Piotr Zdanowicz: O śląskich hejterach i polskich dobrodziejach

Po przeczytaniu artykułu Zbigniewa Rokity „Śląski internet pełen hejtu na Polaków” oraz komentarzy do tegoż artykułu, wśród których przewija się także myśl jakoby Ślązacy nie potrafili Polakom wybaczyć oraz nie potrafili z nimi rozmawiać – postanowiłem w powyższym kontekście wtrącić swoje trzy grosze.

Po pierwsze – uważam, że Ślązacy nie są w stanie czegokolwiek Polakom wybaczyć, z tego prostego powodu, że Polska i Polacy takiego wybaczenia nigdy nie potrzebowali i nie potrzebują. Po wtóre – Ślązacy nie są w stanie się z Polakami dogadać, bo Polacy nie mają zamiaru się z nimi dogadywać… zaś problem podstawowy jest jeden – Nas dla Polaków po prostu nie ma.

Nie ma nas na kartach do głosowania, nie ma w oficjalnych statystykach mniejszości etnicznych. Istniejemy już tylko w wirtualnych przestrzeniach, takich jak „Wachtyrz”, bo nawet w wielu śląskich domach mówi się po polsku, nie mówiąc o śląskich szkołach czy sklepach, gdzie jeszcze niedawno można było usłyszeć strzępy „ślōnski gŏdki”.

Nazwa „Śląsk”, dla 99 procent mieszkańców Polski oznacza już tylko „kawałek ziemi na południu” gdzie kopie się węgiel, a słowo Ślązak – umorusaną osobę mówiącą ze śmiesznym akcentem, która ten węgiel kopie (i pewnie przy kopaniu nabyła tego akcentu).

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Cały Dolny Śląsk, będący przez stulecia wizytówką i kulturową kwintesencją śląskości, jest od 1945 r. kulturową atrapą, a opolska cześć Górnego Śląska właśnie pozbawiana jest prawa do bycia Śląskiem, otrzymując od warszawskiego suwerena nową „odwieczną” tożsamość o nazwie Opolszczyzna.

Cała śląska tożsamość, cała spuścizna historyczna… wszystko, co chcielibyśmy poznawać i kochać – dzięki czemu jesteśmy tym kim jesteśmy… – Wszystko to zostało przez Polaków wyrzucone na śmietnik polskiej państwowości, jak zbędne graty. Zamiast tego ubrano nas w „cepeliowski” uniform, skrojony według warszawskiej, jedynie słusznej „mody” i przygotowano nam rolę klaunów w polskim cyrku. Klaunów, którzy przecież tak fajnie śmiesznie „godojom” i bawią Polaków przy okazji kabaretowych widowisk…

Ja zgadzam się z wieloma tezami zawartymi we wspomnianym wcześniej artykule oraz komentarzach do tegoż artykułu, dopóty rozpatrujemy aspekty socjologiczne i moralne poruszanych tam zjawisk. Gdy jednak wkraczamy na śliski teren, tak zwanej „dziejowej sprawiedliwości” to według mnie, nie da się porównać internetowego hejtu do niektórych działań Polaków przeciw Ślązakom – na przykład Tragedii Górnośląskiej, kiedy to w sposób zaplanowany wymordowano lub pozbawiono mienia, czci i godności, dziesiątki tysięcy niewinnych cywilów, tylko dlatego, że ludzie Ci mieszkali na Śląsku.

Dlaczego o tym wspominam?… Otóż, wiele osób domaga się by Ślązacy mieli „jaja”. To prawda, „śląska dupowatość” bywa irytująca i sam wielokrotnie o tym pisałem, ale pomyślmy, co by się działo na Śląsku po 1945 r., gdyby Ślązacy mieli podobny „temperament”, co Słowianie ze wschodniej lub południowej części Europy. Być może mielibyśmy rzezie etniczne, w których po obu stronach ginęliby Ci najbardziej niewinni, a efektem końcowym byłoby „ostateczne rozwiązanie kwestii śląskiej”.

Dej pozōr tyż:  Szczepan Twardoch: Polacy, pamiętamy wam Zgodę

W każdej nacji znajdą się ludzie niegodziwi, tchórzliwi, oportuniści, zdrajcy itp. Pośród Ślązaków także ich nie brakowało – na przestrzeni dziejów i teraz, ale czy naprawdę mamy same złe cechy i czy naprawdę wyłącznie sami jesteśmy winni tych wszystkich upokorzeń, które nas spotykają…

Zauważmy, że tak jak my Ślązacy – sobie, tak Polacy lubią ową “kultową” dupowatość przypisywać Czechom. Tymczasem może to wcale nie tchórzliwość, ale setki lat przynależności Czech, Śląska i Moraw do zachodniej Europy (Świętego Cesarstwa), sprawiły że nacje te nauczyły się w nieco inny sposób rozwiązywać swoje problemy, niż na przykład ich słowiańscy pobratymcy ze wschodu Europy czy Bałkanów…

Może w tym kontekście warto sięgnąć do historii i przypomnieć czasy XVII-wiecznych konfliktów religijnych w dobie kontrreformacji, kiedy to w całej Europie płonęły stosy, a Melanchton w jednym z listów gratulował staroście, Baltazarowi Promnitzowi, tego że Śląsk jest najspokojniejszym krajem Cesarstwa.

Może po części jest również tak, że (abstrahując od tego iż nie jesteśmy idealni) ze względu na swoją lojalność i zdolność do kompromisów – w każdym normalnym państwie bylibyśmy cenionymi obywatelami i partnerami w budowaniu „publico bono”. Tymczasem dla Polski nie jesteśmy jakimikolwiek partnerami. Nie istniejemy jako nacja i tym samym, każdemu z nas nie wolno mieć oficjalnie własnej prawdy, własnej historii, tradycji, tożsamości… Zatem na czym Ślązak, świadomy swej odrębności kulturowej i etnicznej, ma budować ów most porozumienia z Polakami…

Spójrzmy też jak zachowują się Polacy wobec swych historycznych oprawców? Pomimo tego, że co krok mamy tablice, wieczornice i pomniki. Pomimo tego, że połowa przekazu medialnego traktuje o cierpieniach Polaków i niegodziwości ich wrogów, a oficjalna propaganda historyczna ukazuje Polskę jako zawsze szlachetnego i zawsze pokrzywdzonego „mesjasza narodów” – wielu Polaków wciąż nie potrafi wybaczyć…

My Ślązacy, przez całe lata nie mogliśmy nawet mówić o tym, co spotkało naszych przodków z rąk polskich oprawców (stalinowcy to nie Marsjanie). Teraz, gdy możemy coś tam „półgębkiem” bąknąć, okazało się, że – jak napisał w tytule artykułu z 15 lipca 2015 r. jeden ze znanych portali internetowych – Tragedia Górnośląska to „kolejna sowiecka zbrodnia na Polakach”… Zatem nawet wówczas nie ginęli Ślązacy i znowu oficjalnie „nas nie ma”…

Jakże więc, ja – Ślązak, mogę się dogadać z Polakami, skoro mnie nie ma… Ja nie chcę rozmawiać jako Polak, albo przedstawiciel Mniejszości Niemieckiej – ja chcę rozmawiać jako Ślązak… Chcę rozmawiać o takiej śląskości, która nie jest „jednym z przejawów polskości” i o takich Ślązakach, którzy nie są „innym rodzajem Polaków”, ani też „ukrytą opcją niemiecką”, ale o tym co mam w sercu oraz o faktach, które przez stulecia kształtowały ojczystą ziemię moich przodków i sprawiły, że czuję się właśnie Ślązakiem, a nie Niemcem, Czechem czy Polakiem…

Dej pozōr tyż:  Bartodziej & Soika: Utracony adwent

Problem w tym, że o takiej śląskości nikt ze mną rozmawiał nie będzie, bo według polskiej racji stanu – taka śląskość i tak rozumiani Ślązacy nie istnieją.

Jeżeli ktoś uważa, że przesadzam, to proponuję podejść do wybranego Polaka (może być naszym znajomym) i powiedzieć: „wybaczam wszystkim Polakom wszystkie krzywdy, które nas Ślązaków spotkały”. – Obawiam się, że 90 procent osób nie zrozumie o co nam chodzi, połowa uzna nas za wariatów, a Ci, którzy jako tako znają historię powojenną, zaśmieją nam się w twarz…

Ja już dawno w sercu wybaczyłem wszystko co spotkało moją rodzinę po 1945 r. i przez wiele następnych lat. Zresztą, jakież ja mam moralne prawo do decydowania o wybaczaniu lub nie… Przecież to nie ja byłem gwałcony i mordowany, to nie mnie okradano i wysyłano do łagru… Ci ostatni Ślązacy, którzy tych okropieństw doświadczyli już od nas odchodzą. Odchodzą też z tego świata ich kaci, a z nimi odchodzi moralne prawo do żądania bezpośredniego zadośćuczynienia, bo przecież następne pokolenia nie mogą w nieskończoność dźwigać brzemienia swych przodków…

Jednak w imieniu tych Ślązaków, którzy cierpieli, możemy przynajmniej domagać się prawa do głośnego wypowiedzenia prawdy. Choćby dlatego, że oni o swojej „prawdzie” bali się opowiadać nawet bliskim, a na szkolnych akademiach musieli patrzyć, jak ich dzieci recytują wiersze ku czci gwałcicieli i morderców swych matek, ojców, wujków i ciotek…

Poza wszystkim zaś, w realiach europejskich XXI wieku mamy prawo do bycia narodem, jeżeli się takim narodem czujemy… Po prostu mamy prawo do tego aby istnieć… Owszem, fakt iż tego wszystkiego wciąż nie posiadamy, w bardzo dużym stopniu obciąża samych Ślązaków, ale nasza wina jest wtórna i nie miałaby szansy zaistnieć, gdybyśmy żyli w normalnym kraju, który poważnie traktuje potrzeby swych obywateli oraz zapisy własnej konstytucji.

Tak, zapewne jesteśmy „dupowaci”, bywamy też oportunistami i konformistami, a także hejterami obrażającymi Polskę i Polaków. Tyle tylko, że ów hejt to wprawdzie niezdarna, rozpaczliwa i niezbyt mądra, ale jednak próba manifestacji własnej podmiotowości oraz zwrócenia uwagi na problem marginalizowania Ślązaków i śląskości.

Polskie państwo od stu lat, bez względu na to czy mamy do czynienia z I Rzeczpospolitą, Peerelem czy II Rzeczpospolitą, zachowuje się wobec Śląska i Ślązaków w sposób niegodziwy, depcząc prawdziwą śląskość i depcząc tych, którzy w kontekście owej śląskości chcą czegoś więcej, niż rola „Indianina”, przypisanego do historyczno-kulturowego rezerwatu…

Dej pozōr tyż:  Bartodziej & Soika: Utracony adwent

Pamiętam też, że w jednym z ostatnich artykułów na tym portalu pojawiała się myśl, by traktować Polaków jako dobrych sąsiadów i nie rozpamiętywać przeszłości. Cóż, mieszkając w Kędzierzynie, gdzie na swej kilometrowej ulicy jestem jednym z zaledwie kilku Ślązaków, nieumiejętność akceptowania Polaków jako sąsiadów oznaczałaby potrzebę życia w bunkrze otoczonym polem minowym.

Problemem bowiem nie jest kwestia dogadywania się Ślązaków z Polakami na płaszczyźnie sąsiedzkiej, zawodowej itp., bo z tym najczęściej nie ma żadnego kłopotu. Chodzi o dogadywanie się Ślązaków z państwem polskim i polskością, która nie chce mieć w Ślązakach sąsiadów, ale zamierza (na własnych warunkach) narzucić im własną kulturę i tożsamość… Poza wszystkim zaś, czy my Ślązacy mamy w ogóle jakikolwiek wpływ na to, co dzieje się z nami i wokół nas. Niby to my jesteśmy na własnej ziemi, ale przecież to Polacy czują się na Śląsku gospodarzami i faktycznie nimi są…

I jeszcze krótka dygresja. Przed 1945 rokiem, na śląskim odcinku Odry było kilkaset tysięcy barek należących do małych firm rodzinnych. Wszystkie te jednostki (które przetrwały II wojnę) zostały z dnia na dzień odebrane prawowitym właścicielom przez stalinowskie państwo polskie. Ponieważ jednak rolnicy spod Stanisławowa okazali się marnymi żeglarzami, państwowy armator zaczął zatrudniać dawnych śląskich „łodziŏrzy”, którzy – o ironio – zostawali teraz kapitanami lub sternikami na własnych niegdyś statkach i barkach… Wówczas też w raportach oficjalnych polskich organów pojawiały się stwierdzenia, iż śląscy autochtoni są nieufni, a czasem nawet wrogo nastawieni do państwa polskiego…

No właśnie, to jak potraktowano w 1945 r. odrzańskich łodziŏrzy może być symbolem śląsko-polskiego „partnerstwa” na wszystkich płaszczyznach życia społecznego i politycznego. Polacy naszym przodkom zabierali życie, godność i mienie, nam zabrali historię, tradycję i tożsamość, ale wciąż niezmiennie się dziwią, że „nie kochamy” Polski…

Czy zatem internetowy hejt, to rzeczywiście tak straszna cena jaką płaci państwo polskie za lata upokarzających i aroganckich działań wobec Śląska i Ślązaków?… Czy tenże hejt jest naprawdę kolejnym przejawem śląskiego nieudacznictwa, czy może raczej przejawem śląskiej bezsilności wobec warszawskiego rządu, który od 1945, a właściwie od 1922 r. zachowuje się wobec Śląska i Ślązaków nie jak silniejszy partner, ale jak okupant.

 

Piotr Zdanowicz – pasjonat oraz badacz historii, kultury i przyrody Górnego Śląska. Dziennikarz, autor lub współautor książek i reportaży, a także kilkunastu prelekcji, kilkudziesięciu artykułów prasowych oraz kilkuset tysięcy fotografii o tematyce śląskiej. Pomysłodawca rowerowych i pieszych szlaków krajoznawczych na terenie Katowic, Mysłowic i Tychów oraz powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego. Poeta, muzyk i plastyk-amator. Z zawodu elektronik, budowlaniec oraz magister teologii.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza