Piotr Zdanowicz: Frajne gŏdki ô ślōnskij gŏdce #1

Mowa Ślązaków niemal od zawsze traktowana była w Polsce jak kukułcze jajo. Był czas, kiedy mówienie po śląsku było właściwie zakazane – siało wśród Polaków zgorszenie i pogardę stanowiąc swoiste tabu. Potem „gwary” Ślązaków wprawdzie otwarcie nie zwalczano, ale zawsze traktowano jako coś skrajnie kolokwialnego, egzotycznego i rubasznego… Jak pokraczny słomiany miś luźno doczepiony do wszechpolskiej rzeczywistości kulturowej.

W publicznym miejscu?!…

Jaki jest dzisiaj w Polsce odbiór języka śląskiego?… Na pewno różny, ale myślę, że dla przeciętnego Polaka, słabo zorientowanego w tematyce śląskiej, zmieniło się niewiele. Upewniła mnie w tym sytuacja sprzed kilku lat. Pewien mój polski znajomy wyraził wówczas swe zniesmaczenie wydarzeniem w jednym z kędzierzyńskich sklepów, gdzie jeden z kupujących odezwał się do sprzedawczyni po śląsku. – „Nie, no ja rozumiem, ale w publicznym miejscu…”

Niemal nieprawdopodobne, ale prawdziwe… Nie w roku 1950, ale w 2019, młody Polak jest zgorszony tym, że w mieście położnym w samym centrum Górnego Śląska, ktoś mówi po śląsku… Ten znany mi i skądinąd sympatyczny człowiek opowiadał o tym z zakłopotaniem – dokładnie tak, jakby mówił o zdarzeniu, podczas którego ktoś wyzywał sklepową używając przekleństw, albo wszedł do sklepu wprost z plaży nudystów.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Aby lepiej oddać klimat i kontekst całej sytuacji, przytoczmy pytanie zawarte w treści jednej z lekkich polskich piosenek z lat 80-tych: (…) Lecz jak czułbyś się w tym domu czystym, oczywistym, gdyby w kuchni ktoś przy dziecku mówił po niemiecku (…). No właśnie – tak dokładnie czuł się bohater tej części naszej opowieści, tylko tym razem „ktoś” przy dziecku (i to nie jednym) mówił akurat po śląsku…

Sytuacja niby z kosmosu, ale Polaków tak reagujących na język śląski, śląskość i Ślązaków, jest wciąż ogromna ilość. Spróbujmy więc zastanowić się, dlaczego tak jest, używając tym razem nieco większej dozy ironii (jak mawiał klasyk: „na trzeźwo” i „grzecznie” czasem się nie da).

 

„Gwara” – to nie miało brzmieć dumnie…

Oczywiście nie bez znaczenia jest zapewne fakt, iż przez wiele lat, dziadkom i rodzicom tego młodego człowieka wtłaczano w umysł, że mowa Ślązaków to „gwara” – prymitywna i zgermanizowana forma języka polskiego. Stąd blisko do obrazu Ślązaka jako nieuświadomionego Polaka-prostaka, który posługiwał się ową gwarą, ponieważ z powodu zacofania, a także konszachtów ze „Szkopami” oraz zwyczajnej „wieśniackiej” przekory, nie chciał lub nie potrafił nauczyć się poprawnego języka polskiego.

Odnotujmy też na marginesie, że po 1945 roku w sukurs „śląskiej ciemnocie”, o której mowa powyżej, ruszyły z intelektualną pomocą całe zastępy Kresowiaków – niosąc zapyziałym (dwujęzycznym w mowie oraz piśmie) Ślązakom, kaganek oświaty, i już na miejscu wymieniając ów kaganek na śląską elektryczność w pakiecie z murowanymi domami oraz ich wyposażeniem.

Wszakże raz w roku, ci uwstecznieni „dziwni Polacy” zwani Ślązakami stawali się bohaterami walczącymi (w tak zwanych powstaniach śląskich) o powrót do macierzy. To z kolei miał być zapewne dowód na to, że Polska jest tak godnym pożądania miejscem na ziemi, iż nawet śląskie prymitywne „węglokopy” były zdolne do rzeczy wielkiej… – Nawet oni zrozumieli bowiem, jak wielkie dobro czeka ich po zjednoczeniu z odwieczną macierzą.

Musiało jednak minąć jeszcze kilka dekad, zanim polska macierz przestała nachalnie pogardzać nieuświadomionymi Ślązakami, którzy przecież przez tyle lat woleli oddawać swe przemysłowe dobra demonicznym Niemcom, mogącym im w zamian dać jedynie germanizację (oraz drogi, bogate miasta, kolonie robotnicze, linie kolejowe, murowane wsie, elektryfikację, gazyfikację, kanalizację itd.), zamiast przynieść je w darze Polsce, która mogła ich przecież w zamian obdarzyć czymś znacznie cenniejszym – swoją macierzą (oraz… no… wszystkim, tak ogólnie)…

 

Kiedy „straszno” zmienia się w „śmieszno”.

W pewnym momencie polscy dobrodzieje orzekli też, że czas już poluzować smycz i również dla mowy Ślązaków przyszły lepsze czasy. Przestano śląskie dzieci bić trzciną po „łapach” i stawiać w kącie za mówienie po śląsku, bowiem w temacie ustawicznej „repolonizacji” Ślązaków skończył się czas permanentnego „kija” i rozpoczął się okres dywersyfikacji „kijów i marchewek”.

Dej pozōr tyż:  Barbórka vs. Barbarafest - krótko geszichta fedrowania na Ślonsku

Na kanwie tych humanitarnych przemian, powstał śmiały pomysł, aby pozwolić Ślązakom trochę pogaworzyć w tym ich prymitywnym bełkocie. – Przecież to mogło być nawet śmieszne… No i stało się – kabarety, biesiady śląskie i jeden „swojski” Pan Profesor odkrywający w śląskiej „gwarze”, nieznane dotąd pokłady polskiej tradycji. Oto bowiem tam, gdzie inni słyszeli tylko prymitywny jazgot śląskich „fizoli”, on słyszał staropiastowski język, którym drzewiej wszyscy Polacy mówić raczyli…

Zatem począł edukować swych maluczkich pobratymców, a i Polaków delikatnie zganił, aby nie pogardzali ową mową wprawdzie prymitywną, ale jakże cenną… archaiczną – niczym neolityczne znalezisko. Oto bowiem okazało się, że w tym przaśnym bełkocie pobrzmiewają całe wieki polskiej historii… Zatem o bogowie! – Ci niczego nieświadomi maluczcy Ślązacy są nosicielami prastarej polskiej kultury!

Jakież to paradoksalne, że nie w slangu warszawskiej Pragi, ani też w lwowskim żargonie, ale w „gwarze” prymitywnych „Hanysów” ze Śląska – pobrzmiewa łagodny krzyk Popiela zjadanego przez myszy w urokliwej scenerii jeziora Gopło, a pewnie też okrzyk zwycięstwa niejakiego Mieszka, wzniesiony 1000 lat temu pod Cedynią, która to eksklamacja – podążając za myślą Profesora – niczym zapewne nie różniła się od wyrażonego pełnym gardłem okrzyku kibica Ruchu Chorzów po bramce strzelonej Zagłębiu Sosnowiec…

Zatem dla mowy Ślązaków zapanowała w Polsce nowa era. Nie łajano ich już za to, że w swej maluczkości wolą mówić jakimś prymitywnym narzeczem, miast piękną polszczyzną, lecz taktowano ich jak poczciwych „braci mniejszych”, uroczych w tej swej przaśnej, śmiesznej tradycji. Mało tego, polskich dobrodziejów brzmienie śląskiej „gwary” przestało złościć i zaczęło po prostu życzliwie śmieszyć…

Jakże miło się więc zrobiło wszystkim… – Ot tam, na scenie – „maluczcy” bawią Polaków swą śmieszną „gwarą”, a widownia szczerze śmieje się z ich uroczego dokazywania… Jakże dumni muszą być ci głupiutcy Ślązacy z tego, że nawet Polacy bawić się raczą razem z nimi, mając niezłą „bekę” z ich ojczystej mowy…

Oczywiście Pan Profesor namawiał, aby rzecz traktować trochę poważniej, bo zaiste wielki potencjał polskiej tradycji tkwi w śląskiej „gwarze”. Zatem śmiejmy się z tego, ale nie do rozpuku, abyśmy przy okazji robienia sobie jaj ze Ślązaków nie urazili najjaśniejszej Rzeczpospolitej i jej prastarej kultury…

 

Rezerwaty, skanseny, getta… czyli śląska kultura po polsku

W końcu postanowiono też, że należy chronić „śląską gwarę”. Jednakowoż dopuszczenie jej do kultury wyższej oraz życia publicznego byłoby już przesadą… Zatem należało otoczyć ją opieką (czytaj: zasiekami z odpowiednich zakazów), aby funkcjonowała sobie jeno gdzieś w zacisznym kątku polskiej rzeczywistości jako obiekt muzealny „specjalnej troski”…

W tym celu stworzono kulturowe getta i rustykalne skanseny, gdzie umieszczono śląską mowę oraz śląską tradycję (czyli: modrŏ kapustã, klōski i roladã oraz Karolinkę ustawicznie uciekającą przed niejakim Karliczkiem – bo do takiej głębi śląskiej tradycji udało się na chwilę obecną polskim badaczom dotrzeć). Później do tego wszystkiego dorzucono jeszcze samych Ślązaków i w ten sposób stali się oni Indianerami zamkniętymi wraz ze swym językiem w kulturowych rezerwatach.

Czasem przyjeżdżają tam polscy panowie, aby zza „ogrodzenia” popatrzyć, posłuchać i pośmiać się z ich śmiesznej „gwary” i kultury (kabarety i szlagry) oraz tradycji (wice i krupnioki). Czasem też polscy jaśnie oświeceni rzucą jakieś parę groszy, a czasem to i paradę wojskową zrobią… A niechże sobie Indinery popatrzą jak wspaniała i potężna jest ich odwieczna Mater Polonia – tak na wszelki wypadek, gdyby zamiast obmyślania nowych wiców, skeczów i „śląskich wojen”, przyszła im do głowy produkcja łuków, albo nie daj Bóg – zakładanie jakichś rezerwatowych stowarzyszeń…

Dej pozōr tyż:  Na gōrnoślōnskich szportplacach, 20.11.2022

 

Suweren okrutnie zdradzony

I wszystko byłoby właściwie idealnie, gdyby nie istniał pewien rodzaj Ślązaków – tych gnuśnych, niereformowalnych i maksymalnie uwstecznionych, którzy za nic sobie mają wysiłki Rzeczpospolitej w kwestii ich „resocjopolonizacji”. Ośmielają się oni próbować zestandaryzować i skodyfikować ten swój śląski jazgot, podważając przy tym niepodważalne (z definicji) osiągnięcia polskiej myśli naukowej. Mało tego, trwają oni w pełnym ignorancji przeświadczeniu, że – o zgrozo! – ten, pożal się Boże bełkot – to jest język!…

Ba, zamiast ku pożytkowi własnemu oraz swoich polskich panów – którzy przecież wśród tylu rozterek i wątpliwości na to zezwolili – opowiadać przaśne wice i zakładać kolejne śląskie kabarety, zaczęli pisać poważne książki, wiersze… Mało tego, niektórzy z nich dostają za te swoje bazgroły nagrody i to polskie nagrody. Jak się bowiem okazuje, również sporo Polaków nie do końca podziela opinię, że „słuszną linię ma nasza partia” (wobec spraw śląskich).

Prawdziwie jednak bulwersujący dla polskiego suwerena jest fakt, iż ów niereformowalny, uwsteczniony śląski element wymyślił sobie, że ten ich Śląsk posiada jakąś własną historię i kulturę. – Oni, którzy od zarania dziejów (przez całe 150 lat) byli częścią Polski!… Boże! co za buta i arogancja!… Jakąż ci niewdzięcznicy mogli mieć własną historię i jakąż mogli wypracować kulturę, inną niż odwiecznie polska, przez te pozostałe ledwie 1000 lat, podczas których powinni przecież wyłącznie tęsknić i wyczekiwać na zjednoczenie z macierzą…

Zatem cóż… polscy dobrodzieje za swe serce na dłoni, doczekali się znów niewdzięczności okrutnej ze strony „paru” gnuśnych Ślązaków, którzy wolą w swych kazamatach robić „nielegalnie” jakąś tam urojoną śląską kulturę, miast dołączyć do grona swych prawowiernych ziomków, którzy wraz ze swymi przewodnikami duchowymi, czyli „prawdziwymi Polakami”, służą najjaśniejszej Rzeczpospolitej „jednego narodu”.

No cóż, może ta garstka śląskich „oszołomów” zaczytała się w jednego takiego literata, który swego czasu napisał, że „lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki”. Jedno się wszak zmieniło od czasu, kiedy pan La Fontaine (Adam Mickiewicz dokonał jedynie przekładu, chociaż połowa polskich podręczników podpisuje go jako autora) pisał tę bajkę, bowiem w polskiej rzeczywistości dla Ślązaków „kąsek” w kwestii afirmacji śląskości będzie zawsze „lada jaki”, bez względu na to, czy wydawać nam się będzie, że jesteśmy na wolności czy też w niewoli…

 

Puenta, czyli polska arogancja i śląska bylejakość

No dobrze… tyle gorzkiego sarkazmu na razie wystarczy. Zapewne spora ilość Czytelników uzna ten tekst za prowokacyjny, „czepialski”, „wredny” i robiący tak zwane „widły” z tak zwanej „igły”… No bo, czy to aż tak źle, że Ślązacy mają poczucie humoru i dzielą się nim z innymi?… A broń mnie Panie Boże od takiego stwierdzenia! – zawsze uważałem, że jedną z dobrych cech Ślązaków jest to, że potrafią mieć do siebie dystans i śmiać się także z własnych przywar i błędów.

Pytanie jest inne – czy widzieliśmy kiedyś jakiś na przykład kaszubski kabaret, który prezentowałby na scenie swój język (w formie karykaturalnej i zwulgaryzowanej) w celu rozbawienia publiczności?… Ok, może Kaszubi po prostu nie mają poczucia humoru… Być może, ale za to mają już oficjalnie uznany swój język regionalny…I może osiągnęli to między innymi dlatego, ponieważ chyba nieco lepiej od nas znają sens takiego jednego słowa, które w języku polskim zaczyna się na literę „g” lub „s”, w języku śląskim na „z”, a w języku kaszubskim na literkę „ù”…

I jeszcze jedna refleksja – często zżymamy się na „szeregowych” mieszkańców Warszawy, Poznania czy Białegostoku, że widzą w nas li tylko jakiś przaśny ludek, żyjący gdzieś między hałdą, kopalnią i piecem martenowskim, którego cała „inność względem innych Polaków” polega na tym samym, na czym polega na przykład inność mieszkańców Warszawy prawobrzeżnej i lewobrzeżnej.

Dej pozōr tyż:  prof. Joanna Rostropowicz: Joseph von Eichendorff i język górnośląski

No i tutaj przypomina mi się pewien „suchar” jak to jeden człek od lat usilnie prosi Boga o trafienie szóstki w Totka i niemiłosiernie lamentuje, że ten nie spełnia jego błagalnych modłów… Po kilku latach Bóg nie wytrzymuje: „gościu!, daj mi szansę – wyślij kupon!…”

No właśnie, czy jako śląska nacja, przez wiele ostatnich lat dawaliśmy szansę przeciętnemu mieszkańcowi Polski na poznanie śląskiego języka, kultury, historii i tożsamości?… Z czym ma się kojarzyć Polakowi z Lubelszczyzny, śląskość i język śląski, skoro jego jedyne spotkania z ową śląskością to zespół „Śląsk”, haje Bercika z Andzią oraz szlagry śpiewane karykaturalną śląszczyzną i czerpiące muzyczne inspiracje (wiem, przesadziłem) z ludowej muzyki bawarskiej… tyrolskiej, a może nawet z ludowej muzyki Ludów Bantu, ale na pewno nie z tradycyjnej muzyki śląskiej…

To prawda, że zaczyna się to wszystko zmieniać. Dzięki osobom pracującym często pro bono postępuje standaryzacja języka śląskiego; w jeszcze większych bólach rodzą się śląskie wersje stron internetowych, komunikatorów, programów komputerowych… Są wreszcie prawdziwie śląskie portale i wydawnictwa, które mają większe ambicje, niż tylko negacja wszystkiego, co polskie… Jak feniks z popiołu powstają śląskie elity intelektualne – twórcy i naukowcy, którzy są „śląscy” nie tylko z racji identyfikacji geograficznej.

Jednak wciąż jest dokładnie tak, że na większości śląskich internetowych stron, portali czy mediów społecznościowych, merytoryczny artykuł poszerzający wiedzę o Śląsku lub dotykający śląskich problemów; zapowiedź książki lub wydarzenia kulturalnego, albo esej dotyczący śląskiego języka – mogą liczyć (w porywach) na kilkanaście „lajków” i jakiś zabłąkany komentarz… A wystarczyłoby wrzucić w to miejsce jakiś „szapśny wic”, mema, a najlepiej hejterski wpis typu: „Polacy to…”, i „lajkowalność” tudzież „klikalność” byłaby liczona w tysiące…

No właśnie, często można mieć wrażenie, że przyjęliśmy poziom dyskusji o śląskości reprezentowany przez państwo polskie jako jedyny i obowiązujący. Na polskie dictum – „śląskości nie ma, no bo nie i już”… Odkrzykujemy jeszcze głośniej i równie merytorycznie – „a właśnie, że (k…) śląskość jest… no bo tak i już…”

Ja wiem, że to niesprawiedliwe, kiedy ten, kto ma władzę, może w cyniczny i arogancki sposób prowokować i udawać, że „nie ma sprawy”, a ten, kto tej władzy podlega, musi stawać na głowie, aby przekonać wszystkich na raz i każdego z osobna, że „nie jest wielbłądem”, a „sprawa jest”. Jednak taka już jest kolej rzeczy – zwłaszcza tam, gdzie „vox” tylko „wybranych populi”, traktowany jest jako „vox Dei”, zaś centralne sterowanie stanowi podstawę funkcjonowania państwa we wszystkich wymiarach …

Niestety, nasi oponenci mogą poprzestać na swoim prymitywnym: „nie bo nie” i to wciąż oni będą mieli „rację”, dopóki my – używając merytorycznych argumentów – nie przekonamy śląskiej, polskiej, a nawet międzynarodowej opinii publicznej, że to nasze racje są rozsądne i logiczne.

Oczywiście, znając obecne polskie i międzynarodowe realia, a przede wszystkim dramat rozgrywający się teraz na wschodzie Europy, to wszystko może się nie udać nawet wtedy, kiedy staniemy na głowie, by użyć wszystkich dostępnych metod perswazji i wszystkich argumentów… Natomiast na pewno się nie uda, jeżeli przez kolejne lata w swej „walce o śląskość” poprzestaniemy na negacji wszystkiego, co polskie, albo pogodzimy się z tym, że do celebrowania śląskości wystarczą nam szlagry, wice i krupnioki.

 

Piotr Zdanowicz – pasjonat oraz badacz historii, kultury i przyrody Górnego Śląska. Dziennikarz, autor lub współautor książek i reportaży, a także kilkunastu prelekcji, kilkudziesięciu artykułów prasowych oraz kilkuset tysięcy fotografii o tematyce śląskiej. Pomysłodawca rowerowych i pieszych szlaków krajoznawczych na terenie Katowic, Mysłowic i Tychów oraz powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego. Poeta, muzyk i plastyk-amator. Z zawodu elektronik, budowlaniec oraz magister teologii.

 

Foto tytułowe: Tomasz Górny (Nemo5576), CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

3 kōmyntŏrze ô „Piotr Zdanowicz: Frajne gŏdki ô ślōnskij gŏdce #1

  • 22 czyrwnia 2022 ô 11:42
    Permalink

    Rzadko tutaj zaglądam, więc trochę poniewczasie bardzo Państwu dziękuję, za przychylną recenzję.
    Tak sie miarkujã, iże lŏ ślōnskij gŏdki idōm lepsze czasy, bo ôstatnio mocka roztomajtych ksiōnżkōw, przekłŏdōw… Po ślōnsku je szrajbowanŏ już niy ino poezyjŏ i beletrystyka, nale i ksiōnżki ze blank inkszych zortōw… Corŏz wiyncyj autorōw prziznŏwo sie do ślōnskości, nale tyż sie ô tã ślōnskość ôtwarcie upōminŏ. Piyknie by było, coby nastała moda na pisanie po ślōnsku, nale było by tyż zdatnie, coby moda była na czytanie we ślōnskij gŏdce, bo tak sie forsztelujã, iże terŏzki snŏci wiyncyj ludzi po ślōnsku szrajbuje, aniżeli czytŏ… Nō ja, nale jak bydzie co czytać, to możno yntlich i za to sie kejś weznymy… Toć, polski regyrōnek doimyntnie tego wszyskigo niy poradzi, baji niy chce spokopić, a i nikere “Ślązaki” – tyż te, co majōm profesorske tytuly – chciałyby, coby ślōnskŏ kultura boła bezma durch na muster biesiadnego krupniŏka, abo “Berōw śmiysznych…” Atoli miarkujã, iże niy ma sie co z kōniym kopać… Jak już bydymy mieć setki ksiōnżkōw, audiobukōw, filmōw… Kej w przestrzyństwie ôd internetu (mōm nadziejã) bydōm zajty, kōmunikatory, portale, medyja we ślōnskij gŏdce, to ôdpedzynie polskich byamtrōw, iże niy ma ślōnskigo jynzyka bydzie już ino doimyntnie groteskowe.
    Pozrŏwiōm

    Ôdpowiydz
  • 3 kwiytnia 2022 ô 12:00
    Permalink

    Witam.Na Wachtyrza trafilem przez przypadek.Szukalem informacji na temat pewnego okresu historii Gornego Slaska.Pana artykul przeczytalem z zainteresowaniem.Napisany ze swada i z dodatkiem ironii przemawia do czytajacego.Pochodze z rodziny gdzie w domu mowilo sie i po slasku i po niemiecku i oba te jezyki sa mi bardzo bliskie.W latach70/ 80 uczeszczalem do szkoly w jednym z miast w zachodniej czesci Gornego Slaska.(Swiadomie nie pisze nazwy tzw.Opolszczyzny)W mojej klasie bylo 28 uczniow,w tym nas 5 “autochtonow”-czytaj-Slazakow,Niemcow.Pewna mila pani od polskiego postanowila wziasc nas pod szczegolna “opieke”.”Wy germanskie pomioty,ja was naucze mowic po polsku”-to byly jej slowa na pierwszej lekcji”jezyka ojczystego”.Nauczyla,bo w szkole sredniej od innej pani od polskiego uslyszalem ze jestem pierwszym Slazakiem ktoremu postawila piatke z polskiego na swiadectwie.Do dzis sie zastanawiam czy to byl komplement,czy jednak zupelnie cos przeciwnego…Badzmy dumni ze swojego pochodzenia i przebogatej historii naszego regionu..Ubolewam, ze dzieci na Slasku nie ucza sie jej w szkole.Panie Piotrze,dziekuje za ten artykul,podziele sie nim z moimi przyjaciolmi.Pozdrawiam.

    Ôdpowiydz
  • 15 marca 2022 ô 17:02
    Permalink

    Panie Piotrze ! Dzień zapowiadał się nieszczególnie. Żeby poprawić sobie nastrój, zjadłam na podwieczorek, żeby nie przesadzić, kanapkę z miodem. Z pewnym niedosytem siadłam do komputera i nagle… Pana tekst!- ależ mnie Pan nasycił pozytywnie !!! Pana narracja jest mi bardzo bliska. Jestem z pokolenia tych jeszcze “biorących w łapę”. Wszyscy moi znajomi z różnych stron wiedzą, że jestem Ślązaczką. Mówię po polsku bez śląskiego akcentu, żeby móc mówić dziwiącym się, że szanuję obce języki a swój rodzimy, śląski, kocham. Kiedy szanujemy siebie, inni szanują nas. Często słyszę od znajomych nie Ślązaków, że jesteśmy inni, że w naszej kulturze “nie” znaczy “nie” a “tak” znaczy “tak” a nie “być może” … Dziękuję Panu za mądry tekst o szacunku do samych siebie i swojego języka…

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza