Więzień 34-44 wspomina (2/5)

Z okazji rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego KL-Auschwitz w Oświęcimiu, chciałbym przypomnieć Wilhelma Brasse i jego obozowe przeżycia. Tekst niniejszy jest dość luźnym zbiorem jego wspomnień opublikowanych w formie nagrań filmowych na platformie YouTube – bez moich własnych komentarzy ale przeważnie w moim tłumaczeniu z języka niemieckiego. W przypadku polskojęzycznych  wywiadów starałem się używać oryginalnego słownictwa. W przypadku rozbieżnej treści różnych wywiadów wybrałem te bardziej prawdopodobne.

Collage pokazuje u góry od lewej zdjęcie więźniów opuszczających obóz “KL Auschwitz I (Stammlager)” przez bramę zdobiona znanym napisem “ARBEIT MACHT FREI”, mieszczący się na terenie byłych koszar kawalerii. Na zdjęciu obok więźniowie “Räumkommando” wyładowywują zbierane co dzień na terenie obozu trupy przed krematorium. Na dole z lewej “zdjęcia policyjne” Czesławy Kwoki, która utkwiła w pamięci fotografa. Dalej rozlewanie zupy i szef wydziału politycznego w latach 1940-43, Untersturmführer SS Max Grabner, którego obawiali się nawet podwładni członkowie SS. 

W konsekwencji odrzucenia niemieckiego obywatelstwa 31 sierpnia 1940 Brasse trafił poprzez Kraków, gdzie raz jeszcze go nagabywano, do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz I. Tam otrzymał numer obozowy 3444 (wymawiany po niemiecku 34-44). Następnego dnia po przybyciu nowicjuszy przywitał ówczesny zastępca komendanta obozu Karl Fritzsch słowami: “Tu nie jest sanatorium, tu jest obóz koncentracyjny. Żyd wytrzyma tu przeciętnie 2 tygodnie, klecha 3 tygodnie, zaś normalny więzień 3 miesiące.”

To nie były dobre perspektywy, które w zasadzie na początku zdały się sprawdzać. Młody Wilhelm Brasse, którego odtąd mianowano wyłącznie “Haftling 34-44” (niem. “więzień 34-44”) mimo to postanowił za wszelką cenę przeżyć. Za kwaterę przydzielono mu blok nr. 3, gdzie szybko awansował na tłumacza niemieckiego kapo. Mimo to warunki były złe. Nie było żadnych urządzeń sanitarnych ani łóżek, więźniowie zaś spali pokotem na podłodze będącej wylanym betonem klepiskiem.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dej pozōr tyż:  Drei Schriftsteller aus der Drei-Stadt Gleiwitz, Hindenburg 0/S, Beuthen

Początkowo trafił do ciężkiej roboty: W obozie skierowano go początkowo do komanda kopiącego fundamenty nowych budynków oraz budującego drogi od krematorium do obozowej stacji kolejowej. Ta praca była dla niego zbyt ciężka i dlatego skutecznie ubiegał się o przydzielenie do innej pracy. Następne 12 dni pracował przy tynkowaniu ceglanych budynków, aż niebawem dowiedział się, że “pisarz obozowy szuka ochotników do lekkiej pracy z dodatkowym posiłkiem”. Chętnie więc się zgłosił, gdyż wobec skąpych racji żywnościowych dodatkowy talerz cienkiej zupy był faktycznie sposobem na przeżycie, mimo że ze względu na pochodzenie i tak otrzymywał większą rację niż Polacy czy Żydzi. Okazało się jednak, iż owa “lekka praca” to było zbieranie trupów z piwnic bloku szpitalnego nr 28, gdzie magazynowano zwłoki świeżych denatów, i przewożenie ich na wózkach do krematorium, zaś obiecany po pracy dodatkowy talerz zupy ciężko przechodził przez gardło. Tam wytrzymał również tylko 12 dni i znowu starał się o przydzielenie do innych prac. Przydzielono go więc m.in. do komanda przeładowującego węgiel i koks. Ta praca też mu się nie podobała, aż w końcu znalazł pracę w ciepłej kuchni, gdzie strugał kartofle bez bicia i krzyków, co wydawało mu się istnym rajem na ziemi. 

W tym “raju” przepracował prawie całą zimę aż do 15 lutego 1941, kiedy to wezwano go tzw. “wydziału politycznego”. Ze strachem wstawił się do drewnianego baraku znajdującego się tuż obok krematorium. Tam wraz z czterema innymi fotografami był odpytywany ze znajomości kwestii zawodowych przez oficera SS. Szególnie wypytywano go o robienie portretów, prezentacji, powiększeń oraz innych prac laboratoryjnych. Wówczas nie wiedział jeszcze dlaczego. Jako jedyny został wyselekcjonowany do pracy w “służbie rozpoznawczej wydziału politycznego”, którym kierował Haptscharführer Bernhard Walter. Innych kandydatów już później nie zobaczył. 

Dej pozōr tyż:  Historyczna chwila! Pierwsze tłumaczenie śląskiej książki na język obcy

Jego nowym miejscem pracy został blok 26. Z przerażeniem stwierdził jednak, że nowa praca związana jest z przeprowadzką do bloku 25 – całkiem blisko krematoriów. Tak zarządził jego nowy szef. A on w swoim starym bloku już dość dobrze się urządził. Blok 25 zewnętrznie nie różnił się wiele od sąsiednich. Jego trwoga minęła jednak, gdy stwierdził, że w bloku tym jest nie tylko własna łaźnia z bieżącą wodą i toalety ze spłuczką, ale nawet będzie spać we własnym łóżku! Nie przeszkadzał mu wobec tego fakt, że łóżka w bloku były trzypiętrowe. Takiego luksusu w innych barakach nie widział.

W bloku 26 znajdowały się m.in. gabinety fotograficzne wraz z drewnianą kamerą marki Zeiss oraz świetnie urządzonym laboratorium. Więzień 34-44 wykonywał tam portrety nowo przybyłym więźniom, przeznaczone do kartoteki obozowej. Każdemu więźniowi robił serię trzech zdjęć: w nakryciu głowy, pod kątem, a potem z profilu. Zazwyczaj robił dziennie 100 do 150 kompletów. Wedle własnych szacunków Brasse wykonał w obozie  ok. 50 tyś. zdjęć.

Wśród tych niezliczonych zdjęć w pamięci fotografa utkwiła na zawsze wówczas 14-letnia Czesława Kwoka (obozowy numer 26947), młoda katoliczka z okolic Zamościa. Była polską sierotą, która padła ofiarą akcji przesiedleńczej, której celem było stworzenie nowej przestrzeni życiowej dla Niemców. Wraz z matką została przywieziona 13 grudnia 1942 do Oświęcimia w ramach “aresztu ochronnego”. W oczach Brassego “wyglądała rozbrajająco, taka młodziutka w ubiorze więźnia”. Kiedy po niemiecku wywoływano jej numer obozowy, ta dziewczyna tego nie zrozumiała i nie wystąpiła z szeregu, za co była bita pejczem przez nadzorującą SS-mankę. 

Dej pozōr tyż:  Jaroslav Rudiš w Katowicach! Słynny czeski pisarz będzie opowiadał o Europie Środkowej

Niewinna nastolatka nie rozumiała kompletnie nic po niemiecku i dlatego nie mogła nic zrobić. Przed zdjęciami dziewczynka wytarła łzy i krew z rozbitej wargi. Brasse czuł się, jakby sam dostał nie mogąc się wtrącać. Zabiliby go pewnie. Nigdy nie można było się odzywać ni wtrącać. Brasse już nigdy więcej jej nie zobaczył. Zapewne zachorowała na tyfus lub inną przewlekłą chorobę, bo zmarła 12 marca 1943 od zastrzyku fenolu w serce. To przynajmniej wynika z aktu zgonu, który wystawiono 23.03.1943. Tak “leczono” w KL Auschwitz przewlekłe choroby zakaźne. Jej zdjęcia i akta ocalały jednak cudem.

 

Pewnego dnia życie więźnia 34-44 zawisło na włosku, gdy na zdjęcia do legitymacji zjawił się szef wydziału politycznego, brutalny i arogancki Untersturmführer SS, Maximilian Grabner, zwany również jako “Herrgott von Auschwitz” (niem. “Pan Bóg z Auschwitz”), który nieraz osobiście exekutował więźniów. Zdjęcia chronicznie podejrzliwego i nerwowego sadysty musiały wyjść bardzo dobrze. W innym wypadku kariera obozowego fotografa mogła by dobiec przedwczesnego końca. Jego bezpośredni przełożony, SS-Oberscharführer Bernhard Walter, najwyraźniej bał się o los swojego podwładnego drżąc na całym ciele. Ten jednak obsługiwał nadzwyczajnego klienta nie inaczej niż niegdyś w katowickiej pracowni fotograficznej z pełnym profesjonalizmem uspokajając go do zdjęcia słowami: “Proszę usiąść… Proszę się rozluźnić. Niech Pan pomyśli o Alpach.”

Oceniając po latach wynik swojej pracy Brasse stwierdził: “Na tym zdjęciu wygląda bardzo ludzko i jego oczy mają zupełnie inny wyraz niż na innych znanych zdjęciach, gdzie widać tylko zimne i twarde oczy mordercy, którym on naprawdę był.”

(c.d.n.)

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Andreas Drahs – “krojcok” z Opola, urodzony w 1972 r. Z zawodu dyplomowany ekonomista i doradca PR. Udziela się społecznie na rzecz ludzi niepełnosprawnych i imigrantów (również tych z Polski) w Niemczech. Interesuje się także historią nowożytną Śląska.

Śledź autora:

Jedyn kōmyntŏrz ô „Więzień 34-44 wspomina (2/5)

  • 18 lutego 2023 ô 06:36
    Permalink

    Koloryzowałem kiedyś zdjęcia tej dziewczynki, gdy widziałem je opublikowane. Kiedy pierwszy raz je widziałem opublikowane (tu na FB, w profilu „Echa Historii” – z którego potem z innego powodu zostałem usunięty za rewizjonizm, bo Admin, jak sam napisał, „stracił cierpliwość”), napisano tam, że wkrótce po ich wykonaniu zginęła w KOMORZE GAZOWEJ.

    Mniej więcej pół roku później te same zdjęcia ukazały się z adnotacją, ze krótko po ich wykonaniu PRAWDOPODOBNIE zginęła zamordowana ZASTRZYKIEM FENOLU.

    No to jak w końcu było: KOMORA czy STRZYKAWKA? GAZ albo FENOL?

    Bo raczej nie czyniono obu tych rzeczy naraz.

    W odcinku 2 innego znowu tekstu te zdjęcia są ponownie https://wachtyrz.eu/wiezien-34-44-wspomina-2-5/ Tym razem była CHORA, więc ja zabito fenolem. Dodano, ze tak wynika z aktu zgonu. Tak WYNIKA, czy jest to tam napisane WPROST?

    Czy można prosić o fotokopię tego aktu zgonu, bym mógł go przeczytać osobiście?

    Czy obozowy lekarz wpisał akt MORDU do aktu zgonu? Jeśli tak otwarcie to pisano, to czemu nigdzie nie ma żadnych równie szczerych dokumentów o gazowaniu?

    Czyli tak naprawdę nie wiemy wiele. Jeśli zginęła w komorze, to po co wymyślano tezę o fenolu? Jeśli zabito ją fenolem, to po co tworzono wersję o komorze gazowej?

    A może po prostu zmarła na tyfus (to także się często zdarzało).

    Jeśli jedna teza jest pewna i UDOWODNIONA, to po co jeszcze jakieś inne?

    Cała ta historia rodzi więcej pytań zatem niż udziela odpowiedzi

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza