Monika Neumann: Eichendorffa serca dwa

Madame Hahmann– powiedział uprzejmie i ukłonił się głęboko przed kobietą, która roześmiała się kokieteryjnie i udając, że poprawia niesfornie wymykający się spod upięcia lok, zasłoniła na moment dłonią twarz. Promienie słońca przedzierające się poprzez zielone sklepienie liści nad nimi malowały na jej skórze delikatne wzory, jakby przyoblekały ją świetlistą koronką, tak pasującą do sukni, którą miała na sobie. Spoglądała na młodego Josefa, szczupłego i wysokiego, z ciemnymi włosami zaczesanymi elegancko na bok i bystrymi, równie ciemnymi oczami, którymi rzucał ogniki w kierunku kobiety.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Ta, zdając sobie sprawę z swojego uroku i przewagi danej jej przez lata doświadczenia w swoim małżeństwie, ujmując młodzieńca pod ramię, zaintonowała spacer po ogrodzie. Sunęła między krzewami i kwiatami, pochylając się raz po raz, to, by musnąć delikatną dłonią nierozbitego jeszcze pączka pochylającego się ku ziemi, to prostując się, by jeden z wysoko wiszących bzów przyciągnąć do mlecznobiałej twarzy ozdobionej jedynie nieznacznie przypudrowanym rumieńcem. Zamykała oczy rozkoszując się intensywnym zapachem. Wyglądała tak lekko, jak poranna mgła, tak młodo, jakby lat miała dwadzieścia, a nie ponad trzydzieści, tak niewinnie, jakby była panną, a nie mężatką z wieloletnim stażem. Zdawała się być integralną częścią krajobrazu, jak kwiat, czekający na niego, by go zerwał. Gdy tak szła, kołysząc się przy każdym kroku, młody Josef nie potrafił zebrać w sobie myśli.

Taki światły, mądry, wygadany był w Halle, tak lekko przychodziły mu rymy, a gdy siadał wieczorem i notował w swoim dzienniku czuł, że drzemią w nim nieokrzesane jeszcze pokłady energii, siły twórczej, że jego ręka szuka pióra, że świat jest dla niego obrazem, który jemu jednemu przyszło opisać. Gdy tak stał i spoglądał na tą kobietę, coraz bardziej się oddalającą w gęstwinie zieleni, na jej jasną spódnicę szeleszczącą przy każdym kroku i powiewie ciepłego majowego wiatru, wersy poczynały mu się układać w myślach.

Na, kommst du? Oder bist du zu einer Statue geworden?- pyta kobieta zdezorientowana nagłą ciszą młodego studenta. Taki uroczy był, gdy się rumienił, gdy próbował rozmawiać z nią o wielkich filozofiach, tutaj, w tym niewielkim lubowickim świecie. Tak podobny był do swojego brata. Każdy ich gest, mimika twarzy, odruch i uśmiech kopiowały się wzajemnie. Posiadali ten sam cielęcy wzrok, gdy ona nachylała się do jednego z nich, by konspiracyjnym tonem szeptać im coś do ucha, a po chwili wybuchać znów śmiechem i opierać się czule o ramię męża.

Oddawali jej utraconą młodość, ich adoracja odejmowała jej balastu z ramion, pozwalała zapomnieć o tak wielu sprawach. Napoleon stał tuż pod ich bramą, nieświadomie sprowadził jej pod nos najbardziej uroczych chłopców całej śląskiej arystokracji. Zwyciężając z Prusami pod Jeną, zdobywając Halle i zamykając uniwersytet, wysłał młodzieńców na przymusowe wakacje na ich rodzimym zamku. I choć wiedziała, że wojska francuskie przemierzają kraj i narzucają swoją władzę, administrację i porządek, oni trwali w lubowickim raju, organizując bale, podwieczorki, spotkania towarzyskie, bawiąc się i radując swoją obecnością, która niczego dobrego żadnemu z nich przynieść nie mogła. Blask świec odbijał się w drogiej zastawie i ich spojrzeniach kotłujących się gdzieś pomiędzy tłumami szemrzących ludzi, a gdzieś w tle, w ciemnej oddali odgrodzonej od nich srebrzystą siecią gwiazd, armaty wybijały rytm odwiecznego tańca wojny męczącego żołnierzy padających po nim w jeszcze ciemniejszy sen.

I gdy on tak stał, spoglądając na nią, tą femme fatale, niebezpieczną venus, poznając odwieczny archetyp ludzkiej ciekawości, niespełnionego pragnienia i słodkiego rozczarowania, przechylił głowę lekko na bok, jakby chciał zmienić perspektywę, wyjąć siebie z tego obrazu, stanąć obok i opisać go. Słyszał kroki brata Wilhelma, poczuł dziwne ukłucie zazdrości, którego wcześniej w stosunku do niego nie znał i gdzieś w jego głębi zaczęło się rodzić postanowienie, bo porzucić ogień i grę, która została już dawno temu przegrana i udać się w bezpieczną zatokę, w której on sam po latach miałach znaleźć spokój i ukojenie, u kobiety, która byłaby balsamem dla duszy, a nie ogniem niestrawionego serca. Gdy chciał już wyskoczyć z pędzącego koła, spojrzał znów na nią, na niebezpieczne ogniki w błękitnych oczach, którym czas nie odebrał jeszcze młodzieńczego blasku. Ujrzał brata przykładającego jej dłoń do ust i zamiast wysiąść, potoczył się jeszcze dalej, tylko troszeczkę. Będzie toczył się dalej, dopóki świat nie dogoni ich bańki zbudowanej wokoło starego zamku i nie rozsypie ich miłości w ruinę.

 

Aber um uns drei zusammen

Wird der Lenz im grünen Walde

Wohl ein Zaubernetze schlagen,

Dem noch keiner je entgangen.

***

Więc wokół nas wszystkich trojga

Wiosna w zielonym rynsztunku

Sieć czarodziejską rozpina,

Przed którą nie ma ratunku.

Fragment wiersza „Zaubernetz“ oraz tłumaczenie z tomiku Josepha von Eichendorffa „Wiersze – Gedichte“ w serii Perły Literatury Śląskiej. Łubowice 2005.

 

Monika Neumann – Te ôpolske dziołchy, wielkie paradnice, kŏzały se posyć cerwone spōdnice… Monika Neumann czerwonej spódnicy jeszcze nie posiada, ale ôpolskōm dziołchōm jest z krwi i kości. Jest studentką Instytutu Filologii Germańskiej w Opolu i już za bajtla odkryła w sobie szczególne upodobanie do historii o tym, jak na jej małym skrawku Ślōnska bōło piyrwej.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza