Gabriela Szewiola: Saudade i fado

Jest zima. Pada śnieg i wszystko śpi. Wszystko prócz saudade. Na biurku stoi mała biało-niebieska czarka z wysuszonymi na proch liśćmi figowca. Ale nadal, gdy ich dotknąć, wydzielają ten sam balsamiczny i cierpki zapach, z małą kroplą słodyczy. Jak saudade.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Tylu miejsc tam nie odwiedziliśmy.  Tyle poranków z mgłą znad oceanu wstaje tam teraz bez nas , a lizboński bruk lśni sobie samemu i swoim. I tak ma być, nie zaprząta to naszych głów, nie niepokoi. Można tęsknić pogodnie. To  właśnie saudade.

Najpierw tego nie zauważyliśmy, ale już po paru dniach zorientowaliśmy się, że Portugalczycy nie są jak inni ludzie Południa. Nie krzyczą, rzadko nawet dużo mówią, nagle cichną, szybko odchodzą. To nie są smagli, gadatliwi Włosi ani szarmanccy, weseli Hiszpanie. To są  ludzie o wyrazistych twarzach rybaków , piekarzy i  praczek , wyjęci z dawnych rycin  i poprzednich wieków,  przeniesieni bez bólu w teraz. Dumni, małomówni, znający swoją  terra, zrośnięci z nią, ale nie epatujący . Siedzą na nabrzeżach, na ławkach pod figowcami i fikusami.  Pracują w swoich maleńkich warsztatach. Przygotowują w skupieniu  dania w restauracjach. Ich twarze są spokojne i zamknięte na klucz, oczy nieobecne, zapatrzone  w coś nieznanego, zapadłe w myślach. Nie da się wejść do środka i  ich odgadnąć.

I potem, niedługo potem to nas dotknęło, zaraziło. Poczuliśmy, że już nas nie wypuści, że będzie szło z nami jak cień, nawet wtedy, gdy opuścimy tamte miejsca, a może wtedy jeszcze bardziej. Chyba nie mogło stać się inaczej, bo naprawdę  od początku chcieliśmy wejść w ten kraj głęboko, poczuć go na skórze, na języku, na twarzach i w sobie.  Nie dobijaliśmy się , zapukaliśmy cicho, a on nas wpuścił. Zaczęło się już, gdy po raz pierwszy o zmierzchu dotarliśmy do Alfamy i z każdego kąta, z każdej  małej kafejki rozbrzmiewało fado, śpiewano je nawet na placykach i w zaułkach i poczuliśmy się jednocześnie widzami i aktorami jakiegoś nierzeczywistego spektaklu. I potem, gdy po raz ostatni przemierzaliśmy labirynt Alfamy z jej niemożliwymi, karkołomnymi traktami schodków, zakrętów i i spiętrzonych domów . Gdy  zaniosło nas nad ocean, na który zawsze, przy każdej z dziesiątek konstelacji krajobrazów i pogód trudno przestać  patrzeć. I gdy musieliśmy go pożegnać, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że kolorów skał i ziemi Peniche już długo, a może nigdy nie zobaczymy. Gdy siedzieliśmy nad Duero w Porto, patrząc na fale rzeki  i tańczące na nich słońce, a dzień ciemniał  i gasił kolory  i nie potrafiliśmy stamtąd odejść. Nie potrafiliśmy też mówić i nie chcieliśmy, słowa znów byłyby tu naddatkiem i nieudolnością.

Wielokrotnie, nagle  i bez przygotowania natrafialiśmy na miejsca , które w nas uderzały z taką siłą, że wydawało się nam, że nas rozerwą od środka, że ich w sobie nie pomieścimy. Że już nie możemy dalej na nie patrzeć, bo stracimy wzrok i wyjdziemy poza wszelkie skale czucia. Że nie dadzą nam spokoju, będą nam podsyłać pytania. Tak, i po to także jest  saudade, która łagodzi wstrząsy  i łączy w sobie wiele pozornie sprzecznych uczuć, budujących to niejednoznaczne pojęcie. Nostalgię, radość pięknych, ale minionych chwil, samotność, świadomość przemijania, rozpamiętywanie, pogodną akceptację losu. I zawsze tęsknotę. Saudade wszystkie te uczucia w sobie godzi i przechowuje.

O gente da minha terra* śpiewa Mariza na scenie ustawionej nad Tejo w Belem w miejscu, gdzie Vasco da Gamma wsiadł na swój statek. I nagle głos jej się łamie i nie potrafi śpiewać dalej, musi odczekać, przełknąć łzy. Wydaje się, że to co czują i myślą Portugalczycy, co chcą powiedzieć , to wszystko jest w fado.

Wbrew pozorom jednak ani fado ani saudade nie są łzawe ani trywialne. Muzyka i prawie egzotyczny w swoich brzmieniach język, pojemność i niejednoznaczność  nadają im szlachetności i  czynią z nich dobra należące do wszystkich i najwidoczniej potrzebne Portugalczykom jak oddech , potrzebne także tym, którzy tu przybyli i postanowili choć dotknąć tajemnicy Portugalii.

Czemu właśnie tu narodziło się fado? Jest tyle pięknych miejsc w innych zakątkach globu. Tego się nie dowiemy. Nigdy też nie wiadomo, czy zapach liści figueiry ukoi saudade, czy jeszcze bardziej ją rozbucha…

Może przywołanie całego tego mirażu muzyki , światła i  przestrzeni , może wreszcie  próba ujęcia w słowa jest sposobem,  że saudade choć trochę  uchodzi z człowieka i daje mu lepiej spać, pozwala tęsknić mniej.

 

*) O, ludzie mojej ziemi

Gabriela Szewiola, Ślązaczka, germanistka, ukończyła studia na uniwersytecie w Lipsku, od wielu lat pracuje jako wykładowca języka niemieckiego na Politechnice Śląskiej. Współpracuje jako edukator z Goethe-Institut, kieruje Ogólnopolską Olimpiadą Języka Niemieckiego dla studentów uczelni technicznych. Naucza z pasją. Wciąż doskonali swój warsztat wykładowcy, stosując nowatorskie i autorskie metody dydaktyczne. Uczestniczy w konferencjach i publikuje swoje artykuły.

Prywatnie mama dwójki dorosłych dzieci. W wolnym czasie obcuje z przyrodą, wędrując i uprawiając ogród, czyta, pisze i próbuje doskonalić swoją znajomość języków obcych.

 

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza