciejkowic Konstantego Matuszka, a nakład ich był mikroskopijny.

Dej pozōr tyż:  Gabriela Szewiola: Carl, Karol, Karlik

Jakość przekładów Wyplera można oceniać równie. Trzeba pamiętać, że tłumacząc klasyczną chińską poezję, jest się nie tylko tłumaczem tekstu, ale i jego interpretatorem. Wynika to z samej istoty języka tej poezji. Jak pisał sinolog James Liu (1926-1986): „chiński, będąc całkowicie bezfleksyjnym językiem, nie jest obciążony przypadkami, rodzajami, trybami, czasami itp. Jest to jednocześnie źródło siły i słabości, ponieważ z jednej strony pozwala pisarzowi skoncentrować się na tym, co najważniejsze, i być tak zwięzłym, jak to możliwe, a z drugiej strony łatwo prowadzi do dwuznaczności. Innymi słowy, tam gdzie Chińczycy zyskują na zwięzłości, tracą na precyzji. Jeśli chodzi o poezję, zysk jest na ogół większy niż strata, ponieważ, jak zauważył Arystoteles, poeta zajmuje się bardziej uniwersalnym niż szczególnym, a chiński poeta często jest zainteresowany przede wszystkim przedstawieniem samego sedna nastroju czy też sceny, a nie przypadkowych szczegółów” (The Art of Chinese Poetry, Chicago, The University of Chicago Press, 1966, s. 40).

Oceniając translatorską pracę Wyplera nie można też (przynajmniej pod tym jednym względem) nie zgodzić się z Ernestem Fenollosą (1853-1908), który w eseju „Znak pisma chińskiego jako środek poetyckiego przekazu” stwierdzał: „Sinolodzy powinni pamiętać, że celem poetyckiego przekładu jest poezja, a nie dosłowne definicje słownikowe” (The Chinese Written Character as a Medium for Poetry, a Critical Edition, Edited by Haun Saussy, Jonathan Stalling, and Lucas Klein, New York, Fordham University Press, 2008, s 43).

Tłumaczenia Wyplera, nawet te mniej udane pod względem literackim, są na ogół poprawne. Jeśli popełniał on błędy, to tam, gdzie usiłował samodzielnie zgłębiać znaczenie sinogramów, wynikały zaś te błędy z powszechnego od końca XVI w., a przy tym kompletnie bezpodstawnego przeświadczenia o ideograficznym charakterze chińskiego pisma.

c.d.n.

Mirosław Syniawa – urodzony 1958 w Chorzowie, tłumacz poezji światowej na język śląski (m.in. wierszy zebranych w tomie “Dante i inksi”), autor poezji po śląsku (m.in. “Cebulowŏ Ksiynga Umartych“) oraz prozy pisanej w języku polskim (“Nunquam Otiosus”), współautor “Gōrnoślōnskygo ślabikŏrza”, autor dwutomowego “Biograficznego słownika przyrodników śląskich“.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza