Górnoślązacy pomiędzy niemieckim „szlagrem” a „śląską pieśniczką” spod pióra Hadyny (cz.2)

Część II : Pod wpływami niemieckiej  propagandy

 Wigilia roku 1940. Nazistowskie Niemcy znajdują się u szczytu swej potęgi. O godzinie 16.00 studio radiowe Großdeutsche Rundfunk, połączone ze wszystkimi rozgłośniami Wielkiej Rzeszy oraz wszystkimi rozgłośniami  „terenów zajętych”, według słów prowadzącego „jednoczy za pomocą 40 mikrofonów 90 milionów niemieckich serc , tak w niemieckiej ojczyźnie jak i na wszystkich frontach od Narwiku aż po wybrzeża Afryki Wschodniej”.

Achtung Berlin, achtung Berlin. Hier ist die Atlantikfront!

– Achtung Berlin, achtung Berlin. Hier meldet sich Kanalinsel Jersey!

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

– Achtung Berlin, achtung Berlin. Hier ruft die Ferdinand Grube in Kattowitz.

Podekscytowany głos reportera z trudem przebija sie przez huk pracujących maszyn.

Znajdujemy się teraz 500 metrów pod poziomem ziemi. Odwiecznie niemieckiej ziemi, którą to niegodny Traktat Wersalski usiłował oderwać od Macierzy. Dziś jednak, tu zwracam się do dozorującego pompownię majstra Burguta, dziś jednak ponownie wraz z kamratami macie to szczęście wydobywać węgiel z ziemi niemieckiej!

Tak, nareszcie. Dzięki Bogu!- odpowiada majster Burgut. Wystarczy tych kilka wypowiedzianych z twardym akcentem słów, by rozpoznać że Burgut jest autentycznym Górnoślązakiem. Tak samo zresztą jak przodowy Fiedler, pozdrawiający swych dwu synów przebywających na froncie. Glück Auf lieber Willi, Glück Auf lieber Helmut!

W tle pojawia się najpiękniejsza niemiecka kolęda (co prawda rodem z Górnej Austrii, ale cóż to ma za znaczenie, kiedy od dwu i pól roku Austria i tak znów należy do „Wielkich Niemiec”), Stille Nacht ,Heilige Nacht, śpiewana gremialnie przez kamratów. Tak na dalekich wojennych frontach jak i na froncie pracy w niemieckiej ojczyźnie…

Nie wiadomo czy Górnoślązacy równie gremialnie gromadzili się przed swoimi Volksempfänger ( dosłowne tłumaczenie: odbiornik ludowy) przy tego typu audycjach ani też czy miast Stille Nacht nie nucili w duchu „Cicha Noc, Święta Noc”… A już z pewnością nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, ilu z nich podzielało zdanie majstra Burguta. Ale jest jasnym, że wiadomości z frontu żywotnie dotyczyły tysięcy rodzin w regionie. Na terenach wcielonych do Rzeszy pobór do Wehrmachtu trwał już od przeszło pól roku. Mieszkańcy tej części Górnego Śląska która po plebiscycie pozostała w Niemczech brali udział w walkach już od 1 września 1939 roku. Wielu z nich zginęło zaraz za  polsko-niemiecką granicą, kilkanaście kilometrów od rodzinnego domu.

Nadawana na żywo wigilijna audycja była nie tylko dowodem nadzwyczajnych na owe czasy  możliwości technicznych. To był prawdziwy majstersztyk propagandy!

Znaczenie propagandy naziści rozpoznali już na długo przed wybuchem wojny. Specjalnie utworzone ministerstwo, według oficjalnej nazwy zajmujące się uświadomieniem narodowym i propagandą (już sama nazwa to pewien program!), kierowane było przez wybitnego fachowca w tej dziedzinie. Dr. Josef Goebbels wiedział jak wykorzystać możliwości które dawało radio a tym bardziej kino. Od roku 1931 przed każdym seansem cotygodniowa kronika filmowa Die Wochenschau informowała widzów o kolejnych sukcesach, uświadamiając im tym samym, że to ukochany Führer jest tych sukcesów ojcem. On to przecież wydobył Niemcy z powojennego marazmu, ogólnego chaosu i hiperinflacji. On wskazał drogę zapierającego dech w piersiach rozwoju. On wreszcie przywrócił Niemcom dawno zapomniane poczucie dumy z przynależności do tak wspaniałego narodu!

Dej pozōr tyż:  Hart Wegner: Off Paradise – cz.1

I tak nie było tygodnia, by wódz nie otwierał jakiejś nowej fabryki, nie przecinał jakiejś wstęgi na nowo wybudowanej nitce Autobahny, nie głaskał dziecięcych główek, nie ściskał spracowanych dłoni robotników i chłopów  itp. itd. Czasami nawet, widocznie zażenowany, nie umiał uniknąć uścisków rozentuzjazmowanych dam ! To wszystko pod okiem Goebbelsa było wyreżyserowane do ostatniego szczegółu i (co najważniejsze) było niesłychanie skuteczne! I myliłby się ktoś, kto by przypuszczał, że Die Wochenschau unikała tematów naprawdę trudnych. Od czasu do czasu jej reporterzy odwiedzali nawet ten czy inny obóz koncentracyjny. Przypomnijmy, że chodzi tu o okres przedwojenny i że pierwszy taki obóz  powstał na terenie Rzeszy już w roku 1933. Ale gwoli prawdy, czyż nie należało odseparować od zdrowego jądra narodu tych paru komunistów, obiboków, włóczęgów, jednym słowem „elementu pasożytującego”? Czy nie działo się to w interesie wyżej wspomnianych, spracowanych robotników i chłopów? Zresztą, jak sam widz kinowy mógł się naocznie przekonać, „element pasożytujący” miał się w owych obozach całkiem nieźle. Przed barakami rosły nawet kwiatki…

Nazistowska propaganda wywierała bezpośredni wpływ nie tylko na postrzeganie rzeczywistości przez samych Niemców. Przez prawie całe 15 przedwojennych lat, kiedy u władzy znajdowała się NSDAP, cała Europa z zapałem „flirtowała” z nazistami. Powody były rożne. Podziw dla osiągnięć III Rzeszy, dla tempa rozwoju Niemiec, mieszał się tu z powszechną w owym czasie w Europie doktryną silnego państwa pod przywództwem „silnego człowieka”. Choćby i kosztem rezygnacji z części demokratycznych swobód. Fakt powszechnie znanej awersji Führera do „panoszących” się Żydów (na razie wyrażany jedynie poprzez jego próby literackie) też wielu w Europie nie zdawał się nagannym…

Również w Polsce nie tylko nie unikano kontaktów z przywódcami III Rzeszy a wręcz zabiegano o nie. Hitler nie ukrywał swej sympatii do Piłsudskiego. Zdecydował się nawet na odwiedzenie berlińskiego kościoła (co już samo w sobie zdarzało się nadzwyczaj rzadko) w ramach uroczystości żałobnych  związanych ze śmiercią Marszalka. Polskę odwiedzali Goering, Ribbentrop i Goebbels. Ten ostatni w swych pamiętnikach wyraża swą fascynację Piłsudskim („przywódca w każdym calu, choć typ zdecydowanie azjatycki”). Hermann Goering kocha polowania w Białowieży. Na jedno z nich przywozi typowo niemiecki prezent – najnowszy model Mercedesa. Podarunek od Kanclerza Rzeszy Hitlera dla Prezydenta Mościckiego. Ten sam Goering osobiście proteguje gwiazdę niemieckiego kina, chłopaka z Sosnowca, Jana Kiepurę. Pomimo pogłosek o „ niepełnej aryjskości” polskiego tenora. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że z dniem wybuchu II Wojny Światowej Kiepura zerwał swe wieloletnie kontakty z nazistowskim establiszmentem.

Dej pozōr tyż:  Chwila Nieuwagi zaś śpiywo po naszymu

A co na Górnym Śląsku ? No cóż, nie istnieją żadne badania dotyczące skali sympatyzowania Górnoślązaków z nazistowskim reżimem w okresie międzywojennym. O wiele łatwiej jest określić popularność nazistów w tej części Górnego Śląska, która po plebiscycie pozostała w Niemczech. Wyniki wyborów do Reichstagu z roku 1933 nie pozostawiają złudzeń. W opolskim okręgu wyborczym  (Wahlkreis Nr. 9 Oppeln) NSDAP zdobyła 43 procent głosów. W tym samym czasie w Województwie Śląskim kolejne wybory przynosiły coraz lepsze wyniki partiom niemieckim.

Rozczarowany „nową, polską rzeczywistością” Górnoślązak miał prawo z podziwem spoglądać na to, co działo się za pobliską granicą! Tym bardziej z perspektywy bezrobotnego górnika „zatrudnionego” przy biedaszybie… Oczywiście byli wśród mieszkańców regionu również beneficjenci nowych, polskich rządów. Wielu byłych powstańców otrzymało państwowe posady ( średniego, delikatnie mówiąc, szczebla jako ze szczebel wyższy był zarezerwowany dla „lepszych Polaków”) na poczcie , kolei itp. Zresztą faktycznie zawsze istniała na Górnym Śląsku wcale pokaźna grupa polskich patriotów, którym miły był nawet suchy chleb, byle polski…

Jednakże tysiące mieszkańców naszego regionu szukało i znalazło pracę w kopalniach i hutach na terenie Beuthen O/S czy Hindenburga. Nietrudno wyobrazić sobie, jakie animozje prowokowała ta niezdrowa sytuacja i z jakimi zarzutami konfrontowani byli plebiscytowi zwolennicy tzw. opcji polskiej.

Ze zjawiskiem „gastarbajterow”,  dziennie pokonujących przebiegającą przez górnośląskie miasta granicę ( bądź tez nocujących w licznych przykopalnianych ”szlafhauzach”), wiąże się kompletnie do niedawna przemilczany, drażliwy temat. Niektórzy z nich dobrowolnie zasilali dywersyjne grupy bojowe (Freikorps Ebbinghaus) , coraz liczniejsze im bliżej było do wybuchu II Wojny Światowej. Trudno dziś oceniać co stało za tymi, tak radykalnymi przecież, decyzjami. Może faktycznie była to kwestia przekonań politycznych i krok ten miał podłoże (jakby to nie brzmiało) idealistyczne? A może jednak po prostu strach przed utratą miejsca pracy bądź tez nadzieja na poprawę bytu materialnego? Tak czy inaczej wielu z nich poległo już dnia 1 września nad ranem, często w bratobójczej walce po polskiej stronie granicy. Kolejny tragiczny epizod naszej górnośląskiej historii (zainteresowanym tematem warto polecić doskonałe opracowanie mikołowskiego historyka dr. Grzegorza Bębnika pt. „Sokoły  kapitana Ebbinghausa”)…

W miarę upływu międzywojennych lat polska propaganda coraz trudniej radziła sobie z herkulesowym zadaniem pokazania II Rzeczpospolitej  jako kraju miodem i mlekiem płynącego. Opowiastki o zerwanych kajdanach i wyzwoleniu spod pruskiego jarzma mogły może jeszcze trafiać do młodzieży, wyrosłej już na polskim Górnym  Śląsku. Wielu ze starszych zaczęło jednak  tęsknic i szukać winnego… Miast śpiewać patriotyczne pieśni  w jakiejś  „Harmonii” czy „Lutni”, po knajpach zaczęto sięgać do sprawdzonego, niemieckiego repertuaru. Czasami nawet do tego aktualnie propagowanego za zachodnią granicą. Świadczą o tym doniesienia prasowe o policyjnych interwencjach przy wynikających z tej okazji  sporach i bójkach.

Dej pozōr tyż:  „Jednoaktówka po śląsku” po raz 11.

Oczywiście warszawscy decydenci nie zaprzątali sobie głowy rozterkami Górnoślązaków. Jak zawsze (po dzień dzisiejszy) poruszali się po naszym regionie z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Najważniejsze, że Górny Śląsk „fedrował” i przynosił zyski. Kwestia społecznego odbioru błędnych a co gorsza niezrozumiałych dla mieszkańców regionu decyzji była sprawą drugorzędną. Nie było pomysłu na to, by przekonać  Górnoślązaków do niewątpliwie istniejącego przecież w głowach elit rządzących programu spolonizowania wschodniego Górnego Śląska. Niby nareszcie w Polsce ale ciągle tożsamościowo niepewnego, wręcz  podejrzanego.

Tu polscy propagandyści mogliby dużo się od swych niemieckich kolegów  po fachu nauczyć. Ci bowiem umieli  nawet w sytuacjach wyjątkowych błysnąć  nadzwyczajnym kunsztem. Tak jak podczas Olimpiady Berlin 1936. Przez te kilka tygodni cały świat pokochał nazistowskie Niemcy. Tak doskonale przygotowanych igrzysk jeszcze nie było. To wtedy wymyślono istniejącą do dziś sztafetę z ogniem olimpijskim jak i sam olimpijski znicz. W składzie niemieckiej drużyny pojawiło się kilka żydowskich nazwisk. Atleci z całego świata , niezależnie od koloru skóry, zapraszani i goszczeni byli w domach zwykłych Niemców. To wszystko nie mogło zostać bez pozytywnego (ba, wręcz entuzjastycznego) oddźwięku w międzynarodowych środkach przekazu.  Doszło do tego, że podczas uroczystości otwarcia igrzysk drużyny Grecji i Francji (!) podczas przemarszu przed trybuną honorową podniosły ręce w nazistowskim pozdrowieniu. Do pełni  szczęścia  brakowało jedynie, by Führer osobiście pogratulował sukcesu największej gwieździe tych igrzysk, czarnoskóremu Jesse Owensowi z USA. Tego jednak nie można było oczekiwać. Tym bardziej, że 60 tysięcy zgromadzonych na stadionie aryjskich widzów wpadło w euforię po zdobyciu przez Owensa 4 złota. Jeszcze gorzej, że zdobywca srebrnego medalu, Niemiec Luz Long (poległy parę lat później na froncie II Wojny Światowej) uściskał serdecznie swego murzyńskiego konkurenta. Tego było Hitlerowi za wiele…

A jednak Owens aż do chwili swej śmierci twierdził, że czas berlińskiej Olimpiady był najpiękniejszym w jego życiu. Co do Hitlera to oczywiście nie darzył go sympatią, choć (jak absurdalnym mogłoby się to wydawać) rozumiał powody takiego postępowania. W końcu jego własny prezydent zaprosił po igrzyskach do Białego (nomen omen) Domu jedynie białych reprezentantów USA.

Już jednak rok, dwa lata później nic nie pozostanie z tej chwili przyjaznego zainteresowania „niemiecką drogą”. Nadejdzie czas, kiedy to każde dziecko w III Rzeszy (a więc i nasze górnośląskie) w każdej chwili dnia i nocy będzie musiało umieć wyrecytować wykutą na pamięć  w niemieckiej szkole ludowej formułkę: „Unserer Führer Adolf  Hitler, geboren am 20 April 1889 in Braunau am Inn itd.itp…”

Formułkę tę, czego wielokrotnie byłem świadkiem, pamiętano zazwyczaj aż do późnej starości. To tyle o sile (i perfidii) propagandy…

Koniec części II. W części III i ostatniej : Lata sześćdziesiąte. Niemiecki „szlager” szlagierem eksportowym.

Część pierwsza.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Peter Wiescholek – większą część życia w rozdwojeniu: fizycznie od 35 lat poza hajmatym, mentalnie zaś w jego pruskim okresie…

Śledź autora:

10 kōmyntŏrzi ô „Górnoślązacy pomiędzy niemieckim „szlagrem” a „śląską pieśniczką” spod pióra Hadyny (cz.2)

  • 8 paździyrnika 2021 ô 02:52
    Permalink

    BTW: Kiepura = tzw.powstaniec tzw.slaski
    – no comment….

    Ôdpowiydz
  • 29 września 2021 ô 20:32
    Permalink

    No mozno niy nojlepoj z drugim strony 5-10% danyj nacyje sie Interesuje sama öd siebie swojom historyjom/tozsamosciom (bez przimusu szkolnego/propagandowego). Jezli uczyliby o tym WE szkolach, to by bolo inakszyj… Ale Jak wiadomo pod Warszawskim rezimym wiynkszosci, bez autonomiji Jak WE fallu Kataloniji Abo Südtirol niyma na to platzu. 🙁 Trza wōl niy wōl samymu o tym pisac Abo godac, aby naszo kultura przetrwala do lepszych nom czasōm – Sam wyjontkowo Poloki sōm dobrym Beispielem Jako przetwac.

    Ôdpowiydz
  • 29 września 2021 ô 17:33
    Permalink

    Fajny tekst, bardzo fajny. Oba teksty. Brawo!

    Jo bych jeszcze dodol: Radio Luxemburg i RIAS-Sender (szlagry modziki we moi familii tumaczyli na polski i grali je na mandolinie i akordjonie) i 1954 (ludzie sie bali wtedy po niymiecku nawet szeptac, ale w 1954 relacja z “cudu” we szwajcarskim Bern leciala na full bes lotwarte lokno; ludzie poekscytowani no bo az sztyry byli nasze, 2 grali, a jesze 2 insze auf der Rservebank).

    Ôdpowiydz
    • 29 września 2021 ô 19:28
      Permalink

      Hallo Bubek, Dziynki !
      Gynau te rzeczy znojdom się we czynsci trzecij. Fajnie ze piszesz o radio Luxemburg, fto dzisiaj pamiynto ze nadawali stamtąd tyz niemieckie szlagry ?
      Co do WM 1954 to je fakt ze 4 byli nasze ale we finale niy grol niestety zodyn. Ale i tak euforia była fest!

      Ôdpowiydz
    • 29 września 2021 ô 20:10
      Permalink

      Znom ze relacyji tyz taki Fall ze Bytomia Kaj byly Fussballer ze Beuthen 09 wystawiol WE Centrum Bytomia Radio a pod oknym tum ludzi. WE Zobrzu ponoc bylo slychac Jak colke miasto sie radowalo über das Wunder von Bern. No Erfolg Klosego a Poldiego 2014 to niyzapomniany Gefüll. No i coby bylo smiysznie jedyn Weltmeister Kopie Ball WE Gōrniku Zobrze dzis 🙂

      Ôdpowiydz
  • 29 września 2021 ô 17:19
    Permalink

    Ujek moi mutter jezdziol ze Królhuty do Beuthen, a potym sie przekludziol dorthin. Ale pracowol tam we banku.

    Piyrsze 1/2 roku ino na taki niby probezeit, ale pewnie go testowali ze lojalnosci itp.

    U nos (wtedy (po 1934) to juz “Chorzów”) bol pjeronym aktywny we MTV 1862 (Männerturnverein) Kgsh., besto raczyj zgermanizowany abo lepi: germanofil.

    Warunek zatrdniyenia: musiol zmiynic nazwisko na bardzi niymieckie, bo akurat polkobrzmionce po niym. stronie ja – czynste, ale we banku sie niy podobalo, bo wszysko mialo byc möglichst seriös i niy draznic.

    Ôdpowiydz
  • 29 września 2021 ô 17:17
    Permalink

    Pełno zgoda !
    Skond mi prziszlo te 15 lot to som niywiym … Faktycznie , NSDAP powstała we roku 1920 ale u władzy była jedynie w latach 1933-1945.

    Ôdpowiydz
  • 29 września 2021 ô 13:23
    Permalink

    Mōj uropek, ze Radzionkowa na Bobrek jezdziol, a jego Syn do szkoly do Bytōmia. Nastroje hmm, byla to spolecznosc, ftorōm wierzyla WE utopki a skarbkōw, bezto ciynzko stwierdzic, ze sie mogla propagandzie opiyrac… Polska bez te 17 Lot fest na blasku straciyla WE G/Ś, gowy JUZ zodyn za Nia nadstawiac niy chciol, krōm tych co so wie so bylo na listach Gestapo. 90% podpisalo DVL WE Pl Teili G/Ś. Sytuacyjo je super przedstawiono WE tym Beitragu. Robiynie ze colkigo Ludu G/S Polokow Abo Niymcow to Tak choby padac ze siwo farba to je biolo Abo czorno. Co bylo, to bylo i to sie niy odlonaczy. Smutno je Ino to co sie malowiela zmiyniylo. I kupa Ślōnzokow weluje dalij za faszystami, tera polskimi… P.S. NSDAP bylo 15 Lot przed wojnom U wladzy?

    Ôdpowiydz
  • 28 września 2021 ô 20:15
    Permalink

    Gynau jakbych czytoł o moim starziku i ojcu. Ojciec tyż jeszcze pamiynto ta formułka. A Starzik jeździł na gruba z Piekor do Bytomia bez granica.

    Ôdpowiydz
    • 29 września 2021 ô 17:24
      Permalink

      Ja Martin, to je fest ciekawe, ze prawie kożdy mo we familiji jakiś podobny fal, a tak malo na Górnym Słońsku o tych czasach się wiy … Myśla ze to o nos jako Ślonzokach za dobrze niy świadczy…

      Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza