O czeskim Śląsku słów więcej niż kilka

O tym, że Górny Śląsk leży nie tylko w województwie śląskim i opolskim, ale też w Republice Czeskiej, nie trzeba zapewne żadnemu z czytelników Wachtyrza przypominać. Dla „uświadomionych” Ślązaków to prawda oczywista, a reszcie wszystko wytłumaczą krążące po internecie mapki hajmatu, na których wygodnie zaznacza się trzy górne ćwiartki leżące w Polsce żółtym kolorkiem, a jedną na dole należną Czechom niebieskim. Ale jaki ten czeski Śląsk właściwie jest, to już z perspektywy Opola i Katowic nie tak oczywiste. Jedni chcieliby na Odrze w Chałupkach nie widzieć żadnej granicy i dopasować południe do oberschlesierskich kontekstów, inni zaś polskie czechofilskie stereotypy wzbogacają o śląskie rozszerzenie, zgodnie z którym za mostem wkracza się w ten lepszy Śląsk: nie dość, że lepiej zagospodarowany, to taki, gdzie Ślązaków się uznaje i docenia, a nie traktuje jako problemową mniejszość albo ukrytą opcję niemiecką. Śląski orzeł w herbie państwowym na każdym urzędzie, autobusy co godzinę do każdej wioski i nostalgiczne hospody z czeskim piwem na każdym kroku pozwalają się łatwo zachwycić, ale są tylko wycinkiem złożonej problematyki Slezska.

Na północnych Morawach

Zacznijmy od tego, gdzie w ogóle ten czeski Śląsk jest, bo jeśli na Górnym Śląsku wszystko jest niejednoznaczne, gradientowe i sporne, to tam na dole mapki jeszcze bardziej. W czeskich mediach nieustannie powtarzana jest w kontekście Opawy, Trzyńca czy Bruntalu fraza „na północnych Morawach”. To samo w sobie można uznać za przejaw ignorancji opartej na tym, że województwo ze stolicą w Ostrawie przez czterdzieści lat nazywało się północnomorawskie (coś jak nasze „śląskie”), ale sprawa ma też głębsze dno. Granicy bowiem tak trwałej i dookreślonej jak Brynica nie ma co na południu szukać. Przenikanie się Śląska i Moraw jest stare jak te krainy same. Pierwsza średniowieczna granica była granicą diecezji wrocławskiej i ołomunieckiej. Skąd szła dziesięcina do biskupa Żyrosława we Wrocławiu, tam Śląsk, skąd do Dietleba w Ołomuńcu, tam Morawy. Do Moraw w ten sposób należały na przykład Baborów, Głubczyce czy Prudnik na dzisiejszym polskim terytorium i właściwie całe obecne południe Śląska z wyjątkiem ziemi cieszyńskiej i powiatu jesionickiego historycznie związanego z Nysą. Politycznie była to prowincja opawska (nazywana też gołęszycką od tutejszego przedpaństwowego plemienia), która stanowiła integralną część Magrabstwa Moraw od chwili jego powstania końcem XII wieku. W roku 1269 została wydzielona jako odrębne księstwo, które w następnym stuleciu połączyło się na pewien czas z księstwem raciborskim i wtedy weszło w orbitę skomplikowanych dynastycznych perypetii rozdrobnionego Śląska. Proces politycznej integracji ziemi opawskiej ze Śląskiem zajął kilkaset lat. Historycy za kluczową datę uznają rok 1613, kiedy to cesarz Maciej nadał ją w lenno Karolowi Liechtensteinowi, określając przy tym jako jedno z księstw śląskich. Jeśli jednak za księstwa śląskie uznawać te, gdzie kiedykolwiek rządzili śląscy Piastowie, to opawskie ani wydzielone z niego później karniowskie nigdy takim nie było – należało do czeskiej dynastii Przemyślidów, następnie do kolejnych królów jagiellońskich i habsburskich, a od wspomnianego roku 1613 do Liechtensteinów, dla których stało się terenem tak kluczowym, że jego symbole a także śląskiego orła znajdziemy do dziś w herbie ich alpejskiego państewka.

Zmiany terytorialne pogranicza śląsko-morawskiego. Na zielono austro-węgierski kraj koronny Śląsk, na różowo enklawy morawskie w jego ramach. Linią różową zaznaczono pierwotne granice Moraw tożsame ze kształtem diecezji ołomunieckiej; na niebiesko okolice Prudnika, które odpadły najwcześniej. Linia żółta to granica Ekspozytury Śląskiej Ziemi Morawskośląskiej, bytu administracyjnego z lat 40. XX wieku, a zielona to obecne województwo morawskośląskie. Zaznaczono też współczesną granicę państwową i granice miasta Ostrawy. Źródło: Wikimedia Commons, autor Amic / Kirk979

To co nazywamy dziś Śląskiem Czeskim ukształtowało się na dobrą sprawę dopiero po roku 1742, gdy Wrocław, Głogów, Opole i Racibórz stały się ceną, którą musiała Maria Teresa zapłacić pruskiemu królowi Fryderykowi za uznanie swojego prawa do tronu. Terezjańscy i fryderycjańscy urzędnicy przetarli szlak, którym niemal dwieście lat później podążył generał Henri Le Rond i paryska Rada Ambasadorów. Powstała pierwsza śląsko-śląska granica burząca dawno ukształtowane regiony (biskupie księstwo nyskie), odrywająca ośrodki miejskie od ich najbliższej okolicy (Opawa, Karniów) i rozrywająca miejscowości na pół (Bogumin, którego północna zamkowa dzielnica to dziś zagraniczne Chałupki, czy cały szereg wiosek nad rzeką Opawą) równie skutecznie jak granice narysowane po pierwszej wojnie światowej. Z tego, co z kawałków różnych śląskich księstw Habsburgom pozostało, powstała prowincja nazwana Księstwem Górnego i Dolnego Śląska, a potocznie Śląskiem Austriackim. „Śląsk” pojawił się na mapie jako jasno zdefiniowana nowoczesna jednostka administracyjna, ale nie na długo, bo już w roku 1783 został połączony z Morawami pod nazwą Gubernium Morawskośląskiego. Samodzielność odzyskał w połowie XIX wieku, ale z racji niewielkich rozmiarów (ze wszystkich austro-węgierskich krajów koronnych mniejszy był tylko Vorarlberg, dzisiejsze województwo opolskie jest prawie dwa razy większe) był w wielu aspektach zarządzany wspólnie z Morawami. Na mapach też zwykło się je drukować razem. Tak łatwiej, bo Śląsk Austriacki miał dziwny kształt, składał się z dwóch wzajemnie niepołączonych fragmentów, a sama granica morawsko-śląska była na swoim środkowym odcinku niezwykle poplątana. Wiła się rozmaicie wokół Odry i wpływających do niej potoczków, przecinała wioski, które na tej podstawie dzieliły się na „Górne” i „Dolne”, „Śląskie” i „Morawskie” albo „Wielkie” i „Małe”. Sprawę komplikowało istnienie tak zwanych enklaw morawskich, czyli 26 miejscowości przynależnych terytorialnie do śląskich powiatów, ale rządzonych z racji starych feudalnych zaszłości według morawskiego prawa. Administracyjna odrębność nie przeszkadzała jednak rozwojowi przemysłowej aglomeracji ostrawskiej po obu stronach granicy, nie zważali na nią budowniczowie kolei (zarówno Kolej Północną czyli magistralę Wiedeń – Kraków wraz z odgałęzieniami, jak i trasę z (Morawskiej) Ostrawy w Beskidy, zbudowano tak, że po kilka razy przejeżdża się ze Śląska na Morawy i z powrotem), wiele instytucji i firm ze Śląskiem w nazwie miało siedzibę w morawskich miastach i na odwrót.

Mapa administracyjna Moraw i Śląska Austriackiego z 1897 roku

Myliłby się też ten, kto chciałby widzieć na południu drugą Brynicę na płaszczyźnie kulturowej. Ani granica etniczna ani językowa nie pokrywały się z administracyjnym podziałem na Śląsk i Morawy. Słowiański region etnograficzny zwany Ziemią Laską, po czesku Lašsko, zajmuje cały obszar pogranicza w widłach Odry, Opawy i Ostrawicy, a do regionu Kuhländchen, niegdyś najbardziej na wschód wysuniętego obszaru zwartego osadnictwa niemieckiego, należały zarówno śląskie Odry, jak i morawski Nowy Jiczyn. Izoglosy oddzielające gwary laskie bliższe językowi czeskiemu i słowackiemu od dialektów śląskich lechickiego typu biegną na wschodzie w pół drogi między Cieszynem a Frydkiem, a na północy mniej więcej wzdłuż rzeki Cyny w powiecie raciborskim. Mowa sąsiednich miejscowości na takich dajmy na to dwóch brzegach Ostrawicy nigdy się od siebie szczególnie nie różniła. Po obu stronach była laska albo jak zwykło się kiedyś mówić: morawska. Bo „język morawski” był tu przez długie stulecia synonimem każdego kodu językowego, w którym mówi się krava i noha zamiast krowa i noga, a więc zarówno lokalnych gwar laskich, jak i literackiego języka czeskiego. Jeszcze w tekstach z początku XX wieku znajdziemy wiele wzmianek o rzōndzyniu po morawsku, o morawskich szkołach, o morawskich śpiewnikach i morawskich podręcznikach w kontraście do polskich i niemieckich. Pojęcie czeskości bardzo długo było ograniczone do swojego pierwotnego znaczenia związanego z Czechami właściwymi, Bohemią. Austriackie spisy ludności zaliczały ten język, który nie był według nich Deutsch ani Polnisch, do kategorii Böhmisch–Mährisch–Slowakisch, czyli czeski–morawski–słowacki jako trzy warianty tego samego. Jako „Morawcy” określała się też mówiąca laskimi gwarami ludność pruskiego powiatu raciborskiego, co miało związek z pierwotnym średniowiecznym kształtem Moraw oraz utrzymaną aż do roku 1972 przynależnością do diecezji ołomunieckiej, z czym łączył się czeski, a więc „morawski”, język w kościele i szkole.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Dej pozōr tyż:  Wszysko sie powtorzo - wywiad z Rafałym Ryszkōm

Określenia „śląski”, „morawski”, ale także „laski”, „beskidzki” czy nawet „polski” są na południu same w sobie problematycznie niejednoznaczne. Żeby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć do twórczości… no właśnie, czeskośląskich, północnomorawskich, nadgórnoodrzańskich, okołoostrawskich? wieszczów pierwszej połowy XX wieku. Vladimír Vašek vel Petr Bezruč wprowadził imię Śląska do kanonu literatury czeskiej poprzez Slezské písně, w których żarliwie upomina się o prawa ludu z typowej dla epoki pozycji antyniemieckiej, antyżydowskiej, antykapitalistycznej i antyarystokratycznej. Pieśni są z nazwy śląskie, ale poświęcone zarówno miejscowościom leżącym po śląskiej, jak i morawskiej stronie granicy, a nieustannie powracającym motywem jest „morawski lud”. W wierszu zatytułowanym Tošonovice Bezruč używa dialektu i wkłada miejscowej dziewczynie w usta zdanie: „– Tys je Polka? – Ni, Moravka. (…) My jen po moravsky řondźimy, co z Tošonovic.” Przy tym Toszonowice leżą w pół drogi między Cieszynem i Frydkiem, na Śląsku Cieszyńskim, w starej diecezji wrocławskiej, gdzie nigdy administracyjnie Moraw nie było, a tradycyjna gwara ma lechicki charakter. Innym razem Bezruč protestuje przeciwko przemianowaniu Polskiej Ostrawy na Śląską słowami „Jsem Polská Ostrava národa moravského”, a gdy występuje przeciw zczeszczeniu nazwy podkarwińskiej Dąbrowej podkreśla: „Jsme Moravci, ale jsme z Dombrové”. Sam siebie poeta rodem z Opawy nazywa nieustannie „bardem z Beskidów”. Nie mniejszy chaos nazewniczy wprowadza Erwin Goj vel Óndra Łysohorsky, w którym niektórzy śląscy regionaliści chcą widzieć jednego ze swych duchowych ojców, ponieważ stworzył na bazie dialektu z okolic rodzinnego Frydka literacki mikrojęzyk – powstały w nim takie arcydzieła jak Balada o racyjónalizacyji („Za milijardu mašin nakupili / Hawiřów połowicu wyhodźili”) albo Před obrazém Leninowym („W podkrowni izbečce s hołymi śćénami / Leninów obraz zře dňami, nocami”) – oraz pisał memoriały do Stalina w sprawie uznania dwumilionowego narodu odrębnego od Polaków, Czechów i Słowaków. Naród żyjący w sewerowychodni Morawě, w starym rakuskim Ślónsku a w Hučinsku nazywa zasadniczo laskim, ale już w poszczególnych utworach pisze naprzemiennie o „Lachach”, „Ślónzokach”, „Morawcach” i „beskidzkim ludzie”.

Granica śląsko-morawska w Studence

Formalne zniesienie odrębności Śląska w ramach państwa czechosłowackiego w roku 1928 (wtedy Morawy i Śląsk połączono w Ziemię Morawskośląską), a następnie powojenne podziały, powstałe w 1960 roku województwo o nazwie północnomorawskie i obecne morawskośląskie, rozmyły to, co i tak zawsze było rozmyte. Dziś istnieje aż 17 miejscowości, które leżą po obu stronach historycznej granicy. Siedem z nich to miasta. Śląski Frydek połączył się z morawskim Mistkiem. Śląska Studenka z morawskimi Butovicami i Nową Horką. Do morawskiego Frydlantu nad Ostrawicą przyłączono dwie śląskie wioski, a do śląskiego Bruntalu i śląskiego miasteczka Odry kawałek Moraw. Centrum Fulneka leży na Morawach, ale jego pięć dzielnic na Śląsku. W samej Ostrawie przejeżdzając autostradą D1, zaliczamy od razu cztery subregiony: kraik hulczyński, Śląsk Cieszyński, północne Morawy i Śląsk Opawski. Doszukanie się na tym odcinku subtelnych różnic w krajobrazie kulturowym jest jednak zadaniem dla bardzo zaawansowanych. Tylko garstka entuzjastów zwariowanych na punkcie zemských hranic w ich najczystszej, najbardziej koszernej formie, pieczołowicie odnawia dawne kamienie graniczne, finansuje tabliczki jak te niedaleko dworca w Studence z napisami SlezskoMorava naśladującymi oficjalne tablice wjazdowe oraz przeprowadza niezwykle dokładne analizy, z których możemy dowiedzieć się na przykład, że jedną z morawskich enklaw na Śląsku była miejscowość Suché Lazce „w pierwotnych granicach, czyli z Kravařovem należącym obecnie do obrębu katastralnego Komárov koło Opawy oraz małą częścią parceli 459/1 [sic!] włączonej do obrębu katastralnego Štítina”, otwórz, Hella, nawias, a w nawiasie napisz „dawny meandr potoku”.

Kraj razovity

Rozmycie pojęcia morawskości i śląskości doskonale pokazują spisowe deklaracje narodowości. W większości śląskich miejscowości w 2011 roku więcej osób określiło się jako Morawianie niż jako Ślązacy. Nawet w kraiku hulczyńskim (jedynej części Republiki Czeskiej należącej niegdyś do Prus, która wyróżnia się dzięki temu dużym natężeniem dziadków z Wehrmachtu, onklów z Rajchu oraz ukierunkowanej na śląski genius loci działalności kulturalno-literackiej) a także w wielu gminach Śląska Cieszyńskiego, zwłaszcza w zagłębiu przemysłowym na północy. Można zapewne łączyć hulczyńskie deklaracje z tradycyjnym samookreśleniem autochtonów „my Morawcy”, a sytuację w Karwinie i Orłowej z napływem ludności z całej Czechosłowacji po drugiej wojnie światowej, ale można też dużo bardziej realistycznie widzieć w tym po prostu rozmycie pojęć i dwa różne słowa na określenie przywiązania do tej samej okolicy. Tym bardziej, że obie narodowości są na czeskim Śląsku sprawą jednak dość marginalną. Miejscowością z największym odsetkiem Ślązaków wynoszącym 6,6% były przed dziesięciu laty Vršovice koło Opawy. W praktyce te 6,6% w wiosce liczącej 495 mieszkańców oznacza… 30 osób. W sumie do śląskiej narodowości przyznało się 1,04% mieszkańców całego regionu. Morawianom udało się w trzech malutkich wioskach sięgnąć po 10%, podczas gdy w większości gmin ich odsetek oscyluje między zerem a pięcioma procentami.

mapa srovnání slezské a moravské národnosti ve sčítání lidu 2011 - absolutní hodnoty
Spis powszechny 2011. Na żółto: miejscowości na Śląsku Czeskim z większą ilością morawskich deklaracji niż śląskich; na niebiesko z większą ilością śląskich niż morawskich. Źródło: https://dalsimoravak.wordpress.com/2013/03/21/slezska-narodnost-ve-scitani-lidu-2011/

Polityczny ruch śląski, jaki znamy zwłaszcza z GOPu, po czeskiej stronie granicy praktycznie nie istnieje. Ruch morawski też nie jest tu silnie zakorzeniony – jego bastionem jest region południowych Moraw wokół miasta Brna. To tam znajdziemy kilkadziesiąt miejscowości, gdzie za przedstawicieli narodu morawskiego uważa się po 20, 30, a nawet 50 procent mieszkańców, to tam mają swoją bazę organizacje takie jak Moravská národní obec (Morawska Gmina Narodowa) czy partia polityczna Moravané (Morawianie). Morawski aktywizm funkcjonuje na zasadzie sinusoidy: okresy mocno kanapowej działalności przechodzą w rozbłyski ogromnej popularności. Największy z nich miał miejsce tuż po upadku komunizmu. W pierwszych demokratycznych wyborach w 1990 roku Společnost pro Moravu a Slezsko (Towarzystwo na Rzecz Moraw i Śląska – najstarsza i najbardziej szanowana organizacja regionalna założona na fali praskiej wiosny) wprowadziła do obu izb parlamentu federalnego w sumie 16 deputowanych, wyprzedzając w kilku powiatach nawet Forum Obywatelskie Václava Havla. Rok później prawie milion czterysta tysięcy osób zadeklarowało narodowość morawską. W samym Brnie było to ponad 60% ludności. Gdy Czechosłowacja pogrążyła się w sporach między dwoma narodami tytularnymi, które wkrótce miały doprowadzić do rozpadu federacji, morawski lider Boleslav Bárta dolał oliwy do ognia, postulując wydzielenie trzeciego autonomicznego regionu: Republiki Morawskośląskiej. Autonomiści przygotowali nawet projekt konstytucji.

Propozycji Společnosti pro Moravu a Slezsko podziału państwa na cztery kraje związkowe. Szarym kolorem oznaczono tereny dyskusyjne, gdzie należałoby według autorów przeprowadzić referendum.

Republiki Morawskośląskiej, dokładnie tak. Morawscy autonomiści odwołują się przede wszystkim do Ziemi Morawskośląskiej istniejącej w latach 1928–1939 oraz 1945–1948. Na płaszczyźnie nazewniczej śląską część postulowanego regionu uznają, ale na głębszym poziomie ich stosunek do Śląska bywa dość dwuznaczny. Jest to koniec końców ruch oparty na perspektywie Brna, wychodzi z fundamentu brneńsko-praskiej rywalizacji i poczucia dominacji ze strony Czechów. Śląsk ma w tym wszystkim wymiar bardziej historycznej ciekawostki i w praktyce subregionu północnych Moraw. Jeżeli pojawia się refleksja nad tym, że na północ od Opawy jeszcze jakiś drugi, inny Śląsk istnieje (co nie jest oczywiste, bo podstawowym znaczeniem wyrazu Slezsko w czeskim uzusie jest Śląsk Czeski, to pozostałe jego 80% trzeba dookreślać jako Polské Slezsko), to jest to często wręcz refleksja negatywna. Na blogach „morawskich patriotów” możemy znaleźć wpisy o tym, że współczesne mapy pokazujące Śląsk w całej jego rozciągłości od Zielonej Góry po Jabłonków są „absurdalne”, albo że czarny orzeł na złotym tle jest nie na miejscu jako symbol Slezska i należy go zastąpić herbem przemyślidzkiego księstwa opawskiego. Partia Moravané twierdzi w swoim programie: „Ślązacy są w Republice Czeskiej mniejszością narodową tak jak Czesi i Morawianie na Słowacji. Gdyby obywatele narodowości śląskiej założyli partię lub ruch broniącą interesów narodu śląskiego, partia Moravané jest gotowa rozmawiać z tymi Ślązakami o ich celach programowych. Jedną z możliwości jest utworzenie śląskiej autonomii narodowościowej i kulturalnej na Morawach.” Z drugiej strony sama Společnost pro Moravu a Slezsko zaproponowała kilka lat temu alternatywną wersję federalizacji Republiki Czeskiej, tym razem na cztery części. Oprócz Czech i Moraw miałyby być osobnymi landami Region Metropolitalny Praga oraz Śląsk, a ściślej region ze stolicą w Ostrawie obejmujący historyczny Śląsk i te fragmenty północnych Moraw, które są społecznie i ekonomicznie nierozerwalnie już związane z aglomeracją ostrawską. Mógłby się według nich nazywać Slezskomoravsko, Slezsko-Ostravsko albo na przykład Górne Nadodrze lub Ziemia Gołęszycka. Co jest ważne, ale nie ma żadnego znaczenia, ponieważ ruchy morawskie przechodzą obecnie znowu przez fazę kanapową. Společnost pro Moravu a Slezsko straciła znaczenie polityczne dawno temu w latach 90., z kolei partia Moravané uzyskała w zeszłorocznych wyborach do sejmików wojewódzkich ledwo sześć tysięcy głosów i okrągłe zero mandatów. Może się cieszyć jedynie trzydziestką radnych w południowomorawskich wioskach i miasteczkach.

Dej pozōr tyż:  Na gōrnoślōnskich szportplacach, 12.09.2021

Choć polityczna morawskość i śląskość mają się nad górną Odrą słabo, nie przeszkadza to być właśnie temu regionowi najbardziej odmiennym kulturowo obszarem Republiki Czeskiej. Tylko trochę przesadzał poseł Josef Hájek, gdy żartobliwie stwierdził: „proszę państwa, u nas w województwie morawskośląskim nikt nie mówi po czesku” (to w reakcji na prowokacyjny wniosek przedstawiciela opozycji, żeby wystąpienia mówiącego ze słowackimi naleciałościami premiera Andreja Babiša symultanicznie tłumaczyć). Tradycyjne gwary laskie są bliskie wymarcia, ale pozostawiły wyraźny ślad w charakterystycznym akcencie i licznych regionalizmach odróżniających na pierwszy rzut oka (ucha) śląsko-morawskie pogranicze od reszty państwa. Obecná čeština, czyli oparty na dialekcie Pragi nowoczesny standard języka potocznego popularyzowany od pół wieku przez telewizję, kino, radio, a teraz youtuberów, jest tu nawet wśród młodego pokolenia postrzegana jako ciało obce. Od kultowych piosenek Jaromíra Nohavicy przez poezję Petra Hruški i Ivana Motýla, filmy takie jak Slunečný stát i blogi tajemniczego Ostravaka Ostravskiego po internetowy serial sKoro na mizině opowiadający o przygodach aktorów ostrawskiego teatru Mír w epoce koronawirusa, który odnosi właśnie niebywały sukces i z każdym nowym odcinkiem góruje w trendach YouTube’a, kształtuje się nowoczesny mit Ostravska – „regionu razovitego” (specyficznego), który nie tylko nie boi się stereotypów o krainie nieokrzesanych górników, ale umiejętnie obraca je w pozytywną markę. Ponadprzeciętna obecność osób o korzeniach słowackich oraz Romów i Wietnamczyków dodatkowo podkreślają odmienny, wielokulturowy charakter aglomeracji. Ostravsko („Ostrawszczyzna”) w dużej mierze nadpisało na mapie mentalnej ukształtowany wcześniej termin Ziemia Laska i stanowi dziś trzon czeskiego Śląska czy tego, co byśmy za niego chcieli uważać. Chociaż jego mieszkańcy nie dystansują się od dominującej kultury Czech właściwych poprzez upolitycznione kategorie narodowościowe, to właśnie województwo morawskośląskie jest jedynym w Czechach, gdzie według 2021 European Quality of Government Index silniejsze jest przywiązanie do regionu niż do państwa jako całości. Swoją drogą, ani śląskie ani opolskie takiego wyniku w tym rankingu nie osiągnęło.

Jeżech Polok

Na Śląsku leży też jedyny fragment Republiki Czeskiej, gdzie autentycznie w codziennych kontaktach na szeroką skalę używany jest język mniejszościowy. To Zaolzie (odważam się użyć tej nieprecyzyjnej i historycznie obciążonej nazwy, bo lepszej nie mamy, „zachodni Śląsk Cieszyński” pokrywa się z nim tylko częściowo), zwłaszcza jego południowa część wokół Trzyńca i Jabłonkowa. Ze zmieszania śląskiego, czeskiego oraz polskiego i z wpływami słowackimi powstał tu niezwykły kod językowy, na który językoznawstwo nie ma precyzyjnego określenia, więc nazywa go gwarą (zachodnio)cieszyńską albo zgodnie z samookreśleniem użytkowników „ponaszymu”. Jo se kejśi z učitelkům o tym bavił, tak možna v osmej třidźe to było… Dvje godźiny mi dźiśo vzali ze života skuli tego zařizovani… – Kaj vališ? – Na cintorin, a potym na pivo. Nie ma tu żadnych zasad, żadnej logiki, nie mówiąc o próbach kodyfikacji, a jednak to jeden z najbardziej żywotnych języków mniejszościowych środkowej Europy. Mimo jego bezsprzecznie śląskiej bazy, poczucie wspólnoty Zaolziaków z polskimi Górnoślązakami kształtującymi właśnie swój język literacki na podłożu sąsiednich dialektów, ściśle spokrewnionych i lingwistycznie tworzących wspólne kontinuum, praktycznie nie istnieje, jak zresztą w ogóle poczucie łączności między nadolziańskim mikrokosmosem a całością śląskiego uniwersum. „Uświadomieni” Ślązacy z Katowic z zachwytem spoglądają na Beskidy, wyciągają za Olzę otwartą dłoń i starają się podkreślać trzy równorzędne filary śląskości: gopowski, opolski i cieszyński, może nawet nie wiedząc, że gdyby swoje postulowane południowe kresy poznali, rozczarowaliby się jak Melchior Wańkowicz, który musiał po zwiedzeniu Prus Wschodnich w latach 30. z żalem zkonstatować, że „Mazurzy nawet nie wiedzą, że są Polakami i że mówią po polsku”. Czescy Cieszyniacy „nie wiedzą”, że są Ślązakami, że ślabikŏrzowy szrajbōnek wymyślono również dla ich mowy, że mogliby czytać Małego Princa i obchodzić Dziyń Ślōnskij Fany.

Dla mniejszości w mniejszości, która potrzebuje swoją odmienność określić, istnieje tu inny system odniesień: mniejszość polska. Szkoły z polskim językiem nauczania, dwujęzyczne napisy, polskie msze, gazeta Głos, placówki Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w każdej wsi. Mniejszość polska to jedyna zwarta mniejszość narodowa w Republice Czeskiej. Jej wielkim paradoksem jest to, że znaleźć wśród niej osoby potrafiące dobrze posługiwać się współczesną polską polszczyzną i mające realny związek z Polską, to trafić do mniejszości w mniejszości od mniejszości. Ewa Farna i Halina Młynkowa są raczej światłymi wyjątkami niż emanacją typowych Zaolziaczek. Już w latach 90. doktorka Irena Bogoczowa prowadziła w szkołach z polskich językiem nauczania badania, z których wynikało, że poza lekcjami standardowa polszczyzna jest używana przez kilkunastoprocentową mniejszość uczniów. Stan świadomości zaolziańskich Polaków dwadzieścia lat później pokazuje choćby taka wypowiedź jednego z uczniów polskiego liceum w Czeskim Cieszynie przytaczana przez Bogoczową w świetnej publikacji Język przygranicznego mikroświata z roku 2017: Tu w tych Czechach bych potrafił cosi powiedzieć, a apropo Polski w ogóle nimóm pojyńcia. My mómy tendencje sie jaksikej pokażde podziwać na ČT2, TV Nova, a w tej Polsce akurat wiym, gdo je prezydent a tym to kóńczy, abych prowde rzek. Ni że bych sie jaksikej tej Polski strónił, ale jo je tu jaksi zaryty do tych Czech. Jo jako se poważujym na przykład za Poloka, ale esi bych se mioł porównać fakt z Polokym, tak tego mómy doś mało spólnego.

Mówiym po naszymu – wpisuję polská: kampania propagująca deklarowanie polskiej narodowości w 2021 roku

Polskość w zaolziańskim wydaniu to lokalność. Kolejne słówko, jakim można określić się jako „inny niż większość”, „tutejszy”. Mogliby to być Łysohorskiego Lachowie, Bezručowi Morawcy, mogli by to być Ślązacy, ale przyjęło się mówić akurat Polacy. Społeczność ta nieuchronnie się kurczy. Z 70 tysięcy zadeklarowanych Polaków po pierwszej wojnie światowej zostało przed dekadą niecałe 30 tysięcy, i to licząc całe województwo morawskośląskie, nie tylko sam pas Zaolzia. Po tegorocznym spisie można spodziewać się kolejnego spadku, zważywszy że tylko między rokiem 2001 i 2011 wyparowało z regionu aż 10 tysięcy Polaków. Organizacje mniejszościowe doskonale zdają sobie sprawę, jak chwiejna i nieoczywista jest ta polska tożsamość odnoszona do lokalnej odmienności, a nie ugruntowanego przywiązania do czterdziestomilionowego narodu. Przy okazji spisów powszechnych reklamują ją niczym fajny produkt do wyboru. Hasło spisowej kampanii w 2011 roku brzmiało „Postaw na polskość”, a Józef Szymeczek, prezes Kongresu Polaków w Republice Czeskiej, wprost przyznawał, że jej celem „jest przypomnienie ludziom z regionu, że śląska gwara jest elementem języka polskiego i każdy, kto godo po naszymu niech wie, że jego ojczystym językiem jest polski”. W tym roku na „śląskiej gwarze” oparto wręcz całą kampanię: zachodni Śląsk Cieszyński zapełniły plakaty z hasłem Mówiym po naszymu – wpisuję: polská, a w internecie towarzyszył im oficjalny hasztag #jeżechpolok.

Dej pozōr tyż:  Jedna wieś – tysiąc wrażeń. Taki jest Śląsk!

W Sudetach

Na zachód od Opawy zaczynają się Sudety. W Czechach tym słowem określa się nie łańcuch górski (dla którego wymyślono pokraczną nazwę „subprowincja karkonosko-jesionicka”), ale tereny zamieszkane przed wojną w większości przez Niemców. Tworzyły one pierścień otaczający wzdłuż całej północnej, zachodniej i południowej granicy państwa rdzennie czeski interior. W ten sposób w Sudetach leżą nawet Karlowe Wary i Czeski Krumlow. Zamieszania nazewniczego (którego to już?) winni są sami miejscowi Niemcy, którzy od 1919 roku zaczęli operować terminem Sudetenland, a w latach 30. określać się jako „Niemcy sudeccy”. Sudety stanowią część czeskiej państwowości od zawsze, ale socjologicznie są odpowiednikiem polskich Ziem Odzyskanych. To nabytek. Poniemieckie. Ciało obce, które trzeba było dopiero przyswoić. Wypędzenie trzech milionów autochtonów nie było tak trudne jak znalezienie nowych osadników w sytuacji, gdy brak było „Kresów”, gdzie na przesiedlenie czekałyby trzy miliony swoich. Tak zwane dosiedlanie pogranicza trwało dekady i nigdy nie zakończyło się pełnym sukcesem – do dziś wiele tutejszych miasteczek liczy mniej mieszkańców niż przed wojną, a całe wsie wręcz zniknęły z powierzchni ziemi. Przybysze stanowili prawdziwy konglomerat. Wielu przyjechało z przeludnionego interioru w poszukiwaniu lepszego życia, ale było też wielu, którzy nie wybrali sobie miejsca zamieszkania dobrowolnie. Repatrianci ze Związku Radzieckiego, Jugosławii i Rumunii. Uchodźcy z Grecji. „Rozpraszani po republice” Węgrzy ze Słowacji. Potencjalni wrogowie ludu, których umiejętnie pozbywano się z Pragi, dając im skierowanie do pracy dajmy na to w Osobłodze. Sudety stanowiły taką podręczną Syberię na każdą okazję. Gdy na przykład w 1950 roku postanowiono zlikwidować klasztory, kilka tysięcy zakonników i zakonnic przetransportowano do odludnych miejscowości koło polskiej i NRD-owskiej granicy. Swoistym mnisimi miasteczkami stały się wtedy śląskie miejscowości Widnawa i Biała Woda.

„Sudety”, czyli tereny Czech, Moraw i czeskiego Śląska (na mapie przygotowanej przez ziomkostwo wypędzonych nazwany został wręcz „sudeckim Śląskiem”) zamieszkane do 1945 roku w większości przez Niemców

Kiedy w Polsce pod każdą mapką ze statystykami #widać_zabory, w Czechach #widać_sudety. Niektóre klucze podziału są podobne – na poniemieckim mniej religii i więcej dzieci z nieformalnych związków (tak, tak, nawet w tych ateistycznych i liberalnych Czechach istnieją różnice na tym tle). Inne specyficzne – największy odsetek mieszkańców pochodzenia słowackiego oraz Romów. Przede wszystkim jednak pogranicze wyrożnia się negatywnymi wskaźnikami socjalnymi. Najwyższy odsetek osób z wykształceniem podstawowym, najwięcej osób z nałożoną egzekucją komorniczą, najwięcej pobierających zasiłki mieszkaniowe. Bezrobocie jest tu średnio o jedną czwartą wyższe niż w interiorze, poziom zaangażowania społecznego najniższy. Spośród 57 obszarów zakwalifikowanych w rządowej Strategii Rozwoju Regionalnego jako „regiony problemowe gospodarczo”, aż 43 należą do Sudet. W parze z relatywnym ubóstwem idzie frustracja i polityczne wybory mieszkańców – w wyborach Sudety wyróżniają się najniższą frekwencją, za to największą ilością głosów oddanych na komunistów i nacjonalistów. Śląskie powiaty Bruntal i Jesionik górują we wszystkich wymienionych statystykach, a ich wcinające się w polskie terytorium cyple jawornicki i osobłoski to na czeskiej mapie mentalnej archetypowe przykłady wykorzenienia i pauperyzacji.

Regiony problemowe gospodarczo według Strategii Rozwoju Regionalnego. Poza Sudetami należy do nich cała aglomeracja ostrawska, a więc w praktyce większość czeskiego Śląska.

Sudecki Śląsk dopiero czeka na opowiedzenie. To inna opowieść niż ta klasycznie śląska, w czeskiej wersji zaolziańska czy hulczyńska: o pograniczu, niejednoznacznych tożsamościach, sztuczności ruchów narodowych, trudnych wyborach, indyferentnej tutejszości, którą historia próbowała rozszarpać, ale ona i tak przetrwała. Ale też inna niż zakorzenione we współczesnej czeskiej kulturze spojrzenie na Sudety à la Młyn Habermanna i Kraina cienia: uczciwe i samokrytyczne, ale zawsze z perspektywy miejsc, gdzie żywioł czeski i niemiecki się bezpośrednio stykały. W jednej wiosce żyli sobie razem dobrzy Czesi i dobrzy Niemcy, potem przyszła wielka polityka i Niemcy (z wyjątkiem jednego) przestali być dobrzy, za co Czesi (z wyjątkiem jednego) się zemścili, będąc po wojnie jeszcze gorsi. Tylko że to nie o Widnawie takie filmy, nie o Cukmantlu vel Zlatych Horach, nie o Wierzbnie pod Pradziadem, gdzie „Czechosłowaków” było przed wojną zero przecinek, a przez to mniej do zastanawiania się nad trudnymi wyborami. Tu trzeba by opowiedzieć o narodzinach nazizmu w czysto niemieckim środowisku, o Flucht und Vertreibung z rdzennie niemieckiej perspektywy, o tużpowojennych pionierach nowego osadnictwa, o czterech dekadach, gdy historia śmiała składać się tylko z mgliście odległego średniowiecza, wybudowania Domu Robotniczego w XIX wieku i wyzwolenia przez Armię Czerwoną, o trzecim pokoleniu zafascynowanym każdym starym napisem prześwitującym spod odpadniętej farby i kubkiem „po Niemcach”. To opowieść w stylu Legnicy czy innego Gryfina, choć bez żadnych zmian na mapie politycznej. Czesi niezbyt jeszcze potrafią o tym opowiadać. Zachodnie Slezsko do kulturalnego mainstreamu wprowadziła komiksowa seria o Aloisie Nebelu, zawiadowcy stacji na „śląskim Semmeringu” w Jesionikach, którego nawiedzają demony XX-wiecznej przeszłości, ale i tu widać skłonność do swoistego łagodzenia obcości regionu poprzez uniwersalną opowieść o Niemcach, Czechach, Żydach i Polakach, pograniczu i niejednoznaczności, jakiej słucha nam się dziś najlepiej.

*

Maksimum różnorodności na minimum przestrzeni – zdefiniował kiedyś Milan Kundera Europę Środkową. Śląsk realizuje tę zasadę w dwójnasób, a jego południe tym bardziej. Odmienności między Śląskiem – nazwijmy roboczo – zaolziańskim, ostrawskim (który leży głównie na Morawach), hulczyńskim i sudeckim jest tyle, że starczyłoby spokojnie na kilka wielkich krain. Jednocześnie poziom ich funkcjonalnego zrośnięcia jest tak wysoki, że nie sposób szukać ostrych granic i myśleć o podziałach. A to paradoksalnie w miejscu, które ukształtowane zostało właśnie przez podziały i arbitralne wytyczanie kolejnych granic. Teoretycznie łączące to wszystko pojęcie Slezsko dla każdego może znaczyć coś innego. Często jest postrzegane wyłącznie historycznie albo staje się synonimem dla czystej lokalności w oderwaniu od „wielkośląskiej” perspektywy. Żywe jest raczej poczucie wspólnoty na zasadzie „my z východu” (ze wschodu) w kontekście wewnątrzczeskim niż oparte o śląskość, tym bardziej o śląskość rozumianą całościowo z jej pulsującym obecnie po polskiej stronie granicy centrum. Ale gdzie nazwy i punkty odniesienia zmieniały się już tyle razy, gdzie zawładnął postmodernistyczny kolaż tożsamości, wszystko jest możliwe. Nawet jeśli byłoby pewnie tak samo zbyteczne jak wszystkie poprzednie próby wciągnięcia śląskomorawskiej, nadgórnoodrzańskiej, podsudeckobeskidzkiej tutejszości w stworzone przez mądrych ludzi w tej czy innej metropolii ramy.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Kamil Czaiński – Bielitzer, Cysarŏk, Europejczyk. Bohemista, tumacz, redachtōr, czeski i polski wikipedysta, fotograf. Nojbarzi go interesuje socyjolingwistyka, urbanizm i kulturowŏ problymatyka strzodkowyj Europy.

Śledź autora:

11 kōmyntŏrzi ô „O czeskim Śląsku słów więcej niż kilka

  • 27 siyrpnia 2021 ô 23:54
    Permalink

    Bardzo fajny artykul, jakze potrzebne “uporzadkowanie”, no próba, cenna pomoc w naszej próbie. Autorowi dzieki za ciezka robote i dobry tekst.

    Ôdpowiydz
  • 6 siyrpnia 2021 ô 23:13
    Permalink

    Świetnie napisane, i bardzo wiele poprawnych spostrzeżeń. Niektóre rzeczy nie opisałbym lepiej – wbrew tego, że jestem tutejszym.
    Tylko co do historii:
    1) “Pierwsza średniowieczna granica była granicą diecezji wrocławskiej i ołomunieckiej. […] Do Moraw w ten sposób należały na przykład Baborów, Głubczyce czy Prudnik […]”
    – opisana tu granica powstała dopiero w r. 1180/1181 skutkiem najazdu margrabiego morawskiego na ziemię opawską, stanowiącą do tego czasu część diecezji wrocławskiej i państwa Piastów górnośląskich.
    2) “już w roku 1783 został [Śląsk] połączony z Morawami pod nazwą Gubernium Morawskośląskiego”
    – nie Śląsk (kraj) jako taki, tylko urzędy panownicze. Nie dotyczyło to organów kraju samego, tj. sejmu, skarbu itd. Gubernium było jednostką organizacyjną administracji królewskiej dla dwóch wzajemnie nadal niezależnych całości.
    3) “„język morawski” był tu przez długie stulecia synonimem każdego kodu językowego, w którym mówi się krava i noha zamiast krowa i noga […] Bezruč używa dialektu i wkłada miejscowej dziewczynie w usta zdanie: „– Tys je Polka? – Ni, Moravka. […] Przy tym Toszonowice leżą […], gdzie nigdy administracyjnie Moraw nie było, a tradycyjna gwara ma lechicki charakter”
    – nie właściwości miejscowego dialektu, tylko sam język kulturalny (szkolny i kościelny) decydował o tym, czy osoba uważała swoją mowę za albo “polskóm”, albo “morawskóm”; i granica języków kulturalnych nie pokrywała się z granicami dialektów. Wypowiedź owej dziewczyny jest więc autentyczna (co zresztą potwierdza też koresponcencja Bezruča).

    Ôdpowiydz
  • 6 siyrpnia 2021 ô 23:11
    Permalink

    Analogia podobna jak ze słowiańskimi Ślązakami z obszaru Dolnego Śląska. Przed wojną nazywali oni siebie Polakami, w kontrze do niemieckich Ślązaków.

    Ôdpowiydz
    • 10 siyrpnia 2021 ô 22:48
      Permalink

      WE srogij miyrze na Gōrnym cheba tyz, Abo?:)

      Ôdpowiydz
  • 6 siyrpnia 2021 ô 21:59
    Permalink

    Widze Analogie midzy mniejszoscia Polska w Czechach a Niemiecka w Polsce. TA przynaleznośc do Mniejszosci Po obu Stronach granicy jest pewnego rodzaju tarcza ochronna przed rozmyciem sie w wiekszosci, Konserwujac mniej lub bardziej swiadomie Kulture i jezyk slaski. Wydaje Mi sie ze Mniejszośc Polska w Cz jest niedoceniana przez Ruch Ślaski kapitalem spoleczno-kulturalnym. Ino czy Ruch Ślōnski aby niy boji sie odfarbiynu swojij slonskosci Kuli Mniejszosci, Ftoro dzierzy WE miōnie “Polsko”??? Chybach se obrol cel Ausflugu na Zaolzie, coby dlo sia obadac Jako TA ślōnsko mowa i tozsamos sie Tam mo. (bez dowanio pozōr na nomynkulatura!).

    Ôdpowiydz
    • 8 siyrpnia 2021 ô 21:29
      Permalink

      Problem polega na tym, że stowarzyszenia i fundacje polskie na Slezsku reanimujące się tuż przed kolejnym spisem ludności, za ministerialne pieniądze z Warszawy, są zainteresowane “śląskością” w sposób instrumentalny. Dowodzą tego wystąpienia i wynikające z nich deklaracje akceptujące “gwarę” śląską w ramach polskiego żywiołu nie taką jaka jest, tylko pod warunkiem oczyszczenia z czeskich naleciałości. Wystarczy nawet spojrzeć na plakat z tego artykułu – nie pokuszono się nawet o wykonanie materiałów marketingowych przez kogoś kto faktycznie po śląsku godać (nie mówiąc już o pisaniu) potrafi.

      Co ciekawe jako, że mniejszość polska w Czechach topnieje w oczach, zdecydowano się na czerpanie pełnymi garściami ze Ślązaków i śląskiego, gdy tymczasem u swoich własnych obywateli patrzy się na to co najmniej z podejrzliwością. Myślę, że żaden Ślązak nie boi się współpracy z organizacjami mającymi w nazwie “Polska”, tak samo jak tymi z “Niemiecka”, czy “Czeska”. Ale ostrożność we współpracy ze stowarzyszeniami finansowanymi przez polski rząd uważam za w pełni uzasadnione.

      Co do artykułu, to jak zwykle bardzo wartościowy za co autorowi dziękuję.

      Ôdpowiydz
      • 9 siyrpnia 2021 ô 21:40
        Permalink

        Nie widzę żadnego blędu językowego na plakacie z artykułu: słownictwo, fonologia, gramatyka, pisownia – wszystko poprawna śląszczyzna z najbliższej okolicy Cieszyna.

        Ôdpowiydz
      • 10 siyrpnia 2021 ô 22:46
        Permalink

        Obawiam sie, ze czesc liderow obawia sie odfarbienia slaskosci swoich idei/organizacji poprzez spolprace z organizacjami noszacymi przymiotnik narodowy inny niz wlasny. By nie zaatakowano Oto i owo… Niestety tez wielu Ślazakōw poprzez socjalizacyje polska przyjela za jedyny istniejacy model, Model mononarodowosci. Ten model Niestety Ale hamuje dosc skutecznie wspolprace miedzy Slazakamo rōznych Strumieni narodowosciowych. Sluszna uwaga ten Effekt wspomagaja finansowania z daleko poza Slaska. Wspolpraca Ruchu Slaskiego z Mniejszoscia Pl w Czechach bylaby super i wjezdzala dosc mocno w Parade Warszawskiej polityce. Agitacja Po ślonsku zwrocila na mnie bardzo pozytywnie uwage. Swiadczy O tym niejako, ze smialo mozna Sie zwracac Po naszymu do naszych:). Czy Po polskij stronie tyz Tak je? Obawiam sie, co niy… Cheba Po lekku stowom sie fanym MP WE Czechach 😀 Kasowac piondze za “polskośc” a rzōndzic Po naszymu niyma blank zle. Typuja, co keby nalazlo Tam urzyndnikōw (kolonizacyjnych) z Pl to drab przymiotnik “polski” mōg by sie omiynic Tam WE “ślōnski”, coby sie ôd tyj przijezdnyj pseudo swojij kultury odgraniczyc. Podobnie Jako to Po 1922/1945 mialo plac na terynach prziznanych Polsce….

        Ôdpowiydz
  • 6 siyrpnia 2021 ô 21:16
    Permalink

    Z pełnym szacunkiem i podziwem , czytałam Pana pracę !

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza